Lud jednak nie tak ciemny jak się Kurskiemu wydaje. Komentarz Krzysztofa Zyzika

Krzysztof Zyzik
Krzysztof Zyzik
Andrzej Duda, prezydent RP
Andrzej Duda, prezydent RP Archiwum
Mamy aż jedenastu kandydatów na prezydenta, ale to bez większego znaczenia, bo na ostatniej prostej liczy się tylko dwóch. Wystarczył miesiąc, by przeorać krajobraz wyborczy.

Andrzej Duda, zdominowany już nie tylko przez prezesa PiS, ale i PR-owców Kurskiego z Bielanem, traci wiarygodność i poparcie z każdym dniem.

Z typowanego na czarnego konia Szymona Hołowni zeszło powietrze, a nadzieja politycznego centrum, Władysław Kosiniak-Kamysz, walczy już tyko o dobry wynik dla Koalicji Polskiej.

Wyraźnie zyskuje tylko Trzaskowski. To oczywiście efekt podmiany kandydata PO. Na lepszego, z charyzmą i efektem świeżości. Ale nie tylko.

Bo trzeba powiedzieć jasno, że głównego rywala Andrzeja Dudy dowartościowuje samo PiS, prowadząc niebywałą wręcz kampanię hejtu przeciwko niemu.

To, co w środę wydarzyło się w studio TVP, ta pseudodebata, przejdzie do historii polskich mediów.

Pytania, z których głośno śmiali się sami kandydaci, były tożsame z pytaniami zadawanymi od wielu dni przez polityków PiS.

Obliczone na skompromitowanie Trzaskowskiego, osiągnęły efekt odwrotny. Pokazały, że władza się go boi, że go postrzega jako swojego głównego rywala.

Pytając kandydatów o uchodźców, homoseksualistów, czy nieistniejącą szczepionkę, TVP po raz kolejny udowodniła, że żyje na innej planecie, niż większość Polaków. I nawet już nie chce udawać, że nie jest medialną filią Nowogrodzkiej.

Co gorsza – prezydent Duda nie potrafił wykorzystać szansy wybicia się na plecach Trzaskowskiego. Wypadł zwyczajnie blado. Postawiony w rzędzie jedenastu, powtarzający to samo, co od pięciu lat, przekonywał przekonanych.

Fakt, że Dudę ciągle popiera spory elektorat PiS, nie jest w żadnej mierze przesądzający.

Obecny prezydent wygra pierwszą turę, inny wynik byłby sensacją. Jednak to są wybory prezydenckie, a nie parlamentarne, tu trzeba kupić ponad połowę narodu. Tymczasem Duda został sformatowany w tej kampanii jako radykał. Z intencją mobilizacji twardego elektoratu i przejęcia głosów Krzysztofa Bosaka w drugiej turze.

Cóż, jest to jakiś pomysł, ale spin doktorzy PiS przegrzali wizerunek prezydenta jako siepacza walczącego z „ideologią LGBT”.

Polacy, przygnieceni faktycznymi, a nie wyimaginowanymi problemami, wyraźnie nie chcą już słuchać idiotyzmów o masturbowaniu dzieci w przedszkolach.

Tu nie trzeba być Einsteinem, żeby wyczuć kampanijną ściemę.

„Ciemny lud” tym razem tego nie kupił, więc w sztabie Dudy zarządzono błyskawiczny odwrót. Na ostatniej prostej Andrzej Duda ma znowu łączyć wszystkich Polaków.

Tak nagły zwrot może już tylko żenować. W ogóle Dudę dotknęło to, co pięć lat temu Komorowskiego. Przygnieciony aferami rządów partii władzy, miotający się między narracjami, próbujący wszystkiego, nawet rapu, by być cool, kończy kampanię jako bohater memów i filmików, w których jednego dnia pomstuje na gejów, drugiego ich szanuje, a trzeciego sam zostaje gejem, byle tylko odwrócić los kampanii.

Tak się nie wygrywa wyborów. Tak się co najwyżej traci resztki wiarygodności w kluczowym segmencie elektoratu - u niezdecydowanych.

Memy po debacie prezydenckiej w TVP. Menelowe plus, mucha, d...

Nowe przepisy ubezpieczeniowe dla bezrobotnych

Wideo

Dodaj ogłoszenie