Marek Majka, prezes Stali Nysa: - Bez dopływu dużych pieniędzy będziemy traktowani jak dawca organów [WYWIAD, ZDJĘCIA]

Wiktor Gumiński
Wiktor Gumiński
Stal Nysa nie uniknęła w sezonie 2020/21 trudnych chwil, ale zrealizowała główny cel, jakim było utrzymanie się w PlusLidze. Wiktor Gumiński
- Cel w postaci utrzymania się w PlusLidze zrealizowaliśmy. W następnym sezonie planujemy już natomiast awansować do fazy play-off - mówi Marek Majka, prezes Stali Nysa, która w roli beniaminka zakończyła zmagania w sezonie 2020/21 na 13. miejscu. - Jeżeli jednak w kolejnych latach za naszymi sportowymi ambicjami nie pójdzie znaczące wsparcie finansowe, będzie nam trudno czynić ciągłe postępy.

Sezon 2020/21 uważacie za udany?
Był on dla nas trudny, ale główny cel został wykonany i to jest najważniejsze. Kiedy przed sezonem z zarządem analizowaliśmy ilość środków finansowych, jakie możemy przeznaczyć na budowę składu, oraz dostępność zawodników na rynku, doszliśmy do wniosku, że realnym założeniem będzie dla nas walka o utrzymanie. To nie było podejście minimalistyczne, tylko trzeźwe. W sercu oczywiście liczyliśmy na to, że dla siatkarzy, którzy nas zasilili będzie to najlepszy sezon od kilku lat i tym samym poskutkuje to wynikami nieco powyżej oczekiwań. Szkoda kilku zgubionych punktów, a szczególnie meczu u siebie z MKS-em Będzin (2-3 – red.). Graliśmy go bowiem w czwarty dzień po przerwie spowodowanej falą zakażeń koronawirusa w naszej ekipie. Gołym okiem było widać, że zawodnikom brakowało wytrzymałości. W czwartym secie już słaniali się na nogach. Ten mecz przegraliśmy sami ze sobą. Generalnie jednak nieźle poradziliśmy sobie z covidową rzeczywistością i koniec końców jesteśmy zadowoleni, że udało nam się zapewnić utrzymanie już na kilka kolejek przed końcem fazy zasadniczej. Choć poziom zarządzania klubem był już bardzo wysoki, kiedy graliśmy jeszcze w Tauron 1 lidze, to w ostatnich miesiącach doświadczyliśmy, jak duża jest różnica sportowa między nią a PlusLigą. Przeskok jest olbrzymi.

Żałujecie, że drużynie nie udało zdjąć się „klątwy tie-breaka”?
Tie-breaki, choć wszystkie przegrane, dały nam w skali całego sezonu dziewięć punktów. Mimo kolejnych niepowodzeń w piątych setach, cały czas tłumaczyliśmy zawodnikom, by nie zakopywali się w kompleksie tie-breakowym. Czasami brakowało szczęścia bądź doświadczenia, ale i również stabilności formy, szczególnie w elemencie przyjęcia. Potrafiliśmy zagrać świetne spotkania i wygrać za trzy punkty z PGE Skrą Bełchatów czy Jastrzębskim Węglem, w których przyjmowaliśmy fantastycznie, ale bywało i tak, że ten element zupełnie nie funkcjonował. W kuluarach nawet śmialiśmy się, że trzeba Marcinowi Komendzie kupić rolki, by mógł szybciej przemieszczać się po boisku. Mamy jednego z najlepszych rozgrywających w PlusLidze, ale jeżeli regularnie musiał on pokonywać kilka metrów do piłki, to kolejne akcje automatycznie traciły na dynamice i to nie pozwalało nam w pełni rozwijać skrzydeł.

Zatem na pozycji przyjmującego zajdzie w klubie najwięcej zmian przed kolejnym sezonem?
Jeszcze nie pora na zdradzanie tajemnic finansowych, ale owszem, na pozycji przyjmującego zmiany na pewno będą. Wymienimy też jednego lub dwóch środkowych. Pewne spekulacje już się pojawiają, ale na pytania o konkretne nowe nazwiska na razie będę odpowiadać: pomidor. Mogę natomiast zdradzić, że skład mamy już praktycznie zamknięty i potwierdzić, że odejdzie od nas atakujący Michał Filip. Chciałby on bowiem w swoim nowym klubie mieć gwarancję występowania w wyjściowym składzie. My chcemy dalej budować zespół według koncepcji ustalonej między zarządem a sztabem szkoleniowym. Tych, którzy nas opuszczą, nie oceniamy źle. Nie mam jednak też wątpliwości, że nasze nowe nabytki pozwolą nam podnieść poziom sportowy.

Podobno udało wam się zatrzymać dwa filary zespołu, czyli Marcina Komendę i Wassima Ben Tarę.
… (uśmiech) pomidor. Prawdopodobnie zaraz po świętach wielkanocnych, a może i nieco wcześniej, będziemy kolejno ogłaszać nazwiska zawodników, którzy z nami zostają oraz tych, z którymi nie zdecydowaliśmy się przedłużyć współpracy. Chcemy jednak to uczynić w sposób zasługujący na poziom PlusLigi oraz w takiej formie, by przypadła ona do gustu naszym sponsorom. Kiedy natomiast pozwolą nam na to przepisy kontraktowe, podamy do publicznej wiadomości, jacy gracze zasilą nasze szeregi. Teraz nie możemy tego zrobić, ponieważ są oni jeszcze wizerunkowo związani z innymi, wciąż swoimi obecnymi pracodawcami.

Wassim Ben Tara Was zaskoczył was swoją tak dobrą dyspozycją na przestrzeni całego sezonu?
Godne obsadzenie pozycji atakującego było dla nas jednym z kluczowych założeń. Z draftu do ligi koreańskiej dostał się nasz zawodnik Bartosz Krzysiek, jak również Michał Filip, który … miał z nami podpisany prekontrakt. Była w nim jednak klauzula, że ulega on automatycznie rozwiązaniu, jeśli dostanie się właśnie do Korei Południowej. Zostaliśmy więc trochę w kropce i potem po kilka razy w tygodniu spotykaliśmy się ze sztabem szkoleniowym, rozmawiając o poszczególnych kandydatach, analizując ich statystyki i oglądać filmiki z ich udziałem. Nazwisko Wassima Ben Tary się wtedy pojawiało, ale później na pewien czas, tydzień lub dwa, bardziej przyglądaliśmy się innym. Kiedy jednak dotarły do klubu dodatkowe materiały na temat Wassima, trener Krzysztof Stelmach powiedział mi otwarcie: „Marek, zobacz, ten chłopak ma niesamowity potencjał i chciałbym na niego postawić”. Od tamtej pory już się nie wahaliśmy, choć w siatkarskim środowisku dużo było głosów powątpiewania, czy Wassim to zawodnik na miarę PlusLigi. Nie ukrywam, że również się nieco przestraszyliśmy, kiedy wypadł bardzo blado w przedsezonowym sparingu z Jastrzębskim Węglem. Podjęliśmy wtedy decyzję, by rozejrzeć się za jeszcze jednym atakującym. Dla nas szczęśliwie się złożyło, że Michał Filip jednak nie został na dłużej w lidze koreańskiej i to na niego postawiliśmy. Rozważaliśmy też, by w roli atakującego jednak występował Zbigniew Bartman, a do drużyny dołączył jeszcze jeden przyjmujący. Pozyskanie Michała oznaczało natomiast automatycznie porzucenie tej koncepcji. Wracając do Wassima, na początku sezonu nie mógł on również pokazać pełni swoich możliwości, ponieważ zmagał się z kontuzją mięśni brzucha. Nie była ona groźna, ale przez pewien czas uniemożliwiała mu treningi na pełnych obrotach. Kiedy już jednak „odpalił”, to na tyle efektownie, że wszyscy szybko zapomnieli o jego początkowych problemach.

A jak oceniacie transfery Zbigniewa Bartmana i Bartłomieja Lemańskiego?
Charakterologicznie to bardzo fajni ludzie. Na atmosferę w zespole absolutnie nikt nie narzekał, była ona bardzo dobra. Co do Zbyszka, nie chciałbym o nim za dużo mówić, bo musielibyśmy wejść na dywanik jego spraw prywatnych. Moim zdaniem one również nieco rzutowały na jego sportową dyspozycję. Tak jak wybrzmiało to w oświadczeniu, to był nasz główny powód rozstania. Zupełnie nie wierzę w teorie spiskowe mówiące o tym, że Zbyszek chciał odejść ze Stali, by móc polecieć sobie do cieplejszego kraju. Temat jego odejścia został zamknięty dopiero z końcem grudnia, ale rozmowy o powodach zakończenia naszej współpracy trwały już od listopada. Natomiast co do Bartka, ze swoimi warunkami fizycznymi jest on materiałem na jednego z najlepszych środkowych na świecie. Niestety, mocno ograniczały go problemy fizyczne. Przez to w wielu spotkaniach nie mógł grać na sto procent. Bywało tak, że na początku meczu czuł się dobrze, ale pograł seta czy półtorej i już zgłaszał niedyspozycję. Nie były to duże problemy zdrowotne, ale pojawiały się dość regularnie i nie pozwalały mu prezentować równego, wysokiego poziomu przez kilka meczów z rzędu.

Cały czas mieliście pełne zaufanie do trenerów Krzysztofa Stelmacha i Wojciecha Janasa? Nie było tematu zmiany sztabu szkoleniowego nawet w najbardziej kryzysowych momentach?
Byłbym nieszczery, gdybym powiedział, że nie było chwil, w których zastanawialiśmy się nad zmianą trenera. W tym samym czasie w Nysie naprawdę również wrzało w środowisku kibicowskim. Prowadziliśmy trudne rozmowy, ale w pewnym momencie zadaliśmy sobie pytanie: „jaka byłaby gwarancja, że nowy trener na dłużej odmieni oblicze drużyny?”. Śmiem wątpić, że sprawiłby, iż niektórzy nasi zawodnicy z miejsca staliby się przy nim lepszymi graczami. Na wypadek różnych ewentualności wstępnie kontaktowaliśmy się z paroma szkoleniowcami, lecz w kluczowym momencie za trenerami Stelmachem i Janasem wstawiła się rada drużyny, w której znajdują się między innymi kapitan Patryk Szczurek, Michał Ruciak czy Marcin Komenda. W imieniu zespołu przekazali oni wprost, że nadal chcą pracować z tym samym sztabem. Znając Krzyśka i Wojtka wiem, że była to inicjatywa samych zawodników. Nasi trenerzy nigdy nie posunęliby się do tego, by sugerować swoim podopiecznym jakiekolwiek wycieczki do zarządu. Daliśmy im kredyt zaufania i nie żałujemy, bo koniec końców główne zadanie zostało wykonane.

Można powiedzieć, że fundamenty pod długi pobyt Stali w PlusLidze zostały już postawione?
Nawet jeżeli te fundamenty są i w kolejnym sezonie zanotujemy dużo lepszy wynik sportowy, co zresztą będzie celem postawionym przed zespołem, bez dopływu bardzo dużych pieniędzy dla największych polskich klubów nadal będziemy jednym z zespołów, którego będą traktować jak dawcę organów. W kolejnym sezonie będziemy dysponować co prawda większym budżetem, ale wzrośnie on o nie o kilka milionów, tylko o kilkaset tysięcy złotych. Od kilku naszych partnerów mamy już zapewnienie, że zwiększą swoje wkłady w nasz klub. Cały czas zarazem szukamy głównego sponsora i to będzie nasz cel na kolejne miesiące. Jestem optymistą, ale nie mogę teraz zagwarantować, czy uda nam się go pozyskać. Jeżeli jednak z roku na roku nie będziemy się wzmacniać finansowo, musimy się liczyć z tym, że bogatsze kluby po prostu będą nam podkupywać czołowych zawodników. Mając niezły budżet i odpowiednią wizję rozwoju Ślepsk Malow Suwałki pokazał w tym sezonie, że można z powodzeniem walczyć o play-offy. Wykonanie skoku wyżej wymaga już jednak tytanicznej pracy, popartej oczywiście pieniędzmi. W dzisiejszych czasach menadżerowie zawodników nie pozwalają bowiem na to, by ci podpisywali wieloletnie kontrakty. Sport to po prostu biznes, w którym każdy chce zarabiać jak najwięcej. Stąd też nie jest łatwo przez kilka lat zatrzymywać w klubie najlepszych siatkarzy. Trzeba się jednak z tym pogodzić, bo nie zanosi się na to, by ta sytuacja miała się w przyszłości zmienić.

Jaki zatem będzie wasz cel w sezonie 2021/22?
Głównym celem będzie awans do fazy play-off. Jeżeli Ślepsk tego dokonał, to dlaczego my mamy również się o to nie pokusić? Absolutnym minimum będzie natomiast zajęcie 9. albo 10. miejsca.

Kibice muszą sięgnąć do kieszeni

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie