Marta z Brzegu urodziła córeczkę, a dzień później musiała walczyć o życie. Po 2,5 roku walki wróci do domu!

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Marta Malak-Branicka 1 marca 2018 roku urodziła drugą córkę. Dobę po porodzie doznała rozległego udaru krwotocznego. Lekarze nie dawali jej szans na przeżycie. W tym tygodniu, dzięki intensywnej rehabilitacji, kobieta ma wrócić do domu. Walka Marty trwa już ponad 2,5 roku. archiwum prywatne
- Nigdy nie sądziłem, że wzruszę się na wieść o tym, że Marta samodzielnie zrobiła kanapkę. Po tym co przeszła, to ogromny sukces - mówi mąż 37-letniej brzeżanki. Kobieta dobę po porodzie doznała rozległego udaru krwotocznego. Lekarze nie dawali jej szans na przeżycie. W tym tygodniu, dzięki intensywnej rehabilitacji, ma wrócić do domu.

- Marta daje z siebie wszystko i efekty są bardzo obiecujące - mówi Maciej Branicki, mąż kobiety. - Żona przebywa w ośrodku rehabilitacyjnym w Krakowie, ale z powodu pandemii od dwóch miesięcy praktycznie się nie widujemy, rozmawiamy jedynie za pomocą komunikatorów. Gdy dostałem filmik z jej postępami, nie mogłem uwierzyć w to, co widzę.

Miesiące żmudnej rehabilitacji nie poszły na marne. Brzeżanka potrafi już sama przygotować kanapkę czy rozwiesić pranie, co z jej historią jest wyczynem na miarę zdobycia Mount Everestu. W tym tygodniu Marta, po 2,5 roku walki, ma wrócić do domu.

- Oczywiście tu nie chodzi o to, by ona zajęła się prowadzeniem domu. Zrobienie kanapki czy rozwieszenie prania to są małe sukcesy, które pokazują, że rehabilitacja nie poszła na marne i żona jest coraz bardziej sprawna manualnie - podkreśla Maciej Branicki.

Historia młodej mamy poruszyła naszych czytelników. To m.in. dzięki nim Marta przeszła intensywną rehabilitację i zrobiła duże postępy. Ma dla kogo walczyć, ponieważ w domu czekają na nią córeczki: 7-letnia Ula i 2,5-roczna Pola. Pola nie wie jak to jest zasypiać wtuloną w bezpieczne ramiona mamy, bo odkąd przyszła na świat Marta zmaga się ze skutkami choroby, która rozwijała się w jej ciele podstępnie.

Czytaj także

1 marca 2018 roku brzeżanka urodziła drugą, wyczekiwaną córeczkę. Dziecko było zdrowe i silne. Wydawało się, że nic nie jest w stanie zburzyć tej rodzinnej sielanki. Następnego dnia młoda mama straciła przytomność. Okazało się, że od urodzenia żyła z tykającą bombą w głowie. Pęknięte naczynie krwionośne spowodowało duże spustoszenie. Kobieta przez 10 dni była w śpiączce, a lekarze mówili, że trzeba przygotować się na najgorsze.

I wtedy zdarzył się cud. Marta zaczęła wracać do życia. Po kilkunastotygodniowym leczeniu i rehabilitacji została wypisana do domu. Osiem miesięcy po udarze - gdy wydawało się, że najgorsze jest już za nią - stan kobiety gwałtownie się pogorszył. Przestała przełykać, odkrztuszać, była żywiona za pomocą sondy.

O dramacie rodziny po raz pierwszy pisaliśmy w styczniu 2020. Nadzieją dla brzeżanki była rehabilitacja w prywatnym ośrodku w Krakowie, ale rodziny nie było stać, by ją sfinansować. Historia młodej mamy poruszyła naszych czytelników i to m.in. dzięki ich pomocy Marta w maju mogła wyjechać do Krakowa.

- Lekarze już dwa razy kazali mi się z żoną żegnać... Ona za każdym razem znajdowała w sobie determinację, żeby wygrać ten nierówny pojedynek - mówi Maciej Branicki. - Lekarze początkowo studzili nasz entuzjazm, sugerowali, by nie robić sobie nadziei, a tymczasem ona przekracza kolejne granice.

Marta pod koniec tygodnia ma wrócić do domu. Jej córeczki nie mogą się już doczekać momentu, gdy będą miały mamę obok siebie. Najbardziej cieszy się 7-letnia Ula, która ani na chwilę nie straciła wiary, że ten moment nastąpi.

- Pola też się cieszy, choć mówię jej, że będzie musiała zrobić dla mamy miejsce w łóżku. Do tej pory mała spała w naszej sypialni - mówi Maciej Branicki. - Dla niej to zupełnie nowa jakość, bo przecież nie zna domu, w którym byłaby mama.

To jednak nie koniec walki. Marta nadal będzie potrzebowała rehabilitacji, by nie zaprzepaścić tego, co już udało się osiągnąć. Koniecznie będzie też dostosowanie mieszkania do jej potrzeb, m.in. zakup schodołazu, który pozwoli osobie na wózku pokonać schody, ale też remont łazienki, by kobieta miała swobodny dostęp do prysznica.

Rehabilitację Marty można wesprzeć wpłacając pieniądze na konto Fundacji Siepomaga: 89 2490 0005 0000 4530 6240 7892
IBAN: PL89249000050000453062407892, tytułem: 21397 Marta Malak-Branicka darowizna. Dla przelewów zagranicznych: Kod BIC/SWIFT: ALBPPLPW

Zmniejszone dostawy szczepionek na COVID-19 do Europy

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Brawo! Cuda się zdążają! Wszystkiego dobrego Pani Marto!

P
Pielęgniarz

Chętnie wpłacę dla tej Pani pieniążki. Pokazała wolę życia i miłość. Grunt to kochająca rodzina. Teraz pewnie będzie potrzebowała pomocy. Może by tak wrzeszczące Panie spod znaku błyskawicy zamiast rzucać wyzwiskami by do tej pani poszły jako wolontariuszki. Niech pokażą solidarność wobec kobiety. Dużo pracowałem w Belgii przy osobach starszych. Oni najbardziej bali się, że zostaną zmuszeni do eutanazji. Tak w sercu Europy. Niestety w tym temacie jest zmowa milczenia!

Dodaj ogłoszenie