Mateusz Jankowski po rozstaniu z Gwardią Opole: Musiałem odejść, by móc z czystym sumieniem spojrzeć w lustro

Wiktor Gumiński
Wiktor Gumiński
Ostatniemu występowi Mateusza Jankowskiego w Gwardii Opole towarzyszyły ogromne emocje. Polały się też łzy.
Ostatniemu występowi Mateusza Jankowskiego w Gwardii Opole towarzyszyły ogromne emocje. Polały się też łzy. Wiktor Gumiński
Corotop Gwardia Opole miała być ostatnim klubem w karierze zawodniczej piłkarza ręcznego Mateusza Jankowskiego. Tak się jednak nie stanie. Drogi opolskiego zespołu i jego wieloletniego kapitana definitywnie rozeszły się po 10 latach. W tym czasie popularny "Jankes" zrobił dla Gwardii tak wiele, że zapracował sobie na wyjątkowe pożegnanie. Doświadczył w niej dużo dobrych, jak i złych momentów, ale teraz chce pamiętać jedynie te pozytywne.

Pochodzący z Elbląga Mateusz Jankowski został zawodnikiem Gwardii latem 2014 roku. Przyszedł do niej z Azotów Puławy. Pierwszy sezon w barwach klubu z Opola wiązał się dla niego z koniecznością gry w 1 lidze (wówczas drugi szczebel rozgrywkowy), ponieważ trafił do Gwardii świeżo po tym, jak spadła ona z Superligi. Z Jankowskim w składzie od razu jednak powróciła na najwyższym poziom, i to w wielkim stylu, wygrywając wszystkie 26 ligowych spotkań.

Po sezonie 2015/2016, w którym Gwardia utrzymała się w elicie, pod znakiem zapytania stanął dalszy byt klubu. Z powodu zaległości finansowych w wypłatach klub opuściła większość zawodników. Pomocną dłoń w jego ratowaniu wyciągnęło jednak miasto Opole, a Jankowski był jednym z nielicznych graczy, którzy zdecydowali się pozostać w Gwardii.

W kolejnych latach klub stopniowo rósł w siłę, a w sezonie 2018/2019 odniósł największy sukces w swojej historii. Wtedy to gwardziści wywalczyli brązowy medal mistrzostw Polski. Wcześniej zespół z Opola też raz go zdobył, ale ... w 1964 roku. Jankowski kilkakrotnie rywalizował też z Gwardią na europejskiej arenie, a dokładnie w Pucharze EHF. O ile w sezonach 2017/2018 i 2018/2019 drużyna kończyła zmagania w rundach eliminacyjnych, o tyle w sezonie 2019/2020 zakwalifikowała się do fazy grupowej. Z powodu pandemii koronawirusa nie została ona jednak dokończona.

Ostatnie lata Jankowskiego w Gwardii nie były już tak udane. Swoją osobowością oraz boiskowymi poczynaniami zaskarbił on sobie jednak ogromną sympatię opolskich kibiców. Śmiało można powiedzieć, że dla wielu z nich był ulubieńcem. W swoim ostatnim występie dla Gwardii, który zakończył się jej pewnym zwycięstwem z Grupą Azoty Unią Tarnów (34:30), zdobył trzy bramki i zdaniem kibiców został wybrany zawodnikiem spotkania. Tuż po końcowym gwizdku w jego oczach pojawiły się łzy. Wzruszenie jednak trwało dłużej, bo Jankowski otrzymał wyjątkowe pożegnanie. "Gwoździem" programu było zawieszenie jego koszulki pod dachem Stegu Areny. Było to pierwsze takie wydarzenie w historii tego obiektu. Od teraz numer 18 jest również w Gwardii zastrzeżony i już nikt w tym klubie z nim nie wystąpi.

Rozmowa z Mateuszem Jankowskim

Łzy wzruszenia po zakończeniu ostatniego meczu w barwach Gwardii były pierwszymi w twoim sportowym życiu?
Nie, pojawiały się już wcześniej, choćby po zdobyciu brązowego medalu mistrzostw Polski czy zwycięstwach w niektórych bardzo wymagających meczach, jak na przykład z Industrią Kielce w pierwszym starciu półfinałowym sezonu 2018/2019. Sięgając dalej pamięcią, po raz pierwszy wzruszyłem się, kiedy odgrywano mi Mazurka Dąbrowskiego. Do mojego ostatniego występu w Stegu Arenie w koszulce Gwardii starałem się przygotować, ale towarzyszyło mu tak wiele różnych emocji, że po prostu nie sposób było wszystko utrzymać w sobie.

Ile scenariuszy twojego pożegnalnego występu dla Gwardii przewinęło ci się przez głowę?
Znacznie bardziej niż samym meczem stresowałem się tym, co nastąpi po jego zakończeniu. Uznałem, że wizualizacja pomoże mi w utrzymaniu emocji na wodzy, więc starałem się przygotować na wszystko. Również na to, że pod dachem Stegu Areny może zawisnąć moja koszulka oraz na to, że mój numer może zostać zastrzeżony. Wiedziałem, że drużyna będzie mnie oklaskiwać, a ja będę musiał coś powiedzieć. Starałem się nastawić wcześniej tak, żeby nie płakać, ale się nie dało. Żadnych szczegółów ceremonii pożegnalnej oficjalnie nie znałem. Wszystkie wizje były jedynie moimi domysłami.

Mimo że przynajmniej częściowo się one sprawdziły, przy wieszaniu koszulki serce i tak chyba ci jednak mocniej zabiło.
Jak najbardziej. Chciałem przede wszystkim uniknąć sytuacji, że ze wzruszenia nie będę w stanie wydusić z siebie choćby słowa. Opanowanie emocji w tak krótkim czasie nie jest łatwą sztuką. Parę razy pękłem, ale tak musiało być. Duzi chłopcy też potrafią płakać.

Ostatniemu występowi Mateusza Jankowskiego w Gwardii Opole towarzyszyły ogromne emocje. Polały się też łzy.
Ostatniemu występowi Mateusza Jankowskiego w Gwardii Opole towarzyszyły ogromne emocje. Polały się też łzy.
Wiktor Gumiński

Te emocje nadal jeszcze w tobie tkwią?
Teraz już mocno opadły, ale najciężej było je opanować w tygodniu poprzedzającym mecz. Rozmawiamy cztery dni po jego zakończeniu, a ja jeszcze nie oglądałem żadnych zdjęć ani wideo z mojego pożegnania. Od tego czasu jestem tak mocno zaabsorbowany różnego rodzaju innymi rzeczami, że nie miałem nawet chwili dla siebie, by na spokojnie zapoznać się z poszczególnymi materiałami.

Ale w końcu to uczynisz?
Oczywiście, tylko potrzebuję więcej wolnego czasu prywatnego. Wtedy na pewno do wszystkiego wrócę. Na razie jedynie mignęło mi to, co ludzie pisali do mnie w mediach społecznościowych.

Pierwsza informacja o twoim odejściu z Gwardii pojawiła się pod koniec lutego. A kiedy rzeczywiście podjąłeś tą decyzję?
Trochę wcześniej. Był to mój świadomy wybór.

Był to pierwszy raz, kiedy realnie pomyślałeś o pożegnaniu się z Gwardią?
Spędziłem w klubie z Opola 10 lat i naprawdę sądziłem, że zakończę w nim swoją przygodę z piłką ręczną. Niestety nie dotrzymam tej obietnicy, lecz podczas gry dla Gwardii odrzuciłem w pewnym czasie naprawdę dużo propozycji z innych zespołów. Nie pozwalałem nawet składać im finansowej oferty, bo i tak nie wpłynęłaby ona na moją decyzję. Odzywało się do mnie wielu menadżerów, kontaktowały się też kluby teoretycznie wyżej notowane od Gwardii, także zagraniczne. Pieniądze nigdy nie były jednak u mnie główną kartą przetargową przy ustalaniu kontraktów. Pewnie finansowo sporo przez takie podejście straciłem, ale z drugiej strony myślę, że dzięki niemu również wiele zyskałem jako człowiek. W pewnym momencie cała Polska wiedziała, że nie sposób będzie wyciągnąć mnie z Gwardii.

Więcej wspomnień z Opola będziesz mieć pozytywnych czy gorzkich?
Nie mam do nikogo pretensji o to, że odchodzę z Gwardii. Spędziłem w Opolu około jednej trzeciej swojego życia i wszystko, co tu przeżyłem, zostało zapisane w moim sercu. To moja historia, której nikt mi już nie odbierze. Ogólnie to mam same dobre wspomnienia. Złych rzeczy też było sporo, ale nie chcę ich pamiętać. Gdybym się mocniej zastanowił, pewnie bym coś sobie przypomniał, bo niektórych spraw nie potrafiłem zrozumieć. Staram się jednak nie zaprzątać sobie tym głowy, tylko skupiać się na pozytywach. Opole stało się moim domem i myślami na pewno chętnie będę do niego wracać. Póki co jednak wraz z rodziną będziemy się z niego wyprowadzać. Życie stworzyło inne, nowe możliwości, i muszę być gotowy, by umieć z nich skorzystać.

W szatni do końca miałeś samych sojuszników?
Nie czułem, by w naszych relacjach zaczęło dziać się co niepokojącego. Może wszystkiego nie wiem, ale ja cały czas byłem gotowy pójść za drużyną w ogień. Stąd też sądzę, że inni raczej również nie wbijaliby mi noża w plecy.

Były pojedyncze spotkania, w których występowałeś, ale rolę kapitana sprawował inny zawodnik. Zdarzyło ci się oddać opaskę Mateuszowi Morawskiemu i Maciejowi Zarzyckiemu. Obaj byli obecni na twoim ostatnim meczu dla Gwardii. Przyjechali specjalnie dla ciebie?
Tego nie wiem, szczególnie że obaj są nadal związani z Opolem, gdyż mają tutaj swoje przyszłe żony. Zarówno Maćkowi, jak i Mateuszowi oddałem opaskę, bo obaj wprowadzali dużo dobrego do życia szatni. Jako kapitan chciałem ich w jakiś sposób uhonorować za taką postawę, szczególnie że na wszystko sami sobie uczciwie zapracowali. Nie chodzi tylko o aspekty sportowe. Żeby być kimś na boisku, na początku trzeba być człowiekiem. Przy braku empatii i zaufania do drugiej osoby niczego trwałego nie uda się zbudować.

Czujesz się w Gwardii spełniony?
Tak jak mówiłem, głęboko wierzyłem, że będzie ona moim ostatnim klubem. Sprawy jednak potoczyły się tak, że chcąc żyć w zgodzie ze swoimi zasadami i wyznawanymi wartościami musiałem podjąć decyzję o odejściu. Była ona trudna, ale i dobra - to dwa zupełnie odrębne pojęcia. W Opolu zaaklimatyzowałem się znakomicie. Odnalezienie się w nim, praca w szkole, zawieranie nowych znajomości - to wszystko przyszło mi naturalnie. Teraz jednak nadszedł moment, w którym musiałem podjąć decyzję o zmianie klubu, by móc z czystym sumieniem spojrzeć w lustro.

Rozumiem, że odchodząc z Gwardii również kończysz pracę trenera klasy sportowej w Publicznym Liceum Ogólnokształcącym nr 9 w Opolu?
Najprawdopodobniej tak to się ułoży. Ale dwa lata pełnienia tej roli zmieniły trochę moje podejście do pracy trenerskiej. Kiedyś się w niej nie widziałem, a tymczasem okazało się, że sprawiała mi ona wiele satysfakcji i prawdopodobnie dalej będę chciał się rozwijać w tym kierunku. Ciepłe słowa, jakie często słyszałem od młodzieży, rodziców i innych trenerów pozwoliły mi uwierzyć, że to co robiłem miało sens. Dla każdego z moich podopiecznych byłem jak starszy kolega. Nie pracowałem z dziećmi, tylko z nastoletnimi chłopakami. Jeżeli w przyszłości chcą oni zaistnieć w zawodowym sporcie, muszą się już do niego adaptować. Im szybciej zaczną to robić, tym lepiej. Starałem się dla nich być jak najlepszym drogowskazem.

Twoje rozstanie z Gwardią odbiło się dużym echem również w innych częściach Polski?
Tak, niektórzy myśleli nawet, że całkowicie kończę przygodę z graniem w piłkę ręczną. Zastanawiając się już na spokojnie, to w sumie nie wiem, czy ktoś w Polsce miał wcześniej tak huczne pożegnanie. W wyjątkowy sposób, choć nie pamiętam dokładnie szczegółów, żegnano w Kielcach Karola Bieleckiego czy Sławomira Szmala. Ja oczywiście nigdy nie byłem i nie jestem zawodnikiem z tej samej półki. Uważam jednak, że posiadam inne cechy, które sprawiły, że ludzie generalnie chętnie ze mną sympatyzowali i utożsamiali mnie z herbem klubu.

Jakie więc będą twoje dalsze losy?
Będę kontynuować grę w innym klubie z Orlen Superligi. Nie czuję się jeszcze na tyle niepotrzebny, by już wieszać buty na kołku.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Studio Euro odc.4 - PO AUSTRII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska