Mentawajowie. Wśród pierwotnych plemion

    Mentawajowie. Wśród pierwotnych plemion

    Archiwum prywatne

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Mentawajowie. Wśród pierwotnych plemion

    ©Archiwum prywatne

    Na co dzień naukowiec, profesor, dziekan Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Opolskiego. A dał sobie radę w równikowej dżungli. - Choć gdyby nie gościna Mentawajów, trudno byłoby przeżyć - mówi Janusz Słodczyk.
    Mentawajowie. Wśród pierwotnych plemion

    ©Archiwum prywatne

    Wyspy Mentawai

    Posiłek w „gościnnym pokoju” umy. Je się rękami, potrawy są wtedy naprawdę „palce lizać”. Archiwum prywatne

    Posiłek w "gościnnym pokoju" umy. Je się rękami, potrawy są wtedy naprawdę "palce lizać".
    (fot. Archiwum prywatne)

    Wyspy Mentawai


    Archipelag na Oceanie Indyjskim; wchodzi w skład prowincji Sumatra Zachodnia; jest samodzielnym dystryktem (Kapubaten Mentawai) z ośrodkiem administracyjnym Tuapejat na wyspie Sipura.
    Leży w łańcuchu wysepek przebiegającym w odległości około 100 km od Sumatry, od której oddziela go cieśnina Mentawai. Na powierzchni 6700 km mieszka około 64 tys. mieszkańców.
    Składa się z czterech głównych wysp: Siberut, Sipura, Północna Pagai, Południowa Pagai oraz wielu małych wysepek. Wyspy porasta w większości las tropikalny. Często nawiedzane są przez tsunami i trzęsienia ziemi.



    Na nic zdadzą się tytuły naukowe oraz znajomość makro- i mikroekonomii, jeśli - aby mieć co jeść - trzeba upolować małpę lub złapać niemal gołymi rękoma rybę w strumieniu. Przekonał się o tym zapalony globtroter i zarazem profesor geografii ekonomicznej z Opola, Janusz Słodczyk. Przeżył niedawno największą życiową przygodę, żył z indonezyjskim pierwotnym plemieniem Mentawajów. To plemię, które żyje tak jak ich przodkowie sprzed tysięcy lat. Zaszyci w buszu, ze zdobyczy cywilizacji nie znają niemal nic. No, są wyjątki, Mentawajowie wiedzą, co to papierosy, a za największy skarb uznają zegarek na rękę.

    - Ale ich dzieci nie chodzą do szkół, nawet nie grają w piłkę nożną, choć uwielbiają zabawę - mówi profesor Słodczyk.

    Pan Janusz trafił do Mentawajów podczas podróży na Sumatrę. O Sumatrze mógłby opowiadać godzinami, ale to pobyt na wyspie Siberut był najbardziej wyjątkowy. Wyspa porośnięta jest równikową dżunglą i właśnie tu mieszka owo tajemnicze plemię.

    - Na wyspę dotarliśmy promem z miasta Padang. Prom płynął 12 godzin. Podróżne miejsca luksusowe wykupione za dodatkową opłatą równą kilku polskim złotym - to były materace, na których można się było przespać podczas rejsu nocą - mówi Janusz Słodczyk. Nie trzeba dodawać, że ten materac był wielokrotnego użytku (i bardzo to było po nim widać). Europejczycy chętniej zawinęli się we własne śpiwory. - Cóż, takie wyprawy nie są dla turystów przyzwyczajonych do zasad all inclusive - dodaje opolanin.

    Prom, załadowany bananami, zwierzętami oraz ludźmi dotarł do portu, skąd grupa miłośników przygody, wśród nich opolski naukowiec, wybrała się w dalszą wyprawę.
    - Przy przystani funkcjonuje niewielkie osiedle, które jest łącznikiem mieszkańców wyspy z cywilizacją. Jeśli wejdzie się w dżunglę, a my to planowaliśmy, cywilizacja znika za plecami turystów - mówi opolski globtroter,

    Nie ukrywa, że wyprawa, nie mogła się obejść bez asekuracji: zatrudnili paru tragarzy i przewodnika. Poza własnymi plecakami z ubiorami i niezbędnym sprzętem mieli przecież do przeniesienia zapasy prowiantu i wody. Przewodnik był gwarancją, że Mentawajowie, których mieli nadzieję spotkać, w sposób właściwy zrozumieją ich intencje. Wprawdzie do plemienia dociera coraz więcej lubiących niebanalne wyprawy podróżników, ale...

    - To ludzie dumni, dla których czas stanął w miejscu. Chcieliśmy z nimi mieszkać, do uzyskania na to zgody potrzebne było pośrednictwo przewodnika - mówi opolanin.

    Szła dzieweczka

    Dotarcie do wioski nie było łatwe: podróż małymi łodziami, a te często grzęzły w błocie. Wiec trzeba było ostatecznie łodzie porzucić i przez kilka godzin iść pieszo. Aż wreszcie pojawiła się osada Mentawajów. Osada - to może za dużo powiedziane, bowiem w głównej chacie, zwanej umą, mieszka jedna rodzina. I to jest jedyna budowla mieszkalna w osadzie. Inne - to pomieszczenia dla hodowanych zwierząt oraz budowla postawiona po to, by gospodarze mieli... gdzie uprawiać seks, czyli spełniać swą prokreacyjną rolę.

    Pozostałe rodziny budują swe umy w innych zakątkach dżungli, oddalonych od siebie o godziny drogi.
    W umie obowiązuje ścisły podział przestrzeni. Najpierw jest część gościnna, gdzie spożywa się też posiłki. Następnie część, gdzie mogą przebywać tylko mężczyźni. Wreszcie - część dostępna dla kobiet, tam jest kuchnia.

    Janusz Słodczyk: - Każdy śpi w swojej części. Jeśli żyjący z sobą mężczyzna i kobieta chcą się kochać - udają się do wspomnianej już osobnej, małej chatki.

    Chaty budowane są na palach, co stanowi pewne zabezpieczenie przed zwierzętami oraz powodzią podczas ulewnych opadów.

    - I właśnie w takim domu udało się nam zamieszkać - mówi Janusz Słodczyk. - Byliśmy siebie nawzajem bardzo ciekawi.

    Pierwsze wrażenie opolskiego podróżnika: Mentawajowie są bardzo muzykalni. Wieczorem lubią pośpiewać. Polska ekipa też nie była dłużna: - My śpiewaliśmy "Dzieweczkę", a także "Karolinkę" - śmieje się Janusz Słodczyk. - Bardzo im się podobało.

    Zgodnie z plemiennym rytmem

    Pewnego dnia biali wybrali się na polowanie razem z tubylcami. Celem były małpy.
    - Przy tej okazji przekonałem się, że ludzie ci bardzo celnie strzelają z łuku. Wiele ze strzał miało zatrute ostrza, ostrzegano nas, aby nie dotykać żadnej z nich. Natomiast małpy żadnej i tak nie upolowaliśmy, zapewne dlatego, że my - cywilizowani ludzie - mimo usilnych starań nie potrafiliśmy się zachować na tyle cicho, aby nie spłoszyć zwierząt.

    Kości zwierząt - zarówno upolowanych, jak i gospodarczych, mają bardzo duże znaczenie w wystroju chaty. Na ścianach wisiały czaszki małp, ale i świń. Istotne było to, w jakim kierunku są one zwrócone. Czaszki małp zwrócone na zewnątrz chaty zapewniały udane łowy. Czaszki zwierząt domowych zwrócone w przeciwnym kierunku gwarantowały, że po zwierzynę hodowaną w osadzie nie przyjdą złe siły lub dzikie zwierzęta.

    - Mężczyźni polują, a więc są wojownikami, dominują w rodzinie. Do zadań kobiety należy polowanie na ryby - mówi opolanin. - Kobiety brodzą po rzeczkach lub strumieniach, trzymając coś na kształt podbieraka. Gdy spostrzegają rybę, muszą złapać ją do podbieraka. To wymagała nie lada sprytu, sprawności i refleksu.

    Może dlatego w zwyczaju Mentawajów jest, że kobieta łowiąca ryby jest osobą nietykalną. - Nie można jej w tym czasie w jakikolwiek sposób zaczepić, zaprzątnąć jej uwagi, skrzywdzić - mówi podróżnik.
    Biali żyli zgodnie z rytmem dnia gospodarzy. O świcie budził ich niezwykły harmider - to świnie kwiczały co sił, dopominajac się o poranną strawę. A że noc spędzały pod palami, na których stała uma, a więc - w praktyce - pod podłogą chaty - to w całym domostwie słychać było ten kwik. Obecność świń także się mocno czuło - w dosłownym znaczeniu.

    Potem przychodził czas na posiłek. - Początkowo staraliśmy się jeść głównie swój prowiant oraz pić swoją wodę. Ale potem woda w butelkach się skończyła, więc piliśmy wodę miejscową przegotowaną. My smażyliśmy naleśniki i częstowaliśmy nimi gospodarzy, oni zapraszali nas na swe dania. Oczywiście były przysmaki, których nie tknąłem. Na przykład tłuste białe robaki, wyciągane spod kory drzew i pieczone. Ponoć niezłe źródło białka.

    Szamański dzień

    Jednym z największych przeżyć podczas pobytu w osadzie było uczestnictwo w rytuale szamańskim. - W naszej osadzie spotkało się trzech szamanów - dwóch seniorów, jeden młodszy, który przyszedł z rodziną. Miał wchodzić w kolejny stopień wtajemniczenia - mówi Słodczyk.

    Ów dzień od świtu przebiegał wyjątkowo. Najpierw gospodarze zabili jedną ze swoich świń, następnie spuścili z jej tętnicy szyjnej krew do naczynia. Potem przygotowali jadło.

    Po południu zaczęły się rytualne tańce. Taki obrządek można zdefiniować przede wszystkim rytmem: wygrywanym na etnicznych instrumentach oraz... nogami na podłodze umy. Początkowo rytm jest monotonny, potem coraz szybszy, coraz mocniej wybijany, coraz bardziej porywający. - Potrafi ponieść, sprawia, że przez ciało przechodzą ciarki, choć przecież wokół jest upał - mówi Janusz Słodczyk. - Podczas owych tańców, młody szaman dostąpił kolejnego stopnia wtajemniczenia. Nam pozostało obserwować ceremonię.

    Uczta składała się nie tylko z mięsiwa z ubitej parę godzin wcześniej świni, ale i z mączastego łyka rośliny. - Nazywano tę roślinę sagu. Grube gałęzie pieczono w ogniu, następnie wyjmowaliśmy z nich białe łyko o nieokreślonym smaku. Myślę, że Mentawajom podobnie smakowałyby nasze ziemniaki czy chleb.

    Je się palcami - to w indonezyjskiej kulturze zwyczaj obowiązujący nie tylko wśród pierwotnych plemion. Także w restauracjach można zobaczyć, jak elegancka kobieta miesza strawę palcami w naczyniu, a następnie - również palcami - spożywa. Po prostu: takie jedzenie jest naprawdę smakowite, dosłownie palce lizać.

    Profesor z Opola zaprzyjaźnił się z jednym z szamanów, a ten - jako dowód przyjaźni - wziął od Janusza Słodczyka jego bawełnianą koszulkę. - Natychmiast ją zawinął i założył niczym turban na głowę. Tak z mojej koszulki powstała nowa jakość - uśmiecha się pan Janusz.

    Mentawajowie - szczególnie ci starszej daty - nie liczą czasu. - Starsi nie wiedzą, ile mają lat, młodsi nie obchodzą urodzin - mówi naukowiec. - Ale zegarek na rękę jest dla nich przedmiotem magicznym, może dlatego, że bardzo lubią bransoletki. Gospodarz osady zaproponował opolaninowi, że uplecie dla niego sznurkowo-koralikową bransoletkę. Pan Janusz musiał trzymać półtorej godziny rękę, wokół której wyplatana była bransoleta. Choć ręka ścierpła, nie wypadało mu się nawet skrzywić, aby nie urazić gospodarza.

    Cywilizacja przegrywa

    Parę dni spędzonych z Mentawajami sprawiło, że opolanin zdał sobie sprawę, że mimo całego swego cywilizacyjnego obeznania niewiele znaczy w naturze. Zwierzynę, zamiast upolować, tylko płoszy. Brodząc w wodzie, zdobywa tylki pijawki, a nie ryby. - Pijawki przyklejają się, gdy tylko człowiek wejdzie do wody. Wzięliśmy z sobą specyfiki, którymi smaruje się ciało, aby pijawki odpadały, ale nie mieliśmy czasu na ich stosowanie. Po prostu odrywaliśmy pijawki - mówi naukowiec.

    Jego słabością jest też to, że nie wie, jak posługiwać się maczetą. Poza tym, gdyby z czasem podarły się wszystkie jego ubrania - nie wiedziałby, jak wykonać odzienie. - Tymczasem Mentawajowie są całkowicie samowystarczalni. Ich ubranie to zwykle skąpe spodenki, praktycznie stringi, wykonane z kory. Korę ściąga się z drzewa i przez cały dzień naprzemiennie moczy, suszy, naciąga, znów moczy... Aż powstaje coś o fakturze tkaniny - wspomina opolanin. Oczywiście są Mentajowie, którzy opuszczają rodzinną dzicz i wyruszają ku cywilizacji. Jeśli wracają - to w dżinsach, T-shircie, czasem nawet z własnoręcznie wykonaną gitarą. Tubylcy go przyjmują.

    Jeśli w osadzie pojawi się naczynie plastykowe - to też dobrze, będzie używane, dopóki się nie zniszczy. A potem - Mentawajowie powrócą do naczyń z tykwy, które się sprawdzają od wieków.

    - Ci ludzie są dokonale umięśnieni, silni, choć szczupli. Mają niezwykłą łatwość przemierzania dziesiątek kilometrów w dżungli. Oni przez błoto przebiegali po rzuconym bambusie, ja się zapadałem - mówi naukowiec, który przecież ma niezłą kondycję, gdyż lubi wspinaczkę i trekking.

    Biali, choć zaprzyjaźnili się z Mentawajami, nie mogli dostąpić wszystkich ich "przywilejów":
    - Jednemu z naszych spodobały się tatuaże. Chciał mieć taki sam. Mentawaj odmówił:
    - Najpierw coś zrób, na przykład upoluj zwierzę - powiedział. Bo ciało Mentawaja jest zapisane tatuażami niczym karty opowiadające kolejne etapy życia noszącego je człowieka. - Wyobraziłem sobie, że pewne tatuaże to jak w harcerstwie sprawności - mówi opolanin.

    Ta społeczność wciąż się zmienia. - Jeśli - kto wie - pojadą tam za dziesięć lat, może koło umy będzie stała antena satelitarna - dodaje profesor. - Na razie jednak jestem szczęśliwy, że dane mi było żyć w miejscu, gdzie wszystko odbywa się zgodnie z naturalnym porządkiem rzeczy. Tu człowiek to element przyrody, a nie jej wróg.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo