#metoo. Polki też mówią o molestowaniu. Głośno

Małgorzata Moczulska
Kto zna osobiście ofiarę molestowania seksualnego? Ja znam. Znam też odpowiedź na to pytanie: każdy! Takich kobiet są tysiące, jak i sytuacji, w jakich zostały skrzywdzone. Na kolonii, w szkole, kursie na prawo jazdy, dyskotece czy kolejce po bilet. Kolega je dotknął, nieznajomy obraził, a szef po raz kolejny wyrecytował głupi żart na temat ich seksualności... Według Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji 87 procent kobiet w Polsce doświadczyło różnych form molestowania i przemocy.

Internet od kilku tygodni zalewa fala wpisów z hashtagiem # Meetoo lub #Jateż. Tak kobiety mówią głośno o tym, co przez lata skrywały: ja też byłam molestowana! I dzielą się wspomnieniami. Te są z jednej strony wstrząsające, z drugiej niestety jakby znajome...

– Miałam wtedy 12 lat. Szłam skwerem w stronę ulicy Skwierzyńskiej we Wrocławiu na trening tańca towarzyskiego. Miałam przed sobą kilkaset metrów. Nagle poczułam, że ktoś za mną idzie. Bardzo blisko. Tak blisko, że mogłam poczuć na plecach oddech obcej osoby – opowiada Magda Kogut-Wałęcka, wrocławianka prowadząca bloga „szczesliva.pl”. Podkreśla, że choć było to dawno temu, to wciąż pamięta sytuację, jak i emocje, jakie jej wtedy towarzyszyły.

– Przyspieszyłam kroku, ale ta osoba też przyspieszyła. Bałam się odwrócić za siebie. Serce zaczęło mi mocniej bić. Zaczęłam biec, uznając, że jeśli on też zacznie biec, to będę miała pewność, że jestem w niebezpieczeństwie. Pokonałam parę kroków i poczułam obcą dłoń na moim ramieniu. – Nic się nie bój. Ze mną jesteś bezpieczna – powiedział. Milczałam. Szłam dalej, próbując strzepnąć tę rękę. Bezskutecznie. On cały czas dotrzymywał mi kroku.

– Pokażę ci coś. Ale musisz przestać się bać. Pójdziemy tylko na chwilę. Widzisz tę bramę?

Zatrzymał mnie. Wskazał mi poniemiecki budynek, w którym były otwarte drzwi, które do dzisiaj doskonale pamiętam. – Idę na trening, spieszę się – odpowiedziałam.

Żarty na temat naszej seksualności nie świadczą tylko o specyficznym poczuciu humoru naszego szefa czy kolegi.

– Coś ci tylko pokażę i pójdziesz na trening – złapał mnie za ramię. I wtedy wyrwałam się. Nie wiem, skąd wzięłam siłę i odwagę, bo paraliżował mnie strach, ale wyrwałam się, najmocniej jak potrafiłam i zaczęłam biec. Wbiegłam do starego technikum, w którym odbywały się moje zajęcia, przebrałam się w szatni i udawałam, że nic się nie stało. Po treningu wróciłam do domu. Chciałam powiedzieć o tym mamie, ale uznałam, że lepiej nie. Pomyślałam, że to pewnie moja wina, że zamiast iść prostą drogą wybrałam przejście przez tamten skwer… Dziś w końcu to z siebie wyrzucam. I mówię głośno: ja też byłam molestowana – podkreśla wrocławianka i przyznaje, że nie ten jedyny raz, choć wtedy bała się najbardziej i czuła się najbardziej bezradna.

Wrocławianka pamięta jednak mnóstwo innych sytuacji. Na przykład wizytę w laryngologa, do którego wybrała się w czasie studiów. Lekarz po zajrzeniu jej go gardła zaproponował, by się rozebrała, a on ją jeszcze osłucha i „podotyka”. Wprost powiedział, że powinna ściągnąć „staniczek”, a kiedy stanowczo odmówiła, ten z miłego pana zamienił się w służbistę. Wykrzyczał, że ma jakieś fanaberie i kazał wyjść z gabinetu.

– Tyle że molestowanie to nie jest kobieca fanaberia. I nie jest to tylko niechciany dotyk, ale każde nieakceptowane zachowanie, które nas poniża i narusza naszą godność. Owszem, jest subiektywne, ale moim daniem zasada jest jedna: jeśli czujesz, że byłaś molestowana, to znaczy, że byłaś! To chamskie wtargnięcie na nie swój teren, które powinno być piętnowane i konfrontowane – podkreśla Magda Kogut-Wałęcka.

Akcja #Jateż bardzo w tym piętnowaniu pomaga. Wszystko zaczęło się we wrześniu tego roku od wyznania aktorki Alyssi Milano, która po ujawnieniu skandalu z hollywoodzkim producentem Harveyem Weinsteinem, oskarżonym o wieloletnie molestowanie kobiet, opublikowała w mediach społecznościowych przejmujący wpis: „Ja też. Jeśliby wszystkie kobiety, które były kiedyś molestowane seksualnie, napisały „Ja też” (Me too) w statusie, być może pokazalibyśmy ludziom, jaką skalę ma to zjawisko (więc kopiuj i wklej)”.

Tylko w ciągu 24 godzin od pojawienia się tych słów hasztag #metoo pojawił się ponad 12 milionów razy na Facebooku! To było jak spowiedź, jak głośny krzyk, który miał uświadomić skalę tego problemu. Kobiety z całego świata zaczęły opisywać swoje doświadczenia z molestowaniem seksualnym. Również te w Polsce.

#Jateż – zadeklarowała Ania z Wałbrzycha. „To był pan w kinie. Dosiadł się obok. Sala była prawie pusta, miałam 12 lat, na ekranie kreskówka. Na początku myślałam, że mi się zdaje. Pan w autobusie. Byłam odrobinę starsza. Tłok. Też myślałam, że to się nie dzieje naprawdę. Szef w pracy. Byłam już po dwudziestce. Lubił sprawdzać, czy mamy staniki”.

Ewelina ze Świdnicy wyznawała, że to stało się w windzie w bloku na osiedlu Młodych, w którym mieszkała.
„...Wsiadłyśmy do windy razem z koleżanką. W ostatniej chwili jakiś mężczyzna przytrzymał drzwi i wkradł się do środka. Zamarłyśmy, bo wyciągnął gazetę pornograficzną i zaczął nam ją pokazywać, szepcząc gorączkowo „pokażę wam coś fajnego”. Trzęsły mu się ręce, w powietrzu unosił się zapach tytoniu, słabe światło jarzeniówek rzucało mroczne cienie. Mijały sekundy, a my stałyśmy przerażone. „Proszę stąd wyjść, bo zacznę krzyczeć. Niech pan wyjdzie!” – zaczęłam mówić coraz głośniej i głośniej. Nie wiem, skąd miałam tyle odwagi. Ale pomogło. Wysiadł na następnym piętrze...”

Elżbieta z Wrocławia wspomina, że stało się to na obowiązkowej tak zwanej praktyce robotniczej przed pierwszym rokiem studiów.
„...Majster zawołał mnie do swojej kanciapy, potem przycisnął do metalowego regału i zaczął pchać łapy pod bluzkę i do dżinsów. Wydarłam się, zaczęłam go odpychać, strzeliłam w twarz. Chyba go zaskoczyłam!...”

Czy akcja #metoo, czyli polskie #Jateż, okaże się znacznie skuteczniejsza niż kampanie społeczne? Polki mówią, co to jest molestowanie i kiedy go doświadczyły. W szkole, w pracy, na ulicy, u lekarza...

Barbara, też z Wrocławia, do dzisiaj pamięta obrzydzenie i szok, jaki poczuła na koncercie zespołu Bank w Imparcie.
– Miałam wtedy 15 lat. Rodzice niechętnie, ale puścili mnie na ten koncert z koleżanką. Stałyśmy w tłumie niewiele starszych od nas nastolatków od sceną. I nagle poczułam czyjąś łapę między swoimi nogami. Aż podskoczyłam, odwróciłam się nagle do tyłu i zamarłam. Kilku chłopaków z bezczelnymi uśmiechami na twarzy gapiło się na mnie i bez słów mówili „i co nam zrobisz?”. Nie powiedziałam o tym rodzicom, bo pewnie mama w ogóle przestałaby mnie wypuszczać.

Anna, która w 1987 roku skończyła nieistniejące już od lat jedno z dwóch wrocławskich liceów medycznych, pytana o to, czy dołączyłaby do akcji #Jateż, wzrusza ramionami.
– Nie wierzę, że są jakieś kobiety, które nie doświadczyły takiej czy innej formy molestowania. Nam się wydaje, że to wszystko jest jak na filmach i oczywiście od razu wiąże się to z kryminałem. A ja pamiętam mężczyzn, którzy okupowali park niedaleko naszej szkoły i onanizowali się w krzakach. W pierwszej klasie to był zawsze szok. W każdym razie dla mnie był, bo to był pierwszy raz, kiedy w ogóle zobaczyłam mężczyznę w takim stanie. Jak szłam na lekcje. Był też wyjątkowo obrzydliwy facet, który co jakiś czas przyjeżdżał pod szkołę, chyba po pracy, bo miał teczkę. Jakby nigdy nic podchodził do ciebie i szedł tuż obok, cały czas mówiąc szeptem, co by ci zrobił, gdyby mógł. To było brudne, ohydne i obezwładniające. I naprawdę chciałabym zobaczyć, co zrobiliby w takiej sytuacji ci wszyscy, którzy kpią, że jakoś wszystkie niby byłyśmy i jesteśmy molestowane, ale policji czy kiedyś milicji, to nie zawiadamiamy.

Do akcji włączyły się też znane twarze. Wyznanie #Jateż usłyszałyśmy z ust dziennikarki i podróżniczki Maryny Wojciechowskiej, aktorki Julii Kamińskiej czy lewicowej działaczki Barbary Nowackiej.

– W efekcie, nawet jeśli któraś kobieta nie wyznała publicznie #Jateż, bo zabrakło jej odwagi lub uznała, że nie chce tego robić publicznie, to przeczytała wyznania swoich koleżanek i uświadomiła sobie, że nie jest ze swoją traumą sama, że sytuacja, która ją spotkała, to nie efekt tego, że na imprezie wypiła drinka za dużo lub ubrała do pracy bluzkę zza dużym dekoltem. Że to nie jej wina! – mówi stanowczo psycholog Anna Kozłowska.

Jej zdaniem, akcja może się okazać bardziej skuteczna niż niejedna kampania społeczna czy zaostrzanie kar za przestępstwa seksualne. Z jednej strony bowiem pozwoli setkom, jeśli nie tysiącom, kobiet przerwać milczenie i zdjąć z siebie ciężar tajemnicy, z drugiej zaś pokaże mężczyznom, że to, co oni uważali za żarty, „końskie zaloty” czy wypowiadane przez kobiety NIE, które do tej pory ignorowali – jest molestowaniem. Czymś nieakceptowalnym, złym i czymś, za co poniosą konsekwencje.

– Mówienie o tym, że było się molestowanym, nie jest łatwe i wiele osób po raz pierwszy opowiada swoją historię właśnie w internecie. Wcześniej kobiety robiły to na forach społecznościowych i blogach anonimowo. Dziś mówią publicznie i głośno – konfrontując to często z osobami, które je skrzywdziły. A fakt, że nagle okazuje się, że problem nie dotyczy tylko ich, dodaje im odwagi i działa jak balsam na zranioną duszę. Rozmowa o wspólnym doświadczeniu, poczucie, że to nie jest moja wina, że innym też to się przydarzyło, w końcu zrozumienie społeczeństwa może być leczące – mówi psycholog.

Kozłowska zauważa też, że dyskusja o molestowaniu ma jeszcze jeden wymiar. W końcu ktoś mówi o tym, że dotykanie dziewcząt w szkole przez ich rówieśników to nie są tylko „wygłupy nastolatków”, a żarty na temat naszej seksualności nie świadczą tylko o specyficznym poczuciu humoru naszego szefa czy kolegi.

***
Najnowsze badanie dotyczące przemocy seksualnej wobec kobiet, które wykonała Fundacja STER, szokują. Aż 22 procent badanych kobiet doświadczyło gwałtu, 23 procent próby gwałtu, 38 procent było zmuszonych do innej czynności seksualnej. Pytanie, ile procent kobiet doświadczyło innych form molestowania: słów, ocierania się w autobusie, zaczepiania na ulicy… nie wymaga chyba odpowiedzi.

Językiem prawa molestowanie seksualne jest szczególną formą dyskryminacji ze względu na płeć. Jest to także każde nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci pracownika, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności, poniżenie albo upokorzenie.

Molestowanie seksualne może mieć różny charakter: słowny (dręczenie psychiczne, dwuznaczne propozycje, sprośne aluzje, wulgarne dowcipy czy wysyłanie SMS-ów o treści erotycznej), fizyczny (dotykanie, niechciane pocałunki, przytulenia, wykonywanie ruchów seksualnych, gwałt), wizualny (zmuszanie do oglądania pornografii, obnażanie się) lub manipulacyjny (szantaż emocjonalny, straszenie konsekwencjami lub obiecywanie przywilejów w zamian za przychylność seksualną).

Wideo

Materiał oryginalny: #metoo. Polki też mówią o molestowaniu. Głośno - Plus Gazeta Wrocławska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Ja JUS

A co z Krzywonosową i Synyszyn - je też ?

Dodaj ogłoszenie