Miasto na handel

Rys. Andrzej Czyczyło
Rys. Andrzej Czyczyło
Z Karolem Matysem, niemieckim przedsiębiorcą pochodzącym z Opolszczyzny, rozmawia Krzysztof ZYZIK

- Dla ilu hipermarketów jest miejsce w Opolu?
- Dla trzech. To najrozsądniejsza liczba, tyle wystarczy, żeby była zdrowa konkurencja, a jednocześnie te sklepy mogły się utrzymać.

- Czyli powinniśmy wpuścić Tesco na ulicę Ozimską?
- W żadnym wypadku, to byłby dramat dla Opola.

- Dlaczego?
- Różni ludzie podają różne wygodne dla siebie dane. Ja się opieram na moim wykształceniu architektonicznym i ekonomicznym, a także na wieloletniej praktyce handlowej w Niemczech i w Polsce. Otóż według moich kalkulacji, po otwarciu Tesco na ulicy Ozimskiej splajtowałoby do 20 procent sklepów w mieście, najpewniej upadłaby rozgrzebana i prestiżowa dla miasta budowa Copernicus Center, a także zachwiana zostałaby egzystencja dopiero co oddanego do użytku targowiska Cytrusek. Już w tej chwili mamy w mieście około trzech tysięcy metrów kwadratowych pustej powierzchni handlowej, to powoduje duże straty dla miasta. Wiele z tych sklepów, które jeszcze funkcjonują, balansuje na granicy opłacalności i nie zwija się ich tylko dlatego, że czekają na lepsze czasy, na ożywienie gospodarki. Jeśli otworzymy Tesco w centrum miasta, to po takim ciosie wiele sklepów po prostu zostanie zamkniętych.

- Tesco ma w Opolu silne lobby polityczne.
- To mnie nie dziwi.

- Dlaczego?
- Bo od lat obserwuję rozwój urbanistyczny naszego miasta i jestem po prostu załamany.

- Co tak się panu nie podoba?
- Nazwałbym to brakiem kompetencji urzędników, ale w to nie wierzę. Nie chcę być ciągany po sądach przez ważnych w tym mieście ludzi, więc nie nazwę tego inaczej. Powiem w ten sposób: gdyby włodarze Opola, ludzie, którzy kierują urbanistyką, mieli minimum dobrych chęci, toby się np. zapytali specjalistów od urbanistyki z partnerskich miast na Zachodzie, jak powinien wyglądać rozwój nowoczesnego miasta. Np. pod kątem ulokowania w nim centrów handlowych. Nasi urzędnicy wybrali jednak inną drogę i efekty tego już są widoczne.

- Na razie mamy tylko jeden hipermarket - Real.
- Tak, czyli kurę znoszącą złote jaja dla niemieckiego koncernu Metro AG. Lokalizacja Reala jest wprost wymarzona dla właściciela, jak szóstka w totolotka. Ten sklep się za dwa lata zamortyzuje, po prostu rekord świata. Ale - to trzeba podkreślić - dla samego miasta i jego mieszkańców lokalizacja Reala, między największym osiedlem mieszkaniowym a centrum miasta, jest fatalna. Ludzie chodzą tam pieszo, nawet po drobne zakupy. Idą w sandałach po bułki i twarożek na śniadanie - i o to chodziło właścicielom sieci. W interesie Opola Real powinien stać jednak dalej, u wylotu miasta.
- Co by to zmieniło?
- Według kardynalnych zasad sporządzania planów rozwoju miast na Zachodzie, tego typu sklepy lokuje się właśnie na obrzeżach miast albo na terenach nieatrakcyjnych, które miasto poprzez ulokowanie tam centrum handlowego zamierza ożywić. Centrum handlowe jest magnesem, który powoduje przyciąganie innych podmiotów gospodarczych, jak i sektora mieszkaniowego. Wokół centrów handlowych powstają tzw. promienie. Pierwszy promień to lekki przemysł, handel i usługi, w drugim lokuje się mieszkalnictwo wielorodzinne, a w trzecim - jednorodzinne.

- Mamy polskie przykłady na takie oddziaływanie hipermarketów?
- Oczywiście, pod nosem, we Wrocławiu. Centrum handlowe Bielany, w którym opolanie robią często zakupy, wyrosło przecież w szczerym polu. No i co się tam dzieje, jaki boom! Za pięć lat nie będziemy mówili, że autostrada przebiega koło Wrocławia, tylko przez Wrocław. Bo miasto się tam fantastycznie rozrasta, powstają nowe firmy, sektor usług, mieszkaniówka, a ostatnio nawet studia filmowe.

- To gdzie, pana zdaniem, w Opolu powinny stanąć dwa nowe hipermarkety, które się tu jeszcze pomieszczą?
- Jeden na ul. Wrocławskiej, tam akurat miasto przygotowało dobrą lokalizację - tylko wjechać na plac z koparkami i budować. Zaodrze potrzebuje ożywienia, tamto miejsce daje nadzieje na rozwój.

- Ale Geant się stamtąd wycofał.
- Bo się dowiedział, że Tesco sobie zaklepało lokalizację w samym centrum miasta. Ludzie z Geanta byliby głupi, gdyby teraz się budowali na Wrocławskiej. Jak się Tesco wybuduje na Ozimskiej, to na ładnych parę lat wykosi konkurencję w Opolu.
- A gdzie by pan postawił trzeci hipermarket?
- W okolicach Metalchemu, na ziemi, gdzie dziś diabeł mówi dobranoc. Dlatego właśnie tam należy sprowokować rozwój miasta, aby lokował się tam biznes.

- Ulicy Ozimskiej już nie trzeba ożywiać...
- Otóż to. To jest centrum miasta, tam jest ciasno. Poprzez podjęcie decyzji o takiej lokalizacji Opole zostanie pozbawione szansy rozwoju. Miasto miało wcześniej kupić ten grunt od właściciela i przeznaczyć go np. pod budownictwo socjalne. Bo to dobre miejsce, w centrum. Jeśli usadzimy tam hipermarket, nie będzie magnesów, które by przyciągały inwestorów do miasta, aby następował rozwój infrastruktury i przemysłu.

- Może nie będzie aż tak źle, może ludzie zachłysną się Tesco i wrócą do małych sklepów?
- Nie, doświadczenia innych miast wskazują na co innego. Tesco ma zresztą instrumenty, które mogą ostatecznie dobić mały handel, nie chodzi tylko o ceny. Oni np. mogą prowadzić handel 24 godziny na dobę, bo takie praktyki ten koncern już ma w zwyczaju.

- Kto w Opolu będzie kupował w hipermarkecie w środku nocy?
- Masę ludzi, wystarczy, że zrobią promocję od 22.00 do 6.00 rano. Ludzie przyjadą z wiosek nawet w środku nocy, jeśli garnitury sprzedadzą o 100 złotych taniej i dorzucą do tego gratis lusterka. Niech pan popatrzy, co robi sklep odzieżowy Adler, który się mieści w Realu - oni wszystkie promocje robią w niedzielę. No i co, pusto mają? Ludzie dalej idą do kościoła, ale zaraz po mszy - do marketu.

- Dziwi mnie to, bo w Niemczech markety są czynne bardzo krótko.
- Bo tam rządzi faktycznie samorząd. Tam stwarza się wszystkim kupcom równą konkurencję, przez co klient nie jest skazany tylko na drapieżne hipermarkety. Proszę pana, miasto ma instrumenty, aby kształtować zdrową konkurencję. Gdyby w Opolu Real miał konkurencję np. na Zaodrzu, a w dodatku nasza rada miasta zakazała Realowi handlu po 18.00, wprowadzając jedną godzinę zamknięcia sklepów w centrum miasta, skutek byłby łatwy do przewidzenia. Otóż poprawiłaby się kondycja małych sklepów, a Metro AG pewnie w kilka miesięcy zrobiłoby na większości powierzchni Reala sklep meblowy "Roller", zostawiając tylko mniejszy supermarket spożywczy. A na obrzeżach miasta być może budowaliby nowe centrum handlowe. Byłyby z takiego rozwiązania same pożytki.

- Jednak wejście Tesco na ul. Ozimską odbierze klientów Realowi, który teraz jest monopolistą.
- Tak, oba te centra podzielą się klientami. Zresztą proponuję zerknąć potem, jakie butiki ulokują się w pasażu Tesco... Jeśli ta lokalizacja przejdzie, to będziemy mieć dwa wielkie centra handlowe w środku miasta. Mało tego. Jeśli "Społem" sprzeda innej wielkiej sieci "Opolanina", na co się zanosi, to będzie centrum trzecie. Po prostu absurd. Zostaniemy ostatecznie zmonopolizowani przez hipermarkety, możliwość wyboru będzie ograniczona. W Opolu już jest krucho np. z wyborem ubrań, bo butiki nie mają pieniędzy. Niech pan zapyta szykowną kobietę, czy w Opolu jest wybór ciuchów. Nie, te panie jeżdżą do Wrocławia, Gliwic, Katowic.

- Ale w Opolu coraz mniej kobiet ma pieniądze na szykowne ciuchy z butików, w marketach jest po prostu taniej.
- Ale kiedyś recesja się skończy, wejdziemy do Unii, ludzie zaczną więcej zarabiać. Ale będziemy już mieli inne nawyki, życie będzie się koncentrować w centrach handlowych. Do ścisłego centrum miasta, na ul. Reymonta, Krakowską, Osmańczyka, na plac Kopernika, wszędzie tam będzie przyjeżdżało mniej ludzi. Wystarczy, aby Tesco wsadziło do swojego centrum na Ozimskiej pocztę i jakiś tani bank spółdzielczy do przyjmowania opłat, a ludzie z okolic już wszystko załatwią na miejscu. To będzie takie małe Opole na ulicy Ozimskiej. Stracą nawet parkingi w centrum miasta.

- Politycy, którzy lobbują za Tesco, mówią o nowych miejscach pracy, które "od zaraz" stworzy hipermarket.
- Co to za argument?! Przecież Tesco, gdy się wybuduje na ulicy Wrocławskiej, przyjmie tyle samo ludzi co na ul. Ozimską. Różnica jest taka, że po ulokowaniu się marketu na ul. Wrocławskiej nie grozi nam fala zamykania małych sklepów w centrum Opola. A tak na marginesie: niech się pan decydent jeden z drugim zastanowi, na kogo bardziej lubią popatrzeć: na uśmiechniętą, zadbaną dziewczynę z butiku czy na kasjerkę w białym kitlu w hipermarkecie, której oczy biegają po suficie, bo chce do toalety...

- Wielu ludzi marzy o jakiejkolwiek pracy...
- To jeszcze panu coś powiem, co powinno dać do myślenia również opolskim politykom szermujących hasłami o miejscach pracy. Tesco jest angielską siecią, której udziałowcem jest amerykański gigant Wall Markt - wyjątkowo drapieżny gracz. Oni wprowadzą, bo tak już zrobili u siebie, kasy bezobsługowe. Trudno w to uwierzyć, ale taka jest przyszłość - kasy bez kasjerek. Zatem oni przyjmą ludzi, żeby potem wielu z nich zwolnić w ramach redukcji kosztów.

- Gdyby Tesco powstało na ulicy Wrocławskiej, małe sklepy przetrwałyby?
- Oczywiście, zagrożenie dla nich byłoby zminimalizowane, bo ul. Wrocławska to obrzeża miasta. W przypadku takiej lokalizacji zrealizowałby się scenariusz tych promieni, bo tam jest na to miejsce. Nastąpiłby z pewnością rozwój tamtej części Zaodrza, więc jest to korzystne dla miasta. Lokalizacja przy ul. Ozimskiej przynosi korzyści wyłącznie właścicielowi hipermarketu.

- Pojawia się jednak podstawowy problem - to nie miasto sprzedało ziemię właścicielowi Tesco, ale zakłady meblowe, które były właścicielem gruntu.
- I dochodzimy do sedna. Jak w Polsce markety traktują gminy, władze lokalne. Przecież żaden właściciel hipermarketu nie kupi gruntu od prywatnego podmiotu, jeśli nie będzie miał załatwionej w gminie zmiany użytkowania terenu na handel. Koncerny mają więc jeden cel: załatwić, najlepiej kuchennymi drzwiami, dobrą lokalizację z pozwoleniem na wielki handel. Z reguły robią to przez podstawionych pośredników, wykorzystują też układy polityczne.

- Urzędnicy gminni tłumaczą, że w Polsce supermarkety właśnie w ten sposób kupują ziemię, przez pośredników, bo wtedy mają grunt taniej, bo miasto nie wydoi małej spółki, w przeciwieństwie do właściciela hipermarketu.
- (śmiech). No cóż. Czytałem te argumenty w opolskiej prasie przy okazji wejścia do Opola Castoramy. Nie będę wnikał specjalnie w szczegóły, bo nie chcę się narazić na proces z kimś bardzo ważnym. Wystarczy, że pół miasta mówi o tym, kto zarobił w Opolu na Castoramie. Takie sprawy i tak prędzej czy później wyjdą na jaw. Powiem ogólnie, jak jest w Polsce: właściciel hipermarketu niekoniecznie kupuje taniej od pośrednika. Chodzi tylko o to, aby parę osób, które ma zarobić, zarobiło przy okazji. To są tzw. insajderzy, którzy są w stanie coś załatwić, ale nie za darmo. Takich Lwów Rywinów w skali mikro kręci się w gminach cała masa. W Łodzi aresztowano prezydenta i wiceprezydenta miasta, bo są oskarżeni o wzięcie łapówki od hipermarketu.

- Lokalizacja OBI też jest pana zdaniem chybiona?
- Podobnie jak w przypadku Reala i planowanej lokalizacji Tesco, lokalizacja OBI jest fatalna dla miasta, a genialna dla właściciela marketu. Popatrzmy: znów mamy centrum miasta, przy ruchliwym rondzie, w dodatku przy wojewódzkiej straży pożarnej, po prostu koszmar. Gdyby OBI zbudowali choćby na tej samej ulicy Budowlanych, ale na jej końcu, od strony obwodnicy, to nie byłoby takich korków, ożyłaby za to cała ulica Budowlanych, stałaby się przemysłową ulicą. Bo ten klient, który jedzie do OBI, oglądałby po drodze witryny innych sklepów, które też gonią z promocjami, choć nie jest im lekko konkurować z gigantem. I każdy by zarobił.

- Ale ziemia pod OBI znów należała do prywatnego właściciela, a nie do miasta.
- Ale miasto dało zgodę na powstanie tak wielkiego marketu w tym miejscu. Gdyby wcześniej pomyślało, możliwość budowy tam marketu zostałaby uniemożliwiona. Przecież nie może być tak, że Opolem rządzą właściciele hipermarketów. Ktoś po drodze coś przespał, a czy celowo? Nie mnie oceniać. Oni się obudzą, jak będzie jakaś katastrofa na ulicy Budowlanych i jak straż pożarna utknie w korku...

- Jak powinno postępować miasto w podobnych sytuacjach, kiedy prywatni właściciele gruntów dogadują się z hipermarketami?
- Proszę pana, oni sami niczego nie dogadają, muszą mieć błogosławieństwo kogoś z miasta. Tymczasem gmina powinna wyprzedzać takie ruchy wielkich koncernów. Wszelkimi możliwymi środkami hamować wchodzenie wielkich sieciowych marketów do centrum miasta, chodzi głównie o kwalifikację gruntów. Powinno też skupować ziemię od właścicieli, po cenie 10, 20 procent wyższej, tam gdzie zależy miastu na rozwoju wielkopowierzchniowego handlu, czyli na jego obrzeżach. Uzbrajać teren i sprzedawać z zyskiem bez pośredników. Tak jak zrobili to przy ul. Wrocławskiej. W tym przypadku okazało się, że można.

- Jeśli radni Opola zablokują budowę Tesco, miastu grozi wielomilionowe odszkodowanie.
- Gdybym był radnym, głosowałbym mimo wszystko przeciw, podjąłbym to ryzyko. Bo straty długofalowe z powodu takiej lokalizacji hipermarketu będą z pewnością większe.
- Dziękuję za rozmowę.

PS. Imię i nazwisko rozmówcy zmieniliśmy na jego prośbę. Nie chciał się ujawniać, gdyż prowadzi na Opolszczyźnie duże interesy.

Co w Polsce drożeje najszybciej?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie