Moje Kresy. Czarnohora - powab dziewiczości

Stanisław S. Nicieja
Obserwatorium "Biały Słoń” ciągle się skrzy na mrozie, ale sporo brakuje mu do dawnej świetności. fot. Adam Rugała / www.rugala.pl
Obserwatorium "Biały Słoń” ciągle się skrzy na mrozie, ale sporo brakuje mu do dawnej świetności. fot. Adam Rugała / www.rugala.pl
Była na kresach przedwojennej Polski kraina, która kusiła swą nieokiełznaną dzikością. Zmierzali tam turyści, których pociągało ryzyko i fantastyka krajobrazu. Tą krainą była Czarnohora -pasmo górskie w Karpatach Wschodnich.

Urok Czarnohory

Tadeusz Petrowicz, 90-latek, rocznik 1921, mieszkający obecnie w Lublinie, autor świetnej książki wspomnieniowej "Od Czarnohory do Lublina", strażnik pamięci o rodzinnej ziemi, po wojnie twórca Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, urodzony w tamtej okolicy, tak pisał o swej utraconej małej ojczyźnie:

Kraina to osobliwa, położona w dolinach Prutu i Czeremoszu, gdzie zalesione stoki gór przechodzą w rozległe połoniny, sięgające dwóch tysięcy metrów. Słońce grzeje tam mocniej, a mroźne zimy zaczynają się w grudniu.

Śnieg leży grubą pokrywą do końca marca, ale jak tylko zawieje wiosenny wiatr, od razu robi się ciepło i wesoło, tylko wysoko w górach walka słońca ze śniegiem trwa dłużej. Człowiek, który znajdzie się w kotłach Howerli, zwabiony słońcem i śniegiem, może być świadkiem walki zimy z wiosną, groźnej swymi lawinami, niszczącymi wszystko, co znajdzie się na ich drodze.

Podobnie wspomina Czarnohorę, swą ziemię rodzinną, mieszkająca obecnie w Opolu rówieśniczka Tadeusza Petrowicza - Bronisława Rozumek, której niezwykle barwną opowieść przytoczę w jednym z kolejnych odcinków "Moich Kresów".

Te wąwozy czarnohorskie, te tunele, czarcie żleby i wiszące nad nimi lawiny, a latem tryskające wodospady, krążące po nieboskłonie drapieżne orły i jastrzębie, czające się w leśnych wykrotach rysie i żbiki, porykujące jelenie i łosie - to wszystko tworzyło wrażenie dzikości i działało na wyobraźnię wędrowców. A podkręcali ją jeszcze poeci piszący wiersze, jak choćby ten, który przyszedł mi tam do głowy:

Preludium nocy z dali płynie
Zasuwa ciężkie story okien
I patrzy na coś - hen, w dolinę
Wścibskim, łagodnym księżyca okiem

Tu, w środku Europy, jak w środku Afryki można jeszcze robić odkrycia - pisał w 1840 roku poeta i geograf Wincenty Pol w relacji ze swej podróży do Czarnohory. Cóż to za dzicz przepyszna? - zachwycał się inny wędrowiec, botanik, profesor UJ Jan Kanty Łobaszewski, spoglądając z jednego ze szczytów Czarnohory na bezkresne, dziewicze bory, od kilku tysięcy lat niezmienne i tajemnicze.

Perłami tych malowniczych przestrzeni górskich stały się dwie miejscowości - Jaremcze i Worochta. Im to rozwój ruchu turystycznego na początku XX wieku przyniósł sławę i bogactwo. O zadziwiającej karierze tych miejscowości najbardziej zadecydowała urokliwa linia kolejowa, którą w latach 1890-1895 zbudowano ze Stanisławowa do Woronienki.

Opinia o niej była zgodna - był to majstersztyk myśli i realizacji inżynierskiej. Trasa, licząca w sumie 96 km, prawie w połowie przecinała dolinę rzeki Prut, którą na odcinku 40 km przekraczała aż czterokrotnie.

Schroniska czarnohorskie

W okresie międzywojennym najważniejsze miejscowości Czarnohory: Jaremcze, Żabie i Worochta weszły do wąskiego grona najbardziej znanych polskich zimowisk. Na ten czas przypada bardzo żywiołowy rozwój tamtych okolic, głównie dzięki państwowym dotacjom uzyskiwanym poprzez działające w Warszawie Towarzystwo Przyjaciół Huculszczyzny, któremu patronowali wpływowi politycy i generałowie, a jednocześnie miłośnicy gór, ministrowie Kordian Zamorski, Tadeusz Kasprzycki i Walerian Czuma.

W latach trzydziestych XX wieku wzniesiono tam okazałe, oryginalne architektonicznie schroniska górskie pod najwyższymi szczytami Czarnohory - na Zaroślaku pod Howerlą, na Kukulu, na Gadżynie (którego właścicielem był rotmistrz Karol Gaudin) czy na Kostrzycy.

Wyjątkowo popularnym schroniskiem pod Worochtą był "Dworek Czarnohorski" - własność Polskiego Towarzystwa Turystycznego, w którym królowała jako kierowniczka Maria z Manugiewiczów Petrowiczowa, Ormianka, babka Tadeusza Petrowicza.

Dom był obszerny - wspomina Tadeusz Petrowicz - dwupiętrowy, posiadał dogodne zaplecze w drugim budynku z dużą salą. "Dworek Czarnohorski" swobodnie mieścił liczną rodzinę, składającą się z młodych i bardzo zżytych Petrowiczów oraz innych rodzin ormiańskich:
Mojzesowiczów, Axentowiczów, do których dochodziły pojedyncze osoby krewnych i osób zaprzyjaźnionych (Fedorowska, Merżowie, Bohosiewiczowie). (...) Zwłaszcza święta były tam gwarne. "Dworek Czarnohorski" tętnił życiem licznie zebranej i zżytej ze sobą młodzieży.

Panny były nadzwyczaj urodziwe, chłopcom też niczego nie brakowało, rojno więc było i głośno, tym bardziej że w schronisku był zawsze w tym czasie komplet gości młodych i skorych do zabawy. Święta upływały w miłej, rodzinnej atmosferze, a przeciągano je zawsze na okres kilkunastu dni. Przyjaźnie zawierane w tym czasie trwały całe lata.

"Biały Słoń" na Popie Iwanie

Na Popie Iwanie - sławnej górze czarnohorskiej osnutej legendami, położonej między Worochtą a Żabiem - wzniesiono imponujące Obserwatorium Astronomiczno-Meteorologiczne.

Kształt tego budynku, zaprojektowanego przez architektów Kazimierza Marczewskiego i Jana Pohoskiego, spowodował, że potocznie nazywano go "Białym Słoniem", gdyż nie tylko w zimie pokrywała go warstwa krystalicznie białego śniegu.

W momencie oddania do użytku było to najnowocześniejsze obserwatorium w Europie, rywalizujące z podobnym w Pirenejach. Inicjatorem jego wzniesienia był inżynier, gen. Leon Berbecki (1874-1963) - prezes Ligi Ochrony Powietrznej Państwa (LOPP), który osobiście wybrał to miejsce. Po raz pierwszy z grupą przyjaciół wszedł na Popa Iwana w 1935 roku i powiedział: "Tu musi stanąć obserwatorium". Gen. Leon Berbecki, absolwent gimnazjum w Żytomierzu, wybitny polski dowódca, po wojnie osiadł na Śląsku: pracował w szkołach technicznych w Zabrzu i Sławięcicach, a spoczął na cmentarzu w Gliwicach.

Koszt budowy obserwatorium na Popie Iwanie wyniósł niebagatelną na owe czasy sumę ponad miliona złotych, a ponieważ inicjatywa jego wzniesienia zbiegła się ze śmiercią Józefa Piłsudskiego, nadano mu imię Marszałka.

Powstało w ciągu dwóch lat. Miało kształt litery L, z wieżą wyposażoną w kopułę astronomiczną. Liczyło pięć kondygnacji, 43 pomieszczenia i 57 potrójnych okien. Miało ściany metrowej grubości, z miejscowego kamienia, ocieplone trzycentymetrową warstwą impregnowanego korka i wyłożone od wewnątrz cegłą mającą wchłaniać wilgoć. Przy jego budowie pracował m.in. brat pisarza Mirosława Żuławskiego.

O miedzianym dachu, który wieńczył budynek obserwatorium, mówiono, że w słońcu błyszczał jak ze złota, a miejscowi biedni Huculi rozgłaszali mity o rzekomo zgromadzonych tam wielkich skarbach.

Ukraiński historyk Jarosław Zełenko, autor monografii o tym obserwatorium, opisuje historię jego budowy. Na górę wożono kamień, piasek, wodę i cement końmi, a jak kto nie miał koni, to nosił materiały na plecach.

Mój ojciec - wspomina Hanna Buskaniuk, obecnie mieszkanka Krzyworówni pod Werhowyną (Żabie) - miał parę koników i najmował się do prac, wożąc na górę Pop Iwan cement, cegłę, żywność.

Ojciec powoził, a ja szłam z tyłu i niosłam kamień. I podkładałam go pod tylne koło, gdy furmanka stawała, bo ciężki wóz mógł cofnąć pomęczone konie z powrotem. Jarosław Zełenko pisze, że praca przy tej budowie była ciężka, ale opłacalna, bo za jednorazową dostawę płacono 12 złotych, podczas gdy kosiarz zarabiał wówczas 2 złote za cały dzień.

Obserwatorium osobiście otworzył 29 lipca 1938 r. marszałek Senatu RP Aleksander Prystor w towarzystwie gen. Leona Berbeckiego i licznej grupy Hucułów. Uważane było za ważny strategicznie obiekt.

Kilka metrów od niego znajdował się słup graniczny nr 16. W pobliżu niedalekiej góry Stoh stykały się granice trzech państw: Polski, Rumunii, Czechosłowacji, a później także Węgier. Wokół tego obserwatorium krążyło mnóstwo mitów i legend. Twierdzono, że była tam siedziba polskiego wywiadu, że potężne lunety i teleskopy miały być w rzeczywistości działami przeciwlotniczymi.

Na jego temat pisano nawet wiersze, jak choćby autorstwa Zygmunta Kosmowskiego "Obserwatorium na Popie Iwanie":

Przybytku wiedzy odwiecznej wielkiego imienia
Wśród pasma szczytów górskich, wykuty z kamienia
Stoisz królewsko - dumny, potężny, marsowy
Słuchając szmeru potoków i wiatru rozmowy.

Stworzył cię czyn L.O.P.P-u i wola niezłomna
Życie dał ci architekt i myśl wiekopomna
Stoisz w promieniach słońca lub kryjesz się w chmurach
I bije tętno życia w twych mocarnych murach.

Kierownikiem obserwatorium został Władysław Midowicz, wspomagany przez meteorologów Franciszka Wiatra, Bernarda Liberrę i Stefana Szczybarbaka oraz astronomów Władysława Zonna i Michała Bieleckiego. Nie nacieszyli się długo swoim obserwatorium. Rok później wobec klęski wojennej Polski Midowicz z bólem serca sam osobiście zniszczył supernowoczesny na owe czasy radiotelefon, otworzył sejf, aby go nie rozpruto i polecił wywiesić na wieży czerwoną flagę, co miało zapobiec dewastacji obiektu. Na niewiele to się jednak zdało.

W czasie wojny "Biały Słoń" został zamieniony w ruinę i szpecił szczyt Popa Iwana przez ponad pół wieku.

W 2012 roku Ukraińcy wspólnie z Polakami podjęli decyzję o jego odbudowie. Ma ono być w przyszłości Polsko-Ukraińskim Centrum Spotkań Młodzieży Akademickiej. Wyjątkowo aktywnie w proces odbudowy "Białego Słonia" zaangażowali się nowy, wyjątkowo dynamiczny młody rektor Uniwersytetu Podkarpa-ckiego w Iwanofrankiwsku (czyli dawnym Stanisławowie) prof. Ihor Cependa - dyplomata, były pracownik ambasady ukraińskiej w Warszawie - oraz dr Jan Malicki - dyrektor Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim.

W ostatnich tygodniach 2012 r. Ihor Cependa i Jan Malicki doprowadzili do ponownego pokrycia "Białego Słonia" miedzianym dachem. Jest to wzorcowy przykład, jak Czarnohorze może dobrze służyć współpraca polsko-ukraińska. W pobliżu do dawnej świetności wraca też znane centrum narciarskie - Bukowel.

Wille i pensjonaty

Po wybudowaniu wielu schronisk i pensjonatów oraz unowocześnieniu tras turystycznych czarnohorskie Jaremcze zaczęto nazywać "polskim Interlaken" (szwajcarskie miasto, gwarny, ruchliwy ośrodek turystyczny - punkt wypadowy w Alpy), a Worochtę - "drugim Zakopanem".

Był tam klimat wybitnie górski, ale dzięki usytuowaniu zimowisk w głębokiej niecce - wyjątkowo łagodny, bezwietrzny, o dużym nasłonecznieniu, z temperaturą dochodzącą w zimie nawet do 30 st. C. Worochtę otaczały góry porosłe lasami szpilkowymi, nad którymi dominował najwyższy szczyt - Howerla (2058 m), nazywany przez poetów "wielką panią Czarnohory".

W 1936 roku wypoczywało w Worochcie 4500 osób. Były tam dwa hotele oraz 37 pensjonatów, m.in. "Złoty Róg", "Jasna Polana", "Czeremszyna", "Howerla", "Światowid" (właściciel - Mieczysław Krasowski), "Halina" (kierowany przez Annę Goldbergerową, organizatorkę doskonałych zabaw towarzyskich oraz wypraw w góry) czy "Oaza" (pod zarządem Bolesława Niewiarowskiego).

Znajdowało się tam renomowane sanatorium dra Franciszka Michalika wyposażone w najnowsze przyrządy do hydroterapii, urządzenia do kąpieli parowych i naświetlań oraz pierwsze w Polsce stanowiska solaryjne.

Do wybitnych postaci w przedwojennym Jaremczu zaliczyć należy Józefa Matuszewskiego (1900-1983) - absolwenta Uniwersytetu Lwowskiego, o którym ks. Józef Zator-Przytocki napisał: Wielki idealista, bardzo gorliwie zajmował się chorymi.

Prowadził życie spartańskie. Z oszczędności swoich zbudował w Jaremczu kąpielisko solankowe i borowinowe. Józef Matuszewski w latach 1936-1937 wybudował w Jaremczu nowoczesny zakład balneologiczny, wyposażony w 20 kabin kąpielowych, urządzenia do hydro- i elektroterapii oraz inhalatornię.

Stosowano w nim cieszące się popularnością kąpiele solankowe oraz solankowo-kwasowęglowe, a solankę do tych zabiegów dowożono z pobliskiego Delatyna. Zakład słynął również z zabiegów z ekstraktem igliwia świerkowego.

Postać dra Józefa Matuszewskiego obrosła legendą, bo po zajęciu Jaremcza przez Sowietów we wrześniu 1939 roku pozbawiono go całego dorobku, ale okupanci, o dziwo, doceniając jego kwalifikacje, mianowali go dyrektorem całego kurortu.

Stanowisko to utrzymał również w czasach okupacji hitlerowskiej. I dopiero w sierpniu 1944 roku został ewakuowany do obozu dla uchodźców pod Budapesztem, a stamtąd wyjechał początkowo do Krynicy, a później na Ziemie Odzyskane - do Polanicy na Dolnym Śląsku. Był w tym poniemieckim uzdrowisku pierwszym polskim lekarzem zdrojowym i kierownikiem przychodni uzdrowiskowej.

Zapisał w dziejach Polanicy piękną kartę. Tworzył tam niemal od podstaw polskie sanatoria. Współpracował w tym dziele z wybitnym niemieckim internistą, profesorem uniwersytetu w Kolonii, Henrykiem Schlechtem, który choć Niemiec, nie zdecydował się opuścić Polanicy i wspólnie z Matuszewskim położył zasługi w dziejach tego uzdrowiska.

Matuszewski jest w Polanicy postacią szanowaną - jego imię nosi jedna z głównych ulic w tym zdroju oraz tamtejsze gimnazjum. Świetnie udokumentowany artykuł biograficzny, zamieszczony w czasopiśmie "Problemy Uzdrowiskowe", napisał po śmierci Matuszewskiego, w 1983 roku, jaremczanin Leszek Barg. Złożył tym samym hołd temu wielkiemu twórcy polanickiego uzdrowiska.

W Polanicy osiadło wielu jaremczan. I mówi się nawet, że kresowe Jaremcze zostało przeszczepione do niemieckiego Altheide-Bad, czyli polskiej Polanicy.

W sąsiedztwie wiaduktu nad Prutem stał ciekawy architektonicznie pensjonat "Ustronie", będący własnością ormiańskiej rodziny Petrowiczów. Kajetan Petrowicz (1894-1975), inżynier budownictwa, był bardzo aktywnym społecznikiem w Worochcie i miał opinię duszy towarzystwa.

Jego syn, Tadeusz, którego wspomnienia już cytowaliśmy, sporządził bogatą faktograficznie dokumentację tego, co działo się w dysponującym trzydziestoma miejscami pensjonacie jego rodziców.

Stąd wiemy, że przyjeżdżała tam odpoczywać m.in. słynna polska lekkoatletka, złota medalistka olimpijska z Los Angeles, sprinterka Stanisława Walasiewiczówna, która w Worochcie uczyła się jeździć na nartach. Reklama pensjonatu "Ustronie" głosiła:

Chętnie polecam willę "Ustronie"
Budynek nowy, cichy i czysty -
W powodzi kwiatów niemal on tonie,
A wkoło szemrze mu Prut srebrzysty!

Weranda, leżak, obsługa chętna,
tuż obok plaża i kąpiel rzeczna,
kuchnia wyborna, cena przystępna,
a gospodyni nadzwyczaj grzeczna!

Pensjonat "Ustronie" spłonął na oczach jego właścicieli w czasie inwazji wojsk hitlerowskich, w nocy z 23 na 24 czerwca 1941 roku.

Wojna przyniosła Worochcie pożogę i zniszczenie. Nie przetrwał jej słynny wiadukt. Podcięte z dwóch stron ładunkami wybuchowymi olbrzymie przęsło mostu przy stacji kolejowej, które imponowało swą wielkością i było swego czasu szczytem myśli inżynierskiej, spadło w całości i zatamowało rzekę, tworząc rozlewisko i swoisty wodospad. Stanisław Rawicz-Kosiński budował wiadukt przez kilka miesięcy - aby go unicestwić wystarczyło parę sekund.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
W dniu 26.08.2013 o 11:32, Zommersteinhof napisał:

Pomyłka na końcu artykułu!W Worochcie oba wiadukty przetrwały do dziś.Niemcy wysadzili w powietrze wiadukt w Jaremcze!Pomyłka na końcu artykułu!W Worochcie oba wiadukty przetrwały do dziś.Niemcy wysadzili w powietrze wiadukt w Jaremcze!

Skoro zostały dwa wiadukty  , to już nie macie wytłumaczenia i możecie śmiało wracać na ukochane kresy !!! Tylko czy ktoś tam na was czeka z kwiatami - chyba nie ???!!!

Z
Zommersteinhof

Pomyłka na końcu artykułu!
W Worochcie oba wiadukty przetrwały do dziś.
Niemcy wysadzili w powietrze wiadukt w Jaremcze!

Pomyłka na końcu artykułu!
W Worochcie oba wiadukty przetrwały do dziś.
Niemcy wysadzili w powietrze wiadukt w Jaremcze!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3