Moje Kresy. Halszka z Ostroga

    Moje Kresy. Halszka z Ostroga

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Halszka Ostrogska, jedna z najtragiczniejszych postaci I Rzeczypospolitej.

    Halszka Ostrogska, jedna z najtragiczniejszych postaci I Rzeczypospolitej.

    Gdy dojeżdża się do południowo-wschodnich krańców Wołynia od strony Łucka i Dubna, nagle na horyzoncie objawia się kłujący w oczy błysk czterech złotych kopuł ogromnej cerkwi na wzgórzu zamkowym.
    Halszka Ostrogska, jedna z najtragiczniejszych postaci I Rzeczypospolitej.

    Halszka Ostrogska, jedna z najtragiczniejszych postaci I Rzeczypospolitej.

    To Ostróg nad Horyniem, legendarne miasteczko, gdzie granica II Rzeczypospolitej ocierała się o Rosję bolszewicką.

    Malowali i fotografowali ten widok z zamkiem-fortecą, kościołem i cerkwią stojącymi w sąsiedztwie, liczni artyści. Jeszcze częściej opisywali to miejsce pisarze, podróżnicy i reporterzy.

    Fenomen Kraszewskiego

    Ostróg, 13 sierpnia 1939 roku, od lewej: o. Remigiusz Kranc, o. Honorat Jedliński, o. Gabriel Banaś, o. Bolesław Wojtuń, brat Grzegorz Feret.

    Zamek w Ostrogu, obraz z 1796 roku.

    Dziś przygasła już sława najpłodniejszego polskiego pisarza XIX w.
    Józefa Ignacego Kraszewskiego. Niegdyś zadziwiał pracowitością, pomysłami, ekspresją talentu i erudycją. Udało mu się, podobnie jak Henrykowi Sienkiewiczowi, pobudzić wyobraźnię i zająć uwagę kilku pokoleń Polaków historią swego narodu. Gdy cała Europa zaczytywała się romansami francuskimi, wyciskaczami łez w rodzaju "Damy Kameliowej" Aleksandra Dumasa, tak popularnymi wówczas jak dziś seriale telewizyjne w rodzaju "Moda na sukces" czy "M jak miłość", w Polsce pasjonowano się czytanymi często z całą rodziną na głos przy kominku historiami Kraszewskiego o na pół legendarnym księciu Masławie, hrabinie Cosel i królu Auguście Mocnym, który łamał podkowy, o królu Stasiu i jego czwartkowych obiadach.
    Kraszewski miał też poważny udział w rozsławieniu małego miasteczka na Wołyniu. On to bowiem napisał bardzo popularną powieść o pięknej i niewyobrażalnie bogatej, ale jakże nieszczęśliwej Halszce z Ostroga. Ta powieść spowodowała, że tysiące Polek otrzymało na chrzcie imię Halszka, obecnie rzadko występujące, gdyż dziś modę na imiona lansuje inna literatura i inne seriale. Kim był pierwowzór legendarnej Halszki? Niewątpliwie była to postać historyczna!

    Gigantyczny posag

    Właściwie nazywała się Elżbieta Ostrogska (1539-1582). Była bodaj najtragiczniejszą postacią kobiecą w dziejach I Rzeczypospolitej. Walczyli o jej rękę, więcej - zabijali się o nią synowie najbogatszych polskich rodów. Uwikłano ją w najsłynniejszy polski skandal obyczajowy epoki Odrodzenia. Jest w biografii Halszki z Ostroga niemal wszystko, z czego buduje się scenariusz filmowy o iście hollywoodzkim rozmachu: legenda o złej matce kochającej nieprzytomnie swą jedyną córkę, tragiczna miłość i upiorna zazdrość, więzienie w baszcie, podstęp i skrytobójstwo, uroda panny i wręcz bajeczne jej bogactwo, a w tle polityka i wielkie imperium majątkowe, które było dziełem trzech pokoleń Ostrogskich. To jest sceneria, w której można rozgrywać dramaty jak we francuskich filmach "płaszcza i szpady".

    Jaka jest prawda o bohaterce słynnego romansu z jagiellońskiej epoki? Otóż Halszka była wnuczką Konstantego Ostrogskiego (ok. 1460-1530) - najbogatszego magnata Rzeczypospolitej w XVI w., sławnego wodza noszącego przydomek "najwyższego hetmana". Posiadał prywatne wojsko i wielkie latyfundium ziemskie w postaci kilku starostw kresowych od Łucka po Bracław i Winnicę na dalekiej Ukrainie. Władał miastami i setkami wsi z zamkami, pałacami, dworami, kościołami i cerkwiami. Mówiło się, że jego majątek równał się dwuletniemu budżetowi całej Rzeczypospolitej. Był wielkim protektorem prawosławia i przyjacielem królów Polski Aleksandra Jagiellończyka i Zygmunta Starego. Za jego rządów Ostróg stał się najbogatszym miastem na Wołyniu, a później, za czasów jego następców, centrum życia umysłowego. Powstała tam bowiem ok. 1578 r. Akademia Ostrogska - najbardziej na wschód wysunięty w tym czasie uniwersytet w Europie. Ostróg wyprzedził wówczas Wilno - centrum nauki na Litwie.

    Konstanty Ostrogski miał dwóch synów - Eliasza (Illię) i Konstantego Wasyla. Fortunę odziedziczył starszy, ale żył krótko, tylko 29 lat (1510-1539), zdążył jednak ożenić się z damą dworu królowej Bony, piękną i ambitną Beatą Kościelską, i z nią miał jedyną córkę, Halszkę. Nie cieszył się nią długo, bo zmarł trzy miesiące po jej urodzeniu. Halszka wyrastała w zamku w Ostrogu pod opieką ambitnej matki, która toczyła ostry spór z drugim synem teścia, Konstantym Wasylem, o podział majątku. Gdy Halszka zbliżyła się do pełnoletności, stała się jedną z najdroższych partii matrymonialnych w Rzeczypospolitej, podobnie jak trzy wieki później na Śląsku Joanna Gryzik, zwana Śląskim Kopciuszkiem - dama z harfą, której pomnik stoi na Wzgórzu Uniwersyteckim w Opolu. Halszka z Ostroga posiadała gigantyczny posag, a przy tym była urzekająco piękna. Zaczęli więc o jej rękę zabiegać synowie najznakomitszych rodów polskich i litewskich.

    Zaborczy konkurenci

    Jednym z nich był starosta kaniowski Dymitr Sanguszko, a ponieważ matka nie godziła się na to małżeństwo, zakochany konkurent wspólnie ze stryjem swej wybranki, Konstantym Wasylem, napadł na Ostróg i zmusił do małżeństwa. Matka Halszki poskarżyła się na ten gwałt królowi Zygmuntowi Augustowi, a ten nakazał napastnikom opuścić Ostróg. Sanguszko nie przyjął wyroku królewskiego i w obawie utraty Halszki uprowadził ją do Czech. W pościg ruszyli za nim wojewoda kaliski Marcin Zborowski ze swoim synem, który - ponoć "nieprzytomnie zakochany" - miał też ambicję poślubienia Halszki. Po kilku tygodniach dopadli Sanguszkę i podstępnie go zabili. Halszka wróciła do matki, ale król, który roztoczył nad nią opiekę, postanowił wydać ją za swego stronnika - wojewodę kujawskiego Łukasza Górkę. Na to małżeństwo zgody nie wydała jednak matka, księżna Beata. Król podstępem doprowadził jednak do ślubu Halszki z Łukaszem, lecz matka uznała ten związek za nieważny i skryła się z Halszką we Lwowie w klasztorze dominikanów. Tam w desperacji oddała rękę córki księciu słuckiemu Siemionowi. Wojska królewskie otoczyły klasztor w 1559 r. i odebrały siłą Halszkę księciu Siemionowi, przekazując ją Łukaszowi Górce. Halszka, posłuszna woli matki, odmówiła jednak pożycia z Łukaszem Górką, a ten w rozpaczy i miotany zazdrością o księcia Siemiona, którego ponoć Halszka kochała, kazał ją zamknąć w wieży w swoim zamku w Szamotułach. Więził ją tam kilkanaście lat aż biedna kobieta postradała zmysły.

    Matka i książę Siemion uciekali się do różnych sposobów, aby wydobyć Halszkę z niewoli. Gdy książę Siemion zmarł, matka, chcąc wzmocnić swoją pozycję politycznie, wyszła za mąż za wpływowego magnata Olbrachta Łaskiego, który gdy wszedł w posiadanie majątku żony, w tym posagu Halszki, pod błahym pretekstem uwięził księżnę Beatę w swoim zamku w Kieżmarku, gdzie spędziła 10 lat. Wypuszczona na wolność, zmarła, nie zobaczywszy już córki. Natomiast obłąkana Halszka odzyskała wolność dopiero po śmierci Łukasza Górki. Zaopiekował się nią wówczas stryj Konstanty Wasyl i umieścił w godziwych warunkach w swoim zamku w Dubnie, gdzie zmarła, nie odzyskawszy świadomości, w 1582 r.

    Sprawny warsztatowo scenarzysta hollywoodzkiego filmu nie wymyśliłby bardziej powikłanej fabuły, z tak szybkimi i nieprzewidywalnymi zwrotami akcji. Oto jak bogactwo zniszczyło sens i radość życia pięknej kobiecie, której urodę znamy dzisiaj z obrazów Matejki - "Hołd pruski" i "Kazanie Piotra Skargi" - jest tam niepospolicie piękna, lekko wyniosła w całym majestacie swego bogactwa, w towarzystwie ówczesnej elity politycznej.

    Kapucyn Remigiusz Kranc

    W polskie dzieje Ostroga wpisana jest też piękna postać księdza kapucyna Remigiusza Kranca (1910-1977), który pod koniec II wojny światowej zasłynął rozwagą i bohaterstwem. Obronił bowiem klasztor ostrogski, a w nim 6 tysięcy Polaków otoczonych przez sotnię banderowców.
    Dramat rozegrał się w styczniu 1944 r. Ostróg leżał z dala od głównych szlaków komunikacyjnych, kolei i szos. Kiedy zbliżał się front, armia hitlerowska w popłochu opuściła miasto, a Armia Czerwona, nie mając dokładnego rozpoznania, co się dzieje na przedpolu, nie weszła na opuszczony teren. Wytworzyła się więc sytuacja bezpańskiej tymczasowości, którą postanowili wykorzystać Ukraińcy, siejący wśród Polaków na Wołyniu strach i pożogę.
    W nocy 16 stycznia 1944 r. banderowcy weszli na przedmieścia Ostroga, paląc i mordując w sposób bestialski w łóżkach kilkadziesiąt polskich rodzin. Następnego dnia na kazaniu niedzielnym ks. Remigiusz Kranc wezwał wszystkich Polaków, aby skupili się i stworzyli warowny obóz przy zabudowaniach klasztoru i w pobliskim gmachu więzienia. Wezwanie odbiło się szerokim echem po okolicy i zadziałało jak magnes. Pod klasztor przybyło tysiące mężczyzn i kobiet z dziećmi oraz z dobytkiem. Stworzono obóz, który przez trzy tygodnie skutecznie opierał się atakującym banderowcom. Nad klasztorem powiewał sztandar i obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Cezary Leżański w książce "Ostatnia szarża", pisząc o tej samoobronie, stwierdził: "Rej wodził ks. Remigiusz Kranc, dodając ducha obrońcom i wystawiając się na ogień wroga niczym legendarny Kordecki na Jasnej Górze". Również Henryk Cybulski w słynnej książce "Czerwone noce" o samoobronie Polaków na Wołyniu z wielkim uznaniem pisał o roztropności i bohaterstwie ks. Kranca.

    Gdy Halszka zbliżyła się do pełnoletności, stała się jedną z najdroższych partii matrymonialnych w Rzeczypospolitej

    Po wkroczeniu do Ostroga Armii Czerwonej obrońcy złożyli broń i ponad 900 młodych mężczyzn wstąpiło do armii Berlinga. Remigiusz Kranc przekazał też na ręce gen. Karola Świerczewskiego sztandar z Matką Boską Częstochowska, a ten - jak zapisał kronikarz - ucałował sztandar i powiedział, że będzie on symbolem zjednoczenia wszystkich Polaków walczących z Niemcami: "Sztandar ten stanie się jednym z naszych bojowych sztandarów". Nie wiem, jaki był dalszy los tego sztandaru, w każdym razie Kranc w dobrej wierze błogosławił młodych Polaków, którzy wstępowali do armii Berlinga. Władze sowieckie w uznaniu zasług mianowały Kranca wiceburmistrzem Ostroga, a władze polskie odznaczyły go Krzyżem Walecznych, stwierdzając, że swoim działaniem uratował tysiące ludzkich istnień od niechybnej śmierci. Obszernie pisała o tym 23 maja 1944 r. jedna z gazet polskich, "Głos Żołnierza", wychodząca wówczas w Kijowie.
    Gdy Sowieci zaczęli aresztować akowców i wywozić ludność z okolic Ostroga w głąb Rosji, Kranc zaczął interweniować. Udał się do Lublina, do gen. Berlinga i Andrzeja Witosa (brata Wincentego, w tym czasie ministra reform rolnych w rządzie lubelskim). Swą bezpardonową postawą obrońcy bezprawnie aresztowanych naraził się jednak NKWD i 13 stycznia 1945 r., nie zważając na jego zasługi, aresztowano go i wywieziono na Kołymę do pracy w kopalni złota, gdzie spędził trzy lata. Po wojnie był duszpasterzem w Skomielnej, Tenczynie, Gorzowie Wielkopolskim, Pile i Wałczu.

    Tragiczni burmistrzowie


    Ostróg, 13 sierpnia 1939 roku, od lewej: o. Remigiusz Kranc, o. Honorat Jedliński, o. Gabriel Banaś, o. Bolesław Wojtuń, brat Grzegorz Feret.

    Ostróg miał kilku burmistrzów. Dwaj z nich zginęli w czasie okupacji: jeden z rąk rosyjskich, sprawcą śmierci drugiego byli Niemcy. Pierwszy nazywał się Stanisław Ludwik Żurakowski (1886-1940) i był burmistrzem w latach 1934-1939. Pochodził z głębokich kresów, bo aż spod Kijowa. W czasie I wojny światowej, wcielony do armii carskiej, wykazał się bohaterstwem, bo z pola walki Rosjan z Niemcami pod Ostrołęką wyniósł rannego w obie nogi swego dowódcę płk. Bielajewa i otrzymał za to od cara Mikołaja II Krzyż św. Anny - bojowy, noszony przy szabli.
    Gdy w Rosji wybuchła rewolucja, był porucznikiem, ale wycofał się z armii i osiadł w swym majątku w Żytnikach pod Kijowem. W okresie międzywojennym był wicestarostą we Włodawie, pracował w urzędzie wojewódzkim w Łucku, później został burmistrzem we Włodzimierzu Wołyńskim i Zdołbunowie. Dał tam liczne dowody sprawności organizacyjnej, co pomogło mu objąć na dwie kadencje burmistrzostwo Ostroga. Był tam lubiany i szanowany. Został aresztowany przez Sowietów w swym gabinecie już w pierwszym dniu inwazji, 17 września 1939 r., bo Ostróg leżał tuż przy granicy z Sowietami. Przeszedł przez więzienia w Łucku, Równem. Jego żona, Maria z Jastrzębskich, i przyjaciele prowadzili heroiczne zabiegi i walkę, aby go stamtąd wyciągnąć. Bezskutecznie. Nie pomogły dowody, że uratował rosyjskiego pułkownika na polu bitwy. Trafił do Katynia, gdzie w kwietniu 1944 r. strzałem w potylicę odebrano mu życie. Nim jednak do tego doszło, z więzienia w Kozielsku wysłał do swej żony cztery przejmujące listy, które jego syn, również Stanisław, przechowywał i wydał w pięknej książce zilustrowanej zdjęciami rodzinnymi na emigracji w Londynie.

    W 1990 r. podczas spotkania autorskiego w Sali Malinowej w Polskim Ośrodku Kulturalnym (POSK) w Londynie otrzymałem egzemplarz tej niezwykłej książki ze specjalną dedykacją i poznałem osobiście Stanisława Żurakowskiego (juniora), który razem z Tadeuszem Kryską-Karskim był autorem encyklopedycznej książki "Generałowie II RP".
    Drugi burmistrz Ostroga, Stanisław Konstanty Gruszczyński (1880-1943), był wybitnym działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej, senatorem RP w latach 1928-1930 i - podobnie jak Żurakowski - prezydentem i burmistrzem kilku miast polskich: Tomaszowa Mazowieckiego, Kutna, Pruszkowa i Ostroga na Wołyniu.

    Po napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę Gruszczyński, w tym czasie burmistrz Pruszkowa, schronił się we Lwowie. Tam pod zmienionym nazwiskiem ukrywał się przed Sowietami, aby nie trafić do Katynia. Pracował jako ogrodnik i pomocnik grabarzy na Cmentarzu Łyczakowskim. Po zajęciu Lwowa przez Niemców w lipcu 1941 roku, widząc na co dzień fizyczne unicestwianie Żydów lwowskich, postanowił w swoim mieszkaniu ukryć chłopca żydowskiego - sierotę, którego rodziców zastrzelono na górnym Łyczakowie. Ukrywany chłopiec nie znosił psychicznie zamknięcia w schowku na strychu: miotał się, nie wytrzymywał atmosfery zamknięcia w ciasnej klitce. Mimo ostrzeżeń swego opiekuna pewnego dnia niespodziewanie wybiegł z domu na ulicę i wpadł wprost na niemiecki patrol. Gruszczyński widział tę scenę ze swego okna. Z przerażeniem zobaczył też, że chłopiec, któremu wykręcono ręce, pokazuje hitlerowcom, gdzie mieszka. W tej sytuacji Gruszczyński, wiedząc, że za przechowywanie żydowskiego dziecka grozi mu śmierć, zdecydował się na desperacką ucieczkę, skacząc z okna z drugiego piętra. Niestety, upadek był tragiczny. Gruszczyński nie odzyskał już przytomności i 13 października 1943 roku zmarł. Sąsiedzi potajemnie pochowali go w kwaterach Orląt Lwowskich na Cmentarzu Łyczakowskim. Po wojnie miejsce to zrównano z ziemią. Syn Gruszczyńskiego, Zdzisław, żołnierz gen. Władysława Andersa, uczestnik bitwy pod Monte Cassino, w latach sześćdziesiątych XX wieku próbował we Lwowie odnaleźć mogiłę ojca, bezskutecznie.

    Mnie również podczas pracy we Lwowie nad dziejami Cmentarza Orląt nie udało się ustalić dokładnie miejsca pogrzebania Gruszczyńskiego, mimo że byłem w posiadaniu kilku wiarygodnych relacji mieszkańców Pohulanki - lwowskiej dzielnicy tuż przy Cmentarzu Łyczakowskim. Żydowski chłopiec, którego ukrywał Gruszczyński, zginął w getcie na Zamarstynowie. Tak zakończył się iście szekspirowski dramat burmistrza z Ostroga.
    Obecnie wybitną postacią w Ostrogu jest proboszcz tamtejszej odrodzonej parafii rzymskokatolickiej i kanonik honorowy Kapituły Katedralnej Łuckiej, ks. Witold Józef Kowalów (rocznik 1967). Ten charyzmatyczny duszpasterz jest jednocześnie historykiem, publicystą, autorem wielu książek i redaktorem wydawanego w Ostrogu dwumiesięcznika diecezji łuckiej "Wołanie z Wołynia", gdzie zamieszcza relacje, wspomnienia dotyczące przeszłości ziemi wołyńskiej i buduje mosty porozumienia między tamtejszymi Polakami i Ukraińcami, między katolikami i prawosławnymi.

    Nie udało się ustalić, ilu mieszkańców Ostroga osiadło po wojnie na Śląsku Opolskim. Niewątpliwie należał do nich Ryszard Olszewski (1933- 1993), polonista, który w 1956 r. podjął pracę w liceum w Strzelcach Opolskich i z tym miastem związał się do końca życia. Pełnił tam później funkcję inspektora szkolnego przy radzie powiatowej, a następnie dyrektora Zasadniczej Szkoły Zawodowej przy Śląskich Zakładach Przemysłu Wapienniczego. Współpracował też długo z działem szkolenia Cementowni Strzelce Opolskie. Zapisał piękną kartę jako wychowawca i nauczyciel młodzieży na Śląsku Opolskim.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo