Momenty były...

Michał Lewandowski
Wczoraj Iza Kowalczyk i Grzegorz Markocki, gwiazdy programu "Bar", wzięli ślub. Poznali się i pokochali w telewizyjnym reality show.

Ten ślub był pierwszym takim wydarzeniem w historii światowych reality. W czwartek Polsat pokazywał na żywo jego urywki. Pełną relację z ceremonii i wesela obejrzymy dziś. My z Izą i Grześkiem umówiliśmy się w "Barze" dwa dni przed ceremonią.
Wraz z Albinem Przybyłowskim z Nysy, który "barową" ekipę wytwórni ATM zna dobrze, bo wcześniej pisał dla niej scenariusze do "Świata według Kiepskich" (no i jest wujkiem szefa), zjawiamy się punktualnie.
- Spoko, narzeczeni są na zakupach - uspakaja nas "Grochu", czyli Artur Grochowiecki (facet z kucykiem, który podczas programów na żywo obsługuje gong). - Ale do 22.00 wrócą...

W "Barze", jak co wieczór, spory ruch. Między stolikami krążą śliczne kwiaciareczki oferujące gościom polne bukieciki. Na scenę wchodzi latynoamerykańska kapela. Dziewczęta odkładają koszyki i przeistaczają się w balet długonogich tancerek. Zaczął się show. Pod sufitem fruwają butelki - to pokaz umiejętności najlepszego na świecie barmana. Zbliża się północ, a my po trzecim piwie wychodzimy się przewietrzyć.
Przed "Barem" spotykamy w końcu narzeczonych.
- Zjemy tylko coś w KFC i zaraz z wami pogadamy - obiecuje Grzegorz. - Najlepiej przyjedźcie do nas do domu, bo do pracy dziś już nie idziemy...
Mamy wejść do środka reality show?! "Grochu" zastanawia się chwilę, w końcu zrezygnowany macha ręką:
- No dobra, niech wam będzie. Możecie ich odwiedzić. Zrobimy dla was wyjątek.
Błogosławione znajomości... Jedziemy na wrocławskie Bielany. Tam pod czujnym spojrzeniem strażników przekraczamy bramę do świata telewizyjnych czarów.

Wnętrze domu jest mniejsze, niż wydaje się na ekranie. Przeglądamy się w lustrach, za którymi znajdują się znane nam już z poprzednich wizyt tunele kamerowe. Ciekawe, czy śledzą nas teraz czyjeś ciekawe oczy? Tego się nie dowiemy. W każdym razie kamery zamontowane pod sufitem opuściły swoje długie nosy i wydają się drzemać. Zresztą po kilku minutach przestajemy o nich myśleć. Od tej pory wierzę, że podczas reality show można zapomnieć o nieustannym podglądaniu.
Mieszkańcy domu chyba też o tym zapomnieli, bo nie grzeszą przesadną dbałością o porządek: W kącie leżą porozrzucane gazety, w pokojach panuje równie artystyczny nieład.
- Ludzie złoci, jak oni mogą tak mieszkać - Albin, który zrobił dokładny rekonesans po całym domu, relacjonował mi w drodze powrotnej swoje wrażenia.
- W pokojach walają się wypchane reklamówki, na łóżkach porozbebeszona pościel, w łazience porozwalane i nie pozakręcane kosmetyki, wszędzie aż prosi się o odkurzacz. Żona dobrze mówiła, że te dziewczyny dbają tylko o to, żeby pokazać ładne buźki i tyłki...
Podczas gdy Albin wędrował po domu, rozmawiam z Izą i Grześkiem.

- Tutaj nic nie jest reżyserowane - zapewnia dziewczyna. - Zachowuję się całkowicie naturalnie. Ale kamer mam już czasem dosyć. Nie dlatego, że się blokuję, tylko dochodzą do mnie informacje z zewnątrz i wiem, że ludziom niektóre moje zachowania nie podobają się. Takie komentarze dotknęłyby każdego... Czemu zdecydowałam się na ten ślub? Bo jest mi z Grzegorzem bardzo dobrze. Bałabym się, że po programie nasz związek by się rozpadł. On by zajął się swoją karierą, ja też miałabym swoje sprawy. A jako małżonkowie będziemy jakoś związani.
Pytam, czy nie za szybko podjęli decyzję. Przecież znają się tylko siedem tygodni...
- Nie potrzebowałem więcej czasu, czy informacji, żeby się zdecydować - stanowczo odpiera Grzegorz. - Weź pod uwagę, że myśmy nie poznawali się na zasadzie weekendów w domu, z mamusią i tatusiem, tylko jesteśmy się ze sobą całą dobę. Czasem w bardzo różnych, trudnych sytuacjach. A jeżeli ja, mając za sobą ileś tam związków z kobietami, obserwuję dziewczynę, która w każdej sytuacji zachowuje się tak, jak bym to sobie wyobrażał, to jest super. Warto zaryzykować to małżeństwo.
Franciszek Markocki, ojciec Grzegorza, nie może wyjść z podziwu:

- Oj, dał nam popalić nasz Grzesio - kręci głową. - Nie zdawałem sobie sprawy, że taki numer zrobi. Tego nasz scenariusz nie przewidywał...
- Rzeczywiście, ciśnienie nam podniósł strasznie - zgadza się jego żona, Halina. - To nie na nasze nerwy.
Państwo Markoccy od prawie ćwierć wieku mieszkają w podopolskich Graczach. Popegeerowskie blokowisko przypomina raczej zadbaną, miejską dzielnicę niż wieś. Markoccy wychowali dwóch synów. Starszy o 4 lata brat Grzegorza, Jurek skończył politechnikę. Od dwóch lat mieszka w USA.
- Byłam w pegeerze kierownikiem fermy, a mąż kierownikiem gospodarstwa - wspomina pani Halina. Rozmawiamy w środę, Polsat nadaje akurat na żywo relację z "Baru". Uczestnicy przyznają sobie plusy i minusy. Iza swój plus ofiarowuje Grześkowi.
- To dobra dziewczyna - pan Franciszek zaakceptował już swoją synową. - Młoda, energiczna, wygadana. A Grzegorz potrzebuje kobiety silnej i z charakterem. On jest takim trochę łobuziakiem, ale ona weźmie go w karby...
- Rozumiem wszystkich, którzy krytykują ich małżeństwo, jednak będę ich bronić - mówi Halina Markocka. - Są przecież pary, które chodzą ze sobą latami, a rozstają się niedługo po ślubie. Znam też takie, gdzie jest odwrotnie. Podczas naszych studiów w Krakowie sporo znajomych brało tylko ślub cywilny, na który nie zapraszali nawet rodziców. Może traktowali to jak próbę do prawdziwego małżeństwa? Jesteśmy katolikami. Dlatego chcielibyśmy, żeby po wyjściu z programu Iza z Grześkiem wzięli ślub kościelny, na który zaprosimy już całą rodzinę. Bardzo bym pragnęła, żeby ten związek był trwały.

CO O ŚLUBIE IZY I GRZEGORZA SĄDZĄ WSPÓŁUCZESTNICY PROGRAMU
Mirek
- Rozpatruję ten ślub tylko w kategoriach dobrej zabawy. Do małżeństw po kilkutygodniowej znajomości podchodzę sceptycznie. Może dlatego, że sam kiedyś ożeniłem się po dwóch miesiącach chodzenia... Generalnie 90 procent takich związków kończy się niepowo- dzeniem.
Marian
- Jeżeli się kochają, a według mnie ich uczucia są szczere, to mają prawo tak postąpić. Może jednak ten program nie do końca jest właściwym miejscem na ślub. Prawdziwe życie czeka na zewnątrz i bardzo różni się od tego tutaj. Mam nadzieję, że ich związek przetrwa, kiedy wyjdą z programu.
Adrian
- To pochopna decyzja. Oni znają się bardzo krótko. Chociaż z drugiej strony, z tego co widzę, to oni się rozumieją i naprawdę kochają. No i chyba pasują do siebie. Mimo że są to dwa różne charaktery. Takie pary chyba nawzajem się przyciągają. Ale ten ślub nie jest robiony pod publikę, jak wielu sądzi.
Beata
- Biorą ten ślub, bo są w sobie zakochani. Iza bardzo kocha Grześka, ale też ma pewne obawy, bo na zewnątrz życie będzie wyglądać całkiem inaczej. Nie mają nawet miejsca, gdzie mogliby razem zamieszkać. Najpierw oglądałam ich z zewnątrz. Tutaj robią lepsze wrażenie niż w telewizji.
Paulina
- To prawdziwe uczucie. Ja bym nie chciała mieć takiego faceta jak Grzesiek. On nie jest w moim typie i nie odpowiada mi, wolę innych. Ale Izie pasuje. Złe jest to, że ona kumuluje w sobie negatywne uczucia. Potem pęka to w niej i kończy się wybuchem. Grzesiek jest za to bardzo spontaniczny.

- Ślub nie musi być brany od razu na całe życie - Iza przedstawia swój punkt widzenia. - Grzesiek jest bardzo spontaniczny, opiekuńczy, ambitny. To dobry człowiek, choć ma swoje wady, jak każdy. Ale chcę, żeby mnie zaskakiwał. Pozytywnymi i negatywnymi rzeczami. To mnie właśnie kręci. Także to, że do końca go nie znam. Gdybym wszystko wiedziała na jego temat, nie byłoby zabawy.
Grzegorz: - Ten ślub to dla mnie bardzo poważna decyzja. Dobrze, że trafiło się nam to w tym programie. Oboje chcemy pracować w show-biznesie, a taka historia daje nam dobry start. Wywoła większe zainteresowanie naszymi osobami. Mam sprecyzowane plany: Niezależnie od tego, czy producenci tego programu zechcą mnie dalej promować i wykorzystać, nagrałem już swoje piosenki. Decydując się na ten program, chciałem pokazać się od strony muzycznej. To był priorytet.
- Oświadczyny Grzegorza były dla mnie kompletnym zaskoczeniem - zwierza się Iza. - Nigdy wcześniej o tym nie rozmawialiśmy. Któryś z klientów baru coś takiego proponował, ale pomyślałam sobie wtedy, że to raczej nierealne, choć było to moim ukrytym marzeniem. No i spełniło się. Ktoś kiedyś dawał mi już pierścionek, ale nie były to poważne zaręczyny. Byłam z nim po prostu długo i miał taki gest. Jak długo? Rok.

W mieszkaniu Markockich dzwoni telefon.
- Dobry wieczór, pani Grażynko - Halina Markocka mówi do słuchawki wyraźnie ucieszona. - Właśnie oglądamy "Bar". Tak, ma pani rację, ostatnio bardzo ładnie się prezentują... Trzymajmy kciuki i naładujmy nasze dzieci taką pozytywną energią, żeby wszystko było dobrze. Wiadomo, że w małżeństwie różnie bywa, ale pani i ja już się postaramy, aby wszystko trzymało się kupy.
- Na pewno dzwoni mama Izy - domyśla się pan Franciszek. - Ona bardzo kocha córkę. Ale jest sama i bardzo mocno przeżywa, kiedy pokazują te, hmmm..., sprawy damsko-męskie. Wie pan, po chłopakach takie rzeczy spływają, ale na dziewczynie zawsze zostaje jakiś ślad. Matka się po prostu wstydzi.
- Jestem tolerancyjna, jednak też nie oglądam tych scen - dodaje pani Halina. - Denerwuje mnie to. Przecież to mój syn.
Grzesiek: - Nie krępuję się kochać przed kamerami.
Iza: - Ja też nie, skoro to robię. Nie będę się przejmować tym, że ktoś mnie wyzwie od nie wiadomo jakich, bo uważam, że nie robię nic złego. To jest trochę niesprawiedliwe, że chłopakom uchodzi więcej.

- Zaprosić na wesele mogliśmy każdego - mówi Grzesiek. - Ja ograniczyłem się do grona najbliższych. Rodzin nie będzie. Moi rodzice i brat byli przeciwni temu ślubowi. Sytuacja się trochę zmieniła, ale nadal nie chcą brać w tym udziału.
- Oni wiedzą, że sercem jesteśmy z nimi - zapewnia Halina Markocka. - Już po zaręczynach mówiłam Izie (choć na moją prośbę tej wizyty w telewizji nie pokazali), żeby się nie denerwowała, że ja, mąż i drugi syn serdecznie ją przyjmiemy i uszanujemy ich decyzję. Sama już nie wiem. Może pojechać na ten ślub?
- Po co swoje gęby w telewizji wystawiać, skoro przecież złamanego szeląga nie dajemy na to wesele?! - ucina pan Franciszek.
Grzegorz: - Nikt nic nie organizuje bez nas. Wszystko z nami konsultują. Nie musimy jednak rezygnować z niczego. A w tym momencie mojego życia nie stać by mnie było, żeby ślub odbył się w takiej oprawie.

- Prawdziwej rodziny nigdy u mnie w domu nie było - zwierza się Iza. - Mieszkałam tylko z matką. Ale tak naprawdę wychowywałam się sama. Miałam opiekę finansową, jednak brakowało miłości. Jesteśmy z mamą zupełnie inne. Doszło do takiej sytuacji, że ze sobą nie rozmawiamy, bo to jest bez sensu. Nasze rozmowy zaczynają się od kłótni o drobiazgi. Mamy zupełnie inne spojrzenie na świat.
Grzegorz: - Zależy mi bardzo na opinii najbliższych. Nie chciałbym powodować sytuacji, w której oni musieliby się za mnie wstydzić. A jedna taka już była - mój mały wybryk alkoholowy trochę ich zranił. Po prostu trochę zapomniałem o tych kamerach...
- Rzeczywiście, gdyby dało się wymazać z pamięci sceny, w których łamie sobie rękę i rozrabia po pijanemu, to czułbym się dużo lepiej - mówi pan Franciszek.
- Grzegorz nam opinii nie zepsuje - dodaje pani Halina. - Mieszkamy tu już tyle lat i wszyscy nas dobrze znają. Sąsiedzi różnie mówią o tym programie, ale większość jest raczej dobrze nastawiona.
- A ksiądz? - pytam.
- On chyba tego nie ogląda - zastanawia się pani Halina.
- Ogląda, ale jest liberalny i nic nie mówi - zaprzecza jej mąż.

- Po tych alkoholowych awanturach zadzwoniłam do producentów i powiedziałam: "Co wy sobie wyobrażacie?! Przecież ślub to coś pięknego - opowiada mama Grzegorza. - Nie pokazujcie go, jak popił, a potem jedno na drugie nadaje". To wówczas poprosiłam o to spotkanie bez kamer. Przyjechali po mnie z wytwórni i zabrali do "Baru". Powiedziałam Grześkowi i Izie, że muszą już od teraz ponosić odpowiedzialność za dalsze wspólne życie. Nie mogą na siebie mówić złych rzeczy i powinni pomyśleć o pracy. Życie jest ciężkie, a my nie jesteśmy bogaci i wiele im pomóc nie możemy.
- Kochasz Izę? - pytam Grzegorza.
- Bardzo - odpowiada bez wahania.
- Ale przecież jesteś kobieciarzem. Wytrzymasz przy jednej dziewczynie?
- Iza ma na mnie dobry wpływ. Jest osobą, która mnie ściąga na ziemię. Z nią jest super i nie sądzę, żeby ktoś mnie mógł tak mocno zauroczyć, żebym zmienił zdanie. A co się stanie, jeżeli jedno z nas odpadnie z programu? Ja bym był za tym, żeby ta druga osoba została i walczyła do końca. Przyszliśmy do tego programu, żeby zostać zauważonym, ale gdyby któreś z nas jeszcze wygrało główną nagrodę, czyli mieszkanie w Warszawie, to byłaby już rewelacja.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3