Morderstwo w Kedzierzynie-Koźlu. To miała być zbrodnia doskonała

Daniel Polak
Daniel Polak
Nie ma zbrodni, jeśli nie ma ciała. Stanisław uznał, że jeżeli starannie ukryje zwłoki, jest szansa, że morderstwo nigdy nie wyjdzie na jaw.

Wojciecha zabił bliski krewny, przyjaciel, współlokator Stanisław L. Potem w knajpie, nad kieliszkiem chwalił się, jak powinna wyglądać zbrodnia doskonała. Usłyszał to siedzący przy stoliku obok funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego. Wydarzenia potoczyły się szybko i zbrodnia, która miała wszelkie szanse, aby nigdy nie zostać wykrytą - wyszła na światło dzienne.

Stasiu piwko postawił...
Dusza człowiek. Sympatyczny, serdeczny, bardzo uczynny. Tak o Stanisławie L. mówią bywalcy knajpy przy ul. Piotra Skargi w Kędzierzynie-Koźlu. Ludzie są tu w szoku. Niektórzy jeszcze nie potrafią uwierzyć w tą makabryczną historię.
- Mieszkał tuż obok baru, czasami tu zaglądał. Najczęściej, jak wracał z zakupów, które robił dla siebie i swojego stryja. Wypił piwko, porozmawiał, pożartował. Czasem postawił jakiś kieliszek wódeczki. Sprawiał wrażenie, jakby muchy w życiu nie skrzywdził. Dało się z nim fajnie porozmawiać. Jaki diabeł w niego wstąpił? - zastanawia się Piotr, jeden z klientów.

Jego kolega Adam dodaje: - Nie odmawiał, gdy ktoś prosił go o pomoc. O Wojciechu, swoim stryju, mówił zawsze ciepło. "Wujek to, wujek tamto". Nigdy się na niego nie skarżył. Ale nie wiemy, co działo się w czterech ścianach, tam gdzie mieszkali. Sąsiadka, która mieszka bezpośrednio nad mieszkaniem rodziny L jst w szoku:
- Bardzo przeżywam ten dramat. To dla mnie trauma. - mówi.

Wojciech
Stanisław ma 48 lat, Wojciech skończyłby w tym roku 67. Mieszkali razem w niewielkiej kamienicy na osiedlu Pogorzelec. To miejsce, gdzie statystyki przestępstw należą do najwyższych w mieście. Policyjne kartoteki wypełniają bójki, awantury i kradzieże. Ale nie morderstwa. - Kręcą się tu grupki chuliganów. Jak wszędzie jest trochę patologii, ale rodziny L. nigdy bym do takich nie zaliczył - mówi jeden z bywalców knajpy przy ul. Piotra Skargi. Stryj odpoczywał już na zasłużonej emeryturze, siostrzeniec pracował w zakładach chemicznych na osiedlu Azoty. Był majstrem, kierował ludźmi, miał w robocie dobrą opinię. Sprawiali wrażenie bardzo spokojnych.

Nikomu nawet specjalnie nie przeszkadzało, że Wojciech unikał kobiet. Wolał spędzać czas z mężczyznami. Co więc sprawiło, że Stanisław postanowił pozbyć się stryjka raz na zawsze? Pewnego listopadowego wieczoru 2009 roku między siostrzeńcem a stryjem doszło do sprzeczki, której finałem była ta straszliwa zbrodnia. Eugeniusz Węgrzyk, szef Prokuratury Rejonowej w Kędzierzynie-Koźlu zaznacza, że podejrzany opowiedział już śledczym o jej motywie. Węgrzyk nie chce jej jednak ujawnić, zasłaniając się dobrem toczącego się dopiero śledztwa. O tym, jaki przebieg miały mieć wydarzenia tamtego feralnego dnia, opowiada proszący o anonimowość, jeden z policjantów: - Stanisław L. chwycił za młotek. Uderzył nim kilka razy swojego stryja. Mocno, celował w głowę. Bił tak, żeby zabić - mówi funkcjonariusz.

Zwłoki przerzucił przez płot
Do tej awantury miało dojść w garażu. Po kilku ciosach młotkiem, Wojciech L. wydał z siebie ostatnie tchnienie. Zakrwawione ciało osunęło się na ziemię. Nie ma zbrodni, jeśli nie ma ciała. Siostrzeniec uznał, że jeżeli starannie ukryje zwłoki, jest szansa, że morderstwo nigdy nie wyjdzie na jaw. W jego głowie zrodził się szatański plan.

Cmentarz wydawał mu się idealnym miejsce. Przecież nikt nie wpadnie na to, że ktoś może ukryć ciało wśród... innych zmarłych w rodzinnym grobie. Po upewnieniu się, że stryj nie żyje, Stanisław wziął do ręki siekierę i porąbał nią ciało. Metodycznie, jak przecina się za grube drewna - rozdzielał: ręce, nogi oraz głowę o korpusu.

Cząstki ciała włożył do przygotowanych wcześniej worków na śmieci. Na każdy z nich nałożył kilka kolejnych, które mocno związał. - Miał nadzieję, że dzięki temu odór rozkładającego się ciała nie wydostanie się na zewnątrz - opowiada policjant. Mężczyzna zastanawiał się, w jaki sposób przetransportować zwłoki na teren nekropolii. Wejście główną bramą z workami nie wchodziło w grę. To mogłoby wzbudzić podejrzenia, bo kto przynosi śmieci na cmentarz? Stanisław wsiadł do samochodu, ale zamiast podjechać pod bramę główną, skręcił w wąską leśną drogę. Tędy dostał się pod tory kolejowe, które prowadzą z Kędzierzyna do Opola. Tuż przy nich kończy się nekropolia.

Grób zabezpieczył i przepadł
Poćwiartowane zwłoki przerzucił przez płot cmentarza, wyglądały jak worki z brudami po Wszystkich Świętych. Rodzinny grób jest zaledwie kilka metrów dalej. Stanisław wrócił tu nastęnego dnia, udawał, że sprząta grób, zajmuje się renowacją płyty nagrobkowej. Gdy nikogo nie było w pobliżu - odsunął płytę nagrobka. Pomiędzy nią a ziemią była niewielka przestrzeń. Wystarczająca jednak, by ukryć tam kilka worków. Po wszystkim wziął silikon i dokładnie posmarował nim spód płyty i krawędzie nagrobka. Wierzył, że dzięki temu nikt nie dowie się, że w grobowcu leży jedna osoba więcej - opowiada policjant.

I tak faktycznie mogło być. Kawałki ciała w dokładnie zawiązanych wielowarstwowych workach, złożone w szczelnie zamkniętym i zasilikowanym grobie - przez lata rozłożyłyby się, a odór zapewne nie przedostałby się na zewnątrz.

Sąsiedzi i znajomi z baru przypominają sobie, że od listopada obaj mężczyźni nagle przestali się pojawiać na ulicy.

W knajpie Staszka po raz ostatni widziałem bodajże w lutym. Razem wypiliśmy wtedy sporo alkoholu. Był uśmiechnięty, wyglądał na zadowolonego z życia. Nie sprawiał wrażenia pschopaty, który poćwiartował stryja i ukrył jego zwłoki na cmentarzu - opowiada Piotr.

Potem Stanisław zapadł się pod ziemię. Poczatkowo, od czasu do czasu, dzwonił do krewnych w Ozimku. Po raz ostatni - 12 kwietnia. Gdy milczał przez ponad dwa tygodnie, zaniepokojona familia postanowiła powiadomić policję o zaginięciu obu mężczyzn. Funkcjonariusze rozesłali do opolskich mediów rysopisy i zdjęcia obu panów L.

Język rozwiązał mu się po kieliszku
Zabójca ukrywał się w tym czasie w Częstochowie. Miał nadzieję, że tam nikt go nie rozpozna. Wolne chwile spędzał w barze. Pewnego dnia, w oparach alkoholu zmieszanych z papierosowym dymem, podsłyszał rozmowę dwóch mężczyzn. Opowiadali o tym, że ktoś strasznie zaszedł im za skórę. - To nie wiecie, jak się takie sprawy załatwia? - zapytał biesiadników. Zamroczony wódką pochwalił się: zamordowałem stryjka, tak, ze nikt o tym nie wie, oto zbrodnia doskonała. Ludzie pukali się w czoło, gdy słyszeli o ukryciu ciała w grobowcu. Dla nich był to zwykły pijacki bełkot. Ale nie dla siedzącego w pobliżu funkcjonariusza CBŚ. Niewiele później Stanisław L. siedział już w pokoju przesłuchań.

- Chłopcy przycisnęli go trochę a ten wszystko im wyśpiewał - mówi policjant.

Mordercy grozi dożywocie. Policjanci skontaktowali się z obsługą cmentarza. Szybko odnaleziono grobowiec rodziny L. W poniedziałek 17 maja na miejscu zjawili się technicy i prokurator. Ostrożnie odsunięto płytę nagrobka. Tam, w workach, o których opowiadał wcześniej morderca, leżały zmasakrowane zwłoki 67-latka. - Jego krewny, współlokatora a zarazem morderca - przyznał się do winy i usłyszał już zarzut morderstwa - mówi Lidia Sieradzka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu. Za morderstwo grozi mu od 8 lat więzienia aż do dożywocia.

Jak tłumaczą śledczy z Kędzierzyna-Koźla, Stanisław L. stara się z nimi współpracować, że nie komplikuje śledztwa i opowiada o szczegółach zbrodni. - Zastanawiamy się, czemu zaczął się chwalić tą zbrodnią... Może zrobił to celowo, bo nie mógł żyć ze świadomością, że jest mordercą? Przecież Staszek nie był psychopatą - mieszkańcy Pogorzelca wciąż mają więcej pytań, niż odpowiedzi.

W piątek na cmentarzu Kuźniczka, tym samym, gdzie ukryte zostały wcześniej zwłoki, rodzina pochowała Wojciecha L. Stanisław L., zabijając swojego stryja, zabrał mu prawo do życia. Po czym zgotował mu upiorny pochówek.

Tym razem bliscy pochowali Wojciecha L. w urnie.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Funkcjonariusz CBŚ drinkujący w knajpie. Strach mnie przeleciał. Ale na szczęście to tylko w Częstochowie.

G
Gość

Zakłady chemiczne na osiedlu Azoty . Duże to one pewnie nie są bo osiedle jest malutkie.......

c
ciemna

I uchodził za "duszę człowieka" nawet po zbrodni "współpracował z policją" - dusza człowiek.

Dodaj ogłoszenie