Mózg – tajemnicza planeta coraz lepiej poznana

Zbigniew Górniak
Udostępnij:
Przyrost naszej wiedzy na temat mózgu idzie w postępie geometrycznym – mówi dr Dariusz Łątka, neurochirurg z Opola.

Ile pan już otworzył głów w swojej karierze neurochirurga?
Wstyd się przyznać, ale ja w tym fachu pracuję już ćwierć wieku, więc parę tysięcy tych głów na pewno się uzbierało, ale to tylko połowa mojej zawodowej aktywności, bo operuję też kręgosłupy.

Wstyd się przyznać? Rozumiem, że to krygowanie się dotyczy wieku, a nie osiągnięć zawodowych.
Tak, bo obaj weszliśmy w wiek, w którym mężczyzna raczej nie chwali się swą metryką (śmiech). Ale myślę, że pan trochę demonizuje to otwieranie głowy, bo to jest akurat najprostsza chirurgiczna czynność, niezwykle prosta procedura. Głowę otwierano już w starożytnym Egipcie pięć tysięcy lat temu. Otwierano i wypuszczano złego ducha.

Dla mnie jednak nadal jest to pewna czynność magiczna, symboliczna, bo to jakby spotkanie z tym, co w człowieku najbardziej bezcenne, tajemnicze i godne podziwu, czyli z mózgiem.
Owszem, ale ważne jest to, co możemy zrobić dla naszego pacjenta po otwarciu głowy.

Dr Dariusz Łątka.
Dr Dariusz Łątka. Paweł Stauffer

Zanim o to zapytam, proszę odpowiedzieć, czy mimo tych paru tysięcy głów na koncie, zdarza się panu, zajrzawszy w dziurę w czaszce, wciąż zdumiewać tajemniczością i doskonałością ludzkiego mózgu?
Nie.

Nie na taką odpowiedź liczyłem.

(śmiech) Nie, ponieważ staram się wykonywać swój zawód bez zbędnych emocji, gdyż emocje to są bardzo źli doradcy w pracy neurochirurga. I ja podczas operacji nie traktuję mózgu jako kruchego domu duszy ani nie staram się wyobrażać go sobie jako bardzo złożonego komputera. Znam dobrze jego anatomię i jego funkcje i staram się w ramach moich kompetencji skutecznie pomóc pacjentowi.
To ja zapytam inaczej. Jak dużo jeszcze o mózgu nie wiemy?
Wydaje się, że wiemy już bardzo wiele. Przyrost naszej wiedzy na temat mózgu idzie w postępie geometrycznym. Ostatnie lata wraz z rozwojem nowoczesnych technologii neuroobrazowania przyniosły wręcz rewolucję. Natomiast zdziwiłby się każdy, kto myśli, że wiedza o mózgu to zamykająca się dziedzina. Codziennie na świecie powstaje kilkanaście opracowań anatomicznych mózgu. Powtórzę: codziennie kilkanaście. W większości wartościowych.

Czy jest coś, co pana w tych opracowaniach zdumiewa szczególnie?
Zdumiewa mnie mnogość funkcjonalnych połączeń istniejących w mózgu.

Tych linków wewnętrznych, żeby posłużyć się językiem komputerowym?
Tak, tych linków wewnętrznych. To się jeszcze bezpośrednio nie przekłada na praktykę kliniczną, ale myślę, że to będzie wykorzystane w medycynie już niebawem. To fascynujący obszar nauki.

Przy pana niebanalnym udziale powstała konferencja, na której wymieniali się doświadczeniami najwybitniejsi światowi neurochirurdzy. Jakie sławy nas zaszczyciły?
Trzeba się nieskromnie pochwalić, że udało nam się doprowadzić do rzeczy dla naszego województwa bezprecedensowej: przyjechali do nas wybitni goście. Na przykład profesor Saleem Abdulrauf z St. Louis w USA, które to miasto jest nazywane światową mekką neurochirurgów. Jest on wynalazcą wysokociśnieniowego bajpasu mózgowego, dla mojego pokolenia to absolutnie jedno z nazwisk numer jeden na świecie. Jest też szefem Walter E. Dandy Neurochirurgical Society, globalnej organizacji neurochirurgicznej...
…której prezesem na Polskę jest pan.
Tak się złożyło. Drugą znamienitą postacią jest doktor Rosemarie Frick z Zurichu, emerytowana już współpracownica Gaziego Yasargila, tureckiego lekarza, który jest uważany za ojca nowoczesnej mikroneurochirurgii. Udało nam się ją namówić na czterodniowy kurs mikrozespoleń na szczurach. Będziemy tu kształcić w sposób praktyczny dziesięciu polskich i zagranicznych lekarzy, którzy się zakwalifikowali na ten prestiżowy kurs. No i wreszcie profesor Zbiggy Brodziński z Dubaju. Wszyscy wiemy, że tam nie oszczędza się na technologiach medycznych.

A dlaczego to amerykańskie St. Louis jest taką mekką dla neurochirurgów z całego świata.
Widzi pan, to jest dobre pytanie. Bo niby dlaczego miasteczko porównywalne swym statusem do Opola aż tak bardzo awansowało…

Mamy się na kim wzorować?
Co ja mówię, nasze Opole jest ciekawsze, bo tam właściwie nic nadzwyczajnego poza McDonaldem nie ma. No więc, dlaczego St. Louis? Dla neurochirurgów bardzo ważne jest ćwiczenie na zwłokach. I właśnie w St. Louis powstało jedno z największych laboratoriów do takich ćwiczeń. Nagle do St. Louis zaczęli się zjeżdżać najlepsi neurochirurdzy, żeby sprzedawać swą wiedzę młodszemu pokoleniu. I zrobił się ruch w interesie; starzy, młodzi… Ja i wielu moich kolegów z oddziału neurochirurgii w Opolu wielokrotnie w tym St. Louis byliśmy. Nasz dzisiejszy gość, prof. Saleem Abdulrauf pracuje na tamtejszym uniwersytecie, który zawiaduje tym laboratorium. Chcę przez to powiedzieć pośrednio, że nawet w małym mieście mogą się udać duże rzeczy, więc warto, aby wszystkie wpływowe siły na Opolszczyźnie wsparły ideę otwarcia wydziału lekarskiego na tutejszym uniwersytecie. Medycyna to królowa nauk, a każdy z lekarzy jest poniekąd naukowcem, bo każdy, choćby opisując historię choroby swojego pacjenta, dokłada swoją cegiełkę do gmachu nauki.

Ilekroć rozmawiam z lekarzami, prywatnie lub do gazety, zawsze pytam, co zdumiało ich ostatnio w postępie medycyny. Jakiś rok temu jeden z nich, pański bliski kolega zresztą, powiedział mi, że przestał się już dziwić, tak szybko ten postęp biegnie.
W pewnym sensie miał rację, bo trudno wymienić teraz coś, co rzuciłoby na kolana. My bardziej posługujemy się wskaźnikami efektywności opieki neurochirurgicznej, które mówią dużo więcej o postępie medycyny niż najbardziej nowoczesny gadżet czy urządzenie. Na przykład przez te 25 lat mojej kariery neurochirurgicznej śmiertelność okołooperacyjna spadła z 25 do 3 procent.
Czyli że kiedyś umierał co czwarty pacjent, teraz trzech na stu?
Wymowny wskaźnik, prawda? Albo czas hospitalizacji na kręgosłupie. Z trzech tygodni do trzech dni.

Tak, ale przecież te znakomite statystyki byłyby niemożliwe bez techniki.
Owszem, ale nie chodzi tylko o technikę rozumianą jako nowoczesne narzędzia, urządzenia, maszyny, ale o technikę operacyjną. Coraz więcej wiemy o fizjologii mózgu, o jego anatomii, a to nam pozwala bezpieczniej dla pacjenta operować.
Dużo się ostatnio mówi o połączeniu mózgu z komputerem. A jakie były komputery, kiedy pan zaczynał studia?
Ho, ho, ho… Z tego, co pamiętam, to ZX Spectrum. Mój telefon ma teraz większą moc obliczeniową. Myślę, że współpraca mózgu z komputerem zaczęła się już przekładać na naszą praktykę kliniczną, ale na razie są to tylko jednostkowe eksperymenty, choć trzeba przyznać – bardzo spektakularne. Protezowanie wzroku, protezowanie słuchu.

Mówiąc potocznym językiem: niewidomy zacznie widzieć. Na przykład za pośrednictwem kamery na czole podłączonej do języka, z którego idą impulsy do mózgu. Widziałem taki film dokumentalny.
Znam go. Ale myślę, że minie jeszcze kilka lat, zanim to wejdzie do użytku publicznego. To jest na razie piekielnie drogie, ale z czasem na pewno zacznie się upowszechniać.

Cytat z „Rzeczpospolitej”: Implanty wszczepiane do mózgu poprawiają sprawność intelektualną. Badania prowadzi amerykańska Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności. Panie doktorze, czy będziemy mieli kiedyś w głowach wtyczki jak do pen drive’ów? Wkładamy pena i – klik – stajemy się mądrzejsi na jakiś czas albo na zawsze.
Pański optymizm jest trochę nadmierny, choć uznajmy, że nie pozbawiony podstaw. Prasa lubi często nadinterpretowywać sygnały dotyczące badań na niewielkich grupach pacjentów. Do czipa, który ma pan na myśli, droga jeszcze daleka. Ja mówiłbym raczej o rozwoju techniki DBS, czyli Deep Brain Stimulation, głębokiej stymulacji mózgu, która pomaga w leczeniu zaawansowanego parkinsona, lekoodpornej padaczki albo zespołów psychotycznych.

A czy da się przeszczepić mózg?
Mózgu nie potrafimy przeszczepić, natomiast można przeszczepić głowę. To jest kwestia dwóch, trzech lat. Jest taki włoski neurochirurg, Sergio Canavero, który bardzo poważnie myśli o takim przedsięwzięciu. Wydaje mi się, że nasze umiejętności do zespalania drobnych naczyń i drobnych nerwów oraz wiedza na temat utrzymania przeszczepu przy życiu, pozwoliłyby na taką operację. Największym wyzwaniem jest tu oczywiście zespolenie rdzenia kręgowego, ale przy zaplanowanym przecięciu rdzenia neurochirurdzy na świecie uzyskują już spektakularne sukcesy. Ale, ale… Z mojego punktu widzenia należałoby raczej mówić o przeszczepie całego ciała, a nie głowy, bo siedliskiem naszej jaźni, naszego „ja” jest głowa i to jej dajemy nowe ciało w miejsce zużytego.
No właśnie, czy to będzie jeszcze ten sam człowiek?
Ale przecież teraz przeszczepia się wiele narządów i nikt nie kwestionuje jestestwa pacjenta. W tym przypadku przeszczepi się je wszystkie naraz w postaci ciała.

Bogaty, stary mędrzec weźmie sobie ciało młodego atlety.
To by tak prosto wyglądało wtedy, gdyby nasz mózg się nie starzał.

Ale on się nie starzeje tak szybko jak bicepsy.
Starzeje się czasem i szybciej. Mówiąc poważnie, będzie to procedura zarezerwowana dla ściśle określonej grupy pacjentów.

Rosyjscy oligarchowie, szejkowie emiratów, gwiazdy filmowe?
Otóż nie. Całkiem zwyczajni pacjenci, lecz nieuleczalnymi chorobami mięśni. Ciało odmawia posłuszeństwa i nie umiemy nic z tym zrobić. Dwa, trzy lata życia to maksimum. Myślę o zaawansowanych formach stwardnienia rozsianego i stwardnieniu zanikowym bocznym.

Jakieś zgrzyty etyczne? Stara głowa, młode ciało?
Gdybym je miał w tym przypadku, musiałbym je mieć także w przypadku przeszczepów serca, o którym mówiło się kiedyś, że jest siedliskiem duszy. Pan je ma w przypadku serca?

Nie.
No, widzi pan.
A czy wyhodujemy kiedyś albo zmontujemy z gotowych elementów mózg zastępczy?
Nie wydaje mi się to ani możliwe, ani celowe.

Ale przecież na uniwersytecie w Pitsburgu skonstruowano już maszynę, która odczytuje myśli sparaliżowanej, a ona tymi myślami porusza protezą ręki. I podnosi kubek, pije kawę.
Po pierwsze, taka maszyna, choć doskonała, to jeszcze nie mózg. To lata świetlne do mózgu. Po drugie, to tylko stan przejściowy, podobny do tego, z jakim mamy do czynienia wtedy, gdy pacjent czeka na serce do przeszczepu, a przez ten czas jest podłączony do sztucznego serca.

Czy organizm złożony np. w 95 procentach ze sztucznych lub cudzych organów i z mózgiem podrasowanym informatycznie jest jeszcze człowiekiem? Można mu dać dowód osobisty?
Dopóki ma świadomość własnego bytu, czyli duszę, to tak. Na pewno nie da się opisać, jaki procent człowieka w człowieku upoważnia nas do noszenia dowodu osobistego.

Dr Dariusz Łątka.
Dr Dariusz Łątka. Paweł Stauffer

Dr Dariusz Łątka jest szefem Oddziału Neurochirurgii WCM w Opolu i uznanym w kraju autorytetem w dziedzinie neurochirurgii. Ukończył Śląską Akademię Medyczną. Wdraża wiele nowoczesnych metod leczenia operacyjnego, jest autorem lub współautorem dwóch podręczników oraz ponad 100 naukowych publikacji. Szef polskiego Oddziału Walter E. Dandy Neurosurgical Society, członek Polskiego Towarzystwa Neurochirurgów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie