Na Śląsku śmierć miała dziurawe ręce

Ze zbiorów P. Smykały, kopia DIMZaktualizowano 
Podczas pogrzebu burmistrza Paula Gundruma w żałobnym orszaku szły tłumy mieszkańców.
Podczas pogrzebu burmistrza Paula Gundruma w żałobnym orszaku szły tłumy mieszkańców. Ze zbiorów P. Smykały, kopia DIM
Ludzie od niepamiętnych czasów wyobrażali sobie śmierć jako kobietę, która była głucha lub miała dziury w rękach. Dzięki temu nie słyszała płaczu dzieci i nie można było jej przekupić.

W przypadku małych dzieci "kostucha" była głucha nie tylko na ich płacz, ale także na prośby rodziców. Po biednych i schorowanych ludzi przychodziła natomiast kulawa kobieta. Tak w dawnych czasach wyobrażano sobie śmierć.

Prof. Dorota Simonides, znana folklorystka, zauważa, że na Śląsku dzieci od młodości były oswajane z myślą, że każde życie ma swój początek i koniec. Dlatego śmierć traktowana była jako normalna kolej rzeczy.

Gdy domownicy czuli, że zbliża się kres starszej osoby gromadzili się przy jej łóżku. Umierający prosił wszystkich o wybaczenie i sam dawał ostatnie przestrogi. Wszystko odbywało się przy blasku świecy - gromnicy. Wierzono, że po wydaniu ostatniego tchnienia trzeba głęboko modlić się za zmarłego, by jego dusza mogła spokojnie opuścić ciało i dom. W tym celu otwierano w okno, a po krótkim czasie dobrze zamykano, by dusza nie wróciła. Kolejną czynnością po śmierci było symboliczne zatrzymanie zegarów - był to znak, że dla zmarłego czas przestał się liczyć. Po tym rodzina powiadamiała księdza.

W niektórych miejscowościach pod Strzelcami przyjęło się ponadto, że w przypadku śmierci gospodarza lub gospodyni, jeden z domowników powinien przejść się po gospodarstwie głośno mówiąc: "Oznajmiam wam smutną nowinę, wasza gospodarz pożegnał się z tym światem i odszedł do Boga. Amen".

Zmarłych na Śląsku ubierano od zawsze na czarno. Wyjątkiem byli ludzie, którzy zmarli w wieku młodzieńczym. Np. młodą dziewczynę można było ubrać w białą suknię, aby zrekompensować jej dzień ślubu, którego nie zdążyła doświadczyć.

W zależności od wsi do kieszeni zmarłych domownicy wkładali różne przedmioty - np. monety "żeby zmarły miał na ofiarę" lub kawałek chleba "żeby miał na drogę". W Zalesiu Śląskim istnieje natomiast tradycja, by zmarłemu dać butelkę z wodą święconą.
Od momentu włożenia ciała do trumny przez trzy dni i noce odbywało się czuwanie - rodzina modliła się przy trumnie. Miało to bardzo praktyczne znacznie. Jeszcze w XIX w. nie wystawiano aktu zgonu, a śmierć orzekana była m.in. na podstawie takich objawów jak brak tętna i sztywnienie ciała. Podczas czuwania rodzina mogła się przekonać czy dana osoba rzeczywiście zmarła.

W dniu pogrzebu, podczas wynoszenia zwłok z domu, tradycją było uderzenie trumną trzykrotnie o próg domostwa. Było to symboliczne pożegnanie się z domem. Po tym kondukt żałobny wyruszał w kierunku cmentarza. Szła w nim nie tylko rodzina i krewni, ale także znajomi i sąsiedzi. Utwierdzało to najbliższych w przekonaniu, że nie są sami w trudnych chwilach. Duża ilość żałobników opłakujących zmarłego była ponadto wyrazem szacunku dla zmarłego. Na wsiach w uroczystościach pogrzebowych brali udział niemal wszyscy mieszkańcy. W miastach byli to najbliżsi sąsiedzi, chyba że zmarły był znaną osobistością.

W Strzelcach w ostatnim stuleciu było przynajmniej kilka pogrzebów zacnych osób, podczas których ulice wypełniły się tłumami żałobników. Tak było choćby podczas śmierci Paula Gundruma - byłego burmistrza i honorowego obywatela miasta, który zmarł w lipcu 1938 r. Za jego czasów powstał m.in. wodociąg i kanalizacja oraz drogi. Żegnały go setki mieszkańców. Ciało burmistrza spoczęło na cmentarzu parafialnym w Strzelcach obok żony Hedwig. Jego grób stoi tam do dziś.

Równie liczne były także pogrzeby księży. W ostatnim pożegnaniu ks. kanonika Faustyna Zbaniuszka w 1971 r. proboszcza parafii św. Wawrzyńca, uczestniczyły setki osób w tym 80 księży.

Kapłan napisał przed śmiercią list, w którym żegnał się z wiernymi tymi słowami: "Moim drogim parafianom, których całym sercem ukochałem i dla których wszystkie siły poświęciłem, za miłość, przywiązanie, życzliwość i wszelką okazaną mi pomoc z całego serca - Bóg zapłać. Wszystkim przebaczam z całego serca, a jeśli za słabości ludzkiej kogoś mógł zasmucić lub obrazić, również proszę o przebaczenie (...)"

Tekst powstał we współpracy z Piotrem Smykałą - znawcą lokalnej historii. W artykule wykorzystano fragmenty tekstu autorstwa prof. Doroty Simonides z publikacji "Strzelczan album rodzinny".

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3