Na Uniwersytecie Opolskim rozpoczął się rok akademicki...

    Na Uniwersytecie Opolskim rozpoczął się rok akademicki 2012/2013

    Sławomir Mielnik

    Nowa Trybuna Opolska

    Nowa Trybuna Opolska

    Magda Górniak odbiera indeks z rąk prof. Jacka Nikiela, dziekana Wydziału  Matematyki, Fizyki i Informatyki.

    Magda Górniak odbiera indeks z rąk prof. Jacka Nikiela, dziekana Wydziału Matematyki, Fizyki i Informatyki. ©Sławomir Mielnik

    Uniwersytet Opolski oficjalnie zainaugurowała dziś 63. rok akademicki. W jego ławach zasiądzie ponad 15 tysięcy studentów, w tym 5 tysięcy na pierwszym roku.
    Magda Górniak odbiera indeks z rąk prof. Jacka Nikiela, dziekana Wydziału  Matematyki, Fizyki i Informatyki.

    Magda Górniak odbiera indeks z rąk prof. Jacka Nikiela, dziekana Wydziału Matematyki, Fizyki i Informatyki. ©Sławomir Mielnik


    Uroczystość odbyła się w Auli Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego. Na wypełnionej po brzegi sali znaleźli się najznamienitsi przedstawiciele władz, biznesu i nauki. Byli też studenci i ich rodzice. Uroczystość rozpoczęło sprawozdanie ustępującej rektor Uniwersytetu Opolskiego prof. Krystyny Czai.

    - Okres mojej kadencji był pracowity i wymagający, ale dzięki ogromnemu zaangażowaniu całego środowiska akademickiego z satysfakcją mogę spojrzeć na kończące się cztery lata. Z ulgą przekazuję insygnia władzy rektorskiej i z radością oddaję się temu, co najbardziej kocham, czyli pracy naukowo-dydaktycznej - mówiła ustępująca rektor.

    W swoim sprawozdaniu mówiła o wszystkich inwestycjach, jakie udało się podczas jej kadencji zakończyć oraz o tym, co dla uniwersytetu znacznie ważniejsze, czyli o uzyskaniu przez uczelnię kolejnych praw do doktoryzowania oraz habilitacji. Zwracała też uwagę na wysokie oceny wystawione wydziałom UO przez ministerstwo, ciągle rosnącą liczbę samodzielnych pracowników naukowych, coraz bogatszą ofertę edukacyjną uczelni.

    Czytaj także: Nie miejmy kompleksów - rozmowa z nowym rektorem Uniwersytetu Opolskiego

    Potem prof. Czaja przekazała nowemu rektorowi prof. Stanisławowi S. Niciei symbole najwyższej godności akademickiej, czyli berło, łańcuch i pierścień.

    - Pani rektor Czaja w pięknym stylu kończy swoją kadencję. Jej praca jest ważnym ogniwem w całej historii uniwersytetu. Będziemy się zawsze przyjaźnić. Teraz ja wróciłem jak bumerang - mówił rektor Nicieja.

    Swoje wystąpienie rozpoczął od sentencji, że kropla drąży kamień nie swoją siłą, lecz częstym spadaniem.

    - Uniwersytet to ważny element miastotwórczy. Tu opolanie zdobywają wiedzę. Walczyliśmy kilkadziesiąt lat, by mieć swój uniwersytet, teraz musimy go strzec. Jesteśmy spadkobiercami tych, którzy go stworzyli. Pokażmy, że jesteśmy wierni ich ideałom - mówił Nicieja.




    W trakcie inauguracji głos zabrali także zaproszeni gości. Wśród nich Ryszard Wilczyński wojewoda opolski, Józef Sebesta, marszałek województwa i Arkadiusz Wiśniewski wiceprezydent Opola. Wszyscy deklarowali swoją pomoc i współpracę w tych trudnych czasach. Wystąpienia podsumował Karol Cebula, opolski biznesmen i filantrop:

    - Tyle lat już pracuję i tyle kryzysów przeszedłem. Wiem jedno - nie ma co narzekać, tylko brać się do roboty - mówił Cebula, który jak co roku podczas inauguracji przekazał dwa stypendia dla wyróżniających się doktorantów.

    Z wykładem inauguracyjnym wystąpił Tomasz Różycki, filolog, romanista i jeden z najważniejszych współczesnych poetów.

    - Zawsze miałem problem z logicznym wykładaniem moich myśli, dlatego zostałem poetą. Myślałem, że to sprytne, ale chyba nie za bardzo, skoro tu teraz przed państwem stoję - rozpoczął swój wykład inauguracyjny "Moje uniwersytety. O fatalnych skutkach wtajemniczenia", czyli o roli poety w społeczności akademickiej.

    Moje uniwersytety. O fatalnych skutkach wtajemniczenia

    Fragmenty wykładu inauguracyjnego Tomasza Różyckiego.

    Jego Magnificencjo, Szanowni zebrani oraz Ty, Ambasadorze Wysokiej Porty, bo wiem, że gdzieś tu jesteś. Bardzo dziękuję za to zaproszenie. To dla mnie wielki honor tutaj przemawiać, chociaż też i stres - ci, którzy mnie znają, wiedzą, że wyłożenie swoich myśli w logiczny sposób zawsze było mi obce, dlatego sprytnie postanowiłem zostać poetą, a nie naukowcem, ale jak widać, nie dość sprytnie, ponieważ muszę tutaj przed Państwem mówić - fatum dosięga i poetów i kiedyś w końcu muszą mówić przed naukowcami.

    Troszkę pociesza mnie fakt, że niektóre osoby na tej sali przebrały się w fajne, kolorowe stroje, niektóre nawet za gryzonie, więc jest nadzieja, że nie wszystko zostanie potraktowane bardzo poważnie. Zatytułowałem to wystąpienie "Moje uniwersytety. O fatalnych skutkach wtajemniczenia" i postaram się najpierw wyjaśnić, skąd przyszedł mi do głowy ten tytuł. Nie jest to nawiązanie do słynnego dzieła Maksyma Gorkiego "Moje uniwersytety", w którym ten rosyjski pisarz opowiada dzieje swojego klasowego uświadomienia, dojrzewania do rewolucyjnej gotowości wśród uciskanych przez kapitalizm przedstawicieli mas robotniczych. To nie stąd ten tytuł, chociaż niespodziewanie dziś nazwisko Gorkiego mogłoby stać się znów gorące. Nie jest to także nawiązanie do pięknego wiersza Marcina Świetlickiego pod tytułem "Uniwersytety", w którym bohater, chłopiec, pobiera tajne nauki na strychu, rozbierając się tam najpierw do naga. (Nie, to nie stąd, chociaż przyznam, że ten właśnie pomysł na pobieranie nauk jest prawdziwy - czyli żeby się nauczyć, trzeba się najpierw rozebrać, ale nie byle gdzie i nie przed byle czym.)

    Jednak nie stąd ten tytuł. Wziąłem go z jednej z najbardziej znanych na świecie książek. W pierwszej części tego utworu główny bohater, Doktor Faust mówi takie oto słowa, podane w przekładzie Józefa Paszkowskiego:

    Te moje uniwersytety!
    nad filozofią i nad prawem,
    nad medycyną i niestety!
    nad teologią w pocie krwawym
    ileż to ja się naślęczałem,
    nieszczęsny głupiec! z zyskiem jakże małym!
    Magistrem jestem! ba! Doktorem!
    Od lat dziesiątka już błędnym torem
    to tak, to siak, to wspak, to w skos -
    wodze swoich uczniów za nos,
    a co ja wiem? To, że nic nie wiem!
    I z tak palącym w sercu zarzewiem,
    mądrzejszy wprawdzie od tych tam gamratów,
    doktorów, magistrów, skrybów, prałatów,
    obce mi wprawdzie lęk i wahanie,
    nie straszny diabeł, piekielne otchłanie,
    lecz radość prysła! straciłem radość.
    O tym, co trzeba, sam nie wiem zadość.
    Nie wiem, jak miałbym być nauczycielem,
    ludzi naprawcą i ulepszycielem.
    Cóż ja mam z tego? Marne grosze!
    zaszczytów w świecie nie obnoszę.
    I psu obrzydłoby takie życie!

    Jeśliby wierzyć książkom, a w szczególności książce Laszlo Foldenyiego pod tytułem "Melancholia" tak właśnie mówi typowy melancholik.
    (...)

    Zostawmy teraz jednak samą melancholię i jej przyczyny, pomyślmy raczej, że ważne jest to, że Faust jest akademikiem. Należy do wspólnoty uniwersyteckiej, był kiedyś nawet podobno studentem w Krakowie. A jego melancholia jest typową dla przedstawiciela tych środowisk. Augustym z Hippony, w swojej rozprawie "Przeciw Akademikom", podaje takie na przykład kolejne dowody ich szaleństwa: "Otóż akademicy uważali, że człowiek nie może posiąść wiedzy (...) a mimo to twierdzili, ze człowiek może być mędrcem i że całe zadanie mędrca polega na szukaniu prawdy (...). Z tego wypływa dla nich wniosek, że mędrzec na nic nie wyraża swojej zgody, bo gdyby zgadzał się na rzeczy niepewne, musiałby zbłądzić, a nie jest to godne mędrca. I nie tylko mówili, że wszystko jest niepewne, lecz usiłowali udowodnić to twierdzenie licznymi argumentami. (...) Prawdę można poznać po tych cechach, których nie może posiadać fałsz. Na obronę swojego stanowiska przytaczali takie argumenty, jak niezgodność poglądów wśród filozofów, zwodniczość zmysłów, marzenia senne i stany szaleństwa, fałszywe sylogizmy i fałszywe wnioski. Stąd sprytny wniosek, że niczego nie można poznać, a głoszenie niepewnych sądów jest poniżające".

    Czy to znaczy, że studiowanie, wtajemniczanie, kolejne książki doprowadzają do szaleństwa? Do stanu znudzenia, wypalenia, do acedii, czyli lenistwa duchowego, smutku, rozpaczy, myśli samobójczych? Czy studiowanie prowadzi prosto do nieuleczalnej melancholii? Czy to znaczy, że wszyscy tu obecni mamy szansę, żeby popaść w melancholię, albo może już popadliśmy?
    (...)

    Ja chciałbym wspomnieć o innym fenomenie, moim zdaniem równie istotnym w przypadku akademii. O spotkaniu z anty-przewodnikiem, o anty-mistrzu, o antynauczycielu, którego możemy spotkać jako ci, którzy przyszli czerpać wiedzę z krynicy mądrości, z uniwersytetu. Czy nie zdarzyło się nigdy Wam spotkać na swej drodze jakiegoś potwora, nudziarza, megalomana, złośliwej jędzy, bufona, pijaka? Czy nie jest tak, że szansa trafienia na kogoś takiego wśród ciała akademickiego jest sto razy większa niż szansa trafienia na mistrza? Powiem więcej: o ile trafienie na mistrza to szansa, o tyle trafienie na wariata i nudziarza to pewność. Czy nie jest tak, że nawet jeśli trafimy już na mistrza, to składa się on i tak w 99% z wariata, nudziarza, potwora, megalomana i dziwaka, a tylko w 1% z mistrza właściwego, czyli zawartość mistrza w mistrzu nie przekracza często 1% i naprawdę szczęśliwcy, którym się udało odkryć u kogoś ten 1% nie zostaną zrozumiani przez pokrzywdzonych przez pozostałe 99% osobowości tego samego człowieka.
    (...)

    Josif Brodski powiedział, że w każdym systemie totalitarnym trudniej złamać kogoś, kto czyta poezję od kogoś, kto jej nie czyta. Jaki jest pożytek z takich, którzy uważają, że zdobyta wiedza jest ich przekleństwem, że lepiej by było się wcale nie narodzić, albo pozostać nieświadomym, bo świadomość jest gorzkim źródłem? Oni też są w gorączce, też w wiecznym rozbiciu, wiecznym rozbieganiu, dramacie. Gorączka ta jednak zjada ich samych, to nie jest ogień, który ma spalić świat i na stosie spalić wszystkie niesłuszne księgi razem z nieprawomyślnymi ich wyznawcami. To ogień skierowany do środka, jakiś wewnętrzny stos, na którym płoną powoli oni sami, stos ułożony z ksiąg, które sami przeczytali. Mówi Faust: w moim sercu płonie zarzewie. Może tego właśnie może nauczyć się student od melancholika: pokory, poczucia ograniczenia, porażki, przyjęcia świadomości klęski, zdolności przyznania się do błędu, mądrości wyznania, że nie wie się wciąż najważniejszego - brania pod uwagę takiej możliwości wtajemniczenia, że o ile skończy się ono ekstazą (czyli, jak mówi etymologia tego słowa wyjściem z siebie, przebywaniem poza sobą, poza swoim normalnym stanem, lotem gdzieś wysoko), to można już nigdy nie powrócić z niej do stanu normalnego i pozostać gdzieś tam, na wiecznym poza siebie wygnaniu, w wiecznej bezdomności.

    Skutki wtajemniczenia zdają się być fatalne dla melancholika: cytowany wcześniej Petrarka, przerażony, odpowiadając w liście do przyjaciela, skąd się bierze jego depresja, pisze: "Ze zwyczajową obojętnością mówicie, że śmierć jest pewna dla każdego człowieka i powtarzacie takie rzeczy w setkach codziennych rozmów". Melancholik wie, że umrze, i wie, że nie ma na to rady. Jedynym jego pocieszeniem, jedynym lekarstwem na melancholię byłaby wiadomość, że to nie jest nieuniknione, byłaby chwila, w której mógłby tym przestać się dręczyć, chwila wieczna, moment ekstazy.

    I tu powracam do Fausta: jego marzenie to wieczna młodość, ten stan, kiedy mógłby zakrzyknąć "chwilo trwaj!".
    (...)

    Johannes Wolfgang Goethe napisał poemat o człowieku, który marzył o nieśmiertelności i pierwsza część tego poematu-dramatu została opublikowana w 1808 roku. Od tamtej pory Faust nie umarł, jest nieśmiertelny. I my, czytający o nim jesteśmy nieśmiertelni w momencie lektury: nasza krew zwalnia lub przyspiesza, mózg pracuje inaczej, wyobraźnia działa inaczej: na chwilę jesteśmy w Lipsku, w Combray czy w Górach Harzu, w czasach odległych, jesteśmy kimś innym, nie ma nas tu i teraz, a może jesteśmy i tu i tam, i teraz i zawsze, gdzieś poza wszystkim, w ekstazie. Chwilo trwaj!

    I chyba nie jest tak najgorzej melancholikom, ponieważ dla nich ta chwila jednak trwa, może czasem sami o tym nie wiedzą. Co zrobić na przykład z tym krakowskim znanym profesorem, o którym opowiadał ksiądz Józef Tischner, tak zagubionym w swych rozmyślaniach, wychodzącym na spacer, i zostawiającym na drzwiach kartkę dla ewentualnych gości: "Zaraz wracam", a po powrocie ze spaceru, wciąż zamyślony, widząc na drzwiach swojego mieszkania ową kartkę i ów napis, zgodnie z komunikatem siadał na schodach i czekał tak długo, czytając sobie jakąś książkę, dopóki sąsiedzi, na szczęście ludzie normalni, tacy, którzy czytają w ramach średniej krajowej (czyli nie za dużo, a w sam raz), nie uświadomili mu, że czeka na samego siebie? Jak długo czekał? Godzinę, dwie? Pięć minut? Dziesięć? Do zmroku? Nie wiedział, nie było to istotne, on był gdzieś indziej. Chwilo trwaj, jesteś piękna.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Partnerzy

    Sponsorzy

    gorażdże

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Warto zobaczyć

    Kwartalny dostęp do prenumeraty cyfrowej NTO za POŁOWĘ CENY! ▶▶ KUP ◀◀

    Kwartalny dostęp do prenumeraty cyfrowej NTO za POŁOWĘ CENY! ▶▶ KUP ◀◀

    GAZ-SYSTEM realizuje program społeczny „GAZ-SYSTEM dla edukacji”

    GAZ-SYSTEM realizuje program społeczny „GAZ-SYSTEM dla edukacji”

    Pokaż się w internecie! >> Zapisz się za darmo do lokalnej bazy firm.

    Pokaż się w internecie! >> Zapisz się za darmo do lokalnej bazy firm.

    Szukasz architekta? A może kosmetyczki? Sprawdź mapę handlu i usług (Materiał Partnera)

    Szukasz architekta? A może kosmetyczki? Sprawdź mapę handlu i usług (Materiał Partnera)