Nauczmy się kierować europejskim statkiem

Fot. Sebastian Stemplewski
Fot. Sebastian Stemplewski
Z prof. dr. hab. Janem Barczem, specjalistą prawa międzynarodowego, byłym ambasadorem RP w Austrii, rozmawia Krzysztof Ogiolda

- Jaką rolę odgrywały parlamenty w akcesji do Unii Europejskiej krajów, które weszły do niej w 1995 roku?
- U nas często w ferworze negocjacji akcesyjnych zapominamy, że przystąpienie do Unii to jest nie tylko zakończenie tych negocjacji z dobrym wynikiem. Przystąpienie do UE to jest także przystosowanie ustrojowe państwa do członkostwa. Nie idzie tu o sprawy generalne, jak istnienie demokracji i gospodarki rynkowej - te kryteria Polska spełnia - ale o istotne dostosowania prawne. Wszystkie państwa członkowskie takie przystosowania musiały wykonać. Zwykle robiły to bardziej ewolucyjnie niż Polska, gdyż miały na to więcej czasu. Podczas konferencji w Opolu za tydzień chcemy popatrzeć na ich doświadczenia w dwóch dziedzinach - rolę parlamentu i rolę regionów w krajowych procesach decyzyjnych o wejściu do Unii Europejskiej.
- Na ile regiony takie jak Opolszczyzna mają wpływ na to, co się dzieje w Unii Europejskiej?
- Regiony będą miały i mają pewne możliwości określenia swoich interesów bezpośrednio w Unii. Często mają swoje biura informacyjne w Brukseli i mogą się na miejscu informować, co się w Unii dzieje. Regiony mają też swoich reprezentantów w Komitecie Regionów. Jest to organ doradczy, który również bierze udział w procesie decyzyjnym. My na opolskiej konferencji chcemy się zastanowić, na ile regiony mogą i powinny uczestniczyć w wypracowywaniu krajowego stanowiska w prawach integracyjnych. Dotychczasowa praktyka jest taka, że państwo jest reprezentowane w Radzie Unii przez przedstawiciela rządu. Zatem rząd decyduje również o sprawach regionalnych.
- Jaka będzie rola regionów, gdy państwa Europy się zintegrują?
- To jest bardzo ciekawe, że pogłębiająca się integracja nie eliminuje interesów regionalnych. Wprost przeciwnie. Im jest głębsza integracja, tym mocniej ujawniają się interesy lokalne i regionalne. Trzeba pamiętać, że fundusze strukturalne Unii będą przede wszystkim do dyspozycji na szczeblu regionalnym, co bardzo upodmiotowi regiony. Polska reforma administracji samorządowej wychodzi temu naprzeciw.
- Co zależało od regionów w fazie negocjacji akcesyjnych?
- Doświadczenia okresu negocjacji nie są najlepsze. Udział regionów w kreowaniu decyzji był niewielki. Były one co najwyżej informowane o pewnych sprawach, a pytane sporadycznie. To jest o wiele za mało jak na czas po osiągnięciu członkostwa.
- Co konkretnie regiony mogą zrobić, by mieć większy wpływ na to co się będzie z nimi działo w UE?
- Trzeba ustalić sposób podziału miejsc w Komitecie Regionów. Polska będzie miała w nim 21 miejsc, które przysługują osobom pełniącym funkcje z wyboru lub podporządkowane organom wybieralnym w regionie. Komitet Regionalny jest organem doradczym, ale zajmuje stanowisko we wszystkich sprawach dotyczących regionów. Regiony powinny ponadto uczestniczyć w podejmowaniu decyzji na szczeblu krajowym. Powinny być przez rząd co najmniej wysłuchane i informowane.
- Czy można się spodziewać, że Opolszczyzna będzie reprezentowana w Komitecie Regionów?
- Można zakładać, że każdy region będzie miał jednego przedstawiciela. Prawdopodobnie będą w nim także reprezentowane Związek Gmin Zachodnich, Związek Miast, Związek Metropolii itp.
- Jak pan ocenia przygotowanie naszego regionu do integracji?
- Opolszczyzna jest dobrze przygotowana. Ma światłych ludzi, duże i różnorodne doświadczenia w kooperacji międzynarodowej. Jest to region mały, ale może być prężny. Najważniejsze, by Opolszczyzna dysponowała grupą porządnie wykształconych urzędników i samorządowców, którzy będą wiedzieli, jak skorzystać z mechanizmów europejskich. Jeśli ich na czas nie będzie, region będzie ich przygotowywał dopiero wtedy, gdy będzie już można korzystać z zasobów europejskich. Uniwersytet Opolski, proponując studentom kształcenie w tym kierunku, wychodzi naprzeciw tym potrzebom.
- Zachodni kapitał trafia na razie głównie do naszych sąsiadów w województwach śląskim i dolnośląskim. Czy z pieniędzmi unijnymi będzie tak samo?
- Wszystkie regiony będą miały podobne szanse. Ich sukces będzie zależał od tego, jacy ludzie będą nim zarządzać, na ile znają oni unijne mechanizmy, by się szybko i sprawnie przygotować. Trzeba pamiętać, że pieniądze z funduszy strukturalnych to są wielkie pieniądze, ale wirtualne. Uruchamia się je wtedy, gdy projekt zostanie przyjęty i zatwierdzony, a autor sam do niego dołoży. Dopiero wtedy. Nikt nie da unijnych pieniędzy z góry. Można mieć wirtualnie dużo pieniędzy, a w praktyce z nich nie skorzystać. O to będzie szła gra po przystąpieniu.
- Co może zyskać na integracji przeciętny obywatel?
- Obywatel może skorzystać na tym, czym się Unia zajmuje. Głównym jej elementem jest wspólny rynek, a w jego ramach swobody: przepływu towaru, i usług, osób, kapitału, konkurencji. Do tego dochodzi polityka normująca podstawowe kwestie w dziedzinie ochrony środowiska, spraw społecznych itp. Przeciętny Kowalski będzie mógł z tego skorzystać aktywnie - wyjechać do pracy czy podjąć w Europie działalność gospodarczą wtedy, gdy będzie solidnie przygotowany (potrzebna jest znajomość języka i reguł rynku wewnętrznego).
- Czyli aktywnie skorzysta niewielu z nas?
- Niekoniecznie. Polskie firmy małe i średnie zostały dość brutalnie rzucone w sytuację ustrojowej transformacji. Są więc nieźle przygotowane do działania w warunkach swobodnej konkurencji. Nie wykluczam, że to znacznie rozszerzy możliwości działania polskich firm i zmniejszy ten efekt, który wystąpił w Austrii, gdzie był duży protekcjonizm państwowy i potrzeba było dużo czasu, by firmy nauczyły się działać poza granicami państwa.
- Czy integracja przyciągnie też do regionu inwestycje?
- Wspólny rynek podnosi możliwość inwestycji obcego kapitału na naszym terytorium. To, czego Polsce potrzeba najbardziej, to pieniądze. One mogą przyjść w ramach wspólnego rynku, wspólnej polityki rolnej i w drodze inwestycji prywatnych różnego rodzaju. Ustanie to, co było naszą największą bolączką - niepewność sytuacji prawnej. Kiedy dodamy do tego bezpieczeństwo polityczne związane z uczestnictwem w NATO, stworzy to bezpieczną pozycję dla inwestycji. Ale to nie będzie rewolucja. Nie będzie tak, że po wejściu do Unii uleczone zostaną wszystkie bolączki. Polak po wejściu do Unii nie dostanie nawet wędki do ręki, by sobie rybę złapał. Dostaniemy natomiast olbrzymi statek do połowu ryb. Od nas zależy, na ile tym statkiem pokierujemy. Samo członkostwo nic tu nie rozwiąże. Przeciętny Polak może radykalnie podnieść standard życia pod warunkiem, że się weźmie solidnie do roboty.
- Jaką rolę w podejmowaniu decyzji w UE będzie miał parlament?
- Obecnie trwa dyskusja na temat usprawnienia procesu decyzyjnego w ramach instytucji wewnątrz Unii Europejskiej. Niemniej problem polega także na tym, że przeciętny obywatel nie ma pojęcia, jak te decyzje w Unii zapadają. Dlatego od kilkunastu lat podkreśla się, że parlamenty narodowe powinny odegrać w procesie zbliżania integracji europejskiej do obywatela odgrywać ogromną rolę. Tym bardziej że parlament może się włączyć w proces decyzyjny już na szczeblu krajowym. Państwo jedzie na obrady Rady Unii już z pewnym stanowiskiem. Ono nie może być jedynie poglądem samego rządu. Powinno mieć także silną legitymację demokratyczną. Właśnie dlatego w wypracowywaniu takiego stanowiska powinien uczestniczyć także parlament.
- Czy powinien, skoro w polskim parlamencie tak wiele jest partii antyunijnych?
- Nie można dopasowywać ustroju państwa, czyli działań strategicznych, do tego, jak Polska ma wyglądać na długie lata, do przejściowych perturbacji czy niewydolności politycznych. Po wtóre trzeba mieć na względzie potrzebę dialogu. Stworzenie mechanizmów włączających i parlament, i regiony w dyskusję o tym, jakie ma być stanowisko państwa w ważnych sprawach, musi cywilizować różne siły polityczne. Będą one musiały starannie poznać, o co chodzi, zastanawiać się, zająć stanowisko, co skłoni osoby myślące do refleksji. Skład parlamentu budzi pewne obawy, ale mimo to trzeba tworzyć mechanizmy nowoczesnej demokracji.
- Jaka rolę w procesie integracji ma parlament obecnie?
- W fazie dostosowania rola parlamentu jest bardzo aktywna. Wynika to z ram strukturalnych układu o stowarzyszeniu. Funkcjonuje wspólna komisja parlamentów polskiego i europejskiego. Okazała się ona świetnym pasem transmisyjnym informacji dla posłów polskich i forum do dyskusji. Niezła jest też współpraca parlamentu i rządu w przygotowywaniu ustaw dostosowawczych. Parlament przyjął ich setki. Była to olbrzymia praca parlamentu i rządu.
- Co więc trzeba zmienić?
- Część instrumentów - układ o stowarzyszeniu i wspólna komisja - zniknie. Gdy Polska stanie się jednym z podmiotów decydujących o wspólnotach europejskich, parlament musi dostać nowe środki, które pozwolą mu uczestniczyć w tworzeniu polskiego stanowiska w instytucjach wspólnotowych. Wzmocnienie stanowiska parlamentu zapewni poprawienie legitymacji demokratycznej procesu decyzyjnego w Unii oraz zapewni bieżące informowanie parlamentarzystów o tym, co się dzieje w UE i to nie po podjęciu decyzji, ale w trakcie ich powstawania.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie