Naukowcy wołają o pomoc

Krzysztof Ogiolda
Krzysztof Ogiolda
Komitet Badań Naukowych zmniejszył o ponad 180 tysięcy zł dotację na funkcjonowanie Instytutu Śląskiego w Opolu.

Dyrekcja na razie nie zwalnia ludzi i nie ogranicza zakresu badań, będzie natomiast musiała sprzedać służbowy samochód (seat toledo, rocznik 1994) i wynająć kolejnych 10 pomieszczeń instytutowych firmom z zewnątrz.

Kłopoty instytutu zaczęły się już na początku roku, kiedy zamiast w styczniu zaliczka z KBN-u dotarła do Opola pod koniec lutego, i to mniejsza o ponad 20 procent od ubiegłorocznej. Już wtedy trzeba było pożyczyć pieniądze, by wypłacić pobory pracownikom. W ubiegłym tygodniu Komitet Badań Naukowych poinformował, że tegoroczna dotacja, czyli główne źródło utrzymania instytutu, zmniejszy się o 22 procent, mimo że instytut utrzymał za swój dorobek drugą kategorię w sześciostopniowym rankingu placówek naukowych.
W tej sytuacji Rada Naukowa PIN Instytutu Śląskiego w obecności pracowników instytutu przegłosowała (11 za, 4 przeciw, 3 wstrzymujące) obniżenie płac w placówce o 10 procent. Zdaniem dyrektora, prof. Stanisława Senfta, pozwoli to przynajmniej wypłacić pobory pracownikom, opłacić ZUS i dokonać niektórych koniecznych opłat.
- Pogorszymy sobie dodatkowo warunki pracy i oddamy pod wynajem 10 pomieszczeń, choć już teraz zysk z dzierżawy przewyższa koszt utrzymania budynku instytutu. Chcemy natomiast uniknąć zwalniania ludzi, bo to byłaby oszczędność pozorna i to kosztem rodzinnych tragedii. Trzeba by i tak płacić pobory w okresie wypowiedzenia, potem dać pracownikom przewidziane kodeksem pracy odprawy, tak że oszczędności finansowe dałyby się odczuć dopiero w przyszłym roku - uważa prof. Stanisław Senft.

Zdaniem dyrektora, najmniej boleśnie odczuliby ewentualną utratę pracy profesorowie, zwykle zatrudnieni gdzie indziej na drugim etacie - ale bez nich znaczenie naukowe instytutu zmniejszyłoby się drastycznie i za rok prawdopodobnie spadłby w rakingu o dwie kategorie, a wtedy dotacje jeszcze bardziej zmaleją. Dyrektor nie chce podawać kwot, jakie zarabiają jego podwładni. Przyznaje jednak, że nie są one wysokie.

- Płace w instytucie, czyli jednostce badawczo-rozwojowej nie pracującej dla przemysłu, są w wyniku polityki KBN niższe niż np. na uniwersytetach. Kiedyś był mniej więcej równomierny przepływ pracowników między naszym instytutem i ówczesną WSP. Dziś jest to ruch w jedną stronę, bo my oferujemy znacznie mniej - mówi.
Mimo niskich płac być może w czwartym kwartale trzeba będzie i tak część kadry wysłać na bezpłatne urlopy.
- Będziemy jeszcze starać się o ratunek na zewnątrz - deklaruje dyrektor - u opolskich parlamentarzystów i w Ministerstwie Kultury. Oferujemy też nowe inicjatywy badawcze. Dano nam pewne obietnice, ale na ile się one spełnią, pokaże przyszłość.

W opinii prof. Wiesława Lesiuka, członka rady naukowej i długoletniego dyrektora instytutu, dalsze oszczędności prowadzą do absurdu.
- Telefony są po to, by z nich dzwonić, samochód - byśmy byli mobilni. Ich używanie nie jest żadnym nadużyciem. Przez samoograniczanie dajemy naszym decydentom sygnał, że jak nas przycisnąć, to jednak dajemy sobie radę - ocenia sytuację w instytucie profesor Lesiuk. - Wydawało się nam, że niezależnie od tego, jak jest trudno, trzeba nie miauczeć, tylko stworzyć program badawczy, wydawać książki, organizować sesję i utrzymywać wysoką pozycję naukowa, a za tym przyjdą pieniądze, ale okazuje się, że się łudziliśmy - dodaje gorzko.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie