Nie mamy kąta dla starych ludzi

Lina Szejner
Koszt pobytu jednej osoby wynosi średnio 3,8 tys. zł. Zgodnie z przepisami pensjonariusz płaci za pobyt 70 proc. otrzymywanej emerytury. Pozostałą kwotę dopłacają osoby zobowiązane do alimentacji -  najczęściej dzieci.
Koszt pobytu jednej osoby wynosi średnio 3,8 tys. zł. Zgodnie z przepisami pensjonariusz płaci za pobyt 70 proc. otrzymywanej emerytury. Pozostałą kwotę dopłacają osoby zobowiązane do alimentacji - najczęściej dzieci.
Teoretycznie miejsc dla osób starszych wymagających stałej opieki jest u nas pod dostatkiem. Ale praktycznie czeka się na nie miesiącami.

Pani Joanna Karewicz dobiega pięćdziesiątki. Pracuje, a do emerytury ma jeszcze wiele lat. Jej mama mieszkała w Katowickiem. Do siedemdziesiątki doskonale tam sobie radziła. Kiedy hucznie obeszła urodziny, pani Joanna zauważyła, że mama jakby gwałtownie się postarzała. Zapominała zamknąć mieszkanie, gdy wychodziła do sklepu, a tam kupowała po kilka chlebów i kilkanaście bułek. Gdy nie poznała sąsiadki, ta przy kolejnej wizycie Joanny w rodzinnym domu powiedziała, że z jej mamą dzieje się coś złego. Wizyta u lekarza potwierdziła obawy, że starszą panią dotknęła choroba Alzheimera. Pani Joanna wzięła wtedy od razu mamę do siebie, do Łącznika. Poznała ją ze swoimi sąsiadami i znajomymi, oprowadziła po najbliższej okolicy, a mama - bezpieczna i otoczona opieką - poczuła się lepiej. Nie na długo. Wkrótce okazało się, że choroba poczyniła postępy. Mama po oddaleniu się od domu na niewielką odległość, nie potrafiła wrócić. Opiekujący się nią lekarz powiedział pani Joannie, że powinna zacząć się starać o umieszczenie mamy w specjalistycznym ośrodku, bo wkrótce przyjdzie taki czas, gdy nie będzie mogła jej samej zostawić w domu. Chora może stać się zagrożeniem dla siebie i sąsiadów.

Nie upłynęło wiele czasu, gdy pewnego dnia sąsiedzi zaalarmowali panią Joannę, by natychmiast wracała do domu i zapewniła mamie całodzienną opiekę, bo kobieta przed wyjściem z domu zapaliła gaz, a na wszystkich palnikach kuchenki postawiła puste garnki. Tylko przypadek zrządził, że mieszkanie nie spłonęło, a pozostałe od niego się nie zajęły.

Ponieważ pani Joanna wcześniej zaczęła starać się o dom pomocy społecznej dla chorej matki, teraz nie musiała gorączkowo szukać rozwiązania. Wcześniej zapoznała się z możliwościami i rozmieszczeniem tego typu placówek na mapie regionu. Ponieważ pracowała w Opolu, a mieszkała w Łączniku, zdecydowała, że najlepiej będzie umieścić mamę w placówce przy trasie dojazdu, by mogła ją codziennie odwiedzać. Wybrała Prószków. To codzienny jej przystanek w drodze z pracy do domu. Mama ma się tam dobrze i nie bardzo wie, gdzie się znajduje. Czasem córkę poznaje, a czasem mówi do niej "proszę pani".

Pani Joanna uniknęła wielu problemów, ponieważ uwierzyła lekarzowi, przemyślała zawczasu, gdzie mamie będzie najlepiej, i zaczęła się starać o miejsce dla niej w placówce opiekuńczej jeszcze wtedy, gdy choroba mamy nie poczyniła w jej mózgu zbyt wielkiego spustoszenia.

Czasem bywa tak, że rozwój choroby jest bardzo szybki, a otoczenie chorego zostaje zaskoczone zachowaniem rodzica.

Tomasz K. stanął przed problemem nagle. Zdał sobie sprawę z tego, że nie może ani na chwilę zostawić mamy samej, kiedy poczuł dobywający się z sąsiedniego pokoju zapach dymu - to jego mama postanowiła rozpalić na dywanie ognisko z gazet. Od kilku miesięcy czeka więc na miejsce dla chorej w domu opieki specjalistycznej. Musi pracować i mimo że skłonny jest dużo zapłacić za opiekę, niełatwo znaleźć kogoś, kto chciałby z empatią zajmować się chorą. Opiekunki zmieniają się więc bardzo często, a lawirowanie między zmienniczkami to dla syna chorej źródło nieopisanych stresów.

Żona na Opolszczyźnie, mąż w Katowickiem

Nasze województwo, jak wszyscy zgodnie stwierdzają, ma więcej domów pomocy społecznej niż inne. Nieprzypadkowo, bo właśnie z naszego regionu najwięcej młodych ludzi wyemigrowało za pracą i za granicą zorganizowało sobie życie. Pozostali w kraju rodzice z czasem się postarzeli, a bliscy nie mogą się nimi zaopiekować, gdy przychodzi taka potrzeba. Nawet gdy dzieci chcą zabrać ojca czy mamę do siebie, ci się nie godzą. Tu mają groby bliskich, dalszą rodzinę i znajomych, którzy ich odwiedzą, więc chcą pozostać w kraju.

Teoretycznie miejsc w domach pomocy społecznej w regionie jest tyle, że żaden stary, chory, potrzebujący całodobowej opieki człowiek nie powinien być jej pozbawiony.

- Mamy na Opolszczyźnie 30 domów pomocy społecznej - wylicza Joanna Chmura, wicedyrektor Wydziału Polityki Społecznej Opolskiego Urzędu Wojewódzkiego. 29 to placówki międzygminne i jeden gminny w Kamionku (gmina Gogolin). Jest w nich 3008 miejsc, ale choć aktualnie jest 31 wolnych miejsc, to kolejka oczekujących liczy 198 osób. Prócz tego w województwie funkcjonuje 5 placówek całodobowej opieki dla osób przewlekle chorych.

- Dlaczego więc ludzie czekają w kolejce? Ano dlatego, że dzieciom nie jest obojętne, do jakiej placówki trafi ich rodzic. Z kilku powodów. Ci, którzy są bardzo związani z rodzicami, chcieliby umieścić matkę czy ojca możliwie najbliżej swojego miejsca zamieszkania, by ich odwiedzać. Niebagatelny jest i drugi powód oczekiwania na miejsce w konkretnej placówce. To koszt pobytu rodzica. W większych domach jest on niższy, choć warunki są porównywalne. W naszym kraju, odkąd jesteśmy w UE, obowiązują takie same standardy jak na Zachodzie. Ale wraz z ich poniesieniem wzrosły koszty pobytu pensjonariuszy. Koszt pobytu jednej osoby wynosi średnio 3,8 tys. zł. Zgodnie z przepisami pensjonariusz płaci za pobyt 70 proc. otrzymywanej emerytury. Pozostałą kwotę dopłacają osoby zobowiązane do alimentacji - najczęściej dzieci. Dzieci także często są już emerytami z niewysokim uposażeniem. W takiej sytuacji resztę kwoty dopłaca gmina. Jeśli dzieciom wiedzie się nieco lepiej - to one pokrywają różnicę i nie jest im obojętne, jak się kształtują koszty.

Przepisy dopuszczają możliwość umieszczenia starszego człowieka daleko poza miejscem zamieszkania. Ponieważ domy pomocy społecznej mają status miedzygminnych, istotne jest tylko to, aby za pobyt pensjonariusza z danego terenu zapłaciła gmina. Czasem zdarza się tak, że w przypadku pilnej konieczności, gdy człowiekiem potrzebującym całodobowej opieki nie ma się kto zająć, trafia on do domu, w którym jest akurat miejsce. Opowiadano mi, że tak się zdarzyło małżeństwu, które wymagało natychmiastowej opieki. Mąż trafił do DPS w Katowickiem, a żona - do gminy Gogolin. Dopiero po pewnym czasie męża przeniesiono do żony.

Jeśliby w każdej gminie wybudowano dom pomocy społecznej, podobne sytuacje by się nie zdarzały. Na to zdecydowała się jednak tylko gmina Gogolin.

- To była pierwsza propozycja burmistrza Joachima Wojtali, którą przedłożył radnym - wspomina Andrzej Mrowiec, inspektor wydziału zdrowia i polityki społecznej gminy Gogolin. W powiecie krapkowickim (ok. 70 tys. mieszkańców) był tylko jeden taki dom z 22 miejscami. Postanowiliśmy więc zorganizować kolejny w budynku po zlikwidowanej szkole w Kamionku. Obiekt został wyremontowany i od 2005 r zapewnia całodobową opiekę 44 pensjonariuszom, mieszkańcom gminy. Stał się jednocześnie zakładem pracy, ponieważ zatrudnia 25 osób, głównie kobiet.

Inne gminy nie kwapią się do naśladownictwa z tego prostego powodu, że domy pomocy o statusie międzygminnym buduje, remontuje i finansuje powiat, a gminne - to już zadanie własne gminy.

Wyleją dziecko z kąpielą

- Demografowie biją na alarm: jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, a problem zapewnienia odpowiedniej opieki rosnącej rzeszy starych, chorych ludzi będzie narastał.

- Małgorzata Kozak, wicedyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Opolu, uważa, że liczba miejsc w całodobowych domach pomocy społecznej nie będzie musiała rosnąć, jeśli właściwie zorganizowana zostanie opieka nad ludźmi w podeszłym wieku w domach dziennego pobytu. W krajach zachodnich, które z powodzeniem rozwiązują ten problem, zauważono, że osoby, które mogą korzystać z domów dziennego pobytu, dłużej są aktywne i zdrowe. Nie cierpią z powodu samotności, mogą liczyć na zajęcia rehabilitacyjne, rozwój zainteresowań, a także na dofinansowany obiad, za który odpłatność uzależniona jest od wysokości emerytury lub renty. Tego typu placówki powstają w niemal każdym większym mieście, ciągle jest ich jednak za mało. W Opolu są 3, a w Kędzierzynie-Koźlu 5. Warunkiem jest jednak lokalizacja placówki. Seniorzy powinni mieć do niej niedaleko i dlatego mieszkańcy wsi są pozbawieni możliwości korzystania z nich. Być może w przyszłości będą mogli liczyć na to, że gmina zorganizuje dowóz, bo nawet taka usługa wydaje się uzasadniona z ekonomicznego punktu widzenia. Niższe są koszty utrzymania domu dziennego pobytu i dowóz seniorów z wiosek niż utrzymanie całodobowego domu opieki. Nie mówiąc już o samopoczuciu starszych ludzi.

- Wzrost kosztów utrzymania osób przewlekle chorych oraz obowiązek częściowego utrzymania pensjonariusza w domu całodobowej opieki przez rodzinę sprawia, że coraz więcej z nich stara się zapewnić choremu opiekę w domu, korzystając z pomocy pielęgniarek, zatrudnianych przez MOPR lub Caritas.

- Opolski Caritas zorganizował i luksusowo wyposażył hospicjum w Siołkowicach oraz stacje opieki pielęgniarskiej dla chorych w domu, z których codziennie wyrusza w trasę po wsiach naszego i śląskiego województwa 170 wykwalifikowanych pielęgniarek, wykonując 10 tysięcy wizyt dziennie. Obłożnie chorzy mogą liczyć na fachową pomoc w opatrywaniu trudno gojących się ran, pielęgnacji odleżyn itp. Dziś ta organizacja, od 20 lat pełniąca posługi, których wartość trudno przecenić, znalazła się w krytycznej sytuacji i możliwe, że w ogóle przestanie istnieć.

- Dotąd, przez 20 lat funkcjonowaliśmy na zasadzie nieodpłatnie działającej organizacji pożytku publicznego - mówi z goryczą ks. dyrektor Arnold Drechsler. Od 1 lipca tego roku, zgodnie z nową ustawą, Caritas będzie traktowany jak przedsiębiorstwo. Kościół nigdy nie prowadził tego typu działalności gospodarczej i nie zarabiał na opiece nad chorymi, hospicjum w Siołkowicach ma 400 tys. zł zadłużenia. My nie zarabiamy na umierających ludziach i nie godzimy się na zmianę tożsamości i sprowadzenia charytatywnej organizacji do roli przedsiębiorstwa stworzonego do zarabiania.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
ola99

My też mieliśmy w domu nie byle jakie przejścia z mamą, kiedy dosięgnął ją Alzheimer. Jakiś czas próbowaliśmy opiekować się nią w domu, ale nie mialismy na to smi zdrowia. Jej spacery po parapetach, ucieczki i kłótnie z księdzem podczas niedzielnej mszy ładnie podnosiły nam ciśnienie. Teraz mama jest w Geriamedzie pod Lubline. To prywatna placówka, bardzo dobrze wyposarzona i z wykwalifikowaną kadrą. Ludzie, którzy tam pracują naprawdę mają dar, bo udaje im się wykazywać znacznie więcej cierpliwości do takich osób, chociaż to dla nas mama jest kims bliskim.

g
gosc
w odpowiedzi temu nieuczciwemu pyszalkowi
polecam www.caritas.diecezja.opole pl
byłam,czytałam,podziwiam

Olka,
co tak podziwiasz?
Fakty prosze.
o
olka

w odpowiedzi temu nieuczciwemu pyszalkowi
polecam www.caritas.diecezja.opole pl
byłam,czytałam,podziwiam

g
gosc

Ten biedny Caritas.
CARITAS - PROZELITAS!
Ilekroć gdzieś w świecie wydarzy się katastrofa, polski Caritas ogłasza zbiórkę pieniędzy na rzecz ofiar. Nie odpuści żadnej okazji aby tak zwany "dar serca" nie został wykorzystany do umocnienia watykańskich wpływów...
Prozelityzm Kościoła rzymskiego - jak kiedyś Armia Radziecka - nie zna granic.

Tuż przed świętami Katolicka Agencja Informacyjna obwieściła radosną nowinę, że Caritas Polska (chodzi tu wyłącznie o centralę kościelnego koncernu koordynującą pracę 42 samodzielnych delegatur diecezjalnych) wydała w minionym roku na „swoje priorytetowe akcje pomocowe" zawrotną kwotę 12 mln 973 tys. 211,74 zł, której głównymi beneficjantami były ofiary głodu w Afryce (6 mln 225 tys. 341,77 zł) i trzęsienia ziemi w Japonii (4 mln 365 tys. 444,93 zł). W kraju dofinansowano kolonie dla dzieci z rodzin ubogich powodzian (1 mln 857 tys. 966,32 zł), poszkodowanych trąbami powietrznymi w Mazowieckiem i Łódzkiem (430 rys. 511,16 zł) oraz akcję „Tornister pełen uśmiechów" (93 tys. 947,56 zł na szkolne wyprawki dla dzieci powodzian).
Zastanawia także powód, dla którego większość środków wytransferowano za granicę, podczas gdy liczba niedożywionych dzieci w Polsce szacowana jest na co najmniej 650 tys. (dane Polskiego Czerwonego Krzyża), a co czwarte żyje na granicy ubóstwa. Czy taka dajmy na to Japonia rzeczywiście potrzebuje ofiarności w wymiarze niemal dwukrotnie wyższym niż ofiary krajowej biedy i kataklizmów? Czy przy wyborze konkretnych zagranicznych adresatów pomocy nie kierowano się aby jakimiś nieznanymi polskim darczyńcom kryteriami?
Caritas przemilcza, że pieniądze idą na ściśle katolickie ośrodki i inne dzieła Kościoła rzymskiego. Krótko mówiąc: prawie 13 mln zł poszło na cele niewątpliwie zbożne, ale przede wszystkim „pobożne", mające na celu rozwój i umacnianie wpływów watykańskiego imperium...
Na marginesie warto zauważyć ordynarną manipulację komunikatami typu: „Caritas Polska i 19 Caritas diecezjalnych zorganizowały wypoczynek letni dla dzieci i młodzieży polonijnej współfinansowany ze środków Kancelarii Senatu RP" w sytuacji, gdy Senat pokrył 95 proc. wszystkich kosztów (1,6 mln zł);

Personel stanowi 11 osób (dowodzonych przez trzech księży - członków zarządu). Średnia płaca brutto wynosiła 3958 zł, zaś całoroczne koszty administracyjne wyniosły 2 mln 744 tys. 202,09 zł;
Ile z tego poszło na kurie biskupie? To wielka tajemnica wiary!
Natomiast 3 mln zł zainwestował Caritas w marmury, włoskie windy hotelu i restauracji luksusowego Centrum Charytatywno-Edukacyjnego przy ul. Okopowej w Warszawie na działce oddanej Caritasowi za 5 proc. wartości (budowa pochłonęła już - na razie - ponad 8 mln zł).
Nim oddacie coś Caritasowi pytajcie konkretnie - na jaki cel? A najlepiej nie wspierajcie dziela Antychrysta - bo to grzech.
- - - -
Watykan jest bogaty.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3