Niedoceniany patron - opowieść Krzysztofa Chmielnika

Krzysztof Chmielnik
Opactwo w Paradyżu
Patron gorzowskiej Alma Mater to postać mało obecna w polskiej tradycji. Nie dziwi zatem dosyć typowa dla wielu ludzi uważających się za elitę, w myśl idei „nie wiem, ale powiem”, niechęć do niego jako patrona.

Gorzowscy przeciwnicy tego intelektualisty przedświtu odrodzenia, a także reformacji, przybili go osikowym kołkiem do współczesnego lewackiego sporu dotyczącego rozdziału Kościoła od państwa, którego Jakub z Paradyża był orędownikiem. Dobitnym dowodem tego jest szyderczy postulat, aby patronem gorzowskiej uczelni był raczej ksiądz Rydzyk. Ten z Torunia, który w pewnych środowiskach pełni rolę dyżurnego diabła wcielonego. Niewykluczone, że opór gorzowskich intelektualistów, tkwiących nadal w marksistowskiej ideologicznej ignorancji wywoła kolejną debatę nad zmianą patrona. Spróbuję, aby debata ta miała choćby cień racjonalności, przybliżyć czytelnikom tę arcyciekawą postać. Zadanie to nie jest proste, bo dzieło tego późnośredniowiecznego myśliciela dotyczy tematyki, która dzisiaj jest kompletnie nieobecna w przestrzeni publicznej, a mianowicie moralności.

Jakub z Paradyża, znany jest także jako: Iacobus de Clusa, Iacobus de Clara Tumba, Iacobus de Cracovia, Iacobus de Erfórdia, Iacobus von Jutterrbock, Iacobus Carthusiensis. W jego bowiem czasach nie istniały jeszcze nazwiska, a ponieważ Jakub nie pochodził z możnego rodu, zatem do imienia dodawano okolicznościowe miejsca działalności. Wśród owych dodatków są też: de Paradiso, de Petonia, de Paradisio. Urodził się w roku 1381 jako syn osadników niemieckich, którzy zadomowili się gdzieś w ziemi lubuskiej. Może po wschodniej, a może po zachodniej stronie Odry. O roku urodzenia, jak zaświadczają kroniki, można domniemać z wyznania na łożu śmierci skierowanego do obsługującego go brata zakonnego: „Dzisiaj, mój synu, osiemdziesiąt cztery lat mi dochodzi”.

W roku 1402 wstąpił do klasztoru w Paradyżu, czyli Gościkowie. Początki klasztoru cystersów w Gościkowie związane są z postacią Mikołaja Bronisza herbu Wieniawa, wojewody poznańskiego, który za zgodą biskupa poznańskiego Pawła i księcia Władysława Odonica w 1230 roku ufundował w Gościkowie klasztor. Cystersi po przybyciu zmienili, zgodnie ze zwyczajem nazwę miejscowości na Paradisus Sanctae Mariae, czyli Raj Matki Bożej, co przybrało z czasem formę Paradyż. W latach 1270-1290 roku rozpoczęto budowę świątyni w stylu gotyckim. Trwała ona ponad sto lat, a poświęcenie kościoła odbyło się w 1397 roku. Szybki rozwój opactwa, a także dochodów z 8 wsi przypisanych klasztorowi wywołał ekspansję, czyli zakładanie filii, w których działalność podejmowali wychowankowie klasztoru macierzystego. Wiek XV był okresem rozwoju kulturalnego i intelektualnego opactwa. W opactwie zgromadzono księgozbiór, zaliczany do najliczniejszych w Polsce. Zatem nasz Jakub trafia do klasztoru na początku jego duchowej i intelektualnej ekspansji. A ponieważ brakuje kadr, Jakub wyjeżdża do Krakowa na Uniwersytet Jagielloński.

Naukowa wspinaczka
Jest rok 1420, zatem Jakub już nie jako młodzik, rozpoczyna naukę na wydziale artium. I to z sukcesami. Stopień bakałarza uzyskuje w 1421 roku, a magistra w 1423. Następnie rozpoczął studia teologiczne. Jego profesorami byli między innymi Andrzej z Kokorzyna i Benedykt Hesse. Ten drugi był pierwszym polskim logikiem. W 1432 roku Jakub uzyskał tytuł magistra teologii i został profesorem.

W 1431 roku wraz z uczonymi krakowskimi wziął udział w dyskusjach teologicznych z poselstwem husytów czeskich na Wawelu. Dyskusje te, niezwykle fundamentalne z teologicznego punktu widzenia, miały swoje polityczne i społeczne tło, ale o tym za chwilę. Jan Hus, czeski teolog doktrynę swoją zawarł w artykułach praskich, które postulowały: prawa do swobodnego głoszenia Słowa Bożego, przywrócenia komunii pod dwiema postaciami także dla świeckich, odebrania duchowieństwu władzy świeckiej i sekularyzacji dóbr kościelnych i prawo władzy świeckiej do karania za grzechy śmiertelne. Debaty te, jak wiemy z historii, nie zmieniły jej biegu. Były ku temu poważne powody, nie tylko teologiczne.

Reformy na stosie
Husytyzm początkowo miał znaczenie religijne, był próbą reformy Kościoła. Temat ten jako niebędący tematem niniejszej opowieści pomińmy. Zajmijmy się jedynie faktami. Jan Hus czeski intelektualista, czyli także teolog, został na soborze w Konstancji żywcem spalony na stosie 6 lipca 1415 roku. Został tam zwabiony pod pretekstem debaty jego tez. Otrzymał list żelazny od czeskiego króla, ale władze soboru uznały go za heretyka. Oburzone takim potraktowaniem stany czeskie zaprotestowały, a protest przybrał formę ruchu politycznego, a nawet narodowego. Zaowocował powszechną rewoltą w Czechach. Tłumieniu jej miały służyć popierane przez papieża krucjaty przeciwko husyckim Czechom. Było ich 5 i wszystkie zakończyły się całkowitą klęską krzyżowców. Debata na Wawelu, o której była wcześniej mowa, związana była właśnie tą ostatnią wyprawą krzyżową na husytów.

Ówczesne spory o doktrynę Kościoła dzisiaj wydają się niezrozumiale, ale były one początkiem, a właściwie zapowiedzią Reformacji. Kościół w czasach Jana Husa i Jakuba z Paradyża, mówiąc delikatnie, mocno odstawał od nauki Jezusa Chrystusa. Dysponował gigantycznym majątkiem, ogromnymi wpływami politycznymi co wywoływało wiele konfliktów, bo nie zawsze stawał po stronie racji moralnych. Jednocześnie życie zakonne, a także obyczaje hierarchii kościelnej, dalekie były od bezgrzeszności. Jakub z Paradyża należał do teologów postulujących reformę Kościoła. W nich widział bowiem jego naprawę moralną.

Dorobek naukowy
W okresie działalności profesorskiej Jakub był mocno zaangażowany w prace soboru bazylejskiego, w związku z którymi napisał traktat o wyższości władzy soboru nad wolą papieża pod tytułem „Determinatio de ecclesia”. Sobór ten zwołany jako reakcją na wojny husyckie, uznał wyższość soboru nad papieżem. Papież unieważnił uchwały soboru. Ten papieża ekskomunikował. Jednym słowem rozróba na całego. I to raczej polityczna niż teologiczna. Palce w tej rozgrywce maczali Luksemburczycy, sprawcy wojen husyckich.

Wracając do Jakuba , do roku 1441 roku sprawował funkcję profesora teologii w uniwersytecie krakowskim - prawie 10 lat. Po studiach Jakub związał się z klasztorem cystersów w podkrakowskiej Mogile. Dzisiaj to miejsce w Nowej Hucie. Po opuszczeniu Krakowa przeniósł się do Sulejowa, a następnie wstąpił do zakonu kartuzów na Schanbergu i resztę życia spędził w kartuzji erfurckiej Świętego Zbawiciela. Usunął się życia publicznego i zajął się pracą naukową. Łącznie jego dorobek liczy blisko 150 pozycji.

Jego koncepcje nie bardzo podobają się w środowisku. Stają się zatem źródłem wielu konfliktów. Warto więc wspomnieć o istocie intelektualnej, a nawet teologicznej owych konfliktów. Po pierwsze, Jakub z Paradyża jest moralistą. Krytykuje zatem życie zakonne niezgodne z zasadami głoszonymi paradygmatami religijnymi. Jest też zwolennikiem sekularyzacji klasztorów. Krytyka rozprzężenia dyscypliny życia klasztornego, nie przyczyniała mu przyjaciół. Może dlatego ostatnie lata życia spędził w zakonie kartuzów. Zakon ten trwa od ponad 1000 lat w niezmiennej regule. Najistotniejszymi są zasady zachowywania; milczenia, modlitwy, postu, pracy i przebywania w samotności przez większą część dnia. W czasach Jakuba z Paradyża kartuzi parali się przeważnie przepisywaniem ksiąg i studiowaniem pism ojców Kościoła. Kartuskie klasztory słynęły ze wspaniałych bibliotek, a kartuscy mnisi należeli do najlepiej wykształconych. Reguła zakonna wymaga całkowitej rezygnacji z pokarmów mięsnych, a w każdy piątek postu o chlebie i wodzie. Współcześnie, aby zachować wewnętrzne skupienie i ciszę, mnisi nie używają telefonów komórkowych, radia, telewizji ani internetu. Informacje ze świata przekazywane są mnichom przez przeora. Mnisi opuszczają klasztor jedynie w ostateczności. Maksymą kartuzów jest zdanie „Stat crux dum volvitur orbis”, co się tłumaczy „Krzyż stoi, gdy świat się obraca”

Jakub jako patronDzieło Jakuba z Paradyża wydaje się, w kontekście teraźniejszości, wielce inspirujące. Wydaje się nawiązywać do misji uczelni wyższej. Wszak podejmował problematykę moralnego życia chrześcijan. Dostrzegał wartość tych nauk, które uczą właściwego życia, a swoje pisma kierował do szerokiego kręgu odbiorców. Uważał, że poznanie (nauka) ma prowadzić do prawdy, a ta ma być źródłem postępowaniem. Uważał, że należy poszukiwać takiej wiedzy, która prowadzi człowieka do prawdy i doskonałości. Rozważał także zagadnienia ekonomiczne związane z handlem, a w tym sprzedażą, z prawem odkupu, pożyczkami oraz umowami dożywotnimi. Akcentował przy tym funkcję sprawiedliwości w regulacji cen i w zapewnieniu godziwości zawieranych umów. Krytykował lichwę.

Uważał, że doświadczenie mistyczne polega na zespoleniu z Bogiem w miłości. Umiejętność tę zaś zdobywa się przez „gwałtowne ćwiczenia” w cnotach moralnych przygotowujące duszę do aktów oczyszczenia, oświecenia i zjednoczenia.
Ćwiczenie się studentów w cnotach moralnych. Jako motto? Nad wejściem? Może warto?

OPOWIEŚCI KRZYSZTOFA CHMIELNIKA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Stanisław Żaryn o ruchach prorosyjskich

Materiał oryginalny: Niedoceniany patron - opowieść Krzysztofa Chmielnika - Gazeta Lubuska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie