reklama

Nieoficjalnie: Violetta Porowska będzie wicewojewodą opolskim

RedakcjaZaktualizowano 
Violetta Porowska.
Violetta Porowska. Paweł Stauffer
Wojewoda opolski Adrian Czubak z PiS skierował dziś do premier Beaty Szydło wniosek o powołanie swojego zastępcy. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, widnieje na nim nazwisko Violetty Porowskiej, jego partyjnej koleżanki.

- To pewne - potwierdza jeden z prominentnych polityków w regionie. - Słyszałem nawet, że już dziś wprowadzono ją na urząd.

- Bez komentarza - ucina sama Violetta Porowska, mimo że widziano ją dziś w Urzędzie Wojewódzkim, wychodzącą z gabinetu wojewody i w drodze na 2. piętro, gdzie urzęduje wicewojewoda.

Jak wyjaśnia Jerzy Kliszewski, dyrektor generalny Opolskiego Urzędu Wojewódzkiego, oficjalnie nazwisko wicewojewody poznamy dopiero po rozpatrzeniu i podpisaniu wniosku wojewody opolskiego przez Beatę Szydło. - A to raczej nie stanie się dziś - przypuszcza dyrektor. - Pani premier zdecyduje też, czy osoba powołania na stanowisko wicewojewody opolskiego otrzyma nominację w Warszawie, jak to było w przypadku wojewody Adriana Czubaka, czy też odbędzie się to w inny sposób.

Violetta Porowska, szefowa klubu radnych PiS w Sejmiku Województwa, a od niedawna dyrektor Przychodni "Centrum" w Opolu, zajmowała wysoką pozycję na giełdzie kandydatów na wojewodę. W kuluarach mówiono natomiast, że szansę na stołek wicewojewody ma Marcin Ociepa z Polski Razem, przewodniczący Rady Miasta Opola.

Jeśli Violetta Porowska przejdzie do administracji rządowej, w sejmiku zastąpi ją Mariusz Bochenek z Brzegu.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 61

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

o
on44

urzędnicy w UW z 30 letnim stażem zarabiają najniższą krajową .... wstyd.... Żeby pracownik najważniejszego urzędu w województwie musiał brać zasiłek z urzędu gminy to jest kpina!!!! by żyło się lepiej... :)

i
inspektorka

To co się dzieje w UW i w całej Polsce to jest masakra. Na tak ważne stanowiska obsadzani są ludzie którzy są bez jakiegokolwiek doświadczenia. 

z
z Niemodlina
W dniu 15.12.2015 o 10:43, Gość napisał:

"Nie prowadziłem tego śledztwa, nie prowadziłem czynności w tej sprawie, nie podejmowałem decyzji o umorzeniu. Cytowane słowa nie są mojego autorstwa. Rozważam pójście na drogę sądową w tej sprawie – mówi Stanisław Piotrowicz, odnosząc się do zarzutów, jakoby usprawiedliwiał „księdza, który molestował dzieci”. To odnośnie szerzenia nieprawdziwych informacji przez gazetę zaborczą i inne skrajnie lewicowe media.To podobnie jak Bogusław Kowalski? Był zarejestrowanym współpracownikiem SB ale nie współpracował. :lol:

 

 

Dlatego świetnym pomysłem Ministra Antoniego Macierewicza jest, aby wreszcie odtajnić wszystkie teczki, niech w końcu opinia publiczna dowie się o Bolkach i innych aŁtorytetach III RP :)

 

POza tym ten cały KOD to świetna inicjatywa, tam stężenie różnej maści kapusiów, funkcjonariuszy SB,UB etc. przekracza 80%, to chyba nawet lepsze od IPN'u jest :)

 

Żyje się lepiej!! :)

G
Gość
"Nie prowadziłem tego śledztwa, nie prowadziłem czynności w tej sprawie, nie podejmowałem decyzji o umorzeniu. Cytowane słowa nie są mojego autorstwa. Rozważam pójście na drogę sądową w tej sprawie – mówi Stanisław Piotrowicz, odnosząc się do zarzutów, jakoby usprawiedliwiał „księdza, który molestował dzieci”.

To odnośnie szerzenia nieprawdziwych informacji przez gazetę zaborczą i inne skrajnie lewicowe media.

To podobnie jak Bogusław Kowalski? Był zarejestrowanym współpracownikiem SB ale nie współpracował. :lol:
z
z Niemodlina
W dniu 15.12.2015 o 01:58, Gość napisał:

  A ten gość jest twoim zdaniem lepszego sortu? taki sam oszołom jak ty! Autorzy programu "Po Prostu" ujawnili, że poseł PiS Stanisław Piotrowicz działał w PZPR i będąc prokuratorem oskarżał działacza "Solidarności" z Jasła. W rodzinnych stronach parlamentarzysty w kontekście jego życiorysu mówi się jednak o czymś jeszcze – o kontrowersyjnej postawie w jednej ze spraw prowadzonych już po upadku komuny. W 2001 roku to właśnie Piotrowicz, wówczas szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie, oczyścił z zarzutów księdza pedofila z Tylawy. Stwierdził, że ksiądz dotykał dotykał dziewczynki, bo miał "zdolności bioenergoterapeutyczne"… Trzeba było przeniesienia sprawy do innej prokuratury, by do sądu trafił w końcu akt oskarżenia.Temat przeszłości Piotrowicza pojawił się po emisji programu Siekielskiego, w którym odkryto to, czego najbardziej wstydzi poseł PIS z Krosna. Choć wielokrotnie zapewniał, że będąc prokuratorem w latach 80. odmawiał prowadzenia politycznych śledztw, dziennikarz przypomniał mu historię Antoniego Pikula, działacza "Solidarności" z Jasła. W 1982 roku został on zatrzymany za kolportowanie ulotek i nielegalnych czasopism, a w jego sprawie akt oskarżenia przygotowywał nie kto inny, a właśnie prokurator Piotrowicz. Co więcej, śledczy pracował wtedy tak skutecznie, że w 1984 roku został odznaczony przez PRL-owskie władze brązowym krzyżem zasługi. Prokurator rozgrzesza pedofilaW Krośnie, gdzie Piotrowicz pracował od początku lat 80. do 2005 roku, kiedy z list PiS trafił do Senatu, PZPR-owska przeszłość parlamentarzysty nie jest powszechnie znana. Jeden z lokalnych polityków, którego poprosiłem o komentarz do faktów z programu "Po Prostu", wskazał za to inną ciekawą historię, którą, jak twierdzi, Piotrowiczowi przypomina się częściej. Chodzi o jego rolę w głośnej aferze księdza Michała M., proboszcza z parafii w Tylawie, który przez lata molestował małe dziewczynki. Otóż w 2001 roku Piotrowicz zdecydował o umorzeniu tego, pierwszego tak głośnego, śledztwa w sprawie księdza oskarżanego o pedofilię."Tekst postanowienia o umorzeniu śledztwa, wydanego 31 października 2001 r. przez krośnieńską prokuraturę rejonową, śmiało mógłby się znaleźć w podręcznikach historii prawa jako przykład upadku wymiaru sprawiedliwości w III RP" – pisał wówczas "Tygodnik Powszechny".Pocałunek i nic więcejSkąd taka postawa prokuratora? Pewne jest, że argumentacja, jakiej wtedy używał, dziś wywołałaby wielkie oburzenie. Bo, jak relacjonował "TP", choć proboszcz z Tylawy przyznał podczas śledztwa, że niejednokrotnie nocował dziewczynki, kąpał je i "masował brzuszki", Piotrowicz dopatrzył się w tym rzekomych "zdolności bioenergoterapeutycznych księdza" oraz chęci "porządnego umycia" małych parafianek. "Ksiądz traktował to w ten sposób, że dzieci przychodząc do niego na plebanię to tak jakby szły nocować np. do wujka czy kogoś bliskiego. Dzieci się bardzo z tego cieszyły" – tłumaczył prokurator.– Pamiętam, że to była kwestia oceny wiarygodności zeznań. Prokurator posiłkował się opinią psychologa, który nie ocenił tej wiarygodności pozytywnie. Na końcu prokurator dał po prostu wiarę księdzu – wspomina w rozmowie z naTemat Janusz Ohar, rzecznik krośnieńskiej Prokuratury Okręgowej. Dodaje, że Piotrowicz argumentował, iż ksiądz Michał M. nie molestował dzieci, a jedynie brał je na kolana i całował.Wyrok i senatorski mandatJedną z pierwszych instytucji, która po kontrowersyjnym umorzeniu Piotrowicza podniosła raban, był Terenowy Komitet Ochrony Praw Dziecka w Rzeszowie. Jak mówi mi Marzanna Knap, założycielka komitetu, nie było wątpliwości co do tego, że decyzja prokuratura była skandaliczna. – Sprawa nabrała rozgłosu, więc śledztwo przeniesiono do prokuratury w Jaśle. Dopiero tam sporządzono akt oskarżenia – zaznacza. Orzeczenie prokuratury z Krosna zmiażdżył też Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Mowa była o "przedwczesnym i niepoprzedzonym pełnym wyjaśnieniem okoliczności" umorzeniu.Zagadkowo brzmi w tym kontekście kolejne zdanie z relacji "Tygodnika Powszechnego". Pisał on bowiem, że wszystko wskazuje na to, że prokuratura okręgowa w Krośnie przeniosła wznowione dochodzenie do Jasła "dla uniknięcia zakulisowych powiązań" i podkreślał, że Jasło jest poza terenem archidiecezji przemyskiej, której władze broniły księdza z Tylawy.Jak sprawa potoczyła się dalej? W czerwcu 2004 roku sąd w Krośnie skazał 65-letniego księdza M. na dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć lat. Według sądu (i jasielskiej prokuratury) duchowny "brał dziewczynki na kolana, wkładał ręce pod bluzkę, dotykał piersi, wkładał rękę do majtek i dotykał krocza, całował w usta z penetracją językiem jamy ustnej, wkładał palec do pochwy, dotykał nóg powyżej kolan".Rok i kilka miesięcy później senator Piotrowicz zasiadał już w parlamencie. Parlamentarzysta nie odpowiedział na naszą prośbę o kontakt. W wywiadzie dla portalu niezalezna.pl odniósł się jedynie do kwestii działalności w PRL-u. Jak stwierdził, "są momenty, których się wstydzi". Między innymi tego, że należał do PZPR-u i "nie zachował się w tamtym czasie heroicznie". Piotrowicz podkreśla w wywiadzie, że Tomasz Sekielski go "oszukał" i z początku poseł chciał wyjść ze spotkania z nim, ale jednak został. Rozmawiali około godzinę, z której "najważniejsze wypowiedzi się nie pojawiły", twierdzi Piotrowicz. "Gdy skrytykowałem jego rzetelność w trakcie rozmowy, najpierw dalej ją kontynuował, a następnie w sztuczny sposób, teatralnie się oburzył do kamery" - dodaje Piotrowicz."Nieprawdą jednak jest stwierdzenie, że „udzielałem się w partii”. Jako prokurator nigdy nikogo nie skrzywdziłem. W 1978 r. po skończeniu przeze mnie aplikacji przyjechał prokurator wojewódzki z Tarnowa Stanisław Bieszkiewicz i przeczołgał mnie za to, że jeszcze nie należę do partii. Kazał się zapisać" - wyjaśnia Piotrowicz. Podkreśla, że grożono mu, że gdyby się nie zapisał, to nie zostałby dopuszczony do egzaminu prokuratorskiego. 

 

"Nie prowadziłem tego śledztwa, nie prowadziłem czynności w tej sprawie, nie podejmowałem decyzji o umorzeniu. Cytowane słowa nie są mojego autorstwa. Rozważam pójście na drogę sądową w tej sprawie – mówi Stanisław Piotrowicz, odnosząc się do zarzutów, jakoby usprawiedliwiał „księdza, który molestował dzieci”.  

 

To odnośnie szerzenia nieprawdziwych informacji przez gazetę zaborczą i inne skrajnie lewicowe media.

 

 

niezalezna.pl/49154-piotrowicz-odpowiada-sekielskiemu-nie-bylem-prokuratorem-stanu-wojennego

G
Gość

No to " układ " dyrektorów ze starego nadania UW w Opolu możne spać spokojnie.

G
Gość
W dniu 15.12.2015 o 00:51, PiS for ewer napisał:

Zazdrość i nienawiść to wasze ulubione podejście polaczki drugiego sortu!

 A ten gość jest twoim zdaniem lepszego sortu? taki sam oszołom jak ty!

 

Autorzy programu "Po Prostu" ujawnili, że poseł PiS Stanisław Piotrowicz działał w PZPR i będąc prokuratorem oskarżał działacza "Solidarności" z Jasła. W rodzinnych stronach parlamentarzysty w kontekście jego życiorysu mówi się jednak o czymś jeszcze – o kontrowersyjnej postawie w jednej ze spraw prowadzonych już po upadku komuny. W 2001 roku to właśnie Piotrowicz, wówczas szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie, oczyścił z zarzutów księdza pedofila z Tylawy. Stwierdził, że ksiądz dotykał dotykał dziewczynki, bo miał "zdolności bioenergoterapeutyczne"… Trzeba było przeniesienia sprawy do innej prokuratury, by do sądu trafił w końcu akt oskarżenia.

Temat przeszłości Piotrowicza pojawił się po emisji programu Siekielskiego, w którym odkryto to, czego najbardziej wstydzi poseł PIS z Krosna. Choć wielokrotnie zapewniał, że będąc prokuratorem w latach 80. odmawiał prowadzenia politycznych śledztw, dziennikarz przypomniał mu historię Antoniego Pikula, działacza "Solidarności" z Jasła. W 1982 roku został on zatrzymany za kolportowanie ulotek i nielegalnych czasopism, a w jego sprawie akt oskarżenia przygotowywał nie kto inny, a właśnie prokurator Piotrowicz. Co więcej, śledczy pracował wtedy tak skutecznie, że w 1984 roku został odznaczony przez PRL-owskie władze brązowym krzyżem zasługi.

 

Prokurator rozgrzesza pedofila
W Krośnie, gdzie Piotrowicz pracował od początku lat 80. do 2005 roku, kiedy z list PiS trafił do Senatu, PZPR-owska przeszłość parlamentarzysty nie jest powszechnie znana. Jeden z lokalnych polityków, którego poprosiłem o komentarz do faktów z programu "Po Prostu", wskazał za to inną ciekawą historię, którą, jak twierdzi, Piotrowiczowi przypomina się częściej. Chodzi o jego rolę w głośnej aferze księdza Michała M., proboszcza z parafii w Tylawie, który przez lata molestował małe dziewczynki. Otóż w 2001 roku Piotrowicz zdecydował o umorzeniu tego, pierwszego tak głośnego, śledztwa w sprawie księdza oskarżanego o pedofilię.

"Tekst postanowienia o umorzeniu śledztwa, wydanego 31 października 2001 r. przez krośnieńską prokuraturę rejonową, śmiało mógłby się znaleźć w podręcznikach historii prawa jako przykład upadku wymiaru sprawiedliwości w III RP" – pisał wówczas "Tygodnik Powszechny".

Pocałunek i nic więcej
Skąd taka postawa prokuratora? Pewne jest, że argumentacja, jakiej wtedy używał, dziś wywołałaby wielkie oburzenie. Bo, jak relacjonował "TP", choć proboszcz z Tylawy przyznał podczas śledztwa, że niejednokrotnie nocował dziewczynki, kąpał je i "masował brzuszki", Piotrowicz dopatrzył się w tym rzekomych "zdolności bioenergoterapeutycznych księdza" oraz chęci "porządnego umycia" małych parafianek. "Ksiądz traktował to w ten sposób, że dzieci przychodząc do niego na plebanię to tak jakby szły nocować np. do wujka czy kogoś bliskiego. Dzieci się bardzo z tego cieszyły" – tłumaczył prokurator.

– Pamiętam, że to była kwestia oceny wiarygodności zeznań. Prokurator posiłkował się opinią psychologa, który nie ocenił tej wiarygodności pozytywnie. Na końcu prokurator dał po prostu wiarę księdzu – wspomina w rozmowie z naTemat Janusz Ohar, rzecznik krośnieńskiej Prokuratury Okręgowej. Dodaje, że Piotrowicz argumentował, iż ksiądz Michał M. nie molestował dzieci, a jedynie brał je na kolana i całował.

Wyrok i senatorski mandat
Jedną z pierwszych instytucji, która po kontrowersyjnym umorzeniu Piotrowicza podniosła raban, był Terenowy Komitet Ochrony Praw Dziecka w Rzeszowie. Jak mówi mi Marzanna Knap, założycielka komitetu, nie było wątpliwości co do tego, że decyzja prokuratura była skandaliczna. – Sprawa nabrała rozgłosu, więc śledztwo przeniesiono do prokuratury w Jaśle. Dopiero tam sporządzono akt oskarżenia – zaznacza. Orzeczenie prokuratury z Krosna zmiażdżył też Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Mowa była o "przedwczesnym i niepoprzedzonym pełnym wyjaśnieniem okoliczności" umorzeniu.

Zagadkowo brzmi w tym kontekście kolejne zdanie z relacji "Tygodnika Powszechnego". Pisał on bowiem, że wszystko wskazuje na to, że prokuratura okręgowa w Krośnie przeniosła wznowione dochodzenie do Jasła "dla uniknięcia zakulisowych powiązań" i podkreślał, że Jasło jest poza terenem archidiecezji przemyskiej, której władze broniły księdza z Tylawy.

Jak sprawa potoczyła się dalej? W czerwcu 2004 roku sąd w Krośnie skazał 65-letniego księdza M. na dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć lat. Według sądu (i jasielskiej prokuratury) duchowny "brał dziewczynki na kolana, wkładał ręce pod bluzkę, dotykał piersi, wkładał rękę do majtek i dotykał krocza, całował w usta z penetracją językiem jamy ustnej, wkładał palec do pochwy, dotykał nóg powyżej kolan".

Rok i kilka miesięcy później senator Piotrowicz zasiadał już w parlamencie.



 


Parlamentarzysta nie odpowiedział na naszą prośbę o kontakt. W wywiadzie dla portalu niezalezna.pl odniósł się jedynie do kwestii działalności w PRL-u. Jak stwierdził, "są momenty, których się wstydzi". Między innymi tego, że należał do PZPR-u i "nie zachował się w tamtym czasie heroicznie". Piotrowicz podkreśla w wywiadzie, że Tomasz Sekielski go "oszukał" i z początku poseł chciał wyjść ze spotkania z nim, ale jednak został. Rozmawiali około godzinę, z której "najważniejsze wypowiedzi się nie pojawiły", twierdzi Piotrowicz. "Gdy skrytykowałem jego rzetelność w trakcie rozmowy, najpierw dalej ją kontynuował, a następnie w sztuczny sposób, teatralnie się oburzył do kamery" - dodaje Piotrowicz.

"Nieprawdą jednak jest stwierdzenie, że „udzielałem się w partii”. Jako prokurator nigdy nikogo nie skrzywdziłem. W 1978 r. po skończeniu przeze mnie aplikacji przyjechał prokurator wojewódzki z Tarnowa Stanisław Bieszkiewicz i przeczołgał mnie za to, że jeszcze nie należę do partii. Kazał się zapisać" - wyjaśnia Piotrowicz. Podkreśla, że grożono mu, że gdyby się nie zapisał, to nie zostałby dopuszczony do egzaminu prokuratorskiego.

 

G
Gość
W dniu 14.12.2015 o 22:24, J.K. napisał:

Violu jesteś miłą,  sympatyczną niewiastą i aż przykro patrzeć jak zatracasz się będąc w  partii gdzie rządzi złośliwy "guru" Kaczyński i otaczają go tacy znawcy prawa jak B. Kempa i jej podobne. Zastanów się albowiem powiadam Ci, że nie wiesz co czynisz. 

 

Bredzisz, nie znasz procedur lemingu :)

 

POza tym zapewne nie słyszałeś, bo POsłuszne media nawet o tym nie wsPOminały, ze w czasie kiedy Polską zarządzała zorganizowana grupa przestępcza z PO-PSL wyroki TK z 13 marca czy 9 lipca 2013r. zostały opublikowane w Dzienniku Ustaw z prawie miesięczną zwłoką ?? (8 kwietnia), drugi też po niecałym miesiącu. 

 

Żyje się lepiej!! :)

Autorzy programu "Po Prostu" ujawnili, że poseł PiS Stanisław Piotrowicz działał w PZPR i będąc prokuratorem oskarżał działacza "Solidarności" z Jasła. W rodzinnych stronach parlamentarzysty w kontekście jego życiorysu mówi się jednak o czymś jeszcze – o kontrowersyjnej postawie w jednej ze spraw prowadzonych już po upadku komuny. W 2001 roku to właśnie Piotrowicz, wówczas szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie, oczyścił z zarzutów księdza pedofila z Tylawy. Stwierdził, że ksiądz dotykał dotykał dziewczynki, bo miał "zdolności bioenergoterapeutyczne"… Trzeba było przeniesienia sprawy do innej prokuratury, by do sądu trafił w końcu akt oskarżenia.

Temat przeszłości Piotrowicza pojawił się po emisji programu Siekielskiego, w którym odkryto to, czego najbardziej wstydzi poseł PIS z Krosna. Choć wielokrotnie zapewniał, że będąc prokuratorem w latach 80. odmawiał prowadzenia politycznych śledztw, dziennikarz przypomniał mu historię Antoniego Pikula, działacza "Solidarności" z Jasła. W 1982 roku został on zatrzymany za kolportowanie ulotek i nielegalnych czasopism, a w jego sprawie akt oskarżenia przygotowywał nie kto inny, a właśnie prokurator Piotrowicz. Co więcej, śledczy pracował wtedy tak skutecznie, że w 1984 roku został odznaczony przez PRL-owskie władze brązowym krzyżem zasługi.

 

Prokurator rozgrzesza pedofila
W Krośnie, gdzie Piotrowicz pracował od początku lat 80. do 2005 roku, kiedy z list PiS trafił do Senatu, PZPR-owska przeszłość parlamentarzysty nie jest powszechnie znana. Jeden z lokalnych polityków, którego poprosiłem o komentarz do faktów z programu "Po Prostu", wskazał za to inną ciekawą historię, którą, jak twierdzi, Piotrowiczowi przypomina się częściej. Chodzi o jego rolę w głośnej aferze księdza Michała M., proboszcza z parafii w Tylawie, który przez lata molestował małe dziewczynki. Otóż w 2001 roku Piotrowicz zdecydował o umorzeniu tego, pierwszego tak głośnego, śledztwa w sprawie księdza oskarżanego o pedofilię.

"Tekst postanowienia o umorzeniu śledztwa, wydanego 31 października 2001 r. przez krośnieńską prokuraturę rejonową, śmiało mógłby się znaleźć w podręcznikach historii prawa jako przykład upadku wymiaru sprawiedliwości w III RP" – pisał wówczas "Tygodnik Powszechny".

Pocałunek i nic więcej
Skąd taka postawa prokuratora? Pewne jest, że argumentacja, jakiej wtedy używał, dziś wywołałaby wielkie oburzenie. Bo, jak relacjonował "TP", choć proboszcz z Tylawy przyznał podczas śledztwa, że niejednokrotnie nocował dziewczynki, kąpał je i "masował brzuszki", Piotrowicz dopatrzył się w tym rzekomych "zdolności bioenergoterapeutycznych księdza" oraz chęci "porządnego umycia" małych parafianek. "Ksiądz traktował to w ten sposób, że dzieci przychodząc do niego na plebanię to tak jakby szły nocować np. do wujka czy kogoś bliskiego. Dzieci się bardzo z tego cieszyły" – tłumaczył prokurator.

– Pamiętam, że to była kwestia oceny wiarygodności zeznań. Prokurator posiłkował się opinią psychologa, który nie ocenił tej wiarygodności pozytywnie. Na końcu prokurator dał po prostu wiarę księdzu – wspomina w rozmowie z naTemat Janusz Ohar, rzecznik krośnieńskiej Prokuratury Okręgowej. Dodaje, że Piotrowicz argumentował, iż ksiądz Michał M. nie molestował dzieci, a jedynie brał je na kolana i całował.

Wyrok i senatorski mandat
Jedną z pierwszych instytucji, która po kontrowersyjnym umorzeniu Piotrowicza podniosła raban, był Terenowy Komitet Ochrony Praw Dziecka w Rzeszowie. Jak mówi mi Marzanna Knap, założycielka komitetu, nie było wątpliwości co do tego, że decyzja prokuratura była skandaliczna. – Sprawa nabrała rozgłosu, więc śledztwo przeniesiono do prokuratury w Jaśle. Dopiero tam sporządzono akt oskarżenia – zaznacza. Orzeczenie prokuratury z Krosna zmiażdżył też Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Mowa była o "przedwczesnym i niepoprzedzonym pełnym wyjaśnieniem okoliczności" umorzeniu.

Zagadkowo brzmi w tym kontekście kolejne zdanie z relacji "Tygodnika Powszechnego". Pisał on bowiem, że wszystko wskazuje na to, że prokuratura okręgowa w Krośnie przeniosła wznowione dochodzenie do Jasła "dla uniknięcia zakulisowych powiązań" i podkreślał, że Jasło jest poza terenem archidiecezji przemyskiej, której władze broniły księdza z Tylawy.

Jak sprawa potoczyła się dalej? W czerwcu 2004 roku sąd w Krośnie skazał 65-letniego księdza M. na dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć lat. Według sądu (i jasielskiej prokuratury) duchowny "brał dziewczynki na kolana, wkładał ręce pod bluzkę, dotykał piersi, wkładał rękę do majtek i dotykał krocza, całował w usta z penetracją językiem jamy ustnej, wkładał palec do pochwy, dotykał nóg powyżej kolan".

Rok i kilka miesięcy później senator Piotrowicz zasiadał już w parlamencie.



 


Parlamentarzysta nie odpowiedział na naszą prośbę o kontakt. W wywiadzie dla portalu niezalezna.pl odniósł się jedynie do kwestii działalności w PRL-u. Jak stwierdził, "są momenty, których się wstydzi". Między innymi tego, że należał do PZPR-u i "nie zachował się w tamtym czasie heroicznie". Piotrowicz podkreśla w wywiadzie, że Tomasz Sekielski go "oszukał" i z początku poseł chciał wyjść ze spotkania z nim, ale jednak został. Rozmawiali około godzinę, z której "najważniejsze wypowiedzi się nie pojawiły", twierdzi Piotrowicz. "Gdy skrytykowałem jego rzetelność w trakcie rozmowy, najpierw dalej ją kontynuował, a następnie w sztuczny sposób, teatralnie się oburzył do kamery" - dodaje Piotrowicz.

"Nieprawdą jednak jest stwierdzenie, że „udzielałem się w partii”. Jako prokurator nigdy nikogo nie skrzywdziłem. W 1978 r. po skończeniu przeze mnie aplikacji przyjechał prokurator wojewódzki z Tarnowa Stanisław Bieszkiewicz i przeczołgał mnie za to, że jeszcze nie należę do partii. Kazał się zapisać" - wyjaśnia Piotrowicz. Podkreśla, że grożono mu, że gdyby się nie zapisał, to nie zostałby dopuszczony do egzaminu prokuratorskiego.

 

P
PiS for ewer

Zazdrość i nienawiść to wasze ulubione podejście polaczki drugiego sortu!

K
Kochanek
W dniu 14.12.2015 o 13:53, Partyjniaczek napisał:

Gdzie ta pani już nie była ??? zasiada na 5 stołkach jednocześnie.By żyło się lepiej - swoim.

Wymalowana, próżna kukła... i nic więcej.
Gdzie ta pani już nie była ??? zasiada na 5 stołkach jednocześnie.
By żyło się lepiej - swoim.

z
z Niemodlina
W dniu 14.12.2015 o 21:25, Ola napisał:

Prawy i sprawiedliwy nie ma obowiązku stawiania się wezwanie sądu.Jest ponad prawem. Czy tak? Biznesmen w zamian za odwodnienie działki Błaszczaka dostał intratny kontrakt od jednego dyrektora prawego i sprawiedliwego. I tu jest powód dlaczego Błaszczak kombinuje i nie stawia się w sądzie.

 

 

:)  ZaPOmniałaś tylko dopisać, że Minister Błaszczak podał gazetę zaborczą do sądu za te nieprawdziwe oskarżenia, a za prace melioracyjne na jego działce zapłacił i dysponuje na to fakturami od 8 lat.

 

Żyje się lepiej!! :)

i
inż

Po nominacji Jakiego na stanowisko vice ministra sprawiedliwości i nominacji Kowalskiego na członka zarządu PGNiG nic juz mnie nie zdziwi.

Pani VP była szefem przychodni zdrowia bez medycznego wykształcenia to może w nomenklaturze PiS zajmować dowolne stanowisko, podobnie jak wyżej wymienieni .Jaki bez wykształcenia prawniczego ,a Kowalski bez pojecia o zagadnieniach dotyczących wydobycia i obrotu prroduktami ropopochodnymi.

TKM,TKM,TKM

 

 

L
LeX
W dniu 14.12.2015 o 22:46, z Niemodlina napisał:

Bredzisz, nie znasz procedur lemingu :)  POza tym zapewne nie słyszałeś, bo POsłuszne media nawet o tym nie wsPOminały, ze w czasie kiedy Polską zarządzała zorganizowana grupa przestępcza z PO-PSL wyroki TK z 13 marca czy 9 lipca 2013r. zostały opublikowane w Dzienniku Ustaw z prawie miesięczną zwłoką ?? (8 kwietnia), drugi też po niecałym miesiącu.  Żyje się lepiej!! :)

 

Pewnie nie, tylko dlaczego prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zaniechania niezwłocznego ogłoszenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego?

Wyjaśnij znaFco "procedur".

z
z Niemodlina
W dniu 14.12.2015 o 21:19, LeX napisał:

Znowu braki u matoła z Niemodlina :lol:Kancelaria Premiera ma orzeczenia Trybunału publikować NIEZWŁOCZNIE!Termin "niezwłocznie" nie wskazuje co prawda liczby bezwzględnej, co nie oznacza, że jest niedookreślony. Z analizy art. 190 ust. 2 Konstytucji RP wynika  że jest to termin niezwłoczny do przygotowania technicznego danego dokumentu.11 grudnia uzyskano z Rządowego Centrum Legislacji materiały, z których wynika, iż przedmiotowy wyrok był przygotowany pod względem technicznym do publikacji w dniu 11 grudnia. Do dnia 14 grudnia nie podjęto decyzji w przedmiocie publikacji tego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, pomimo braku przeszkód o charakterze technicznym 

 

 

Bredzisz, nie znasz procedur lemingu :)

 

POza tym zapewne nie słyszałeś, bo POsłuszne media nawet o tym nie wsPOminały, ze w czasie kiedy Polską zarządzała zorganizowana grupa przestępcza z PO-PSL wyroki TK z 13 marca czy 9 lipca 2013r. zostały opublikowane w Dzienniku Ustaw z prawie miesięczną zwłoką ?? (8 kwietnia), drugi też po niecałym miesiącu. 

 

Żyje się lepiej!! :)

G
Gość

Porowska wicewojewodą???

Matko jedyna!

Naprawde nie macie tam jakichś ładnych kobiet tylko lampucery?

Koniec świata! :lol:

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3