reklama

Nowe życie repatriantów, nie od razu jak w Madrycie

Lina SzejnerZaktualizowano 
Alona Paulach na razie odłożyła dyplom i żyje z produkcji i sprzedaży biżuterii.
Alona Paulach na razie odłożyła dyplom i żyje z produkcji i sprzedaży biżuterii. fot. Krzysztof Świderski
Jechali z dalekiego Czelabińska do Opola z nadzieją na lepsze życie. Mimo że zostali tu przyjęci jak rodzina, z trudem pokonują trudności, jakie niesie ze sobą adaptacja w nowym miejscu.

Alona i Eugeniusz Paulachowie mieszkali i studiowali w Czelabińsku, jednym z największych ośrodków przemysłowych na Uralu i jednocześnie jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast Rosji. Oboje czterdziestoletni. Ona - psycholog, on - anestezjolog z doktoratem i 9-letnim stażem pracy w zawodzie.

Ponadmilionowy Czelabińsk leży na granicy z Kazachstanem, gubernią, gdzie żyje największa liczba Polaków, wywożonych na zesłanie i wieczne zapomnienie. W Czelabińsku jest ich mniej. Przodkowie Alony zostali wywiezieni w głąb Rosji na długo przed drugą wojną światową. Ona jest czwartym pokoleniem żyjących tam zesłańców.

- Żebym mogła starać się o repatriację do Polski, musiałam udowodnić, że moja rodzina stąd pochodzi - opowiada Alona. - Choć przodkowie nie żyją, na szczęście zachowała się w domu metryka urodzenia mamy. To naprawdę uważam za cud. Ze strachu przed czystkami prowadzonymi przez NKWD ludzie z desperacją niszczyli dokumenty, które mogły ich zidentyfikować. Moi bliscy tego nie zrobili, choć narażali życie. Dzięki temu mogliśmy w ogóle myśleć o wyjeździe. Chcieliśmy żyć w kraju moich przodków, w lepszym świecie i w czystszym powietrzu. Kiedy obserwuję, jak tu walczy się o ekologię, jestem pełna uznania, choć nawet pokazywany w telewizji krakowski smog ma się nijak do tego, który wisi nad Czelabińskiem. Tam powietrze, którym oddychają mieszkańcy, nie tylko się czuje, ale... widzi. Trzeba się dobrze przyjrzeć, czy warto otwierać okna. Przez całe lata zanieczyszczenia sprawiały, że musiałam leczyć się na alergię. Choroba ustąpiła, gdy zamieszkaliśmy w Opolu.

Zanim Paulachowie zdecydowali, gdzie najbardziej chcieliby się osiedlić, wysłali do MSZ w Warszawie wniosek o repatriację, do którego należało dołączyć liczne przetłumaczone na język polski dokumenty, co niemało ich kosztowało. Na ich zapytanie odpowiedziało pozytywnie kilka dużych polskich miast, a oni zdecydowali się na Opole, bo - jak mówią - bardzo im się tu spodobało.

Wizy repatriacyjne otrzymali w 2009 r. i od tego czasu byli tu dwukrotnie. W międzyczasie uczyli się intensywnie języka polskiego, m.in. dwa razy na kursach w Cieszynie. Podczas kolejnego pobytu w Opolu pokazano im przyszłe mieszkanie komunalne na osiedlu Dambonia i zapewniono, że na ich kilkuletnią córeczkę będzie czekać miejsce w przedszkolu. Paulachowie liczyli też na to, że w tak deficytowej specjalizacji jak anestezjologia Jewgienij bez trudu dostanie natychmiast pracę. Wiedzieli, że z chwilą opuszczenia na stałe Rosji i przekroczenia granicy Polski Alona i jej kilkuletnia córeczka otrzymają automatycznie polskie obywatelstwo, a Jewgienij - na razie - pozwolenie na stały pobyt. Stało się to w lutym ub. roku, jednak zakotwiczenie w Opolu nie przebiega tak pomyślnie, jak to sobie wyobrażali, głównie z powodu problemów z nostryfikacją dyplomu lekarza.
Niech się poczują jak w domu

Za kilka miesięcy miną dwa lata od dnia, kiedy Paulachowie wysiedli na opolskim dworcu już jako opolanie. Na dworcu oczekiwali na nich pracownicy MOPR i UM, którzy zawieźli ich do otrzymanego od miasta komunalnego mieszkania. Zastali tam wszystko, co niezbędne do życia.

- Przygotowanie dla nich mieszkania, za co MOPR był odpowiedzialny, odbywało się w bardzo sympatycznej atmosferze, jakby wszyscy czekali na gości i chcieli ich możliwie najlepiej przyjąć - opowiada dyrektor Małgorzata Kozak. Nowi lokatorzy mieli zająć dwupokojowe „M”, które przed kilkoma laty opuściła wyjeżdżająca za granicę kobieta. Po niej „odziedziczyli” meble i pozostałe w nim wyposażenie. Nie mieliśmy pieniędzy na wykonanie gruntownego remontu, ale w ramach prac społecznie użytecznych zostało odmalowane i starannie posprzątane. Mieliśmy świadomość, że Paulachowie na pewno nie będą zbyt zadowoleni z mebli i lodówki z epoki wczesnego Gierka, ale staraliśmy się, żeby wszystko pachniało czystością.

Ktoś z naszych pracowników przyniósł z domu komplet nowej pościeli, ktoś inny - nowych garnków. Wiedzieli że Paulachowie przyjadą tylko z walizką, więc starali się, by w mieszkaniu zastali oni to wszystko, co niezbędne w każdym domu. Ludzie prześcigali się w podpowiedziach, co im jeszcze będzie na początek niezbędne. Nawet lodówka została po brzegi wypełniona żywnością, którą dostarczono z PCK. Było tam mięso i warzywa, i produkty sypkie, i jogurty dla dziecka, nawet herbata i kawa. Pomyślano także o kilkuletniej córeczce Pauluchów więc na pewno ucieszyły ją zabawki.

Nowi polscy obywatele docenili te starania, ale - jak teraz mówią - nie przyjechali do Polski z pustymi rękami. Przywieźli dyplomy wyższych uczelni - ona psychologii, on - medycyny, doświadczenie w zawodach i bardzo dużo zapału, by możliwie najszybciej stanąć do pracy i nie być dla nikogo ciężarem, nie liczyć na zasiłki, ale na pensje za pracę.

Alona bardzo szybko zorientowała się, że aby pracować tu w zawodzie psychologa, powinna lepiej znać język, ale nie sfinansowano im kolejnego kursu, bo skoro są obywatelami polskimi... Podstawowe dokumenty (dowody osobiste itp.) wyrobiono im dość szybko. Schody rozpoczęły się przy uzyskaniu nostryfikacji dyplomów.
- Musieliśmy przetłumaczyć dziesiątki dokumentów, zanim tu przyjechaliśmy - mówi Jewgienij Paulach - bo taki był wymóg, by złożyć wniosek o repatriację. Po przyjeździe okazało się, że te same dokumenty muszą być przetłumaczone i uwiarygodnione przez tutejszych tłumaczy. Teczka, w której je gromadzę, ważyła kilogram. Za każdą stronę tłumaczenia trzeba dużo płacić, na co (oraz opłaty egzaminów specjalizacyjnych) poszły pieniądze otrzymane przez nas z MSZ na zagospodarowanie. Półtora roku walczę, by mnie przyjęto do pracy w moim zawodzie i odbijam się od muru biurokracji. Zwracałem się o pomoc w przyspieszeniu załatwiania formalności do samorządu medycznego, ale także nic nie wskórałem. Po upływie półtora roku zatrudniono mnie wreszcie w zabrzańskim centrum medycznym, ale na stanowisku lekarza bez specjalizacji. Wcześniej byłem na stażu na kilku innych oddziałach szpitalnych, ale ten pobyt do niczego mi się nie przyda. W międzyczasie proponowano mi nawet... stypendium na ponowne robienie doktoratu. Ja za to z miesiąca na miesiąc tracę manualne umiejętności konieczne do wykonywania mojej zasadniczej specjalności.

Ewa Morawska-Jerye, naczelnik wydziału spraw obywatelskich UM w Opolu: - Rozumiem rozgoryczenie pana Paulacha, ale nie możemy pomóc w przyspieszeniu nostryfikacji dyplomów, ponieważ te sprawy reguluje ustawa repatriacyjna oraz międzynarodowe umowy. Z mojego rozeznania wynika, że jeśli z Polski wyjeżdża inżynier, lekarz czy pielęgniarka do Niemiec czy Anglii, to także nie może tam od razu rozpocząć pracy w swojej specjalności, ale przechodzi procedurę nostryfikacji. W Europie i USA honoruje się dyplomy tylko niektórych polskich uczelni. Myślę, że dla dobra przyszłych repatriantów można by chociaż zmienić postanowienia ustawy dotyczące tzw. apostilli, czyli uwiarygodnienia dyplomu.

Alona Paulach jeszcze nie walczy o nostryfikację dyplomu. Postanowiła uczynić zawód ze swojej pasji, a jest nią robienie biżuterii z użyciem przywiezionych z Czelabińska kamieni (agatów, nefrytów, lapis-lazuli i innych). Z Powiatowego Urzędu Pracy w Opolu otrzymała dotację na założenie własnej firmy. Kupiła szlifierki i inne niezbędne urządzenia, otworzyła butik w jednym z marketów i sprzedaje swoje rękodzieło tam oraz na okazjonalnych jarmarkach. Jej wyroby bardzo się klientkom podobają, więc Alona myśli nawet o poszerzeniu oferty i zatrudnieniu pracownika.
Z dyplomem w świat

W związku z możliwością swobodnego przepływu pracowników między krajami europejskimi Unia Europejska wydała szereg dyrektyw na temat wzajemnej uznawalności kwalifikacji zawodowych. Są jednak zawody, które mają odrębne regulacje. Należą do nich takie zawody jak lekarz, pielęgniarka, położna, stomatolog, lekarz weterynarii, prawnik i architekt. Przed decyzją o wyjeździe należy się nimi dokładnie zapoznać.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3