Nysa. Cztery osoby odpowiedzą za handel kradzionymi luksusowymi samochodami wartymi około 2 mln złotych

Sławomir Draguła
Sławomir Draguła
Zdjęcie ilustracyjne.
Zdjęcie ilustracyjne. Policja
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Jak ustaliła prokuratura, wśród skradzionych samochodów były m. in.: mercedes S63 AMG o wartości 600 tys. złotych, mercedesy GLE 500 i GLE Coupe 350 o wartości 400 tys. złotych każdy, a także mercedes GLC Coupe wyceniony na 280 tys. złotych.

Sprawa swój początek ma w styczniu 2019 roku, kiedy to kryminalni Komendy Powiatowej Policji w Nysie, w jednym z tamtejszych warsztatów samochodowych przy ul. Szlak Chrobrego, znaleźli klika luksusowych samochodów - audi i mercedesów.

Jak ustalono w śledztwie, pojazdy te zostały ukradzione w okresie pomiędzy grudniem 2018 roku a styczniem 2019 roku na terenie województw dolnośląskiego i wielkopolskiego.

- A w warsztacie, w którym zostały zabezpieczone, miały zostać rozebrane na części - mówi prokurator Stanisław Bar, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Policjanci natrafili tam również na sporą ilość części i podzespołów samochodowych, wymontowanych głównie z aut marki Mercedes, które również zostały skradzione.

Śledztwem zostały objęte cztery osoby. Zarzuty paserstwa usłyszała właścicielka warsztatu - 45-letnia Justyna B. Z kolei 49-letni Sebastian K. miał organizować skradzione pojazdy, a 31-letni Jakub W. zajmować się ich rozbieraniem na części. Zarzut oszustwa usłyszała natomiast matka Sebastiana K., która sprzedała samochód pochodzący z kradzieży.

Wśród skradzionych samochodów były m. in.:

  • mercedes S63 AMG o wartości 600 tys. złotych
  • mercedesy GLE 500 i GLE Coupe 350 o wartości 400 tys. złotych każdy
  • mercedes GLC Coupe wyceniony na 280 tys. złotych

- Oprócz jednej osoby, oskarżeni nie przyznali się do winy - mówi prokurator Bar.

Justyna B. utrzymuje m. in., że halę wynajęła nieznanemu jej mężczyźnie, natomiast Sebastian K. twierdzi, że jedynie doprowadził do poznania Justyny B. z najemcą, a następnie przekazał tej osobie klucz do hali.

- W ocenie prokuratora, wyjaśnienia złożone przez oskarżonych są wyłącznie realizacją ich prawa do obrony - mówi Stanisław Bar.

Oskarżonym w sprawie paserstwa rzeczy wartej ponad 200 tys. złotych grozi do 10 lat więzienia, natomiast wobec przyjęcia, że z popełniania przestępstw uczynili sobie stałe źródło dochodu, sąd może karę zwiększyć do 15 lat.

Sprawę rozpoznawać będzie Sąd Rejonowy w Nysie.

Mięsożerni mężczyźni bardziej szkodliwi

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Dużo szumu, a skońćzy się na zawiasach...

Dodaj ogłoszenie