Nysa: Pomóżmy stanąć Maćkowi na nogi!

Klaudia Bochenek
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
22-letni Maciek Kopociński z Nysy nie marzy o bieganiu, skakaniu, o tańcach. Chce po prostu chodzić. Szanse ma spore, ale konieczna jest intensywna rehabilitacja. A ta kosztuje krocie...

Ważne!

Każdy, kto chce pomóc Maćkowi stanąć na nogi, może wpłacać pieniądze na konto:
BGŻ o/Nysa 23 2030 0045 1130 0000 0934 9200 z dopiskiem: “Dla Maćka". 40 zł to godzina ćwiczeń i kolejny krok do spełnienia jego marzeń. Ale liczy się każda złotówka...

Pani spojrzy: ruszam już palcami. O, tym bardziej. A ten jeszcze jest słaby. No i odchylić potrafię się od wózka. Z nogami też coraz lepiej. Zamówiłem ortezy i parapodium - emocjonuje się Maciek, któremu tuż po wypadku lekarze dawali niewielkie szanse na powrót do zdrowia.

- Najpierw kazali mi się modlić, żeby przeżył, później, by mógł samodzielnie oddychać - wspomina Alicja Kopocińska, mama Maćka. Jej syn pół roku temu niefortunnie skoczył do basenu. Poszedł z kolegami. To był jego pierwszy skok w tamtym sezonie.

- Ale nie na główkę - zaznacza chłopak - Wziąłem rozbieg i chciałem po prostu dać nura, żeby przepłynąć pod bojkami. Nie zdążyłem. Sparaliżowało mnie zaraz po wybiciu się z ziemi i już bezwładnie runąłem w wodę.

Koledzy wyciągnęli go na brzeg. Najpierw myśleli, że się wygłupia, bo nie reagował na ich wołanie. A tymczasem on w uszach słyszał jedynie świst, nie mógł poruszyć ręką ani nogą.
Później była szybka diagnoza lekarza i natychmiastowy transport na operację do Piekar Śląskich. Okazało się, że złamał jeden z kręgów szyjnych.

- C 1, czyli tak zwany wisielczy - tłumaczy fachowo Maciek. - Ponoć przy takim urazie faktycznie nie powinienem żyć, a w najlepszym razie mógłbym stać się roślinką...
Tymczasem on żyje, sam oddycha, robi postępy w rehabilitacji i ani myśli spędzić resztę swojego życia na wózku inwalidzkim. Choć póki co jest na niego skazany.

- To tylko chwilowe. Niedługo już ten złom nie będzie mi w ogóle potrzebny - uśmiecha się szelmowsko.
Apetyt na sprawność i przede wszystkim wiarę, że ją kiedyś odzyska, ma nieziemską. Pozytywnym nastawieniem do świata mógłby obdzielić przynajmniej pięciuset niepełnosprawnych. - Radzili mi już, żebym zaczął się oswajać z wózkiem, uczył się go obsługiwać. Po co mam się uczyć czegoś, co w przyszłości nie będzie mi potrzebne?

Podobnie było z remontem łazienki, do którego przymierzali się jego rodzice. Po to - rzecz jasna - by przystosować pomieszczenie do potrzeb niepełnosprawnego Maćka. Ale ten się zaparł i nie pozwolił. - Po co wydawać niepotrzebnie kasę? Żeby później jeszcze raz remontować, jak już odzyskam sprawność? - pyta chłopak

Słuchać nie chciał również o przeprowadzce do innego mieszkania. Bo to, chociaż niewielkie i ciasne, przypomina mu czasy, kiedy jeszcze był całkiem zdrowy.

- Stałem przy oknie, wieszałem plakaty, kładłem książkę na półkę - wspomina - W nowych warunkach mógłbym się nie odnaleźć, zdać na bliskich i koniec końców poddać się bez walki.
Skąd czerpie siłę? Diabli wiedzą, chyba taki po prostu jest. Nawet bezpośrednio po wypadku nie załamywał się, mimo, że było naprawdę ciężko. Rodzina, a zwłaszcza mama wylała morze łez. Ale w ukryciu, żeby Maciek nie widział.

- Cztery miesiące spędziłem w Korfantowie na rehabilitacji, przy czym pierwszy miesiąc przeleżałem - opowiada 22-latek. - Ale jak już usiadłem na wózku, to nie mogłem nacieszyć się światem.
Kiedy po raz pierwszy wyjechał wózkiem na podwórko chłonął rzeczywistość jak dziecko.
- Zadzwonił do mnie, żeby opowiedzieć, że kota widział - śmieje się pani Alicja.
- Gapiłem się na niego chyba z pół godziny, bo polował na gołębia. A później jeszcze kręciła się koło mnie pszczoła - wspomina chłopak. - Nawet nie bałem się, że mnie użądli. Przeciwnie, nie miałem nic przeciwko temu, bo wreszcie poczułbym taki normalny ból...

Mama Maćka patrzy na swojego wysokiego, przystojnego syna i zastanawia się, jak to się dzieje, że w ciągu jednego dnia cały świat potrafi się tak bardzo przewartościować. Że rzeczy, których do tej pory się nie zauważało, teraz cieszą, odkrywa się je na nowo.

- Nie sądziłem, że widelec może być taki ciężki, albo telefon komórkowy. A nawet zwykły plakat - uśmiecha się Maciek i pokazuje ten plakat.

To afisz zapowiadający hip-hopowy charytatywny koncert, który jego znajomi organizują 28 stycznia. Chcą w ten sposób zarobić na jego rehabilitację, która by była skuteczna, musi być intensywna i natychmiastowa. Kopocińskich na taką nie stać. Rodzice jeżdżą z Maćkiem prywatnie trzy razy w tygodniu na dwie godziny ćwiczeń i wydają na to 1000 zł miesięcznie. O państwowym leczeniu na razie muszą zapomnieć, bo wszędzie trzeba czekać w kolejkach.

- A czas działa na jego niekorzyść - wzdycha mama. - Nie wiadomo, czy za trzy miesiące Maciek nie zatrzyma się w postępach. A skoro tak, to czy wówczas starczy mu sił i samozaparcia, by walczyć dalej?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tom 66
Zastanawiam się nad jednym. Jakie są kryteria "wyboru" niepełnosprawnych do niesienia im takiej pomocy ? Wiek, uroda, przyczyna kalectwa ? Co chwila słyszymy ( widzimy ) apele o pomoc, a co z innymi. Czyż nie ma całej rzeszy ludzi, którzy siedzą w zaciszu domowym nie wychylając się, a równie potrzebujących pomocy? I których nie stać NAWET na te 1000 zł prywatnej rehabilitacji. Co z nimi ?
Dodaj ogłoszenie