O złym Mirku, który chciał na szubienicę

Zbigniew Górniak
123rf
Finał tego procesu zdumiał i sędziów, i prokuratora, i świadków, nie mówiąc już o obrońcy. W swym ostatnim słowie oskarżony poprosił o najwyższy wymiar kary. Czyli o wyrok śmierci. Ktoś kiedyś słyszał coś podobnego?

Ci, którzy znają przebieg rozprawy, podkreślają, że prośba nie nosiła najmniejszych nawet znamion skruchy czy żalu. Była raczej rodzajem czarnego humoru wymierzonego w sąd i reprezentowane społeczeństwo. Szyderstwem i wyzwaniem więziennego twardziela, który nie pęka przed stryczkiem. „A wyhuśtajcie mnie sobie, skoro wam na tym tak bardzo zależy!” - mówiły oczy oskarżonego i taki był właśnie sens jego końcowej prośby.

I sąd ją spełnił. Skazał Mirosława N. na karę śmierci przez powieszenie. To było zaledwie 23 lata temu i tylko 90 kilometrów stąd, bo we Wrocławiu. Opolski ślad sprawy jest taki, że zbrodnia, za którą skazano zuchwalca, została popełniona na przepustce z więzienia w Nysie.

Przepaść na milion lat

Jest 17 listopada 1990 roku. Skazany Mirosław N. wychodzi z więzienia w Nysie na 24-godzinną przepustkę za dobre zachowanie. Nie pierwsza to jego przepustka od dnia, kiedy osiem lat wcześniej zamknięto go tu za zabójstwo na tle rabunkowym. Dostał wtedy „ćwiarę”, czyli 25 lat. W 1982 roku we Wrocławiu zabił wazonem mężczyznę. Bił też młotkiem po twarzy jego kobietę i to tak mocno, że pękł trzonek; nie było już jak bić i to prawdopodobnie ocaliło ofiarę. Łupem N. padły wtedy: radio, magnetofon i niewielka ilość lichej odzieży.

W chwili zabójstwa Mirosław N. miał 20 lat, koniec kary wypadł mu na rok 2007. W 1982 w Polsce panował stan wojenny i brak perspektyw. W 2007 zaczęliśmy korzystać z dobrodziejstw układu w Schengen o otwartych granicach. Między tymi datami - historyczna i mentalna przepaść na jakieś milion lat. Lecz Mirosław i tak smakował wolności na przepustkach.

To wyjście 17 listopada nie było jego pierwszą przepustką z więzienia w Nysie. Mirosława wypuszczono za mury kilkanaście razy, w tym kilkakrotnie aż na pięć dni. Zawsze wracał w terminie - skazanym był wzorowym. W Nysie skończył więzienną zawodówkę ślusarską, pracował w warsztatach. Oprócz przepustek otrzymywał inne przewidziane regulaminem nagrody. Łącznie uzbierała się ich setka.

Po wyjściu na przepustkę Mirosław jedzie PKS-em do rodzinnego Wrocławia: mieszka tu razem z matką i ojcem. O 11.30 podbija na dworcu PKS przepustkę, żeby władza miała dowód na to, gdzie był, po czym wypija w pobliskim barze dwa piwa. W drodze do domu wstępuje do restauracji „Wodnik” - kolejne dwa piwa. Odwiedza ciotkę w Rynku, daje się poczęstować kawą, potem idzie do „Staromiejskiej”. Na dwa piwa. To już jest razem sześć.

Następnie udaje się do szaletu przy ul. Świdnickiej, zwanego „blaszakiem” lub „okrąglakiem”. To popularne miejsce schadzek wrocławskich homoseksualistów, które za 10 lat opisze z wielkim talentem pisarz-gej Michał Witkowski w swym słynnym „Lubiewie”. Ale wtedy o Witkowskim nikt jeszcze nic nie wie, bo ma on dopiero 15 lat. Pewnie pisze miłosne wiersze skierowane do kolegów z klasy i nawet nie przypuszcza, jakim będzie w przyszłości celebrytą z „Pudelka”.

Mirosław N. też jest homoseksualistą, odkrył to w więzieniu, w trzecim roku odsiadki. Przed wyrokiem miewał kontakty z kobietami, a gdy ich zabrakło, spróbował za kratami z mężczyzną. Spodobało się.

„Blaszak” - okazuje się - tętni życiem i pożądaniem. Za jakiś czas podkomisarz Marek Okruciński z komendy Wrocław-Krzyki zaprotokołuje takie oto zeznanie Mirosława N.: „Z przygodnie poznanym tam mężczyzną odbyłem stosunek płciowy w pobliskich ruinach, a następnie udałem się do domu…”.
Coś mi przestało pasować

Pod bramą kamienicy przy Drzewnej, gdzie mieszka z rodzicami, dostrzega samochód siostry i szwagra. Nie ma ochoty widzieć się z nimi, zawraca. Kupuje butelkę wódki - idzie z nią do „Wodnika”, upija 100 gramów. Około dwudziestej postanawia raz jeszcze pójść pod „blaszak”. Z protokołu sporządzonego przez podkomisarza Okrucińskiego: „W »blaszaku« zauważyłem mężczyznę, który się onanizował. Zaproponował mi, żebyśmy się pokochali u niego w domu…”.

Mężczyzna ma 26 lat, a na imię Jan, lecz o tym Mirosław nie wie, bo nawet się sobie nie przedstawiają. Obaj są mocno podpici. Jadą tramwajem numer 7 do mieszkania Jana. Tam Mirosław zrzuca w kuchni kurtkę. Ma w niej dowód osobisty i więzienną przepustkę.

Po stosunku napada go wilczy głód. Wstaje, idzie do lodówki, otwiera nożem konserwę i zjada połowę. Nóż zostawia w kuchni, wraca do łóżka. Pociąga spory łyk wódki. Ukradkiem przeszukuje kieszenie spodni Jana. Leżą na podłodze. Wyjmuje garść banknotów, przekłada do swoich spodni, które też leżą na podłodze. „Następnie ponownie zaczęliśmy się kochać” - powie potem do protokołu. I doda: „W pewnej chwili coś mi przestało pasować. Trudno powiedzieć, co”.

To „coś” nie pasuje Mirosławowi N. do tego stopnia, że idzie do kuchni po nóż i rzuca się z nim na Jana. Walczą nago. Są spoceni, skrwawieni, pijani. Mirosław zadaje Janowi szereg ciosów nożem - w szyję i pierś. Ten broni się, chwytając za ostrze. Rzęzi i błaga o litość. A Mirosław wtedy ile sił w płucach: „Nie ma litości, bo litość to zbrodnia!” - i uderza znowu.

Gdy Jan leży martwy w kałuży krwi, Mirosław ubiera się w jego rzeczy. To był dżinsowy komplet. Modny. Znajduje torbę i pakuje do niej radiomagnetofon oraz znaleziony w szafie garnitur. Zmywa krew z twarzy i wybiega z mieszkania. Na miejscu zbrodni zostawia swoją odzież, w tym kurtkę z dowodem osobistym i przepustką. Gdy idzie śpiesznie ulicą, mija go karetka na sygnale.

Karetkę wezwała babcia Jana, mieszkająca w tym samym domu. Widząc podejrzanego faceta wybiegającego zza drzwi wnuka, postanawia wejść do środka. Erka jedzie nadaremno. Tu potrzeba ekipy od transportu zwłok i prokuratora. Babcia nie wiedziała o homo skłonnościach wnuka. Jego pokój ozdobiony był zawsze zdjęciami półgołych kobiet, co zresztą widać na włączonych do akt zdjęciach z miejsca zbrodni.

Mirosław trafia z torbą do swojego wujka, prosi o nocleg, każe się budzić skoro świt - trzeba przecież zdążyć na autobus do Nysy. Rano sprzedaje radiomagnetofon na pobliskim bazarku i wtedy… przypomina sobie o kurtce pozostawionej u Jana. Wystraszony, nie wraca do Nysy. Włóczy się po mieście, jeździ nocnymi tramwajami. W tym czasie jego zdjęcie pokazuje już telewizja. Po czterech dniach policja zatrzymuje go na dworcu Wrocław Nadodrze.
Bo ja nie mogę z ludźmi

Badania psychiatryczne trwały osiem miesięcy. Wykazały, że Mirosław N. od młodości dużo pił, a alkohol łamał w nim hamulce moralne. Cechowała go łatwość popadania w gniewne nastroje, niska odporność na emocje. W aktach sprawy znalazła się między innymi i taka jego wypowiedź: „Bo ja nie mogę z ludźmi. Mogę zabić”. Konkluzją długich badań był wniosek: zabójca w chwili morderstwa nie miał zniesionej lub ograniczonej zdolności rozpoznania czynu. Ciąg logiczny został zatem zachowany: zbrodnia - świadomość jej popełnienia - konieczność wymierzenia kary.

Mirosław N. przyznał się do morderstwa, ale winą za nie obarczył ofiarę. Stwierdził, że Jan musiał zginąć z trzech powodów: „Oddał kał do łóżka, zmusił mnie do ponownego stosunku, straszył, że poinformuje więźniów w Nysie, że jestem homoseksualistą”.

Sąd nie uznał tych wyjaśnień za wiarygodne. Kał? Owszem, ofiara oddała go, ale ze strachu i na dywan, reakcja częsta u mordowanego człowieka. Straszenie ujawnianie orientacji homo? Absurd! Przecież zamordowany nie znał nawet imienia zabójcy. Przyczyn przestępstwa dopatrzono się zatem w zdegenerowanej osobowości Mirosława (liczba zadanych ciosów wskazywała skłonności sadystyczne), w alkoholu oraz w chęci rabunku. A to wskazywało, że mimo 8 lat odsiadki Mirosław N. nie rokuje szans na poprawę. Dobra opinia z Nysy? Zdaniem sądu ona świadczyła tylko o umiejętnościach przystosowawczych mordercy. Cwany był z niego lis. Lis zabójca.

Obrońca wniósł o przeprowadzenie ponownej obserwacji psychiatrycznej. „A po co? - zapytał sąd. - Ta, którą przeprowadzono, była wystarczająca”. Po czym późną jesienią 1992 roku skazał Mirosława N. na karę śmierci. Bynajmniej nie pod wpływem jego ostatniego słowa.

Mirosława N. nie powieszono jednak. Ci, którzy zajrzeli w akta sprawy, mają prawo westchnąć „niestety”, ale nie za głośno, żeby nie oberwać mianem obskuranta i nienawistnika. Mirosława N. nie powieszono, bo ostatni wyrok śmierci wykonano w Polsce w 1988 roku w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich. Na gwałcicielu i mordercy. Potem zaczął się sypać system, sprawiedliwość zmiękła i obowiązywało moratorium, czyli zawieszenie kary. A za demokracji zniesiono ją całkowicie w nowym kodeksie karnym z 1997 roku i zamieniono na dożywocie. Czy Mirosław N. przeczuwał te procesy dziejowe, gdy tak butnie prosił sąd o stryczek dla siebie? Wątpliwe.

Więzień skazany na dożywocie może się ubiegać o zwolnienie warunkowe po upływie 25 lat, przy czym w okres kary wlicza się także areszt. Kilkanaście dni temu minęło dokładnie tyle właśnie lat od dnia, gdy patrol policji zatrzymał Mirosława N. na dworcu Wrocław Nadodrze.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3