Obchody rocznicy Marszu Śmierci na Opolszczyźnie

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Po raz pierwszy w województwie zorganizowano też na tak szeroką skalę obchody rocznicowe tragicznych wydarzeń ze stycznia 1945 roku.
Po raz pierwszy w województwie zorganizowano też na tak szeroką skalę obchody rocznicowe tragicznych wydarzeń ze stycznia 1945 roku.
Udostępnij:
Do Kałkowa w gminie Otmuchów przyjechali przedstawiciele władz wojewódzkich, parlamentarzyści i samorządowcy. Uroczystości rocznicowe po raz pierwszy miały taką oprawę.

W Kałkowie koło Otmuchowa, gdzie na cmentarzu pochowano 24 ofiary Marszu Śmieci, odsłonięto nową tablicę pamiątkową.

Po raz pierwszy w województwie zorganizowano też na tak szeroką skalę obchody rocznicowe tragicznych wydarzeń ze stycznia 1945 roku.

Takich grobów jak w Kałkowie jest jednak na Opolszczyźnie wiele – w sąsiednim Morowie, w Głuchołazach, Charbielinie, Starym Lesie, Bodzanowie, Polskim Świętowie. Pochowano w nich ok. tysiąca więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz – Birkenau, innych podobozów i więzień na Górnym Śląsku. Na wielu z nich zabrakło w ostatnich dniach choćby zwykłej świeczki.

- Zima była wtedy bardziej mroźna niż teraz – opowiada Grzegorz Tomaszewski z Głuchołaz, więzień Auschwitz – Birkenau numer 149 894. – Powiedzieli nam, że to przesiedlenie obozu, kazali się zbierać przed barakami. Ludzie wyciągali koce, zabierali co kto miał. Chorych kładli na deskach. Stałem z boku i patrzyłem, aż podszedł do mnie SS-man i kazał mi odejść.

Grzegorz Tomaszewski miał wtedy 6 lat. W obozie Birkenau zginęła jego babka i matka. On przeżył, bo z grupką dzieci i ok. 7,5 tysiącem więźniów pozostał w obozie, który kilka dni później wyzwoliły oddziały radzieckie. 56 tysięcy więźniów SS popędziło pieszo, w kolumnach po kilkaset osób na zachód, do obozu Gross Rozen. W czasie tego Marszu Śmierci ginęło kilkanaście tysięcy. Po drodze zamarzali, umierali z wycieńczenia, chorób, głodu. Zabijano ich za karę, za ucieczkę innych, za znalezione niedozwolone rzeczy.

Tych, którzy umierali po drodze, chowano w przypadkowych miejscach. Jesienią 1945 roku w Bodzanowie koło Głuchołaz polskie władze ekshumowały kilka takich miejsc pochówków, a ciała ofiar przeniosły na miejscowy cmentarz.

- Zachowało się kilka fotografii z tej ekshumacji – mówi historyk dr Paweł Szymkowicz. – To dowód tragedii Marszu Śmierci.
Jeden z ostatnich żyjących uczestników marszu 96-letni Leon Foksiński spod Bielska Białej wspominał, że przez 10 dni wędrówki cztery razy dostali jedzenie. Nie pozwolono im nawet zbliżać się do wiejskich studni. Jedli więc śnieg. Spali pod gołym niebem, a tylko czasem w jakiś zabudowaniach czy stodołach. Leon Foksiński uciekł w czasie noclegu w Kolnowicach koło Głuchołaz. Dzień wcześniej widział, jak strażnicy rozstrzelali 138 więźniów. Ich grobu nigdy nie odnaleziono, mimo próśb byłego więźnia, aby jakaś instytucja zajęła się poszukiwaniami.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie