Oddani jak fani. Przejeżdżają tysiące kilometrów, by dotrzeć na koncerty

fot. Artur Fischer/marylarodowicz.pl
fot. Artur Fischer/marylarodowicz.pl
Po swoich idolach zbierają nawet filiżanki. I nie wszyscy to zakochane w artystach małolaty.

Bo kto powiedział, że fanem nie można być po pięćdziesiątce?

- Niektórzy rówieśnicy mocno są zbulwersowani moją przynależnością do fanklubu grupy Zakopower - uśmiecha się pani Anna Matykiewicz z Wałbrzycha, lat 51, mama dwójki dorosłych już dzieci. - Mówią, że to może już nie przystoi, są zdziwieni, że chce mi się gnać, czasem nawet kilkaset kilometrów, żeby znów być na koncercie. A mnie atmosfera tych koncertowych spotkań tak energetyzuje i pozwala na chwilę zapomnieć od rzeczywistości, że ani myślę rezygnować.

Zaczęło się od tego, że pani Ania pokochała Zakopane i wszystko, co wiąże się z góralszczyzną. Przeczytała o tamtych okolicach i ludziach wszystkie książki w miejskiej bibliotece w Wałbrzychu.

- No i zawołali mnie do telewizora, kiedy zespół Zakopower na festiwalu w Opolu w 2005 roku śpiewał utwór "Kiebyś ty"… - wspomina fanka Anna.
Posłuchała raz, dugi, trzeci, kupiła płytę "Music Hal", no i się zaczęło…

- Znajomi myśleli, że zwariowałam, że mam kryzys wieku średniego - śmieje się pani Ania. - Ale Zakopower to naprawdę moja pasja! Lubię ich muzykę, bo wzbudza we mnie pozytywne emocje, lubię mądre, życiowe teksty - proste i szczere i lubię fanklub, bo to grono fantastycznych ludzi, którzy podzielają wiele wspólnych pasji, nie tylko muzycznych.

Potrafi rzucić wszystko i jechać pociągiem do Zakopanego czy Warszawy, by być na koncercie lub nagraniu.

- Brałam udział w nagraniu DVD zespołu zatytułowanym "Koncertowo". Jak się nie mruga powiekami, to można mnie na nim nawet zobaczyć! - śmieje się pani Ania.

Żałuje tylko jednego - że jej muzycznych fascynacji nie podziela mąż. - Zabrałam go raz czy dwa na koncerty, podobało mu się, ale jego ta muzyka nie przewierca… - smuci się fanka. - Dlatego czasem, kiedy pojadę na kolejny koncert i mój mąż się o to trochę boczy, to muszę go przekupić jakimiś ciasteczkami…

Filiżanki po Maryli
Ewa Lewandowska z Gdańska Marylę Rodowicz poznała, kiedy miała 15 lat. Mówi, że artystka zjawiła się wtedy w jej życiu jak anioł stróż i bardzo pomogła. Jak - tego mówić nie chce. To osobiste sprawy.

Od tego czasu, czyli od 35 lat, pani Ewa - dziś już babcia tuż przed pięćdziesiątką - prowadzi fanklub królowej Maryli. Zna każdy strój i wcielenie artystki, wie, że królowa ma na koncie 900 swoich piosenek, a bodaj 1300 z tymi, które wykonała okazjonalnie. Była na ponad 600 jej koncertach. Ale i tak najbardziej cieszy ją zachwyt fanów młodszego pokolenia.

- Bo oni mają po dwadzieścia kilka lat i już byli na przykład na 100 koncertach - tłumaczy szefowa fanklubu. - Jeżdżą za Marylą wszędzie, wiedzą o niej często więcej ode mnie, a ci najbardziej oddani na przykład kolekcjonują filiżanki, z których pija artystka… Nieraz już kelnerzy łapali się za głowę - śmieje się pani Ewa. - Potem na przykład próbują polakierować ślad po szmince, który zostawiła Maryla, żeby go utrwalić. No, a są też tacy bezgranicznie w niej zakochani…

Zakochanych można znaleźć w każdym fanklubie. To stały i krótkotrwały element krajobrazu - twierdzą wieloletni fanklubowicze. Bo młodzieńcze fascynacje mają to do siebie, że mijają.

Marylę jej wierni fani kochać jednak mają za co. Od 7 lat co roku w okolicy świąt spotyka się z nimi na wigilii. W tym roku odbędzie się ona w połowie
stycznia w Warszawie. I co roku ma dla nich prezent - specjalnie na tę okoliczność nagraną płytę.

- W tym roku będzie już siódma z tej kolekcji - cieszy się pani Ewa. - Co na niej będzie - nie wiadomo. To jest dla nas zawsze niespodzianka.
Płyta dla fanów wydawana jest w nakładzie zaledwie kilkuset egzemplarzy. Ci, którzy dotrą na wigilię, a bywa ich zazwyczaj około setki, dostają ją od artystki. Reszta krążków jest rozsyłana po Polsce i świecie, bo wierni fani Maryli są też m.in. w Niemczech, Anglii, Czechach, Rosji i USA.
- Przylatują czasem też na koncerty do Polski - zapewnia pani Ewa. - Niestraszne im tysiące kilometrów.

Licznik bije cały czas
Trasy, nawet te w Polsce, które członkowie fanklubów pokonują, by uczestniczyć w występach swoich idoli liczone są w tysiącach kilometrów.
- Zabawiliśmy się w konkurs: kto zgadnie, ile kilometrów przejechaliśmy śladami koncertów Zakopowera tylko w 2008 roku - mówi Aleksandra Chruślicka z fanklubu grupy. - Wyszło nam, że 23 tysiące…

- My kilometrówki zliczać nie próbowaliśmy, ale wiem, że są tacy, którzy na koncert potrafili jechać ponad 300 kilometrów skuterem - opowiada Mariusz Burian, 22-latek, od 5 lat w fanklubie Bajmu. - Bywa też, że na 2-godzinny koncert w jedną stronę jedzie się 10 godzin, a potem wraca następne dziesięć.
Że to kompletnie nieracjonalne?!

- Przecież uczuć nie da się racjonalnie wytłumaczyć - ucina Mariusz. - Beata i chłopaki z zespołu dają nam takiego kopa, że warto dla niego przemierzyć kraj.
Oskar Domagała, 19-latek z Dąbrowy Górniczej, od kilku lat jest fanem Kayah. Jeździ na prawie wszystkie jej występy. Kilometrów na swoich biletach PKP z "koncertowych" podróży zliczył już 18 tysięcy…

- Początki były trudne, bo rodzice niechętnie mnie puszczali - wspomina. - Ale bodaj od 15. roku życia byłem na prawie każdym koncercie artystki. Oczywiście póki nie zacząłem zarabiać, o pieniądze musiałem prosić mamę i tatę. Ale że po pewnym czasie przekonali się, że to moja pasja, nic mi się złego nie dzieje i w szkole się nie opuszczam, to się przyzwyczaili.
Co go tak ciągnie na kolejny i jeszcze kolejny koncert?

- Dają mi niesamowicie dużo energii, ładuję akumulatory na dłuższy czas, ale przede wszystkim ja i jeszcze 4-5 innych osób widzimy się z Kayah - mówi. - Po tylu latach spotykania się po jej występach i wielu przegadanych godzinach po prostu się z nią przyjaźnimy. Wysyłamy sobie SMS-y na święta, relacjonujemy, co się u nas dzieje.
Dla najbliższych fanów artystka jest na tyle ważna, że nie chcąc przegapić ani jednego jej występu, w ubiegłym roku we wrześniu wsiedli w samolot i polecieli za nią do Londynu.
Koszty? - Tanio na pewno nie jest, ale zawsze przecież można jeździć stopem - przekonują członkowie fanklubów.
- No a poza tym fani świetnie się organizują - zbierają po drodze i jadą jednym samochodem, zrzucają się na jeden pokój w hotelu czy śpią u siebie, bo przecież pochodzą z różnych krańców Polski - stwierdza Karolina Podgórska z fanklubu Andrzeja Piasecznego.

Listy zamiast forum
Wiesława Pałkowska od 1988 roku prowadzi fanklub Edyty Geppert. Jej muzyczne guru do dziś nie wie, że fanka, by móc sobie pozwolić na wyjazd na koncert za czasów, gdy była na utrzymaniu rodziców, rezygnowała na przykład z… wykupienia bloczków obiadowych. Zamiast obiadów żywiła się potem kanapkami, ale na koncert miała!

Pani Wiesia z rozrzewnieniem wspomina też, że kiedy założyła fanklub, nie było jeszcze internetu czy komórek. Fanklubowicze każdy koncert, na którym byli, relacjonowali sobie… listownie.

- Takich listów pisało się oczywiście po kilka i rozsyłało w kilka punktów Polski - opowiada. - Opisywaliśmy w nich swoje wrażenia, dzieliliśmy się tym, czy udało się zdobyć autograf, ale też skrupulatnie spisywaliśmy, jakie piosenki zaśpiewała Edyta Geppert i z jakimi muzykami grała.
Wiesława Pałkowska z tamtych czasów ma też kilkanaście pękatych zeszytów formatu A4, w które wklejała każdy wycinek prasowy, jaki zalazła o Edycie Geppert.

- Nawet taki, w którym była po przecinku wymieniona wśród kilkunastu innych artystów - śmieje się 38-letnia dziś pani Wiesława. - Potrafiłam też nagrywać radiowe audycje z Edytą lub o niej i pieczołowicie spisywać je w takim zeszycie… Te zeszyty wędrują teraz ze mną z mieszkania do mieszkania. Nie potrafiłabym się z nimi rozstać.

To nie tylko gwiazdy
Fanom gwiazd czasem udaje się też ściągnąć je na zorganizowane przez fankluby zloty.
- Spotykamy się cyklicznie nad jeziorem Zagłębocze niedaleko Lublina, skąd pochodzi Beata - opowiada Mariusz z fanklubu Bajmu. - W miarę możliwości na tych spotkaniach pojawia się też oczywiście wokalistka z mężem, który jest jej menedżerem. Oczywiście "po cywilu", więc zdarzało się, że postronne osoby nawet jej nie poznawały. Kto widział ją tylko w telewizji, nie wie, że to drobna, niewysoka, filigranowa kobieta.
W Zabrzu natomiast zjeżdżają się od czasu do czasu fani Jacka Stachurskiego. - Wynajmujemy klub, przywozimy płyty Jacka, słuchamy muzyki i cieszymy się swoją obecnością - kwituje Patrycja Bache z fanklubu.

Bo - co podkreślają członkowie wszystkich fanklubów - wokół gwiazd tworzą się małe społeczności ludzi nie tylko o podobnych zainteresowaniach.
- My sobie zwyczajnie, w razie potrzeby pomagamy - mówi Ewa Lewandowska z fanklubu Maryli Rodowicz. - Na forum rozmawiamy nie tylko o muzyce, ale i o naszych codziennych sprawach. Zwierzamy się sobie, radzimy, dodajemy otuchy.

- Spędzamy ze sobą urlopy, odwiedzamy się, przyjaźnimy w podgrupach - dodaje Mariusz Burian. - Te zażyłości są na tyle duże, że u nas doczekaliśmy już nawet małżeństwa, a ono swoich dzieci. Na koncerty Bajmu nadal jeżdżą - teraz już z maluchami.

W fanklubach są studenci, ale też lekarze, prawnicy czy dziennikarze. Do fanklubu Maryli należy nawet trzech duchownych. Wieloletni fanklubowicze znajdują też czasem pracę przy swoich gwiazdach. Ktoś ich wypatrzy, pozna i doceni. Karolina Podgórska jest menedżerem koncertowym Andrzeja Piasecznego, Ewa Lewandowska sprzedaje płyty Maryli podczas koncertów, a Wiesława Pałkowska prowadzi stronę internetową Edyty Geppert.
- Na pewno łatwiej i szybciej nawiązuje się współpracę z artystą po tak długiej i bliskiej znajomości - śmieje się Karolina Podgórska.
Przeciwnie do kibiców sportowych fani artystów potrafią też wspierać i współpracować z fanklubami innych artystów.

- Bardzo intensywna jest na przykład współpraca fanklubów artystów skupionych w Kayaksie - mówi Aleksandra Chruślicka z fanklubu Zakopowera.
Ale bywa też nuta zdrowej, sportowej rywalizacji. W 2006 roku, kiedy Maryla Rodowicz i Andrzej Piaseczny byli gwiazdami letniej trasy Lata z Radiem, ich fankluby namówiły artystów, by rozegrać mecz piłkarski z ich udziałem.

- Andrzej zgodził się szybko, choć potem - im bliżej było spotkania, tym bardziej próbował się wycofać - śmieje się Karolina Podgórska, od 14 lat fanka, od 3 szefowa fanklubu "Piaska". - Ale nie miał wyjścia, bo nie dość, że Maryla się zgodziła, to jeszcze przygotowaliśmy to spotkanie uważnie.
- To było w Gdyni, rankiem przed ostatnim koncertem tej trasy - dodaje Ewa Lewandowska z fanklubu Maryli Rodowicz. - Wynajęliśmy boisko, zrobiliśmy drużynowe koszulki, które zasponsorowało Lato z Radiem. Maryla stała na bramce, a Andrzej grał ze swoimi.

- My wygraliśmy, było dwa do jednego - uśmiecha się Karolina. - I już wiemy, że jak tylko kiedyś znów spotkamy się na trasie, to bez rewanżu się nie obejdzie - śmieje się fanka.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
e tam, karola ściemnia :)

Karola ściemnia - w meczu FC Piasek - FC Maryla było 1:1

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3