To sygnał dla rządzących, że potrafimy się zjednoczyć. Liczymy, że ministerstwo uzna nasze straty spowodowane suszami w uprawach kukurydzy i rzepaku - mówi Wojciech Kozłowski.

Jak opowiada Kozłowski, to było spontaniczne skrzyknięcie się z dnia na dzień i w efekcie w piątek (11 stycznia) na drogę ze Skarbimierza do Opola wyjechało 40 ciągników.

Chcemy pokazać rządzącym, że potrafimy się zjednoczyć w swojej sprawie i nie ma znaczenia, czy jeden prowadzi hodowle, drugi uprawy, a trzeci jest sadownikiem - mówi Wojciech Kozłowski, który w gminie Olszanka prowadzi od 6 lat 35-hektarowe gospodarstwo, które przejął po dziadku.

Uprawia pszenicę, kukurydzę i rzepak.

- Po ubiegłorocznej suszy rząd uznał, że w zbożach i buraku w naszym powiecie ponieśliśmy straty, ale już w kukurydzy i rzepaku - nie. Co należałoby rozumieć, że na jedne uprawy padał deszcz, a nie inne nie. Oczekujemy, że minister zmieni decyzję w naszej sprawie. Jeśli nie, to będziemy protestować.

Brzescy rolnicy mają umówione spotkanie w Sejmie w przyszłym tygodniu. Zaproszony na nie został także minister rolnictwa i brzeżanie liczą, że pojawi się na tym spotkaniu.

Kozłowski podkreśla, że z powodu suszy rolnicy notują podwójne, a nawet potrójne straty: raz z racji braku rekompensat za niższe plony, dwa z powodu tego, że mniej dostarczyli do skupu, wreszcie - z powodu kar, jakie nakładają na rolników firmy, z którymi podpisali kontrakty. - Mój kolega z tego powodu dostał 11 tys. zł kary, bo nie miał żadnej podkładki na to, że jego też dotknęła szua - wyjaśnia Kozłowski.

Protest polegał na przejeździe ze Skarbimierza do Opola (do ronda we Wrzoskach), a następnie drogą 39 do węzła autostradowego "Prądy".

- Chcemy, żeby zobaczyło nas jak najwięcej ludzi - podkreśla Kozłowski.

Autostrady, bramki, systemy płatności - jak ominąć korki?