Opole. Pieskie życie Bacy. Dzięki Waszemu zaangażowaniu podhalańczyk zaczyna nowe życie w Małopolsce

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Baca trafił pod skrzydła Fundacji Człowiek Dla Zwierząt i powoli uczy się, że opiekun może być najlepszym przyjacielem.
Baca trafił pod skrzydła Fundacji Człowiek Dla Zwierząt i powoli uczy się, że opiekun może być najlepszym przyjacielem. Robert Stelmach Fotografia
Historia zaniedbanego psa poruszyła naszych czytelników. Inspektorzy - gdy do niego dotarli - sądzili, że jedynym ratunkiem będzie eutanazja. Tu jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji i dzięki Waszej pomocy Baca zaczyna nowe życie w Małopolsce wśród innych owczarków podhalańskich.

- Po wielu latach poniewierki los się do niego uśmiechnął. Gdy nagłośniliście jego dramatyczną historię ludzie ruszyli z pomocą - mówi Aleksandra Czechowska z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Opolu. - Udało się sfinansować budowę kojca i zakup nowej leżanki, a Baca trafił pod skrzydła fundacji w Małopolsce, gdzie będzie cieszył się życiem wśród innych podhalańczyków. Na razie jest nieufny i straszy swoje nowe psie koleżanki zębami, ale trzeba dać mu czas, bo on wiele wycierpiał. Wprowadzanie do stada przebiegło jednak obiecująco i jestem o niego spokojna. Trafił do cudownych osób, które wiedzą, jak przywrócić mu wiarę w ludzi.

Baca jako szczeniak był śliczną, puchatą kuleczką. Początkowo żył w domu, później urósł i trafił do kojca. Gdy dom właścicielki spłonął, nie znalazło się już dla niego miejsce przy człowieku.

Zbudowano mu prowizoryczny kojec przy zgliszczach budynku, w którym nikt już nie mieszkał.

Właścicielka straciła zainteresowanie psem, dlatego doglądał go wujek. Jak twierdzi - z dobroci serca, nie z obowiązku. Zdaniem wolontariuszy jakość tej opieki pozostawiała wiele do życzenia. Pies był w fatalnym stanie psychicznym, miał też mocno zaniedbaną sierść.

- To potwornie smutna historia. Baca żyje, choć pewnie wolałaby odejść na zawsze - mówiła krótko po tej interwencji Aleksandra Czechowska z opolskiego TOZ-u. - W trakcie kontroli w misce nie było nawet wody. Pies żył w samotności, brudzie i chłodzie. To 11-letni staruszek, wyniszczony fizycznie i psychicznie przez człowieka, dlatego pierwsza myśl była taka, że jedynym rozwiązaniem będzie eutanazja, by on dalej nie musiał cierpieć.

Działacze organizacji prozwierzęcej postanowili jednak walczyć o zniszczonego przez ludzi podhalańczyka. Nie prosili o typową adopcję, bo wiedzieli, że Baca nie ma na nią szans. Szczytem marzeń był kawałek ogrodu, w którym będzie można postawić bezpieczny kojec dla psa.

- To tak niewiele, ale dla wylęknionego Bacy, to raj. Tylko i aż tyle przed końcem tego marnego dotąd życia - mówiła wolontariuszka.

I tu zdarzył się cud. Losem psa zainteresowała się fundacja z Małopolski, która obiecała przyjąć Bacę. Budowę kojca i transport sfinansowali m.in. czytelnicy poruszeni niedolą psa. - Na starość zaczyna nowe życie, a my trzymamy za niego kciuki, aby miał jeszcze szansę nadrobić stracone lata - uśmiecha się Aleksandra Czechowska.

PSL chce restrykcji dla niezaszczepionych

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie