Opole. Sprawa Kacpra Lubiewskiego. 16-letni prymus z III LO stanie przed sądem? Sędzia chce się wyłączyć z rozpatrywania sprawy

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Sprawa ma związek z ubiegłorocznym „Spacerem dla przyszłości”, czyli protestem organizowany przez Ogólnopolski Strajk Kobiet oraz Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. 9 grudnia 2020 r. protest odbył w szeregu polskich miast, m.in. w Opolu. Kacper, który od lat walczy na rzecz poprawy klimatu, był jednym z aktywistów. Fot. Leszek Myczka
Obrońca nastolatka zapoznał się z sądowymi aktami. Wiadomo, że sprawa dotyczy demoralizacji, której przejawem miało być użycie przez młodego aktywistę klimatycznego... megafonu. Teraz sąd będzie musiał zdecydować, czy w ogóle ją prowadzić.

- Sąd zarejestrował sygnaturę i tym samym nadał sprawie oficjalny bieg - mówi mec. Jacek Różycki, obrońca Kacpra Lubiewskiego. - Teraz, na posiedzeniu niejawnym może zdecydować o odmowie wszczęcia postępowania lub skierować sprawę na rozprawę. Rzecz dotyczy demoralizacji, której przejawem - w ocenie policji - miało być użycie przez młodego aktywistę klimatycznego megafonu.

Wydarzenia, które opisaliśmy w styczniu, wywołały ogromne emocje wśród naszych czytelników.

16-letni Kacper Lubiewski, uczeń III LO w Opolu, zdziwił się, gdy w bramie jego domu stanął kurator sądowy. Chłopak ma wybitne osiągnięcia w nauce, nigdy też nie sprawiał problemów wychowawczych. Okazało się, że policja uznała, iż warto sprawdzić, czy aktywista klimatyczny nie jest zdemoralizowany.

- Pani kurator i powiedziała, że policja skierowała moją sprawę do sądu rodzinnego. Chodziło o grudniową manifestację Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, która odbyła się między innymi w Opolu. Zarzucano mi, że użyłem wtedy megafonu, szkodząc w ten sposób środowisku - mówił w rozmowie z nto Kacper Lubiewski. - Opowiedziała o procedurach i dodała, że w najgorszym wypadku grozi mi poprawczak. Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę.

Do sprawy została wylosowana sędzia Monika Ciemięga z III Wydziału Rodzinnego Sądu Rejonowego w Opolu. Zdecydowała ona jednak, że chce się wyłączyć z jej prowadzenia.

- Mecenas Jacek Różycki, który broni 16-latka, jest również moim obrońcą w sprawie dyscyplinarnej (dotyczy ona niestawienia się przed rzecznikiem dyscyplinarnym - przyp. red.). Zachodzi obawa, że mogłabym nie być obiektywna, stąd taka decyzja - mówi sędzia Ciemięga.

Gdy na biurko sędzi trafią akta, złoży ona stosowne oświadczenie. Później zostanie wylosowany sędzia, który ostatecznie zdecyduje o wyłączeniu jej bądź nie z prowadzenia sprawy Kacpra.

Policja utrzymuje, że mundurowi dwukrotnie zwracali uwagę nastolatkowi, iż używanie urządzenia nagłaśniającego jest zabronione. Później poinformowali o sprawie sąd (chłopak twierdzi, że odłożył megafon po pierwszym upomnieniu i dalej przemawiał już bez nagłośnienia - przyp. red.).

Ten z kolei wysłał do domu Kacpra kuratora, który miał m.in. rozpoznać aktualną sytuację opiekuńczo–wychowawczą chłopca i sprawdzić, czy realizuje on obowiązek szkolny.

Sąd poinformował w wydanym w styczniu oświadczeniu, że dysponuje już sprawozdaniem z wywiadu środowiskowego. Wynika z niego "że brak jest jakichkolwiek przesłanek do wszczęcia sprawy o demoralizację nieletniego, ani podstawy do wszczęcia sprawy o ograniczenie władzy rodzicielskiej rodzicom".

- W aktach sprawy są notatki policyjne, oświadczenia, nagrania z protestu, a także screeny z Facebooka 16-latka. Na tych ostatnich widać ogłoszenie o Młodzieżowym Strajku Klimatycznym w Opolu - mówi mec. Różycki. - Z wywiadu kuratorskiego nie wynika, by Kacper był zdemoralizowany, ale teraz wszystko w rękach sądu. Do sprawy włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich, który wniósł o odmowę wszczęcia postępowania bądź o jego umorzenie. Jestem dobrej myśli.

Kacper jest nieletni, więc nie może zostać skazany. Hipotetycznie, w najczarniejszym scenariuszu, sąd mógłby orzec o zastosowaniu wobec niego środka wychowawczego, czyli na przykład oddać go pod dozór kuratora lub umieścić w ośrodku poprawczym.

- Na początku byłam zdziwiona, tym co się wydarzyło. Teraz zdziwienie ustąpiło miejsca irytacji - mówi Violetta Lubiewska, mama Kacpra. - Irytuje mnie działanie policji, bo tyle jest poważnych spraw, którymi mogliby się zająć, a oni tracą czas na ściganie nastolatków i to na koszt podatnika. Nie szukaliśmy rozgłosu, ale skoro już zostaliśmy w tę sprawę uwikłani, to chcemy pokazać, że nie można dać się zastraszyć. Za dzień lub dwa na miejscu Kacpra może być przecież każdy, kto ośmieli się wyrazić sprzeciw wobec działania władz.

Trzecia fala - ważne zmiany

Wideo

Dodaj ogłoszenie