Opolski trener Marcin Chociaj zna tajniki pracy w tak wielkim klubie jak Juventus [WYWIAD, ZDJĘCIA]

Wiktor Gumiński
Wiktor Gumiński
Marcin Chociaj (w środku) pracuje z młodzieżą trenującą w Juventus Academy od 2012 roku. Sprawia mu to dużo radości.
Marcin Chociaj (w środku) pracuje z młodzieżą trenującą w Juventus Academy od 2012 roku. Sprawia mu to dużo radości. archiwum prywatne
Udostępnij:
Pochodzący z Opolszczyzny szkoleniowiec Marcin Chociaj już od ośmiu lat zaangażowany jest w realizację programu Juventus Academy. Tym samym przekazuje młodzieży na całym świecie wartości, jakimi w swojej pracy kieruje się wielki klub z Turynu, mający w swoim dorobku aż 35 tytułów mistrza Włoch.

Dzięki pracy w Juventus Academy zwiedził pan już kawał świata.
Chiny, Kanada, Stany Zjednoczone, Portoryko, Dominikana - trochę się tego uzbierało, jeżeli dodać, że bierzemy pod uwagę tylko kraje pozaeuropejskie. Zawsze spędzałem na tych wyprawach po parę tygodni, a w dodatku w Chinach czy w Kanadzie udało mi się odwiedzić po kilka miast. Po Europie Juventus wysyła głównie włoskich trenerów, więc niejako łatwiej było mi pracować na pozostałych kontynentach.

Któryś z dalekich wypadów szczególnie mocno zapadł panu w pamięć?
Pierwszy z nich, do USA, dokładnie do Houston. Kiedy po raz pierwszy zadzwonili do mnie z Turynu z propozycją wyjazdu, było to niesamowite przeżycie. Tak naprawdę jednak każde doświadczenie było bardzo cenne, ponieważ wszędzie napotykałem inne realia, a zarazem różne wyzwania. Pracowaliśmy nad tym, by wszystko odbywało się zgodnie z najważniejszymi zasadami, jakimi w swoim funkcjonowaniu kieruje się Juventus

Jakie to zasady?
Przede wszystkim dotyczące odpowiedniej jakości i liczebności boisk. Czasem w naszych obozach brało bowiem udział nawet po 300 osób. Co jednak równie kluczowe, dzieci nie mogły ani przez moment zostawać same. Była specjalna osoba oddelegowana do pilnowania tego, by każdy z młodych graczy został odebrany przez rodzica. W sumie jednak największe obostrzenia to mieliśmy my, trenerzy. Musieliśmy bowiem zapoznać się ze specjalnym, 30-stronnicowym dokumentem, który określał co możemy, a czego nie. Trzeba było naprawdę uważać, żeby niczego nie zaniedbać.

Zatem jakie zapisy znajdowały się w tym dokumencie?
Za dużo nie mogę zdradzić, bo to dokument tajny. Niemniej jednak dotyczyły one m.in. takich kwestii jak zachowanie w hotelu i ogólnie poza boiskiem oraz określały, kiedy mogę wyjść na miasto w stroju Juventusu. Ogólnie wiązały się z szeroko pojętą etykietą. Zanim jednak otrzymałem pierwszą propozycję wzięcia udziału w zagranicznym obozie, Juventus przez długi czas wnikliwie monitorował moją pracę. Możliwość wyjazdu do Houston dostałem dopiero po trzech latach.

W jakich okolicznościach zaczęła się w ogóle pańska współpraca z Juventus Academy?
Kiedy Juventus organizował w Polsce obozy piłkarskie dla dzieci, jako jedynemu trenerowi z Opola udało mi się na nie dostać. Mieliśmy jechać w trójkę, bo miało być więcej turnusów, ale ostatecznie ich liczba została zredukowana dwukrotnie i zostałem tylko ja. Pomógł mi też chyba fakt, że rok wcześniej brałem udział w obozie Ajaxu Amsterdam we Wrocławiu, organizowanym przez tą samą firmę. Na obozach Juventusu spędziłem trzy tygodnie, ale w sumie już po tygodniu zaproponowano mi pracę jako koordynator akademii w Krakowie. By otrzymać tą posadę, musiałem jednak udać się na obowiązkowe szkolenie do Turynu.

Jak ono wyglądało?
Było jednym z najlepszych, w jakich kiedykolwiek brałem udział. Oprócz samego oglądania treningów i spotkań grup dziecięcych, przez cały tydzień do południa mieliśmy zajęcia, normalnie jak na studiach. Tematy wykładów dotyczyły różnych zagadnień. Prowadzili je m.in. psychologowie czy lekarz, który pracuje nie tylko z akademią, ale i z pierwszą drużyną. Wszyscy szczegółowo opowiadali, na co szczególnie trzeba zwracać uwagę w pracy z dziećmi. Łącznie uczestniczyłem w szkoleniach w Turynie już trzykrotnie i za każdym razem dowiadywałem się czegoś nowego.

Praca z psychologiem jest w Juventusie obowiązkowa?
Tak. Juventus zatrudnia firmę, którą prowadzi profesor Giuseppe Vercelli, twórca tzw. modelu sfera, pracujący z pierwszą drużyną. W Akademii w Turynie, na każdą grupę złożoną z 32 dzieci przypada pięciu trenerów i jeden psycholog, który jest ściśle przydzielony do określonego zespołu. Są to pracownicy profesora Vercelliego. Obecni są oni na każdym treningu, podczas którego udzielają szkoleniowcom dużo podpowiedzi. Spotykają się też z całą grupą już po zajęciach. Co jednak ciekawe, nie wszyscy psychologowie są w Juventusie zatrudnieni na umowę o pracę. Niektórzy np. pracują rano w szkole, a potem przyjeżdżają do klubu i spędzają w nim resztę dnia. Nie jest im łatwo, bo stawiane przed nimi wymagania są naprawdę bardzo wysokie. Po roku Juventus weryfikuje, czy ktoś się nadaje do pełnienia zarówno roli psychologa, jak i trenera, czy też nie.

Udało się panu również zobaczyć jakiś trening pierwszego zespołu?
Niestety nie, na jego zajęcia dostać się jest bardzo trudno. Jeszcze kiedy zarówno akademia, jak i seniorzy trenowali w ośrodku Vinovo, czasami można było zobaczyć z bliska największe gwiazdy, lecz oczywiście nie na boisku. Tak udało mi się zrobić zdjęcie z Gianluigim Buffonem, bo na większą rozmowę niestety nie było czasu. Teraz jednak członkowie akademii prawie w ogólnie nie mają już styczność z pierwszą drużyną, ponieważ ta przeniosła się do Continassy. Wyjątek ma miejsce w okolicach świąt Bożego Narodzenia, kiedy organizowane jest specjalne wydarzenie, podczas którego dzieciaki mogą spotkać się z seniorami. Jednym z jego elementów jest też bankiet dla wszystkich trenerów pracujących w Juventusie.

Czyli z Wojciechem Szczęsnym albo Aleksandrą Sikorą nie miał pan bezpośredniego kontaktu?
Ja osobiście nie, ale mój były szef z Piekary Śląskich i Rzeszowa ma kontakt z Wojtkiem. Kiedy reprezentacja Polski trenowała w Arłamowie, wszyscy bramkarze z tych dwóch ośrodków mogli tam jechać i liczyć na drobny upominek ze strony polskiego golkipera Juventusu. Ola ma z kolei na bieżąco kontakt i z Piekarami, i z Rzeszowem, zawsze sympatycznie odpisując na otrzymane wiadomości. Oczywiście, nie jest łatwo spotkać się z nią w Polsce, ale jeżeli ktoś będzie w Turynie i da wcześniej znać, że trenuje w Juventus Academy, to myślę, że na pewno się z nim spotka. W przypadku seniorów o taką możliwość jest nieporównywalnie trudniej.

A można natknąć się na największe gwiazdy Juventusu podczas organizowanych w Turynie mistrzostw świata dla wszystkich członków Juve Academy?
Podczas ostatniego takiego turnieju zawodników pierwszego zespołu nie było, ale kluczowe mecze rozgrywane były na Allianz Stadium, czyli głównym stadionie Juventusu. Z trybun obserwowali bacznie je prezes klubu Andrea Agnelli i wiceprezes Pavel Nedved. Co ważne, widać było, że naprawdę interesują się boiskowymi wydarzeniami, a ponadto nie odgradzali się również od kibiców. Można było do nich śmiało podejść i poprosić o autograf bądź wspólne zdjęcie. Z powszechnie znanych postaci, młodzi gracze mogli jeszcze spotkać Gianlucę Pessotto, będącego jedną z twarzy akademii Juventusu. W turnieju łącznie brały udział bodajże 64 drużyny, w dwóch kategoriach wiekowych: młodzika i orlika. Wszystkie były zakwaterowane w jednym ośrodku, więc dla naszych dzieci było to niesamowite przeżycie. Mogły one nie tylko zmierzyć się z rówieśnikami z innych kontynentów na boisku, ale również zawrzeć ciekawe znajomości.

Jak prężnie działa aktualnie projekt Juventus Academy?
W Polsce funkcjonuje ona obecnie w ośmiu miastach: Rzeszowie, Piekarach Śląskich, Toruniu, Bydgoszczy, Warszawie, Gdańsku, Legnicy i Wrocławiu. Na świecie natomiast działają one na każdym kontynencie oprócz Antarktydy (uśmiech). Teraz jednak już Juventus unika masowego otwierania nowych ośrodków, żeby bardziej skupić się na jakości. We Włoszech kiedyś miał otwartych 99 szkółek, a potem zmniejszył ich liczbę do 20, właśnie w celu zwiększenia efektywności wykonywanej pracy.

Co panu daje praca w Juventus Academy?
Najbardziej rozwinąłem się pod względem organizacji pracy oraz pod kątem psychologicznym. Dzięki współpracy z Juventusem przekonałem się, jak zachowanie trenera wpływa na zawodników biegających po boisku. Co ważne, uczyłem się tego nie z prezentacji, a w praktyce, tak jak to powinno wyglądać. Co do organizacji pracy, to kiedy jako trener przychodziłem na boisko, cały sprzęt niezbędny do przeprowadzenia zajęć musiał być już odpowiednio rozstawiony. Na to w klubie kładą bardzo duży nacisk, bo przestrzegając tej zasady nie traci się czasu na zbędne rzeczy i tym samym intensywność zajęć znacząco wzrasta. Ponadto podszlifowałem też język angielski, ponieważ musiałem go używać praktycznie na bieżąco. Nauczyłem się nawet trochę włoskiego. Jestem już w stanie zrozumieć, co się do mnie mówi i generalnie znam terminologię piłkarską, co uważam za duży plus. Nadal współpracuję z ośrodkiem Juventus Academy w Rzeszowie i jestem otwarty na kolejne ekscytujące wyzwania.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie