Opolszczyźnie, podobnie jak innym regionom, grozi bardzo poważna w skutkach susza - ostrzegają naukowcy.

Eksperci z Uniwersytetu Rolniczego, przedstawiciele środowiska rolniczego i samorządowcy dyskutowali o tym na konferencji w Zakrzowie w gm. Polska Cerekiew. Naukowcy alarmowali, że wody już brakuje, a z roku na rok może być coraz gorzej. - Następne pokolenia mogą stać się świadkiem niemożliwości uprawy ziemniaka w naszym kraju ze względu na brak odpowiedniej dostępności do wody. Problem suszy to socjoekonomiczne zagadnienie, które dotyczy już całego społeczeństwa. Susza, wolno jak rak, potrafi zabijać rolnictwo z potężną siłą, zostawiając efekty takie jak w 2018 roku - mówi Bogusław Berka, prezes zarządu firmy Agromax, która współorganizowała konferencję.

Efektem konferencji są wnioski, które trafią do Ministerstwa Rolnictwa. Czytamy w nich m.in., że gospodarze powinni lepiej wykorzystywać zasoby wody opadowej poprzez ograniczenie tzw. odpływu powierzchniowego i wgłębnego czy zmniejszenie parowania z powierzchni gleby. Naukowcy mówią także, że trzeba zwiększyć częstotliwość stosowania niektórych zabiegów agrotechnicznych: płytszej podorywki, głęboszowania czy uprawy bezorkowej z pogłębiaczem.

- Należy zwrócić szczególną uwagę na konieczność zintegrowania nawożenia z zawartością wody w glebie. Niewłaściwe stosunki powietrzno-wodne w glebie w połączeniu z nieprawidłowym nawożeniem mogą spowodować spadek plonu i wtórne pogorszenie żyzności gleby - podkreśla prof. Krzysztof Ostrowski z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

Takie działania tylko ograniczą skutki suszy, bo problemy wyeliminować całkowicie się nie da w związku ze zmianami klimatu. - Musimy w niedalekiej przyszłości liczyć się z coraz większymi ograniczeniami w możliwościach wykorzystania wody w życiu codziennym - podsumowuje prof. Marek Ryczek z Uniwersytetu Rolniczego.

Rozsypali jabłka, podpalili opony, a na torach ułożyli martwą świnię. Protest rolników w Warszawie