Ozimek: czekają konsultacje ws. podwójnych nazw

Mariusz JarzombekZaktualizowano 
Przy wjeździe do Ozimka stoją wyłącznie polskie tablice. Po drugich konsultacjach być może  nic się nie zmieni - część mieszkańców miasta z pewnością będzie przeciwko nazwie "Malapane”.
Przy wjeździe do Ozimka stoją wyłącznie polskie tablice. Po drugich konsultacjach być może nic się nie zmieni - część mieszkańców miasta z pewnością będzie przeciwko nazwie "Malapane”. Mariusz Jarzombek
Spotkania i głosowanie mieszkańców trzeba powtórzyć, bo przy poprzednich zawalili urzędnicy.

Głosowania w 16 wsiach i osiedlach odbyły się przełomie 2008 i 2009 roku. W czasie spotkań doszło do kilku nieprawidłowości.

O tym, jakich uchybień dopuścili się urzędnicy, czytaj w piątkowym Tygodniku Opolskim. Powiatowy dodatek do Nowej Trybuny Opolskiej kupisz w kioskach i sklepach na terenie powiatu opolskiego.

Czytaj e-wydanie »

polecane: Wybory 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 39

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Ł
ŁUKASZ
No tak ,nawet Burmistrz Ozimka jest z ramienia mniejszości niemieckiej choć z niemcami to nic wspólnego nie ma,pewnie znalazł kiedyś feniga i włożył go w paszport na cięzkie czasy, niemiecki adler mu sie odbił na zdjęciu i myśli że ma niemiecki paszport.
D
Dr. Ch.
Federalne Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało o tym pana Hamburę w październiku 2009 roku w odpowiedzi na jego pismo skierowane do kanclerz Merkel.
Kompromitujące dla pana mecenasa, że nie zna aktualnego stanu prawodastwa. Pogooglowałby trochę i wiedziałby, że pismo skierowane do p. Merkel było bezzasadne. Nie wspominam już innych bajkopisarzy na tym forum, którzy powołują się na te same bzdury jako sprawy niezałatwione, bo od nich nie można oczekiwać aż tak wzniosłego poznania, skoro sam pan mecenas nie był na czasie.
S
Star
W NIEMCZECH WCIĄŻ OBOWIĄZUJE NAZISTOWSKIE PRAWO! CO NA TO UNIA?

W Niemczech wciąż obowiązuje nazistowskie prawo uchwalone przez hitlerowską III Rzeszę, które nie uznaje polskiej mniejszości narodowej.
Dokument ten został podpisany 27 lutego 1940 r. przez feldmarszałka Hermanna Goeringa, szefa Rady Ministrów na Rzecz Obrony III Rzeszy. Rozporządzenie nakazywało rozwiązanie wszelkich stowarzyszeń polonijnych oraz konfiskatę ich mienia bez możliwości zgłaszania jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych

Wbrew temu, co się częstokroć twierdzi, tak zwane dekrety Göringa z roku 1940, wspomniane w artykule „Rz", również nie odnosiły się do kwestii statusu, lecz dotyczyły zakazu istnienia polskich stowarzyszeń i związków. Przedstawiciele Związku Polaków w Niemczech oraz pan mecenas Hambura żądają unieważnienia dekretów. Tymczasem ich anulowanie nastąpiło już dawno temu. Akty bezprawia reżimu nazistowskiego, zgodnie z art. 123 ustawy zasadniczej, straciły bowiem swą ważność z wejściem w życie niemieckiej konstytucji. Dotyczy to także dekretów Göringa. Ponowne unieważnienie przez Bundestag nie jest już zatem konieczne. Federalne Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało o tym pana Hamburę w październiku 2009 roku w odpowiedzi na jego pismo skierowane do kanclerz Merkel.
S
Star
Polakom nie przywrócono statusu mniejszości narodowej, więc adwokat Stefan Hombura zakłada partię – zapowiada “Rzeczpospolita”.

Polska partia na Litwie od lat nie potrafi zrealizować podobnych celów, czy tak też stanie się w Niemczech – zastanawia się “Rzeczpospolita”.

PAP/drr

Nie dajmy się zwieść: polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy to po prostu historia sukcesu.

Listy: „Polska partia w Niemczech”

25.02.2011, czytelnik Rzeczpospolitej

W artykule „Polska partia w Niemczech" (Jarosław Kałucki, „Rz", 23.02.2011 roku) adwokat Stefan Hambura i prezes Związku Polaków w Niemczech Marek Wójcicki wypowiedzieli się krytycznie na temat sytuacji obywateli niemieckich polskiego pochodzenia mieszkających w Niemczech. Integrację polskich imigrantów ze społeczeństwem niemieckim można określić jako historię sukcesu. Od wielu dziesięcioleci do Niemiec napływają ludzie pochodzący ze wszystkich części Europy i świata. Mieszkają tam, pracują i w wielu przypadkach osiedlają się na stałe. Ze wszystkich grup imigrantów żadna chyba nie zintegrowała się z niemieckim społeczeństwem tak dobrze jak Polacy.

Liczne dzisiaj w Niemczech grupy imigrantów – wywodzących się między innymi także z Turcji, Włoch, Hiszpanii czy Afryki Północnej – różnią się od mniejszości narodowych: te bowiem żyją z dawien dawna na terytorium innego państwa. Dlatego w traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, który Niemcy i Polska zawarły w roku 1991, rządy obydwu krajów także rozróżniają między „członkami mniejszości niemieckiej w Rzeczypospolitej Polskiej" a „osobami w Republice Federalnej Niemiec, posiadającymi niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej", regulując tym samym zgodnie kwestię statusu.

Wbrew temu, co się częstokroć twierdzi, tak zwane dekrety Göringa z roku 1940, wspomniane w artykule „Rz", również nie odnosiły się do kwestii statusu, lecz dotyczyły zakazu istnienia polskich stowarzyszeń i związków. Przedstawiciele Związku Polaków w Niemczech oraz pan mecenas Hambura żądają unieważnienia dekretów. Tymczasem ich anulowanie nastąpiło już dawno temu. Akty bezprawia reżimu nazistowskiego, zgodnie z art. 123 ustawy zasadniczej, straciły bowiem swą ważność z wejściem w życie niemieckiej konstytucji. Dotyczy to także dekretów Göringa. Ponowne unieważnienie przez Bundestag nie jest już zatem konieczne. Federalne Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało o tym pana Hamburę w październiku 2009 roku w odpowiedzi na jego pismo skierowane do kanclerz Merkel.

Polakom mieszkającym w Niemczech traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z roku 1991 stwarza szczególne podstawy do rozwoju i korzystania ze wsparcia. Jednocześnie rząd Polski dokłada starań, by zwiększać prawa i możliwości rozwoju mniejszości niemieckiej w Polsce. Każda ze stron stosownie do różnych w obu krajach uwarunkowań i potrzeb stara się wypełniać swe zobowiązania.

Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Dlatego kilka tygodni temu utworzono Polsko-Niemiecki Komitet ds. Edukacji jako gremium Polsko-Niemieckiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Regionalnej i Przygranicznej, który zajmuje się przede wszystkim sprawą promowania nauki języka polskiego w Niemczech. W związku z tym przedstawiciele Niemiec i Polski analizują obecnie, także przy okrągłym stole, kwestię realizacji traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z roku 1991 i przygotowują nowe inicjatywy. W pracach tych uczestniczą oczywiście także przedstawiciele mniejszości niemieckiej w Polsce oraz Polaków mieszkających w Niemczech. 1 marca odbędzie się kolejne spotkanie okrągłego stołu.

Nie dajmy się zwieść: polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy to po prostu historia sukcesu.

Konrad Lax, attaché prasowy Ambasady Niemiec w Warszawie
G
Gość

W NIEMCZECH WCIĄŻ OBOWIĄZUJE NAZISTOWSKIE PRAWO! CO NA TO UNIA?

W Niemczech wciąż obowiązuje nazistowskie prawo uchwalone przez hitlerowską III Rzeszę, które nie uznaje polskiej mniejszości narodowej.
Dokument ten został podpisany 27 lutego 1940 r. przez feldmarszałka Hermanna Goeringa, szefa Rady Ministrów na Rzecz Obrony III Rzeszy. Rozporządzenie nakazywało rozwiązanie wszelkich stowarzyszeń polonijnych oraz konfiskatę ich mienia bez możliwości zgłaszania jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych

Wielu przedstawicieli mniejszości polskiej trafiło do obozów koncentracyjnych i nigdy z nich nie wróciło. W muzeum obozu w Sachsenhausen można obejrzeć dokumenty na temat przedstawicieli mniejszości polskiej więzionych w tym obozie. Skoro więc prześladowania Polaków w III Rzeszy są upamiętnione, dlaczego toleruje się ich konsekwencje prawne?
Do tej pory nie nastąpiło wyraźne uchylenie rozporządzenia oraz stwierdzenie jego nieważności, zatem rozporządzenie w sensie prawnym wciąż obowiązuje.
Dowodem na to jest choćby fakt, iż władze Niemiec nie chcą nadać Polakom tam mieszkającym statusu mniejszości narodowej.

Co ciekawsze, zdaniem ekspertów, m.in. dyrektora Instytutu Zachodniego prof. Andrzeja Saksona czy też doradcy prawnego przy MSZ prof. Jana Sandorskiego, którzy przygotowali dla MSZ ekspertyzę w tej sprawie - owo rozporządzenie Rady Ministrów na rzecz Obrony III Rzeszy było nielegalne nawet w świetle ówczesnego prawa. Tak więc obecnie obowiązuje stan sprzed wojny, co oznacza, iż polska mniejszość narodowa istnieje w Niemczech nieprzerwanie minimum od 1922 roku . Ale nie dla rządu niemieckiego

Za mniejszość uznane są w RFN jedynie duńska, fryzyjska, serbołużycka, Sinti i Romów. Najliczniejsze mniejszości w Niemczech – turecka i polska– takiego statusu nie mają.

Co równie ciekawe – polska mniejszość istniała w Niemczech do 27 kwietnia 1940 i w dodatku była wówczas najliczebniejszą mniejszością na terenie III Rzeszy (ok.8 milionów), po czym nagle wyparowała. I to razem z całkiem sporym majątkiem, który skonfiskowany zasilił kasę nazistów.
Natychmiast po delegalizacji wszystkich organizacji polskich na terytorium Rzeszy i konfiskacie ich mienia oraz odebraniu im statusu mniejszości narodowej, Polaków osadzano w obozach i mordowano.

Od tego czasu niemiecka władza po prostu uznała, że polska mniejszość narodowa przestała istnieć. Dopiero działania polskich organizacji w Niemczech spowodowały, że temat ponownie wszedł na wokandę. Środowiska polonijne wystosowały apel do kanclerz Angeli Merkel, aby Niemcy anulowały nazistowskie rozporządzenie o likwidacji polskiej mniejszości w III Rzeszy z 1940 roku, ale bezskutecznie.

Wstydliwa, hitlerowska przeszłość jest pracowicie zamiatana pod dywan.
Na szczęście dzięki decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu z października 2008 Niemcy z Powiernictwa Pruskiego i inni przesiedleńcy nie mają szans na dochodzenie roszczeń majątkowych wobec Polski w tym trybunale. Stanął on na stanowisku, że umowa w Poczdamie załatwiła sprawę takich roszczeń, a prawo do reparacji wojennych obejmowało nie tylko majątek III Rzeszy, ale także obywateli RFN. Uznał też, że cały naród niemiecki odpowiada za rozpętanie II wojny światowej, a nie tylko hitlerowcy.

Jednak Niemcy ostatnio skwapliwie rozliczają przeszłość nazistowską na swoją korzyść. Zrehabilitowano tzw. podpalacza Reichstagu, czy dezerterów z Wehrmachtu. Buduje się Centrum Wypędzonych i nagłaśnia niezliczone przypadki traumy osób przesiedlonych z Polski na mocy traktatu poczdamskiego.

Według szacunków w Niemczech od 1,5 do 2 mln osób ma polskie korzenie. W polsko-niemieckim traktacie dobrosąsiedzkim z 1991 r. zamiast mniejszość polska używa się sformułowania „osoby w RFN, posiadające niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia”.
Przeciwnicy uznania polskiej mniejszości twierdzą, że przecież Polacy emigrowali do Niemiec „na pochodzenie”. Nie jest to jednak takie proste.
Nie wszystkie osoby emigrujące do Niemiec występowały o niemieckie obywatelstwo. Wielu przybyłych np.ze Śląska, Pomorza, czy Prus Wschodnich posiadało w myśl prawa obowiązującego w RFN niemieckie obywatelstwo od urodzenia i nie musiało składać stosownych wniosków. Dlatego też nikt nie pytał ich o przynależność narodową. Po drugie, zachęcano ich do składania wniosków o niemieckie obywatelstwo, gdyż dawało to imigrantom całkowicie inne możliwości startu na nowej ziemi m.in.prawo do pracy. Poza tym, nie informowano ich o tym, że można mieć podwójne obywatelstwo. Częstokroć zachęcano jednocześnie do wpisywania się na listę „wypędzonych”, aby zasilić ten związek martwych dusz świeżą krwią. Dawało to prawo do zasiłków.

Innym pretekstem do nieuznawania mniejszości polskiej jest fakt, iż nie jest to „ludność osiadła”. Najtrafniej to podsumował prof.Krasnodębski w artykule „Niemieckie mity i uprzedzenia” :
„Warto przypomnieć, że UE i Niemcy bardzo martwili się o prawa mniejszości rosyjskiej w krajach bałtyckich, mimo że większość Rosjan napłynęła tam w niedawnych czasach sowieckich. Oburzano się nawet, że Łotysze domagali się od Rosjan, by uczyli się łotewskiego.
Nie sposób też nie pytać, ile czasu potrzeba, by imigranci uznani zostali za osiadłych? Niemcy na Pomorzu, Śląsku czy Prusach Wschodnich, ba, nawet w Magdeburgu i Berlinie, też byli początkowo imigrantami.
Warto zauważyć, że Niemcy zdają się stosować do siebie zupełnie inne kryteria. Jaka jest bowiem różnica między Eriką Steinbach a urodzonym w Bielefeld, Bremie, Berlinie czy Monachium dzieckiem z rodziny polskiej lub tureckiej?
Otóż czytając niemiecką prasę, można odnieść wrażenie, iż przez sam fakt urodzenia się w Gdyni Steinbach nabyła do niej niezbywalne i dziedziczne prawa. Jak donosiła jedna z niemieckich gazet: "Steinbach twierdzi, że dla doświadczenia wypędzenia nie ma znaczenia, jak długo rodzina była osiadła: Heimat jest dla mnie niespełnionym uczuciem, które nigdy nie miało szansy urosnąć. ("Die Welt" 6.01.2010).
Jakże inaczej jest w przypadku Turka czy Polaka osiadłego w Niemczech. On może mieszkać tu od dwóch pokoleń, a mimo to nie należy mu się nic(...)”

Brak statusu mniejszości skutkuje przymusową germanizacją Polaków.
Germanizacja kojarzy się nam z polityką Prus wobec Polaków w drugiej połowie XIX wieku, albo nawet z polityka hitlerowską. I słusznie. Obecna działalność jugendamtów – zawsze rozstrzygających spory o dziecko z małżeństw mieszanych na korzyść niemieckiego małżonka - wpisuje się w politykę germanizacji idealnie.
Próby sądowej walki z Jugendamtami zakazującymi rozmawiania w języku polskim rodzicom dzieci z mieszanych małżeństw po rozwodach z zasady skazane są na niepowodzenie. Każda taka sprawa to droga przez mękę, często kończy się ruiną finansową, fizyczną i psychiczną dla osoby, która dochodzi swych praw. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby poszkodowani byli członkami formalnie uznanej mniejszości.

Jakoś nikt nie słyszał o podobnych problemach polskich Niemców.
Należałoby domagać się symetrii w traktowaniu polskiej mniejszości w Niemczech i niemieckiej w Polsce, która ma przywileje powyżej standardów europejskich. Ale oczywiście nasz rząd nie widzi takiej potrzeby. Przecież „polskość to nienormalność”.

Do załatwienia kwestii mniejszości polskiej nie trzeba żadnej renegocjacji traktatu RFN-RP z 1991r.- wystarczy sporządzić stosowny aneks. Tak robili sami Niemcy m.in. w układach zawieranych z Francuzami. Należy po prostu dać ludziom możliwość narodowego określenia się. I nie bać się, że np. w Bundestagu mógłby zasiadać poseł polskiej mniejszości, jak ma to miejsce w polskim Sejmie w odniesieniu do polskich Niemców.

Na spotkaniu Związku Polaków w Niemczech spod znaku Rodła obecny tam ówczesny prezydent Niemiec Wulff użył w swoim przemówieniu sformułowania "polnische Minderheit in Deutschland", i dodał, że "należy tę mniejszość chronić, i że jest ona bardzo ważna".
Sformułowanie to nie pojawiło się potem w żadnych relacjach ani komentarzach o uroczystości w Darmstadt. Ciekawe dlaczego?

Podsumujmy problem raz jeszcze cytatem z przywołanego wcześniej artykułu prof.Krasnodębskiego:
„Celem polityki niemieckiej jest jednocześnie utrzymanie tożsamości mniejszości niemieckiej w Polsce i asymilacja mniejszości polskiej w Niemczech.
Skąd więc tak naprawdę bierze się niechęć do uznania polskiej mniejszości w Niemczech? Najważniejszą przyczyną są niemieckie mity narodowe. Są to, po pierwsze, mit jedności etnicznej, mit krwi ciągle fundamentalny dla niemieckiej tożsamości, mimo powojennych przemian, mimo napływu emigrantów i globalizacji, a także pomimo że połowa obecnego terytorium Niemiec to dawne tereny słowiańskie, a współcześni Niemcy nie są tylko potomkami Germanów, lecz również zasymilowanych Słowian.”

t
turbo

Ozimek to fajna gmina i powinny byc tam Niemieckie albo Slaskie tablice
dalczego nie jak tak
nic do Niemcow nie mam nic zlego od nich nie doznalem sa OK

g
gustlik
100 % bolesnej prawdy

Przemówienie ministra Józefa Becka wygłoszone na plenarnym posiedzeniu Sejmu 5 maja 1939 r.

Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.

My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę

to jest wojna do dzis

wlasnie tak jest przez swoj spor i upartosc Polska juz wiele razy doprowadzila do upadlosci i rozbiorow
tylko cierpiec musi ten biedny polak ktory jest tak rozczarowany wlasnym krajem ze go miliony opuscily
a co do Niemcow to ja tak mysle ze jak Niemcy budowali fabryki to polacy pomniki
oni zostali osadzeni , ukarani i przznaja sie do winy czy inne narody potrafia tak postapic ?
a co do tablic to mysle ze to tylko winni czterej pancerni i pies wiedza czerpana z tych filmow zepsula twarde dyski co niktorym to oni dzis czerpia wiedze z you tube
G
Gość
100 % bolesnej prawdy

Przemówienie ministra Józefa Becka wygłoszone na plenarnym posiedzeniu Sejmu 5 maja 1939 r.

Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.

My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę

to jest wojna do dzis

Honor ??? Honor ???

jak polskie wladze z Moscickim na czele i Rydzem Smiglym marszalkiem wojska polskiego
dali noge z kraju 17.wrzesnia 1939

jak kundleki z podwinietym ogonem ....ale szczekac i ujadac to potrafili
e
egon
Bzdury?

„Drugą wojnę światową wywołała Polska. Powstanie państwa polskiego w 1918 r., po zakończeniu I wojny światowej, naruszyło europejska równowagę sił. Państwo polskie najpierw zajęło siłą ziemie należące do Niemiec, Rosji i Austrii, a następnie rozpętało wojnę z Rosją chcąc jej odebrać Białoruś i Ukrainę. Piłsudski starał się też związać się z Hitlerem, aby przy pomocy Niemiec odebrać Rosji ziemie, których nie zdołał zagrabić w 1920 r. Jednak Hitler chcąc zachować pokój polskie starania odrzucił wybierając sojusz ze Stalinem. Niemcy zdając sobie sprawę z awanturnictwa Polaków, chcieli ich spacyfikować.
Sądzili, że przyłączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy i zbudowanie autostrady przez terytorium Polski do Prus Wschodnich otrzeźwi polskie władze. Niestety minister spraw zagranicznych Beck odrzucił umiarkowane postulaty Hitlera. Polska przeprowadziła mobilizację swoje armii. W obawie przed ofensywą polskiej kawalerii na Berlin Niemcy musiały podjąć działania prewencyjne wymuszające na wschodzie pokój. W tej operacji pokojowej Niemcom pomógł Związek Sowiecki. We wrześniu 1939 r. problem polski został rozwiązany. Wówczas Polacy, genetyczni antysemici, swoją wściekłość po przegranej wyładowali na milionach bezbronnych Żydów. Wymordowali ich. Następnie dopuszczając się licznych zbrodni na Niemcach zagarnęli ich ziemie nad Odrą i Bałtykiem skąd wypędzili miliony Niemców. Dokończyli też zbrodni na Żydach rabując ich mienie, a także okradając zwłoki zamordowanych....”

Czy tak brzmieć będą rozdziały poświęcone okresowi II wojny światowej w podręcznikach szkolnych Rosji, Niemiec, Francji, USA...?
Jeszcze nie, ale wiele już wskazuje, że tak może być. I to najwyższy czas aby historię tak przekazać naszym Dzieciom jak ona naprawdę się zdażyła.

100 % bolesnej prawdy

Przemówienie ministra Józefa Becka wygłoszone na plenarnym posiedzeniu Sejmu 5 maja 1939 r.

Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.

My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę

to jest wojna do dzis
D
Dr. Ch.
Polakom nie przywrócono statusu mniejszości narodowej, więc adwokat Stefan Hombura zakłada partię – zapowiada “Rzeczpospolita”. A co do tekstu,który opatrzono prawie że moim nikiem, dodam, że nie mam nic przeciwko przyznaniu Polakom w RFNie statusu mniejszości narodowej, o ile inne mniejszości takowy posiadają i o ile byłaby taka potrzeba. Mam jednak wrażenie znając sceną tutejszą, że niewielu emigrantów z Polski tzn. narodowości polskiej kwapi się do tego. Nie operuję tutaj statystyką, ale wielu Polaków ubiega się albo już dostało obywatelstwo niemieckie i nie zależy im aż tak bardzo na jakimś statusie, który by ich za bardzo eksponował w niemieckim społeczeństwie jako odrębną grupę. Jak już Thilo Sarrazin w swej krytykowanej książce pokreślił, że emigranci z dawnego Bloku Wschodniego w tym i z Polski nie mają w RFNie problemów integracyjnych i już w drugiej generacji nie ma śladu po jakiejś inności czy odrębności. Znajdują swoje miejce w społeczeństwie niemieckim, żyją tu dobrze i tylko małe ugrupowania pielęgnują w sposób ostentacyjny swoje korzenie podkreślając swoją odrębność. Ale ta grupa jest tak mała, że jej percepcja w mediach jest niedostrzegalna, dlatego rząd nie widzi pootrzeby konstrułowania jakichś szczególnych praw. W imię brzytwy Ockhama nie tworrzenia bytów bez potrzeby.
D
Dr. Ch.

~Dr.Ch.~ - tu się ktoś podszywa pod mój nick - nieładnie, wymyśl sobie własny ale najpierw zrób doktorat

o
ogryzek
Internacjonalne komisje oddały nasz kraj pod rządy przemiłego bratniego związku sowieckiego który to został w 1939 roku 17 września brutalnie zaatakowany przez Polską armię po tym jak już zdobyliśmy Berlin "ale o tym już pisałem".

Więc proszę nie pisać bzdur. Jako AGRESOR Niemcy są winne wszystkiemu co się w czasie i po wojnie wydarzyło. A Pana gadanie jak i innych Erik S. jest nędzna próba wybielenia tegoż AGRESORA.

Bzdury?

„Drugą wojnę światową wywołała Polska. Powstanie państwa polskiego w 1918 r., po zakończeniu I wojny światowej, naruszyło europejska równowagę sił. Państwo polskie najpierw zajęło siłą ziemie należące do Niemiec, Rosji i Austrii, a następnie rozpętało wojnę z Rosją chcąc jej odebrać Białoruś i Ukrainę. Piłsudski starał się też związać się z Hitlerem, aby przy pomocy Niemiec odebrać Rosji ziemie, których nie zdołał zagrabić w 1920 r. Jednak Hitler chcąc zachować pokój polskie starania odrzucił wybierając sojusz ze Stalinem. Niemcy zdając sobie sprawę z awanturnictwa Polaków, chcieli ich spacyfikować.
Sądzili, że przyłączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy i zbudowanie autostrady przez terytorium Polski do Prus Wschodnich otrzeźwi polskie władze. Niestety minister spraw zagranicznych Beck odrzucił umiarkowane postulaty Hitlera. Polska przeprowadziła mobilizację swoje armii. W obawie przed ofensywą polskiej kawalerii na Berlin Niemcy musiały podjąć działania prewencyjne wymuszające na wschodzie pokój. W tej operacji pokojowej Niemcom pomógł Związek Sowiecki. We wrześniu 1939 r. problem polski został rozwiązany. Wówczas Polacy, genetyczni antysemici, swoją wściekłość po przegranej wyładowali na milionach bezbronnych Żydów. Wymordowali ich. Następnie dopuszczając się licznych zbrodni na Niemcach zagarnęli ich ziemie nad Odrą i Bałtykiem skąd wypędzili miliony Niemców. Dokończyli też zbrodni na Żydach rabując ich mienie, a także okradając zwłoki zamordowanych....”

Czy tak brzmieć będą rozdziały poświęcone okresowi II wojny światowej w podręcznikach szkolnych Rosji, Niemiec, Francji, USA...?
Jeszcze nie, ale wiele już wskazuje, że tak może być. I to najwyższy czas aby historię tak przekazać naszym Dzieciom jak ona naprawdę się zdażyła.
S
Star

Jest na 100 milionów, co siódmy należy do mniejszości narodowej lub etnicznej.
To zdanie opisuje wymownie strukturę ludnościową Europy. Namiastkę tejże Europy zjednoczonej w różnorodności możemy obserwować w naszych gminach, a szczególnie tam, gdzie stanęły tablice dwujęzyczne.

Dlaczego stawiane są tablice dwujęzyczne?

W 2005 roku polski Sejm uchwalił większością głosów ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych. Paragraf 1 tej ustawy mówi, w jakim celu ustawa ta została uchwalona:
Art. 1. Ustawa reguluje sprawy związane z zachowaniem i rozwojem tożsamości kulturowej
mniejszości narodowych i etnicznych oraz zachowaniem i rozwojem języka regionalnego, a także
sposób realizacji zasady równego traktowania osób bez względu na pochodzenie etniczne oraz
określa zadania i kompetencje organów administracji rządowej i jednostek samorządu
terytorialnego w zakresie tych spraw.
Rzeczpospolita Polska poprzez tą ustawę i elementy w niej zawarte chce wspierać mniejszości zamieszkujące jej terytorium, w tym mniejszość niemiecką. W tym celu zgodnie z ustawą nauczany jest język mniejszości narodowych w szkołach, na co nasze gminy otrzymują spore kwoty pieniędzy. W tym celu także państwo polskie zezwoliło mniejszościom na wprowadzenie dwujęzycznych nazw miejscowości na terenie przez nie zamieszkiwanych.

Skąd nazwy w języku mniejszości (nazwa mniejszości znajdująca się na tablicy pod nazwą polską)?

W idealnym przypadku nazwa mniejszości pod nazwą polską jest nazwą używaną na co dzień przez mniejszość zamieszkującą dany teren. Jednakże na Śląsku sytuacja jest bardziej skomplikowana. Język niemiecki - i tym samym nazwy miejscowości w tym języku - był zabroniony na Śląsku z mocy prawa od 1945 do 1989 roku. Dodatkowo w roku 1945 w ramach akcji odniemczania Śląska zmieniono niemieckie nazwy na nazwy polskie.
Nazwy obowiązujące przed 1945 rokiem zostały w podobny sposób odgórnie wprowadzone około 1936 roku przez reżim hitlerowski, ponieważ niektóre oryginalne nazwy, przez wieki stosowane, często o słowiańskim pochodzeniu, nie pasowały do ówczesnej ideologii. Dziś jest prawnie zakazane używanie w przestrzeni publicznej nazw nadanych w czasach hitlerowskich. Z tego powodu w procesie wprowadzania dwujęzycznego nazewnictwa miejscowości sięgnięto po nazwy używane na naszych ziemiach przed 1936 rokiem. Uogólniając, są to nazwy funkcjonujące przez wieki na tym terenie, zanim w 1936 roku hitlerowcy je zmienili na bardziej niemieckie, a reżim komunistyczny w 1945 roku zmienił na bardziej polskie.

Po co tablice dwujęzyczne mniejszości?

Tablice nie mają służyć turystom do celów orientacji (chociaż mogą być ciekawostką turystyczną), tablice nie mają służyć drażnieniu kogokolwiek. Tablice mają sprawić, że mniejszość niemiecka poczuje się w Rzeczpospolitej Polskiej jak w domu. Tablice mają pomóc członkom mniejszości w utożsamianiu się ze swoich dziedzictwem. Tablice mają zapobiec asymilacji mniejszości. Tablice mają służyć przede wszystkim naszym dzieciom. Dzieci z rodzin mniejszościowych będą mogły się dzięki nim identyfikować ze swoim niemieckim pochodzeniem. Dzieci z rodzin większościowym dzięki tablicom mają szansę uczestniczenia w lekcji tolerancji wobec innych. Tablice mają także wymiar ponadregionalny. Mają dać przykład, że u nas w opolskiej części Górnego Śląska pojednanie polsko-niemieckie nie jest tylko pustym sloganem ale codzienną praktyką.

Po latach eliminacji wszystkiego co niemieckie, powraca jeden z najważniejszych filarów tożsamości tego regionu do przestrzeni publicznej.

Tablice:
- są wyrazem szacunku ze strony RP wobec mniejszości ją zamieszkujących (w II RP 1/3 mieszkańców należała do mniejszości!)

- są elementem tożsamości mieszkańców (nazwa niemiecka pod polską pokazuje że niemiecka grupa społeczna jest równouprawnioną grupą obywateli)

- są elementem identyfikacji członków mniejszości z polskim państwem (bo skoro państwo szanuje nas to my też szanujemy państwo)

- są elementem polityki unii europejskiej wobec mniejszości (co 7 obywatel unii należy do mniejszości narodowe, etnicznej czy językowej)

- są elementem edukacji naszej młodzieży, która poprzez dwujęzyczne tablice uczy się, że w regionie mieszkają różne narodowości, uczy się je szanować, pozwala budować na tych tablicach swoją tożsamość

- są pierwszym widocznym znakiem w przestrzeni publicznej, że tu mieszkają Niemcy,
- są pierwszym krokiem do przywrócenia niemieckiej cząstki tego regionu

Tablice na pewno nie służą temu, aby robić polskiej większości na złość!Zrozumiały jest dystans wielu mieszkańców Śląska do niemieckich elementów w przestrzeni publicznej, po tym co naród niemiecki uczynił Polakom podczas 2. Wojny Światowej. Dlatego też pod polską nazwą widnieje nazwa niemiecka, jako symbol dobrego współżycia i dobrej współpracy na tym wyjątkowym terenie.

Tablice dwujęzyczne to papierek lakmusowy traktowania mniejszości w społeczeństwie. Obecna sytuacja pokazuje, iż na polu informacji społeczeństwa jest jeszcze wiele pracy do wykonania. Zadanie to powinna realizować przede wszystkim sama mniejszość. Jednakże bez wsparcia większości jest ona skazana na niepowodzenie. Sens ustawy o mniejszościach musi tłumaczyć sejm, bowiem ją uchwalił, muszą tłumaczyć samorządy bo ją wprowadzają. Ważna jest także pomoc mediów jako źródła obiektywnej wiedzy.

~SCHLESIER~

Matka 12 dzieci została w Niemczech zamknięta w areszcie, ponieważ nie wysyła dzieci na przymusowe wychowanie seksualne. Baptystka ma spędzić 43 dni w areszcie.

Pochodzące z Rosji małżeństwo mieszkające w Salzkotten nie zgadza się, by ich trójka dzieci, podlegająca przymusowi edukacji seksualnej, uczęszczała na tego typu zajęcia. Powołuje się na 1 protokół dodatkowy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, którego art. 2 brzmi: „Wykonując swoje funkcje w dziedzinie wychowania i nauczania, Państwo uznaje prawo rodziców do zapewnienia tego wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi”. Państwo chce poprzez areszt wymusić na rodzicach zapłacenie grzywny i posyłanie dzieci na edukację seksualną.

- Szkoła ignoruje od 2005 roku prawa rodziców, po to, by wymusić realizację państwowego i antychrześcijańskiego wychowania seksualnego we wszystkich szkołach podstawowych – powiedział protestanckiej agencji informacyjnej Idea.de Armin Eckermann ze Stowarzyszenia „Nauczanie Domowe”. – Ojciec rodziny powiedział mi, że jego żona bardzo tęskni za rodziną, ale znajduje pocieszenie w Bogu – dodał działacz.

Mąż kobiety zaapelował do wszystkich rodziców, by zwracali uwagę na to, czego ich dzieci uczą się w szkole. W Niemczech panuje bardzo restrykcyjne prawo dotyczące przymusu szkolnego. Nie ma możliwości wypisania dziecka z niemoralnego przedmiotu, a ci rodzice, którzy się na to zdecydują, albo chcą uczyć swoje dzieci w domu, spotykają się z szykanami, od kary grzywny, przez areszt, po odebranie potomstwa przez Urząd ds. Młodzieży (Jugendamt).

D
Dr.Ch.

Polakom nie przywrócono statusu mniejszości narodowej, więc adwokat Stefan Hombura zakłada partię – zapowiada “Rzeczpospolita”.

Jest to reakcja prawnika na brak działania ze strony Kanclerz Angeli Merkel. Mecenas Hombura w liście do niej prosił o zniesienie dekretu Hermana Goeringa, który nie pozwala na przyznanie Polakom statusu mniejszości narodowej. Formalnie ważność dokumentu wygasła po II wojnie, niemniej okazuje się, że nadal stanowi przeszkodę na drodze spełnienia postulatu naszych rodaków osiadłych za Odrą.

W Polsce istnieje mniejszość niemiecka i ma duże przywileje jak m.in.: prawo do dwujęzycznych szkół, dotowanie z budżetu działalności kulturalnej, wydawniczej oraz informacyjnej, a także kandydowanie do parlamentu bez konieczności przekroczenia progu wyborczego. W sumie ok. 150 tys. jej członków korzysta z dotacji w łącznej wysokości 25 mln euro.

Polaków w Niemczech jest ok. 1,5 mln. Mają prawo zabiegać o wsparcie z budżetu projektów o charakterze kulturalnym do wys. 300 tys. euro.

Ponieważ ani Związek Polaków w Niemczech, ani Konwent Organizacji Polonijnych nie mogą się angażować w politykę, wymyślono partię polityczną. Jej członkowie mają zdobywać miejsca we władzach różnych szczebli, a później uczestniczyć w podejmowaniu decyzji m.in. o przyznawaniu dotacji i wspieraniu lokalnych społeczności.

Do spotkania organizacyjnego ma dojść w marcu. Pomysłodawcy liczą nie tylko na mieszkających już w Niemczech Polaków, lecz także na tych, którzy napłyną po otwarciu tamtejszego rynku pracy od maja br. Wg różnych szacunków może ich być nawet ok. miliona.

Polska partia na Litwie od lat nie potrafi zrealizować podobnych celów, czy tak też stanie się w Niemczech – zastanawia się “Rzeczpospolita”.

PAP/drr

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3