Palny fach

Krzysztof Zyzik
Krzysztof Zyzik
Warta pod krzyżem upamiętniającym śmierć dwóch opolskich strażaków w czasie pożaru lasów pod Kuźnią Raciborską.
11 września po południu strażak Zygmunt Bawoł miał wolne, wyciągnął się na kanapie i oglądał seriale Polsatu. Jakoś po 15.00 do domu wpadł kuzyn: - Co ty oglądasz, przełącz na inny program, na jakim ty świecie żyjesz!

Bawoł z kuzynem siedzieli przed telewizorem, nie mogli oderwać oczu, palili papierosa za papierosem. W tym czasie w Nowym Jorku była 9.00 rano. Strażacy podjeżdżali pod płonące wieżowce, pośpiesznie się spowiadali u kapelana George Rogersa, potem wbiegali na górę płonącego wieżowca.
- Pamiętam pierwszą myśl: mają przewalone... - mówi Bawoł. - Bałem się, że wielu ich się tam popali, ale nie myślałem, że dojdzie do takiej katastrofy, że te wieże runą!
Dowódca zmiany, aspirant sztabowy Wojciech Hamerski: 40 lat, żona, trzy córki. 11 września też miał wolne. Od początku śledził nowojorski dramat na TVN, obdzwaniał kolegów - strażaków. Hamerski nie ukrywa, że patrząc w telewizor układał w głowie plan akcji.
- To się ma we krwi, jestem dowódcą, od mojej decyzji zależy, czy poślę chłopaków na śmierć - mówi. - W Nowym Jorku bym się nie zawahał, sam bym biegł na górę. Tam nikt nie mógł przewidzieć, że wieżowce polecą. Tym bardziej, że ich konstrukcje były obliczone na wytrzymanie wielkiego ognia, miały dziesiątki zabezpieczeń.

Do straży marsz
Janusz Głowacki, znany polski pisarz mieszający w Nowym Jorku, opisał w jednej z gazet scenkę, której był świadkiem kilka dni po zamachu. Popijał Głowacki kawkę w restauracyjnym ogródku. Kilka stolików obok siedział aktor Harrison Ford. W normalnej sytuacji ludzie prosiliby gwiazdora o autograf, biegli do sklepiku po jednorazowy aparat, pstrykali zdjęcia. Tym razem nikt się Fordem nie podniecał. Za to gdy zza rogu wyłonił się strażacki wóz, wszyscy (łącznie z aktorem) wstali i zaczęli bić brawo.
- W Nowym Jorku miał miejsce niewyobrażalny dramat, również naszej strażackiej braci - mówi brygadier Karol Stępień, komendant wojewódzki straży pożarnej w Opolu. - Nigdy wcześniej w historii nie było porównywalnej katastrofy, w której zginęłoby tylu strażaków. Reakcje nowojorczyków są zrozumiałe. To podziękowanie za oddanie życia, ale też wdzięczność za heroiczną postawę już po wypadku, kiedy po kilkadziesiąt godzin, bez chwili snu, ratowali uwięzionych pod gruzami.
W Polsce pracuje 30 tysięcy zawodowych strażaków, ochotników jest aż 700 tysięcy (przewodzi im były premier Waldemar Pawlak). Od wielu lat straż pożarna cieszy się największym uznaniem Polaków. W rankingach stale na pierwszym miejscu, daleko przed innymi "służebnymi" zawodami: przed policją i lekarzami.
- Tę sympatię czuje się na każdym kroku, z roku na rok większą - mówi Wojciech Hamerski. - Ludzie widzą, że strażak to już nie jest zwykły sikawkowy, ale że to ratownik od wszystkiego.

Cena głupoty
Strażakom z roku na rok przybywa zadań: ratownictwo wodne, chemiczne, drogowe, ekologiczne, wysokościowe. Wystarczy, że kot wejdzie na drzewo albo na działce wyglęgną się szerszenie - ludzie kręcą: "998".
Hamerski: - Znajomy śmieje się, że niedługo będziemy do porodów jeździć.
Ostatnio opolscy strażacy odczuwają skutki globalizmu, a raczej globalnej głupoty. Od czasu kiedy dziennikarz pracujący na Florydzie otwarł kopertę z bakteriami wąglika, oni podjęli na Opolszczyźnie 16 podobnych kopert, zawierających mąkę ziemniaczaną i cukier puder. Mówią "podjęli", a nie prościej: wzięli, zabrali, bo do takiej koperty podchodzi się jak do odbezpieczonego granatu.
- Instrukcje przyszły z centrali - mówi st. kapitan Jerzy Mędrzycki. - Jadąc na miejsce, domyślamy się, że to kolejny głupi żart. Ale wszystkie czynności musimy wykonać z pełnym nabożeństwem. A to zajmuje nam masę czasu i kosztuje koszmarne pieniądze.
Starszy aspirant Bawoł kilka dni temu osobiście podejmował list z niby-wąglikiem. Nie czuł wtedy strachu, lecz wielką złość.
- Wiedziałem, że jadę do żartu - mówi. - Że przez jakiegoś debila będę się za chwilę gotował w ciężkim i niewygodnym kombinezonie. Potem będą mnie pryskać, odkażać, a kombinezon pojedzie na specjalistyczne badania do Bytomia. I za te całe hece zapłaci podatnik.
Żarty wąglikowe są bardziej uciążliwą odmianą plagi, z którą strażacy i policjanci zmagają się od dawna. W tym roku na Opolszczyźnie było już 80 "alarmów bombowych" (kilka dni temu ewakuowano opolski dworzec). Opolskie media umówiły się, że nie będą na bieżąco informować o bombowych telefonach, by nie dostarczać psychopatom satysfakcji. Wariaci jednak nie przestali dzwonić.
- Najbardziej dramatyczna sytuacja była na początku roku, kiedy bomba miała wybuchnąć w szpitalu na Witosa - mówi kapitan Mędrzycki. - Dyrektor szpitala powiedział nam, że ewakuacji pięć osób nie przeżyje. Mimo tego, przygotowano dla chorych miejsca w szpitalach całego województwa. Szpital udało się jednak przeszukać w obecności chorych. Pamiętam, że na oddziale dziecięcym mówiliśmy wystraszonym maluchom, że sprawdzamy porządek w szafkach...

Warta pod krzyżem upamiętniającym śmierć dwóch opolskich strażaków w czasie pożaru lasów pod Kuźnią Raciborską.

Mieliśmy swoje piekło
Lato 1992 roku było wyjątkowo upalne. Słońce grzało od maja, deszczu jak na lekarstwo. "Palne lato" - tak zwykli mówić strażacy. Do połowy sierpnia w Nadleśnictwie Kędzierzyn-Koźle wykryto i ugaszono w zarodku 61 pożarów. 26 sierpnia pod Kuźnią Raciborską wybuchnął ten najgroźniejszy. 9 tysięcy hektarów lasu paliło się przez cztery dni, w akcji uczestniczyło kilka tysięcy strażaków z całej Polski południowej.
- Zginęło dwóch kolegów, ale wtedy każdy z nas mógł być na ich miejscu - mówi aspirant Hamerski. - Pamiętam, jak wracaliśmy z akcji po wodę, byliśmy akurat na małej polance. Wtedy w wozie poszła opona. Zmienił się kierunek wiatru i ogień parł na nas. Przewidując takie niebezpieczeństwo, zostawiliśmy w wozie tysiąc litrów wody. I ta resztka wody nas uratowała.
Kapitan Paweł Kielar miał wtedy 22 lata, pożar pod Kuźnią był jedną z jego pierwszych akcji.
- Ogień robił, co chciał, co chwilę zmieniał kierunek, pamiętam, że musieliśmy porzucić sprzęt w lesie i uciekać - opowiada. - Ja uciekłem szybciej, kolega znalazł się w tunelu ognia. Biegnąc, zasłaniał twarz ręką. Uszedł z życiem, ale miał zwęgloną rękę i te fragmenty twarzy, których nie mógł osłonić.
Nie zdążył wybiec z lasu Andrzej Malinowski, 33-letni strażak, członek Ochotniczej Straży Pożarnej "Kłodnica".
- Wasz żal jest żalem całej Polski - mówił na jego pogrzebie Lech Wałęsa, ówczesny prezydent.

Po co nam psycholog?!
Rudolf Guliani, były burmistrz Nowego Jorku, po dramacie w ruinach World Trade Center zafundował strażakom i ich rodzinom armię psychologów. Aspirant Bawoł pamięta, jak prezydent Opola sprowadził do komendy psychologa trzy lata temu, po śmierci opolskiego strażaka Stefana Mikuły.
- To była straszna śmierć - wspomina Bawoł. - Miałem wtedy zmianę, zabezpieczałem festiwal. Jak usłyszałem przez radio, co się dzieje na Kanale Ulgi, od razu podjechałem. Stefan szukał pod wodą topielca, wir wciągnął go w przepust pod przejściem na Spychalskiego.
Kiedy Bawoł i koledzy dowiedzieli się, że prezydent miasta przysyła do jednostki panią psycholog, wszyscy byli wkurzeni:
- Czy nas się ktoś pytał o zdanie, czy my tu pani potrzebujemy? - mówili kobiecie w twarz.
Psycholog poprosiła ich, żeby dali jej 15 minut.
- Wszyscy zebrali się na świetlicy - wspomina aspirant Bawoł. - Kobieta mówiła do nas kilkanaście minut, a potem oznajmiła: kto czuje, że nie potrzebuje mojej pomocy, może już wyjść. Na sali zostali wszyscy.
Aspirant Hamerski nigdy nie myślał o zrezygnowaniu ze służby, choć przeszedł zagrożenie życia. Biegał po płonącym lesie pod Kuźnią Raciborską, walczył z wirami podczas "powodzi tysiąclecia". Jednak życie mógł stracić w bardziej prozaicznych okolicznościach.
- Dostaliśmy informację o zadymieniu w małym warsztaciku samochodowym - wspomina. - Właściciel nie powiedział nam, że w środku jest auto. Nastąpił wybuch. Miałem oparzenia drugiego stopnia głowy i ręki. Szczęśliwie trafiłem na dobrych lekarzy.

Każdy chce, nie każdy może
Strażakiem chciałby być każdy mężczyzna, najczęściej w przedszkolu. Potem większość leczy się z tej miłości do kasku i sikawki. Jeśli jakiś młodzieniec chce się zapisać do straży, nie znaczy to, że strażakiem zostanie.
- Skomplikowane badania lekarskie i testy psychologiczne przechodzi co dziesiąty kandydat na strażaka - przypomina komendant wojewódzki Karol Stępień.
Państwowa Straż Pożarna to służba elitarna. Nie ma to jednak przełożenia na zarobki. Strażak "na dzień dobry" nie dostanie więcej jak 700 złotych na rękę. Jego starszy kolega, z doświadczeniem, po latach pracy, może liczyć na 1200-1300 złotych.
- Wielu naszych kolegów żyje na skraju biedy - mówi kapitan Kielar. - Ale o tym się nie mówi, nasze związki nie mają takiej siły przebicia jak policyjne, których pełno w mediach.

* * *
Pieniądze są tematem drażliwym, nie tylko dla opolskich strażaków. Tydzień temu doszło w Nowym Jorku do rzeczy niesłychanej. Policja (wysłana przez burmistrza Gulianiego) starła się ze strażakami pracującymi na gruzach World Trade Center. Strażacy chcieli pozostać na miejscu dramatu, dalej przekładać gruz rękami, wyciągać z rumowiska kawałki ciał. Burmistrz uznał, że już wystarczy, że czas na wejście wielkich maszyn. Poszło o pieniądze - w miejskiej kasie zabrakło gotówki na opłacanie kosztownej akcji...

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3