Pamiętają coraz gorzej

Ewa Kosowska-Korniak
Upływem czasu tłumaczyli wczoraj byli więźniowie Łambinowic sprzeczności w swoich zeznaniach.

Dobrze zapamiętali przede wszystkim głód oraz okrucieństwo strażnika Ignaca. W kolejnym dniu procesu 76-letniego Czesława Gęborskiego, byłego komendanta obozu dla przesiedleńców w Łambinowicach oskarżonego o zbrodnię przeciw ludzkości, sąd przesłuchał czterech świadków: dwóch byłych więźniów oraz dwie siostry Różę i Elżbietę, które były świadkiem wywiezienia do Łambinowic swojego dziadka. Kobiety stwierdziły jedynie w sądzie, że nie były w obozie, więc nie wiedzą, co się tam działo.
- Naszego dziadka przywiązali do wozu ciągniętego przez konie i tak powlekli do obozu. Jak stamtąd wrócił, był tak pobity i schorowany, że wkrótce zmarł - opowiedziały "NTO" siostry spod Korfantowa. - Ja nie mogę zrozumieć, jak to się dzieje, że po tylu latach ten Gęborski tak świetnie wygląda. Lepiej niż ja, choć jestem młodsza - dodała jedna z nich.
Czesław Gęborski (76 lat) odpowiada za zbrodnie przeciwko ludzkości. Zdaniem prokuratury były komendant wydał 4 października 1945 roku rozkaz podpalenia niezamieszkanego baraku leżącego na terenie obozu. Podczas akcji gaśniczej strażnicy zastrzelili lub zabili ciosami siekier i kilofów 48 osób; niektórych wrzucano żywcem do płonącego baraku. Prokuratura oskarżyła Gęborskiego o wielokrotne morderstwo i podżeganie do zabójstw.
Z zeznań byłych więźniów wyłania się obraz piekła, jakim był obóz.
- Moja siostra Anna została tak dotkliwie pobita w obozie, że jak nas wykupiono za 25 złotych i opuściliśmy obóz, złamane kości mostka i lewej nogi sterczały jej przez skórę. Pobili ją, bo się broniła przed zgwałceniem. Zmarła w nocy tuż po powrocie do domu. A mojego dziadka tak pobili, że też zmarł kilka dni po opuszczeniu obozu. Ja sama dostałam od strażnika za to, że odwiedziłam pobitego dziadka w baraku zwanym "lazaretem". Najokrutniejszym strażnikiem był Ignac - wspomina Gertruda S. z Kuźnicy Ligockiej.
- Co pani może pamiętać, jak pani miała wtedy trzy lata - denerwował się oskarżony - a od tamtych czasów minęło 56 lat.
- Miałam 13 lat i wszystko pamiętam - odparła kobieta (rocznik 1932).
W tej sprawie wszyscy świadkowie byli przesłuchiwani po raz trzeci. Najpierw w 1994 roku, przez okręgową komisję badającą zbrodnie przeciwko ludzkości, potem rok temu, w prokuraturze i teraz, przez sąd. Ich zeznania w wielu punktach różniły się co do istotnych szczegółów. Świadkowie tłumaczyli to upływem czasu.
- Jak mnie jeszcze za 10 lat będziecie pytać, już nic nie będę wiedzieć, słowo daję - zapewniała Gertruda S.
Zarówno ona, jak i drugi z byłych więźniów Herbert S. twierdzili, że widzieli moment zastrzelenia Marty Proisner, jednej z osadzonych, ale okoliczności jej śmierci były różne w różnych ich zeznaniach. Raz twierdzili, że kobieta została zastrzelona, gdyż próbowała wieszać pranie na obozowych drutach. Innym razem - że strzały padły w drodze do latryn.
- Najwięcej ludzi zginęło w ogniu, byli do niego wpychani na siłę i palili się żywcem. Tak zginęli między innymi moi sąsiedzi, państwo Dreszel - twierdził Herbert S.
Choć poprzedni świadkowie składali zeznania, będąc po lekturze książki Hansa Essera "Piekło Łambinowic", mogli się zatem częściowo zasugerować jej treścią, zarówno Gertruda S, jak i Herbert S. zeznali, że nigdy nie czytali Essera. Herbert S. powiedział, że po prostu nie potrafi czytać po niemiecku, gdyż język ten zna słabo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie