Patrzyli, zamiast skakać

Ewa Kosowska-Korniak
O nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oskarżyła Prokuratura Rejonowa w Opolu dwóch pracowników opolskiej pływalni.

Oskarżeni: 26-letnia Zofia M. i 47-letni Andrzej N. pełnili dyżur ratowniczy 17 marca tego roku, kiedy na pływalni "Akwarium" omal nie utonął 27-letni Piotr J. Mężczyzna od 13. roku życia miał kartę pływacką, a niedawno zaczął trenować nurkowanie. Na pływalnię przyszedł z maską, fajką i płetwami, zaczął zanurzać się pod wodą i ćwiczyć oddech.

- Myślał, że ma jeszcze trochę oddechu, wszedł na głębszą wodę i stracił świadomość - mówi Roman Wawrzynek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Opolu. - Leżącego na dnie basenu Piotra J. zobaczył jeden z kąpiących się i ruszył w stronę pokoju ratowników, by znaleźć pomoc, po drodze spotykając młodą ratowniczkę Zofię M.
Prokuratura przyjęła taką wersję zdarzeń, jaką w kilka dni po wypadku opowiedział "NTO" kąpiący się świadek. Przypomnijmy jego bezpośrednią relację:
- Za tym chłopakiem, który później się topił, płynąłem z płytkiej części basenu. Obaj byliśmy schowani pod wodą, ale on ani razu się nie wynurzył, by zaczerpnąć powietrza. Na wysokości pokoju ratowników, gdzie w basenie zaczyna się głębina, zanurkował jeszcze głębiej. W pewnym momencie jakby chciał wypłynąć, ale uniósł się tylko z pół metra do góry i wypuścił duży pęcherz powietrza. Od tego momentu powoli opadł na samo dno. Gdy zorientowałem się, że leży brzuchem do góry, wyszedłem z wody, na brzegu była młoda ratowniczka. Powiedziałem jej, że na dole ktoś leży i się nie rusza, żeby sprawdziła, bo może to za długo trwa. Poszła tam ze mną, spojrzała i powiedziała, "Nie, on nurkuje".

Według prokuratury, ratowniczka zamiast spoglądać na dno basenu, powinna natychmiast skoczyć do wody i sprawdzić, co się dzieje.
- Ona nawet nie zdjęła koszulki. Tymczasem ten człowiek już co najmniej od 3 minut leżał pod wodą, tyle czasu, jak szacuje świadek, minęło od momentu wypuszczenia bańki powietrza - dodaje Roman Wawrzynek. - Zofia M. zamiast sama skoczyć do wody, poprosiła jednego z kąpiących się o sprawdzenie, co dzieje się z płetwonurkiem. On podpłynął, złapał go za rękę i stwierdził, że jest bezwładna.
Drugi z zaalarmowanych ratowników Andrzej N. również nie skoczył od razu do wody, lecz zaczął sprawdzać tyczką, czy płetwonurek się rusza. Dopiero, gdy stwierdził, że nie daje oznak życia, skoczył do wody. Dlatego Andrzejowi N. prokuratura przedstawiła taki sam zarzut, jak Zofii M.
Od momentu wyciągnięcia topielca z wody zaczęła się błyskawiczna akcja reanimacyjna, dzięki której przywrócono oddech. Mężczyzna w ciężkim stanie trafił do szpitala. Dopiero po trzech dniach dowiedział się o wypadku, ale nie był w stanie go sobie przypomnieć. Był przekonany, że... spadł z konia.
- Piotr J. doznał ciężkiej choroby realnie zagrażającej życiu po nagłym zatrzymaniu krążenia, przemijającym niedotlenieniu mózgu i ostrej niewydolności oddechowej - dodaje rzecznik prokuratury. - Nagłaśniamy tę sprawę na początku sezonu letniego, mając nadzieję, że zmusimy ratowników do większej czujności i koncentracji. Przecież oni odpowiadają za nasze życie.
Ratownikom grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie