Pieniądze na odczepnego

Bogdan Bocheński
Cierpienie jest niepoliczalne. Żadna kwota - w złotych czy w markach - nie przywróci nam zdrowia, utraconego życia.

Tuż przed rozpoczęciem wypłat odszkodowań dla najstarszych ofiar III Rzeszy te gorzkie słowa wypowiedziano w Domu Pomocy Społecznej w Kędzierzynie-Koźlu. Odbyło się tam spotkanie z okazji 56. rocznicy wyzwolenia obozu pracy w Sławięcicach - w latach 1942-1945 filii obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu-Brzezince.

W DPS-ie zjawiło się 10 członków Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Byli więźniowie wspominali, jak doszło do tego, iż odszkodowania są wreszcie przez Niemców wypłacane.
- Czekaliśmy na to sześć lat. W 1995 roku nasz zarząd główny jako pierwszy zwrócił się w tej sprawie do rządu Niemiec. Wniosek odszkodowawczy przedłożyliśmy w Sądzie Krajowym w Bonn. Od początku popierała nas działająca przy ONZ Komisja Praw Człowieka w Strasburgu - tłumaczył Jan Luboń, sekretarz Zarządu Okręgu Opolskiego PZBWPHWiOK. - Olbrzymią pomoc uzyskaliśmy również od strasburskiego Międzynarodowego Komitetu Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych, którego jesteśmy pełnoprawnym członkiem.
"Pierwszy" Polski Związek Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych istniał w latach 1946 - 1949 (był niewygodny dla komunistów, mocno dawał się im we znaki). Później - w ramach tzw. centralizacji związków kombatanckich, wchłonął go Związek Bojowników o Wolność i Demokrację. W 1991 roku VII Sąd Rejonowy w Warszawie zarejestrował z powrotem organizację, przywracając jej historyczną nazwę. Orzeczenie sądu brzmiało: w 1949 roku związek został bezprawnie rozwiązany.
Okręg opolski związku odtworzono niemal równocześnie ze złożeniem przez jego władze krajowe petycji do Komisji Praw Człowieka w Strasburgu (uczyniło to 49 więźniów).
- Zarząd główny zapytał ONZ, dlaczego Niemcy wypłacili niektórym narodom Europy Zachodniej: Holendrom, Norwegom, Francuzom, Włochom i oczywiście swoim obywatelom, odszkodowania za pobyt w obozach w kwocie 35 tysięcy marek na głowę, a o więźniach z Europy Wschodniej zapomnieli? - opowiadał Jan Luboń, więzień obozów pracy w Braitenau koło Kassel i w Sławięcicach.
- Uważamy, że są to ochłapy rzucane na odczepnego biednym Polaczkom przez bogatych Niemców. Dając nam pieniądze, mówią: Przecież dotrzymujemy słowa i czynimy zadośćuczynienie za wyrządzone wam krzywdy. Dlaczego więc się nie cieszycie? A z czego tu być zadowolonym, skoro sam minister spraw zagranicznych rządu RP, Władysław Bartoszewski, który w Oświęcimiu spędził cztery lata, stwierdził, że te maksymalnie 15 tysięcy marek to śmieszna suma.
Maria Kupczyńska-Lisikiewicz z Kędzierzyna-Koźla miała 4 lata, kiedy trafiła do Oświęcimia. Na jej prawym przedramieniu widać wytatuowany niebieskim tuszem obozowy numer: 77332.
- To jeden z niższych numerów, jakie się jeszcze na świecie uchowały. Po zejściu z kolejowej rampy od razu zrobiono ze mnie królika doświadczalnego. Skutki eksperymentów medycznych odczuwam codziennie. Fakt, że Oświęcim przeżyłam, uznaję za cud - oświadczyła zgromadzonym kombatantom pani Maria.
Byli więźniowie ze smutkiem zauważyli, że z roku na rok jest ich coraz mniej.
- W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zmarło jedenastu naszych współtowarzyszy. Pochowaliśmy między innymi wiceprezesa zarządu okręgu opolskiego, Kazimierza Bombę z Koźla, więźnia obozów w Pustkowie niedaleko Rzeszowa i na krakowskim Płaszowie, odznaczonego w 1994 roku przez Żydów medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" - wspominał kozielskiego weterynarza Rudolf Bachniak z Bodzanowa w gminie Głuchołazy, więzień obozu pracy w Boguminie w Czechach.
Opolscy więźniowie obozów koncentracyjnych poparli inicjatywę zarządu głównego swego związku, by w najbliższym czasie złożyć do Sejmu RP wniosek o przywrócenie im pełnych emerytur i rent.
- Po nastaniu wolnej i niepodległej Polski, zabrano nam połowę kombatanckich świadczeń. W Sejmie dwie posłanki oznajmiły wtedy, iż nasze renty i emerytury są zbyt wysokie i trzeba je zmniejszyć. W imię zasad, których do dzisiaj nie rozumiemy, parlament ich pomysł niestety przegłosował - mówi Bronisława Olczak z Głubczyc, więźniarka Majdanka.
Na prośbę zarządu głównego władze Okręgu Dolnośląskiego Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych we Wrocławiu zaczęły rozsyłać do wszystkich członków organizacji ankietę, w której będą musieli opisać swoje przeżycia w obozach.
- Może powstanie z tego kiedyś wstrząsająca księga dokumentująca bezmiar ludzkiego cierpienia? Kto jak nie my - żywe dowody czasów pogardy - zrobi to lepiej? - pytała Amelia Mamczar z Ciermięcic koło Głubczyc, dokładnie pamiętająca kilkumiesięczną gehennę, jaką przeszła w obozie przejściowym w Lublinie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie