reklama

Podróż do Włoch. Spaghetti to nie wszystko

RedakcjaZaktualizowano 
Będąc w Rimini, grzechem byłoby nie odwiedzić republiki San Marino. To zaledwie 40 minut jazdy autobusem, a bilet w obie strony kosztuje 8 euro. Państwo założył pewien mnich uciekający przed gniewem cesarza. Republika ma własną mennicę, armię i policję. Jej tanie sklepy przyciągają mnóstwo turystów. Największą ich grupę stanowią teraz Rosjanie, wiele sklepów ma nawet szyldy w języku rosyjskim. Jeśli nawet ktoś nie jest wielbicielem zakupów, w San Marino urzekną go spacery stromymi uliczkami wśród pięknych kamiennych domów. Republika ma też kilka oryginalnych muzeów, a z jej szczytu roztaczają się przepiękne widoki. Co ciekawe, znaczki pocztowe z San Marino cenione są wśród filatelistów całego świata.
Dzięki mieszkańcom włoskiego regionu Emilia Romania mamy spaghetti bolonese, ser parmezan, szynkę parmeńską i ocet balsamiczny. Ale bardzo łatwo zapomnieć tam z wrażenia o jedzeniu.

W ubiegłym roku, kiedy na światowych rynkach szalał kryzys, organizatorzy słynnego kolarskiego wyścigu Giro d'Italia tak zaplanowali jego trasę, aby biegła przez najbardziej atrakcyjne miasta Włoch. Realizatorzy telewizyjni dwoili się i troili, aby przy okazji przejazdu peletonu pokazywać kibicom najpiękniejsze miasta Italii. W kryzysie - taka turystyczna promocja była bezcenna.

Podczas etapu z metą w Bolonii kamerzyści przeszli samych siebie. Zamiast spoconych zawodników, pokazywali stare, stylowe ulice miasta, średniowieczne place i ceglano-pomarańczową Bolonię z lotu ptaka. Kto wygrał etap, nikt dziś pewnie nie pamięta, ale wielu kibiców odkryło miasto, o którym słyszało pewnie tylko w kontekście spaghetti alla bolognese. Zanim kolarze dotarli do mety, zapadła decyzja: przy pierwszej okazji jadę z rodziną do Bolonii.

Twarde lądowanie
Kapitan Alberto pilotujący nasz samolot z Wrocławia, naprawdę zdrowo gruchnął kołami boeinga o ziemię przy lądowaniu w Bolonii. 30 pasażerów (w mieszczącej około 200 osób maszynie) z hukiem dotarło do stolicy włoskiej Emilii Romanii.

- Jesteśmy godzinę przed czasem - poinformował nas steward w imieniu kapitana. Chyba dla osłodzenia twardego lądowania. Kilka dni później nie wypominałem już kapitanowi Alberto lądowania. Byłem mu wdzięczny za tę dodatkową godzinę w Bolonii.

Bolonia, a raczej cały region Emilia Romania to kulinarne serce Włoch. Bolończycy jedzą jednak więcej od swoich pobratymców w innych regionach, dlatego ich miasto często nazwane jest tłustym. Drugim słynnym kulinarnym miastem regionu jest Parma, znana z szynki i sera.

Będąc w Rimini, grzechem byłoby nie odwiedzić republiki San Marino. To zaledwie 40 minut jazdy autobusem, a bilet w obie strony kosztuje 8 euro.
Państwo założył pewien mnich uciekający przed gniewem cesarza. Republika ma własną mennicę, armię i policję. Jej tanie sklepy przyciągają mnóstwo turystów. Największą ich grupę stanowią teraz Rosjanie, wiele sklepów ma nawet szyldy w języku rosyjskim.
Jeśli nawet ktoś nie jest wielbicielem zakupów, w San Marino urzekną go spacery stromymi uliczkami wśród pięknych kamiennych domów. Republika ma też kilka oryginalnych muzeów, a z jej szczytu roztaczają się przepiękne widoki.
Co ciekawe, znaczki pocztowe z San Marino cenione są wśród filatelistów całego świata.

Rimini to 16 kilometrów płatnych plaż. Tamtejszy piasek przegrywa z naszym bałtyckim, ale woda jest cieplejsza, a słońce dużo mocniejsze.

Bolonia natomiast ma jeszcze jeden przydomek - "czerwona". Jest oczywisty, gdy spojrzy się miasto z góry na jego dachy z czerwonej cegły. W rzeczywistości jednak "czerwona" oznacza lewicowe sympatie polityczne mieszkańców. Ponoć w ostatnich latach bolończycy swoje poglądy przesunęli bardziej w prawą stronę, jednak łatka pozostała.

Każdy, kto przyjeżdża do Bolonii, trafia na dworzec kolejowy - duży, funkcjonalny i gwarny z mnóstwem barów, gdzie Włosi przed podróżą zajadają bez pośpiechu kanapki. Nie ma tam już wielu śladów po największej tragedii w powojennej historii Italii. W 1980 roku terroryści z ugrupowań faszystowskich zdetonowali bombę. Zginęło wówczas ponad 80 osób. Bolończycy zapłacili wtedy straszną cenę za swoje lewicowe poglądy.

Bardzo szybko zapominamy o mrocznej historii, idąc w kierunku starego miasta i oglądając Bolonię i jej portici. To pierwsza niesamowita rzecz - portyki wzdłuż budynków. Prawie całe stare miasto jest tak zbudowane. Chronią przed piekącym słońcem i deszczem.

Ciągle słychać wow
Kilka razy w ciągu minuty rozlega się to słowo na końcu Via dell Indpendenza. Kto tam dotrze, spojrzeniem ogarnia serce miasta, czyli Piazza dell Nettuno. "Wow" wychodzi z ust mimowolnie. Wtedy przychodzi myśl, że kamerzyści podczas Giro nawet w połowie nie pokazali piękna miasta. Plac z fontanną otoczony pałacami łączy się z równie pięknym Piazza Maggiore. Tu schodzą się turyści z całego miasta, a połowa z nich je lody. Chronią się w cieniu, przysiadając na schodach prowadzących do ogromnego kościoła San Petronio.

Jak dojechać

Będąc w Rimini, grzechem byłoby nie odwiedzić republiki San Marino. To zaledwie 40 minut jazdy autobusem, a bilet w obie strony kosztuje 8 euro.
Państwo założył pewien mnich uciekający przed gniewem cesarza. Republika ma własną mennicę, armię i policję. Jej tanie sklepy przyciągają mnóstwo turystów. Największą ich grupę stanowią teraz Rosjanie, wiele sklepów ma nawet szyldy w języku rosyjskim.
Jeśli nawet ktoś nie jest wielbicielem zakupów, w San Marino urzekną go spacery stromymi uliczkami wśród pięknych kamiennych domów. Republika ma też kilka oryginalnych muzeów, a z jej szczytu roztaczają się przepiękne widoki.
Co ciekawe, znaczki pocztowe z San Marino cenione są wśród filatelistów całego świata.

Jak dojechać

Najtańszym sposobem jest lot samolotem. Tanie linie lotnicze oferują często promocyjne ceny na połączenia z Wrocławia lub Katowic. Lot w obie strony może kosztować zaledwie 100 złotych.
Na miejscu najtaniej jest podróżować pociągiem. Sieć kolejowa jest tam rozbudowana, a bilety należą do najtańszych w zachodniej Europie.
Za półtoragodzinny przejazd z Bolonii do Rimini zapłacimy 7,80 euro.
Bilet z Rimini do Rawenny kosztuje 3,80 euro.
Zakupiony bilet musimy skasować przed wejściem do pociągu. Inaczej będzie on traktowany jako nieważny.

Kilkaset metrów dalej grupa turystów gimnastykuje się, próbując robić zdjęcia u podnóża dwóch średniowiecznych wież. Torre degli Asinelli i Torre Garisenda to kolejne symbole miasta.
Bolonia leży na szlaku pomiędzy Wenecją a Florencją. Często turyści ją omijają, bo nie ma w sobie nadętego piękna tej pierwszej ani malowniczości drugiej.
Mimo tego urok starych domów Bolonii jest wielki, a mieszkańcy miasta mają w sobie wiele luzu. Najwięcej chyba studenci, przesiadujący w barach dzielnicy uniwersyteckiej. Sklepikarze są tam przyjaźniejsi. Zagadują turystów nawet trochę się przymilając. - Pani z Barcelony? Katalonia! - zaczepia sklepikarz młodą dziewczynę. - Wiem, wiem, Katolonia to nie Hiszpania - czaruje ją swoją wiedzą na temat skomplikowanej sytuacji Katalończyków. Zadowolona z takiego ujęcia sprawy dziewczyna zatrzymuje się w sklepie na drobne zakupy.

Włosi kochają dzieci. Rodzina turystów z maluchem musi być przygotowana na liczne, acz sympatyczne zaczepki. Ojciec trzymający w autobusie na rękach dwuletnie dziecko jest przez pozostałych pasażerów traktowany jak kobieta w zaawansowanej ciąży. W jednej chwili trzy osoby ustępują mu miejsca.
Trzeba tylko z uśmiechem nauczyć się odmawiać czarnoskórym sprzedawcom oferującym książki dla dzieci. - Sam ją napisałem - zachwalał na Piazza Maggiore jeden z nich. Co ciekawe, kilka dni później w Ferrarze także ciemnoskórzy sprzedawcy oferowali tę samą książkę i też zapewniali, że są jej autorami. No cóż i we Włoszech sukces ma wielu ojców.

Oddalona o godzinę jazdy pociągiem Ferrara jest bardziej kameralna, ale też znaczniej bardziej malownicza w swej średniowieczności. Wczesnym popołudniem ludzie nagle znikają tam z ulic, uciekając przed słońcem. Na pustych traktach pozostają tylko turyści powoli spacerujący pomiędzy piękną katedrą a zamkiem książąt Este, którym miasto zawdzięcza swoją urodę. Warto wtedy zatopić się w sieci wąskich średniowiecznych uliczek i tam szukać wrażeń i ochłody.

Pokój z widokiem
Po wizytach w średniowiecznych miastach przyszedł czas na Rimini - jeden z najsłynniejszych kurortów Włoch. Oferta czterogwiazdkowego hotelu nad samą plażą wyglądała w internecie kusząco. Pokój ze śniadaniem dla rodziny z dzieckiem za 40 euro! Szybko się okazało, że to podpucha.

- Za 10 dodatkowych euro dostaniecie pokój z widokiem na ocean - zachęcała po angielsku kierowniczka recepcji. Trudno stwierdzić, czy pomyliło jej się słowo morze z oceanem, czy też takie ma wyobrażenie o Morzu Adriatyckim.
Uprzejme "nie, dziękujemy" wcale jej nie zraziło. - Za 25 euro od osoby dokładamy wam obiady i kolacje - zachęcała.

Kolejne "nie, dziękujemy" przyjęła już z kwaśną miną i przeszła do rozdziału "restrykcje". - Nie możecie rozkładać na plaży ręcznika, musicie wynająć leżaki i parasole. Ceny są tam - wskazała palcem na budkę przy plaży i do końca pobytu przestała zwracać uwagę na turystów z Polski, którzy potraktowali jej hotel jak bed&breakfast.

Rimini to właściwie kilka miejscowości połączonych 16-kilometrową plażą. Wszędzie tam obowiązują opłaty za korzystanie z leżaków na plaży. Za cały dzień plażowania full wypas dwoje dorosłych musi wyłożyć 30 euro.

Szybko zrozumieliśmy system działania tamtejszych hoteli. Cena za nocleg jest zaledwie bazową. Dodatkowo zarabiają tam na wyżywieniu i wejściówkach na plażę. Chodzi o to, aby turystę zatrzymać u siebie i nie pozwolić mu wydawać swoich pieniędzy gdzie indziej.

Ci, którzy z hotelu chcą sobie urządzać całodniowe wycieczki do San Marino, czy niedalekiej Rawenny, nie znajdą uznania w oczach hotelarzy. Kto jednak uwielbia kurortową atmosferę, będzie zachwycony Rimini. Dziesiątki barów wieczorami kuszą ludzi na promenadach. Atrakcji dla dzieci jest mnóstwo.
Miasto ma też mniej znaną twarz, czyli starówkę. Niedużą, uroczą, z kilkoma zabytkami. Warto tam też zajrzeć do bardzo dobrze zaopatrzonej hali targowej.

Na koniec wycieczki po Emilii Romanii odwiedziliśmy Rawennę. Miasto równie piękne jak Ferrara, ale jej prawdziwe skarby kryją się we wnętrzach kościołów budowanych w V wieku naszej ery. To mozaiki bizantyjskie. Tu jednak uwaga. Warto wybrać się tam przed południem, by zdążyć zobaczyć wszystkie. Obowiązuje łączony bilet (8,5 euro).

Podczas ostatniego spaceru po promenadzie w Rimini musieliśmy się jeszcze raz obronić przed sprzedawcą kolejnej zabawki. - Nie mam pieniędzy - tłumaczyłem spokojnie.

- Nie masz pieniędzy? To czego szukasz w Rimini? - zapytał równie spokojnie.

- Czas na powrót do domu - pomyślałem. Mimo że nie spróbowałem jeszcze spaghetti.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3