Połatyński: - Teatr musi podróżować

Iwona Kłopocka - Marcjasz
Mirosław Połatyński. Spełniony aktor wyjechał do Kanady spełnić się jako reżyser.
Mirosław Połatyński. Spełniony aktor wyjechał do Kanady spełnić się jako reżyser.
Mirosław Połatyński, aktor Teatru Kochanowskiego, od pięciu lat mieszka w Kanadzie. Skończył tam reżyserię i założył kompanię teatralną.

Matematyk w liceum mówił mu złośliwie: "Połatyński, ty to tylko aktorem możesz zostać". Z maturą w kieszeni miał już załatwioną wakacyjną pracę "kaowca" w uzdrowisku, gdy zobaczył afisze łódzkiej Filmówki i na zasadzie "co mi szkodzi" pojechał na egzamin.

Studia ukończył w 1981 roku. Dwa lata później związał się z Teatrem Kochanowskiego. Przerwę od teatru zrobił sobie na chwilę, gdy mocno uwierzył w kapitalizm, zajął się reklamą i założył własną firmę, na potrzeby której nauczył się nawet szyć niemowlęce śpioszki.

Biznesowa przygoda zakończyła się po trzech latach i Połatyński wrócił na opolską scenę. W sumie zagrał ponad 30 głównych ról w 70 przedstawieniach. Występował także w filmach i telewizji. Opolska publiczność doskonale pamięta jego ostatnie kreacje - w "Matce Joannie od Aniołów", "Kolacji dla głupca", "Mr Love".

Kiedy w 2003 roku się żegnał - wciąż uważa, że tymczasowo - z opolskim teatrem, był świeżo po sukcesie na Opolskich Konfrontacjach Teatralnych, gdzie za rolę Majora w "Niepoprawnych" otrzymał wyróżnienie. Spełniony aktorsko wyjechał do Kanady realizować marzenia o nauce reżyserii.

Za stary na studia

Papiery na reżyserię składał najpierw do akademii teatralnych w Wiedniu, Berlinie i Monachium. Zna biegle niemiecki. Uczył gry aktorskiej i monologu w Film und Theater Athanorakademie w Burghausen, gdzie wyreżyserował dwa przedstawienia dyplomowe, m.in. bardzo dobrze przyjęte "Trzy siostry" Czechowa.
Okazało się jednak, że w Europie jestem za stary na studia, bo obowiązuje tu limit wieku, 28 lat - mówi Połatyński.

Szansa pojawiła się dopiero w Kanadzie.
Wielu doświadczonych polskich aktorów bierze się do reżyserii bez stosownego papieru i Połatyński też tak robił, ale miał poczucie, że to nie wystarczy.

- Robię świetne pierogi i gołąbki, wszyscy je chwalą - zapewnia - ale to nie znaczy, że jestem dobrym kucharzem i że te potrawy za każdym razem wychodzą mi tak samo.

Słuszność tego przekonania potwierdził mu potem David Rotenberg, znany kanadyjski reżyser i wykładowca na York University. Aktor-reżyser - mawiał Rotenberg - reżyseruje aktorów i sceny. Reżyser-reżyser pracuje nad całą sztuką, opowiada historię, używając odpowiedniego języka i narzędzi sztuki.

Połatyński wybrał prestiżowy York University w Toronto, trzecią pod względem wielkości kanadyjską uczelnię, gdzie studiuje kilkadziesiąt tysięcy osób, w tym kilka na samym wydziale artystycznym.

Po nocach straszyły go... buty

Zaraz po przyjeździe do Toronto kupił sobie buty. Właściwie - buciory, potężne, z metalowymi okuciami. Takie, jakich używają robotnicy na budowach. Postawił te buty na widoku w pokoju. To była jego motywacja do nauki angielskiego. Za ocean pojechał bowiem z zerową znajomością języka. Na jego opanowanie dał sobie półtora roku.

Uczyłem się po 8-9 godzin dziennie. W nocy budziłem się przerażony, bo przyśniło się jakieś słówko, którego nie rozumiałem. Buty przypominały mi, że jak się nie uda, to będę musiał je założyć - wspomina ze śmiechem.

Kiedy zdał międzynarodowy egzamin, mogł złożyć papiery na studia. Przygotował po angielsku egzemplarz reżyserski "Matki" Witkacego (nad realizacją tej sztuki pracował jeszcze z Bartoszem Zaczykiewiczem w Opolu i zamierza kiedyś wystawić ją w Kanadzie). O dwa indeksy ubiegało się 40 osób.

- Kiedy przyszło pismo z uczelni, kupiłem whisky, siadłem na tarasie i przez pięć godzin nie mogłem zdecydować się na otwarcie koperty - wspomina.

Skanseny w krainie tolerancji

- Kanada chlubi się swą wielokulturowością i programową tolerancją. Tu nikt nie czuje się obco. - Na kursie angielskiego szyici uśmiechali się do sunnitów - mówi. - Przyjechali z najbardziej zapalnych miejsc świata, ale w krainie tolerancji zapominali o nienawiści.

Kiedy lepiej poznał kraj, dostrzegł jednak także drugą stronę medalu. Kanadyjskie państwo dofinansowuje liczne inicjatywy etniczne, ale to zamiast sprzyjać przenikaniu się kultur, zamyka mniejszości kulturowe w swoistych gettach.

- Na swój użytek nazwałem to skansenizmem - mówi Połatyński. - Kanada przypomina ser szwajcarski: dużo grup etnicznych, ale między nimi coraz grubsze ścianki. W Misisadze (jak nasi rodacy spolszczają nazwę Mississauga), sypialni Toronto, gdzie mieszka 200 tysięcy Polaków, można żyć, nie znając angielskiego.

Co trzy miesiące przyjeżdża tu Teatr Narodowy z Warszawy - pod hasłem promocji polskiej kultury - ale oglądają go tylko swojacy, którzy idą "na aktorów" znanych z seriali widzianych na TV Polonia. To żadna promocja kultury, bo biletów nie kupi rdzenny Kanadyjczyk.

Burzenie kulturowych barier

Z tych obserwacji narodziła się idea Atlas Stage Productions Canada, kompanii teatralnej, którą Połatyński założył w 2004 roku. Jest tam m.in. dwoje młodych aktorów z polskimi korzeniami, ale już wykształconych w Kanadzie, Grek, Austriak, czarnoskóry Kanadyjczyk.

Do zespołowej pracy wkładają różne doświadczenia życiowe, kulturalne, artystyczne, wzajemnie się inspirując. Już pierwsze przedstawienie - "Theatre of the Film Noir" torontońskiego dramaturga G.F. Walkera - okazało się sukcesem, bo na widowni zasiedli Kanadyjczycy, Meksykanie, Chińczycy, Żydzi. I Polacy. Wielkie uznanie wzbudził też plakat do przedstawienia autorstwa opolskiego artysty, Bolesława Polnara.

Ale produkcja przedstawień to nie wszystko. O Atlas Stage Połatyński mówi, że to także "inicjatywa intelektualno-edukacyjno-twórcza". Właśnie jest w trakcie pierwszej europejskiej misji swej kompanii, której celem jest nawiązanie współpracy z 10-12 teatrami z Europy Środkowej, wymiana przedstawień i reżyserów, spotkania i dyskusje w szkołach teatralnych.

I nie chodzi tylko o budowanie pomostów między kanadyjskim teatrem Połatyńskiego a teatrami europejskimi, ale też o współpracę w grupie każdego z każdym.

- Teatr musi czerpać z różnych inspiracji, ruszać się, podróżować, bo inaczej kostnieje - mówi Połatyński. - Niech raz w roku Polak zrobi polską sztukę w Niemczech, a Austriak austriacką w Polsce, bo na tym się zna.

Inicjatywa Połatyńskiego ma wsparcie polskiego Konsulatu Generalnego w Toronto, Instytutu Goethego oraz Ambasady Kanady w Wiedniu, która bardzo poważnie potraktowała ten projekt w ramach współpracy kulturalnej Kanady z Europą.

Na pierwszej trasie kompanii Połatyńskiego znalazła się Częstochowa, Kraków, Opole, Wrocław, Legnica, Wiedeń i Berlin. Kanadyjski teatr nie płaci za wynajem scen, noclegi i transport między miastami. Ma także udziały w sprzedaży biletów. Na takich samych zasadach będzie gościć u siebie Europejczyków.

- My działamy na zasadach non profit. Co dostaniemy w Europie, tym odwdzięczymy się u siebie - gwarantuje Połatyński.

Dzięki temu projektowi wyjazd do Kanady planuje już Opolski Teatr Lalki i Aktora, który gościł zespół Połatyńskiego w Opolu. Dlaczego nie macierzysta scena, której aktorem (choć na bezpłatnym urlopie) jest wciąż Mirosław Połatyński?

Bardzo chciałem, by moi koledzy z "Kochanowskiego" mogli pokazać się w Kanadzie. Kiedy wszystko było ustalone, usłyszałem, że za występ muszę zapłacić 20 tysięcy złotych. I przywieźć własne rolki biletowe.

Szef Teatru Lalki i Aktora z Połatyńskim dogadał się w trzy dni.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
W dniu 18.10.2008 o 17:45, Barbara napisał:

Panie Mirosławie-jestem Pana fanką z czasów Kochanowskiego,mieszkaliśmy chyba na tej samej ulicy?Od razu zauważyłam Pana brak w teatrze,choć nie miałam pojęcia o Pana wyjeździe.Serdecznie gratuluję sukcesu!!!Życzę jeszcze większego:)A co do sprawy Pana współpracy-to smutne nasze polskie -opolskie piekiełko:( Pzdrawiam!


Ta sugestia z ulica nie pozwoli mi raczej na skojarzenie osoby.....ale ze ktos jest fanka, to milo slyszec. Dziekuje. Prosze nie myslec, ze to proznosc... nie. Czuje i traktuje to jako docenienie moje pracy w Opolu ale tez jako slusznosc obranej przeze mnie drogi. A co do tego opolskiego piekelka.... hm......lubie Opole, a jego piekielko jest jego integralna czescia. Kazde miasto ma swoje wlasne piekielko... poza tym ktos kiedys powiedzial, ze jezeli w Raju jest tak, ze sie wszyscy kochaja, uchodza sobie z drogi, usmiechaja non stop i sa strasznie uprzejmi.... to wydaje mi sie, ze to moze troche nudne miejsce jest ;-)))) choc bezpieczne.... oczywiscie zartuje. Opole jest normalne i ma normalne piekielko....prosze mi wierzyc. POzdrawiam ...... zapraszam na strone www.atlasstage.com
G
Gość
Witam Panie Mirku
Chcialam pogratulowac i zyczyc powodzenia. Milo slyszec, ze Pan zrealizowal swoje marzenia. Gdy dowiedzialam sie, ze Pan wyjechal do Kanady, wiedzialam, ze Pan nie wroci. Pan jednak twierdzil, ze to wyjazd na dwa lata. Niestety, musi Pan przyznac, ze Zachod oferuje wieksze mozliwosci i szanse, ktorych odrzucic nie mozna. Wiem, bo sama wyemigrowalam.
Musze przyznac, ze byl Pan moim ulubionym aktorem opolskiego teatru. Sledze Pana kariere za granica i na prawde ciesze sie, ze jest Pan szczesliwy i realizuje sie. Zycze wszystkiego dobrego

Pozdrawiam serdecznie
Dziekuje za pamiec i za kilka slow na moj temat. Emigracja.....coz. Niektorzy robia to w sposob doslowny i szukaja dopelnienia. Inni tez emigruja czesto do srodka siebie albo w krainy marzen czy wyzwan. Jak do teraz ciagle staram sie realizowac jedna rzecz-mianowicie rozszerzac teatr we mnie. Wiem, ze moze nie zabrzmi to popularnie, ale teatr to nie budynek..... teatr siedzi w srodku i mozna, a takze trzeba wozic go ze soba jak lekarz podrozna torbe. Tak to wlasnie jakos od ostatnich czasow mi sie czuje. Kazda proba zadministrowania teatru konczy sie raczej jego upadkiem albo mkizeria. Jezyk tu nie ma nic do czynienia....... to emocje przenosza informacje. Jezyk jest ich skutkiem i dopelnieniem. A emocje odzuwaja wszyscy podobnie niezaleznie od miejsca aktualnego pobytu czy urodzenia. A ja jako aktor czy ostatnio rezyser, uzywam tych emocji do opowiedzenia jakiejs historii.... Pozdrawiam
f
fanka
Witam Panie Mirku
Chcialam pogratulowac i zyczyc powodzenia. Milo slyszec, ze Pan zrealizowal swoje marzenia. Gdy dowiedzialam sie, ze Pan wyjechal do Kanady, wiedzialam, ze Pan nie wroci. Pan jednak twierdzil, ze to wyjazd na dwa lata. Niestety, musi Pan przyznac, ze Zachod oferuje wieksze mozliwosci i szanse, ktorych odrzucic nie mozna. Wiem, bo sama wyemigrowalam.
Musze przyznac, ze byl Pan moim ulubionym aktorem opolskiego teatru. Sledze Pana kariere za granica i na prawde ciesze sie, ze jest Pan szczesliwy i realizuje sie. Zycze wszystkiego dobrego
Pozdrawiam serdecznie
D
Doti
"Kolacja dla głupca" z Panem Połatyńskim to była doprawdy prawdziwa uczta dla widzów! Życzę Panu realizacji swoich szerokich projektów! I mam cichą nadzieję, ogladać Pana jeszcze na deskach Kochanowskiego!
B
Barbara
Panie Mirosławie-jestem Pana fanką z czasów Kochanowskiego,mieszkaliśmy chyba na tej samej ulicy?Od razu zauważyłam Pana brak w teatrze,choć nie miałam pojęcia o Pana wyjeździe.Serdecznie gratuluję sukcesu!!!Życzę jeszcze większego:)A co do sprawy Pana współpracy-to smutne nasze polskie -opolskie piekiełko:( Pzdrawiam!
Dodaj ogłoszenie