Polska da się lubić

Małgorzata Kroczyńska <a href="mailto:mkroczynska@nto.pl">mkroczynska@nto.pl</a> 077 44 32 585
Steffen Moeller.
Steffen Moeller.
Rozmowa ze Steffenem Moellerem: - Mniejszość w Polsce uważa, że oczerniam Niemców.

W Niemczech niewielu o nim słyszało, w Polsce jest jednym z najbardziej znanych Niemców, gwiazdą telewizyjną i artystą kabaretowym. Występuje w programie "Europa da się lubić", gra w najpopularniejszym serialu "M jak miłość", prowadzi wieczory kabaretowe. Studiował teologię. 12 lat temu przyjechał z rodzinnego Wuppertalu do Krakowa na kurs językowy i... postanowił zamieszkać nad Wisłą, bo "pasuje mu polska mentalność". Na rynku księgarskim właśnie ukazała się jego książka "Polska da się lubić".

- Europa da się lubić - o tym Polacy, jeszcze do niedawna trochę sceptyczni wobec Unii, są już przekonani. Najlepszy dowód, że coraz częściej wyjeżdżają z kraju. Pan tymczasem chce im wmówić, że to Polska da się lubić. A za co?
- Za poczucie humoru, życzliwość, serdeczność... W Polsce czuję ciepło, w Niemczech - chłód. Odkąd poznałem Polaków, tam już bym nie wytrzymał. Pewnie, że w każdym kraju można znaleźć fajnych ludzi. W Niemczech też mam świetnych przyjaciół, jestem z nimi w kontakcie, ale na co dzień w pociągu, tramwaju, w pracy czy sklepie wolę spotykać Polaków, z nimi rozmawiać. Da się żyć w tym waszym kraju. Gdyby było inaczej, nie mieszkałbym tutaj.

- Dwanaście lat temu, gdy po raz pierwszy przekroczył pan granicę na Odrze i Nysie, te wrażenia też były takie pozytywne?
- Owszem. Wcześniej byłem dłuższy czas we Włoszech i tam mi się nie podobało. Czułem się jak turysta, czyli obcy, trochę intruz, chociaż Włosi są wylewni, nawet za bardzo. W Polsce nie miałem nigdy czegoś takiego, co się po niemiecku nazywa Heimweh, czyli tęsknota za domem. Dla mnie na początku zaskoczeniem było, że Polska jest znacznie bardziej normalnym krajem, niż się spodziewałem. Na przykład wszedłem do sklepu i zobaczyłem Nutellę. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że w 1994 roku przyjechałem już do innej Polski. Nie wiem, czy przed 1989 moje wrażenia byłyby podobne, czy wtedy podpisałbym się pod słowami Normana Daviesa, który twierdzi, że fanem Polski jest od zawsze. Chociaż on pewnie ma na myśli polską mentalność, nie pełne półki w sklepach.

- Jesteśmy kłótliwi, nieufni, drażliwi, do wszystkiego mamy słomiany zapał. Czy to jest mentalność, którą można polubić?
- Moje uwielbienie dla was nie jest bezkrytyczne. I zauważam taką dwoistość natury Polaka. W was jest i doktor Jekyll, i mister Hyde. Polacy się siebie boją, w autobusie się nie odzywają, nie uśmiechają, cały czas ściskają portfele. Ale ja już wiem, że tak naprawdę są inni, ufni. Tyle że najbardziej wobec swoich najbliższych i kolegów, i może dlatego zaniedbują sprawy publiczne.

- Myśli pan o polityce?
- Polska polityka jest, moim zdaniem, jak polska ekstraklasa - bez blasku i jakoś trudno mi się nią pasjonować. Myślę raczej o tym, co mnie u was naprawdę denerwuje. O... klatkach schodowych. Wchodzisz do bloku, patrzysz i wydaje ci się, że to ruina, slumsy. Tymczasem wchodzisz do mieszkania, a tam super, wszystko świetnie urządzone, czyste, wypielęgnowane. A klatka niech sobie będzie brudna, nikt o nią nie chce zadbać, wydać pieniędzy na coś, z czego korzystałby nie tylko on, ale sąsiedzi także. Nie wiem, może to jest pozostałość po komunizmie, kiedy to, co wspólne, było państwowe, czyli niczyje.

- "Właściwym winowajcom kiepskiego stanu stosunków niemiecko-polskich jawi się nie nowy rząd w Polsce ani nie Centrum przeciw Wypędzeniom czy gazociąg północny. Winny jest stary Polenwitz, pradowcip: Przyjedź do Polski, twój samochód już tam jest" - to cytat z pana artykułu dla "Suddeutsche Zeitung". Niemcy wciąż myślą o nas stereotypami?
- I wcale się nie starają, żeby ten obraz zmienić. Wobec Turków czy innych mniejszości mieszkających w Niemczech bardzo się starają, są politycznie poprawni. Natomiast wobec Polaków sobie odpuszczają.

- Niemiec broni Polaków. Nie boi się pan, że pana rodakom to się nie spodoba?
- Sami do mnie dzwonią, pytają o moje zdanie. Ten artykuł, o którym pani wspomniała, był wobec Niemców dosyć krytyczny, a mimo to został opublikowany. Tylko mniejszość w Polsce uważa, że oczerniam Niemców, w programie "Europa da się lubić" przedstawiam ich w krzywym zwierciadle, opowiadam o 5 milionach bezrobotnych, o Hitlerze i naszym poczuciu wstydu, zamiast rozprawiać o sukcesach. I zarzuca mi się, że nie dostrzegam urody niemieckich kobiet. A ja spokojnie tłumaczę, że Polacy świetnie wyczuwają ironię, wiedzą, jak interpretować moje teksty.

- I znowu w pana oczach jesteśmy lepsi, niż sami sądzimy.
- I kochacie swój kraj do tego stopnia, że nie jesteście w stanie pokochać innego.
- Polacy są zakochani we własnym kraju!? Dlatego go masowo opuszczają?
- Wyjeżdżają, to prawda, ale tu nie ma sprzeczności. Miałem występy dla Polonii w Niemczech. Potem sobie z polonusami rozmawiałem i co z tych rozmów wynika? Że owszem, on tam pracuje, zarabia i jeździ volskwagenem, ale miłości do Niemiec i Niemców nikt mi nie wyznawał. Za to słyszałem narzekania, że kiełbasa niemiecka jest kiepska, nie umywa się do polskiej. To przywiązanie do ojczyzny ma też odbicie w przestrzeganiu tradycji. W Chicago czy na Antarktydzie Polak w Wigilię Bożego Narodzenia będzie chciał mieć na stole dwanaście potraw. Niemcy, kiedy wyjeżdżają z kraju, bardzo szybko tracą swoją tożsamość. Polacy nie. W Nowym Jorku na występ artysty z Niemiec nikt nie przyjdzie, a Polak może trzy razy występować i mieć na sali po tysiąc widzów. Amerykańska Polonia jest silna, zorganizowana. Wy jesteście specyficzni.

- Bo mamy specyficzną historię. 123 lata nie było Polski na mapach świata.
- Fakt, kiedy Polacy nie mieli ojczyzny, musieli się trzymać razem, żeby przetrwać. Niemcy takich doświadczeń nie mają. Może dlatego w Niemczech panuje kult indywidualizmu. W samym Berlnie mieszka około 500 tysięcy singli. A Polacy, owszem, kłócą się, ale wolą życie we wspólnocie. Fajni jesteście.

- Aż tak, że postanowił pan napisać o nas książkę.
- Jesteście moim hobby. Od lat chodzę z notesikiem, zbieram i zapisuję obserwacje o Polakach. Na przykład taką, że drzwi w polskich łazienkach mają szyby. W niemieckich toaletach takich okienek nie ma. Kiedy do mnie przyjeżdżają goście z Niemiec i wchodzą do łazienki, próbują ręcznikiem zasłonić to okienko, przekonani, że jeśli tego nie zrobią, ktoś im tam będzie zaglądał. I nie potrafią zrozumieć, dlaczego w drzwiach do toalety muszą być takie okienka, czy chodzi o to, że Polacy niczego się nie wstydzą. Ja też tego nie rozumiem, ale już akceptuję.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie