Polskie samorządy lokalne potrzebują poważnego przewietrzenia

Redakcja
Być może w najbliższych wyborach będziemy wybierać włodarzy gminy na określoną liczbę kadencji.
Być może w najbliższych wyborach będziemy wybierać włodarzy gminy na określoną liczbę kadencji. Fot. Mariusz Kapala
W samorządach gminnych panują nienaruszalne układy rodzinno-polityczno-towarzyskie. Czy ograniczenie kadencyjności rozwiąże ten problem, czy będzie ciosem w idee demokracji?

PiS chce, by samorządowcy rządzili najwyżej przez dwie pięcioletnie kadencje z rzędu. Dziś ograniczeń w liczbie kadencji nie ma, a okres sprawowania samorządowego stanowiska z wyboru wynosi cztery lata.

Pomysł budzi dyskusje. Na przykład opolski rekordzista - rządzący niemal 30 lat wójt (wcześniej naczelnik) gminy Popielów, Dionizy Duszyński mówi: - Czemu nie, można ograniczać kadencje, ale przecież wielu wójtów i burmistrzów nie ma już gdzie wracać, bo ich zakłady pracy, gdzie pracowali, zanim poszli w samorządy, nie istnieją. Poza tym, dlaczego wyrzucać z pracy dobrego wójta, na którego głosowało nawet i 90 procent wyborców? Tylko dla tego, że za długo rządzi? To nie jest racjonalne.

Jedynym urzędem w Polsce sprawowanym kadencyjnie - jeśli idzie o władzę w państwie - jest prezydent kraju. Miałoby się to zmienić od najbliższych wyborów samorządowych - specjalne podkomisje sejmowe mają się zająć projektem przepisów, które zamknęłyby w czasowe ramy kwestie urzędowania włodarzy. Warto przypomnieć, że wprowadzenie kadencyjności prezydentów i wójtów nie jest autorskim pomysłem PiS. W 2013 roku Sojusz Lewicy Demokratycznej też chciał zająć się tym problemem i postulował ograniczenie sprawowania funkcji kierownika jednostki samorządu terytorialnego do dwóch kadencji. Za ograniczeniem kadencji powyższych stanowisk opowiada się prawie trzy czwarte Polaków - takie dane zebrało SLD z 250 tysięcy ankiet przeprowadzonych w całym kraju.

Temat zastępczy?

Polskie Stronnictwo Ludowe jest przeciwne ograniczeniu kadencji władz samorządowych. Poseł Piotr Zgorzelski nazwał ten pomysł próbą „przykrycia” tego, że po wyborach parlamentarnych nie doszło do wielkiej zmiany społeczno-gospodarczej. Faktycznie, warto się zastanowić - PiS coraz bardziej zawodzi tych wyborców, którzy pokazując czerwoną kartkę PO i obdarzając zaufaniem Andrzeja Dudę oraz Beatę Szydło, spodziewali się rozwiązywania zupełnie innych, bardziej gardłowych spraw.Choćby nabrzmiały już do granic wytrzymałości problem frankowiczów - a kurs franka rośnie, co jest też - niestety - skutkiem coraz bardziej kontrowersyjnych wydarzeń na polskiej scenie politycznej. Tu np. trzeba szybkiej reakcji, zanim wybuchnie kolejna fala niezadowolenia i protestów.

Tymczasem zapadają szybko i sprawnie zupełnie inne decyzje: ucięcie programu in vitro, zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego, warta honorowa podczas miesięcznicy… A teraz pomyślą z kadencjami burmistrzów.

Ograniczenie kadencji włodarzy gminnych to poważna zmiana ustrojowa - mówi dr Adam Gendźwiłł, ekspert Fundacji im. S. Batorego.

- Wprowadzenie takiej zmiany musi się wiązać z dyskusją społeczną, z wysłuchaniem zdania samorządowców i specjalistów od prawa administracyjnego, samorządności. Warto pewno zastanowić się nad tą ideą, ponieważ na pewno za dużo jest w kraju gmin, w których na wójta startuje jeden kandydat bez konkurencji. Groźne jest także to, że umocniono władzę wójta, prezydenta i burmistrza kosztem kompetencji rad, które w ten sposób często zamieniają się w tzw. maszynki do głosowania.

Wielu radnych zwraca też uwagę, że trudno im sprawować funkcję kontrolną nad działaniami wójta czy prezydenta, skoro to pracownicy podlegli wójtowi przygotowują materiały, które radni mają opiniować.

Z drugiej jednak strony pojawia się pytanie o istotę demokracji. W wyborach samorządowych o zwycięzcach decydują ludzie i to w głosowaniu w ramach jednomandatowych okręgów wyborczych. Te wybory może nie są idealne, ale w każdych z nich wymienia się około 40 procent władz.
Kwestia wyboru

Skoro większość radnych oraz szefów samorządów pozostaje jednak wciąż u władzy, czy znaczy to, że byli tacy dobrzy? Czy też raczej, że są tak dobrze umocowani w strukturach, że okupując czołowe miejsca na listach wyborczych i mając siły i środki do prowadzenia dobrej kampanii, nie dają szans innym kontrkandydatom. Co gorsze - coraz częściej zdarza się, że dotychczasowi bossowie gmin, startując w kolejnych wyborach - nie mają kontrkandydatów, co jest nie tylko wyrazem tego, że nie ma nikogo lepszego do sprawowania takiej funkcji w gminie. Bywa, że komitety wyborcze dogadują się między sobą: my nie wystawimy drugiego kandydata, wy nam zapewnicie potem w miejsce w zarządzie miasta lub gminy odpowiednie stanowisko.

W sytuacji, gdy wyborca nie ma de facto wyboru pomiędzy pretendentami do urzędu, sama idea wyborów wydaje się być fikcją. I tu uwaga: dość znaczna jest grupa Polaków, która przystałaby na rezygnację z wyborów władz lokalnych. 40 proc. badanych przez Fundację Centrum Badania Opinii Społecznej byłaby skłonna zrezygnować z wyborów władz lokalnych w zamian za obietnicę zapewnienia dobrej jakości usług publicznych. Gotowość do rezygnacji z wyborów lokalnych częściej zgłaszały kobiety(44% wskazań za i 46% przeciw rezygnacji z wyborów) niż mężczyźni (36% wskazań za i 54% przeciw), a także osoby starsze,powyżej 55. roku życia.

Do rezygnacji z wyborów lokalnych najmniej skłonni są mieszkańcy największych miast. Poza tym do faktu, że władze lokalne pochodzą z wyborów, najbardziej przywiązani są badani z wyższym wykształceniem oraz lepiej sytuowani. Wyraźna jest korelacja pomiędzy dochodem przypadającym na osobę w gospodarstwie domowym a przywiązaniem do wybieralności władz lokalnych. W grupie Polaków o najniższych dochodach (poniżej 500 zł) 55% badanych uważa, że władze lokalne nie muszą być wyłaniane w wyborach.
Jak tłumaczyć tę dość sporą ochotę do rezygnacji z przywileju wybierania władz? Może zmęczeniem wyborców faktem, że wybory samorządowe w praktyce sprowadzają się do utrwalania układów i samorządowych dworów.

- Nie sądzę. To raczej wynik trochę naiwnej wiary w siłę technokracji i w to, że gmina jest jak przedsiębiorstwo i trzeba nią dobrze zarządzać, wystarczy więc zatrudnić menedżera - mówi dr Gendźwiłł.

Trudno też czynić zarzut wygrywającemu kolejną kadencję wójtowi, burmistrzowi, prezydentowi miasta z tego, że nie ma konkurentów. Brak opozycji, jak i skłonność do rezygnacji z samych wyborów, nawet niska frekwencja w tych wyborach - to raczej kwestia słabości społeczności lokalnej - oczywiście o ile urzędujące władze wykonawcze nie posuwają się do łamania prawa, utrudniania działań lub wręcz zwalczania konkurencji. Istnieje uzasadniona obawa, że kadencyjność nie tylko nie spowoduje zwiększenia ilości i poprawy jakości kandydatów, ale może sprawić, że w miejsce odchodzącego włodarza pojawi się „namaszczony” przez niego następca lub osoba o niższych kompetencjach.

To niebezpieczne zjawisko, tym bardziej, że władza wójtów i prezydentów została umocniona i jest to nie tylko i wyłącznie władza wykonawcza, narzędzie rad miasta czy gminy. Radni - a już na pewno pojedynczy - sami nic nie mogą zdziałać. Natomiast wokół prezydentów miast, burmistrzów, tworzą się swoiste „dwory”, niebezpieczne siatki powiązań, efekty przedwyborczych umów, oraz rodzinnych koligacji. Dodatkowo władza demoralizuje, szczególnie jeśli z jej wykonywaniem związane są kominowo wysokie wynagrodzenia sięgające na przykład na Opolszczyźnie 12 tysięcy złotych brutto.

W Polsce przed ostatnimi wyborami samorządowymi podliczono, że od czasu wprowadzenia wyborów bezpośrednich minimum 3 kadencje rządzi aż trzy czwarte kierowników jednostek samorządowych. To problem także z menedżerskiego punktu widzenia - spoglądanie przez lata na kwestie gminy i lokalnej społeczności z tej samej perspektywy oraz naturalna w takiej sytuacji skłonność do bronienia swych przeszłych decyzji oraz brnięcie w ich konsekwencje - mogą spowodować więcej szkód niż korzyści.

- Istnieje takie ryzyko - przyznaje wójt Dionizy Duszyński, rekordzista wśród gminnych włodarzy na Opolszczyźnie, ludzie pamiętają go jeszcze jako naczelnika. - Ale wówczas powinny zadziałać mechanizmy demokracji i ludzie powinni zwyczajnie podziękować wójtowi, burmistrzowi czy prezydentowi, którzy tworzą wokół siebie układ. W końcu są oni wybierani w jednomandatowych okręgach wyborczych. To ludzie o nich decydują.

Co więcej, wójt Duszyński nie mówi zdecydowanie „nie” pomysłowi ograniczenia ilość kadencji.

- Jednak trzeba zapewnić pewne minimum rządzenia, tak, aby naprawdę można było sprawdzić włodarza. On musi mieć czas na zorganizowanie urzędu, na stworzenie długofalowych planów budżetowych, wreszcie na ich realizację, łącznie z rozliczeniem ewentualnych dotacji unijnych czy też innych. W mojej opinii - taki czas to minimum trzy kadencje.
Warto się zastanowić

Realizując pomysł kadencyjności równie dobrze można odsunąć od władzy fatalnego, skorumpowanego włodarza, jak też i sprawnie rządzącego.

Jakie jest więc rozwiązanie w tej sytuacji? Co zrobić, by nie naruszyć istoty demokracji, a jednocześnie uzdrowić sytuację w zabetonowanych układem partyjno-rodzinno-towarzyskim urzędach gminnych i podległych im jednostkach oraz spółkach?

- Warto zastanowić się nad innymi rozwiązaniami niż ograniczenie kadencyjności - mówi ekspert Fundacji im. S. Batorego - Na przykład nad zwiększeniem konkurencyjności w wyborach do władz samorządowych. Można wprowadzić rozwiązanie, w którym na przykład osoba, która zdobędzie drugi wynik w wyborach, ma zapewnione miejsce w radzie. Poza tym należy zapewnić przepisami prawa, aby komisje rewizyjne były przynależne opozycji. Pomysłów może być więcej.

Ograniczeniem kadencyjności zajmował się już kilka lat temu Związek Miast Polskich i pomysł ocenił negatywnie - nic dziwnego, w końcu związek tworzą samorządowi bossowie.

Oceniany wówczas projekt przewidywał m.in. ograniczenie sprawowania funkcji prezydenta, burmistrza oraz wójta do dwóch kadencji (przy okazji uchwalania nowego Kodeksu wyborczego). Związek nie poparł projektu, uznał bowiem, że wójt nie jest stanowiskiem podlegającym takim ograniczeniom. Podlegają im funkcje pozbawione władzy kontrolnej, jak np. prezydent RP.

Samorządowcy powiadają też: kiedy posłowie wprowadzą sami sobie kadencyjność?
Z badań CBOS przed wyborami samorządowymi w 2014 r.

Badani deklarujący, że w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast chcą zagłosować na osobę obecnie sprawującą ten urząd, wyraźnie rzadziej popierają pomysł ograniczenia kadencyjności niż badani zamierzający głosować na innych kandydatów. Wśród zwolenników obecnie urzędujących kandydatów więcej jest osób popierających wprowadzenie limitu dwóch kadencji (50 proc.) niż przeciwników tego rozwiązania (44 proc.).

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

i
igrek

Jeśli panaceum na kłopoty w Polsce stanowi kadencyjność to zróbmy to wszędzie....od kadencyjności posłów po kadencyjność szefów partii politycznych. Dlaczego nie?

i
iks

Święte  słowa. Tylko kadencyjnośc może cos zmienić na  lepsze może pomóc rozwalić  mafijne  struktury szczególnie  w  powiatach. Ale  kadencyjnośc szeroko pojęta  czyli w sejmie  i senacie  bezwzglednie. i zaraz mowa  o kadencyjnosci sie  skończy.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3