„Pomaganie mam we krwi”

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
13 Śląska Brygada Obrony Terytorialnej - szkolenie medyczne
13 Śląska Brygada Obrony Terytorialnej - szkolenie medyczne
St. szer. Sebastian Majda z Bodzanowa pod Głuchołazami na Opolszczyźnie mieszkańcom regionu pomaga od najmłodszych lat. Kiedyś jako strażak, dziś jako żołnierz 13 Śląskiej Brygady Obrony Terytorialnej. - Zawsze lubiłem to robić - nawet, gdy bywało ciężko. Można powiedzieć, że mam to we krwi i nigdy nie chciałem z tego rezygnować. Dlatego dziś jestem terytorialsem - mówi z dumą Majda.

Zacznijmy od tego, że służba w WOT to nie pierwsze pana zetknięcie z mundurem.

Dokładnie. Wszystko zaczęło się, gdy miałem 12 lat. Już wtedy brałem udział w zawodach strażackich, w drużynie Ochotniczej Straży Pożarnej w Bodzanowie, skąd pochodzę. Potem były kolejne kursy, szkolenia, doskonalenie umiejętności i podglądanie bardziej doświadczonych strażaków, aż w końcu zostałem pełnoprawnym strażakiem, gdy ukończyłem 18 lat.

To jest trudna służba?

Nieraz bywa naprawdę ciężko. Jeździmy do usuwania skutków wichur, klęsk żywiołowych czy pożarów i wypadków. Nieraz widziałem, jak ktoś tracił dorobek życia czy swoje uprawy, albo - niestety - zdrowie lub życie. Służba w straży utwierdziła mnie jednak w przekonaniu, że chcę pomagać innym i szybko zacząłem myśleć nad tym, gdzie będę mógł się realizować w kolejnych latach.

A czego pana nauczyła straż pożarna?

Przede wszystkim pokory i umiejętności współpracy z innymi. Pokory, bo widzimy żywioł, z którym czasem bardzo trudno jest wygrać. Ogień niejednokrotnie jest nieobliczalny, bardzo trudny do opanowania, trawi wszystko, co spotka na swej drodze. Czasem przez wiele godzin trzeba uznawać jego wyższość. Ale cierpliwość i zaufane osoby obok sprawiają, że czujemy się pewnie i wiemy, że w końcu zwyciężymy. Razem, bo jesteśmy zespołem. Bardzo na sobie polegamy, czujemy trudną do opisania więź i - mimo wszystkiego wokół - spokój o to, że damy radę, że w razie problemów kolega nie zawiedzie, nie zostawi nas. To bardzo ważne w kryzysowych momentach.

Czy umiejętności nabyte w straży przysłużyły się w służbie w Wojskach Obrony Terytorialnej, które zasilił pan, jako jeden z pierwszych na Opolszczyźnie, w lutym tego roku?

Pewnie! Udzielanie pierwszej pomocy, cierpliwość, opanowanie uderzającej podczas akcji adrenaliny i umiejętność współpracy z innymi - to wszystko jest potrzebne również, gdy przywdziewam wojskowy mundur. Tu też nieraz zmagamy się z ludzkimi tragediami, jak choćby przy okazji podtopień czy teraźniejszej walki z koronawirusem. Ale w WOT - podobnie, jak w straży - mam wokół siebie ludzi, którzy są pewni swoich umiejętności i tego, że partner nie zawiedzie. Dlatego działamy tak sprawnie, niezależnie od tego, czym przyjdzie nam się zająć.

A doświadczenie stricte polowe, gdzie pan zdobywał?

Przede wszystkim podczas służby przygotowawczej w 1 Pułku Saperów w Brzegu i w Narodowych Siłach Rezerwowych. Potem, na początku tego roku, trafiłem do brzeskiego batalionu 13 Śląskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Patrząc na to, co dzieje się na świecie, można powiedzieć, że osobom z lutowego naboru do WOT, pierwszego na Opolszczyźnie, los bardzo szybko powiedział: sprawdzam. Mowa tu o pandemii.
Faktycznie, zaraz po przysiędze rozpoczęliśmy walkę z koronawirusem. Nie było wiele czasu na dodatkową naukę, a wróg jest przecież bardzo trudny, bo to niewidoczny gołym okiem, ale bardzo groźny wirus. Jednak to nie przeszkodziło nam wszystkim w realizowaniu zadań, do jakich zostaliśmy powołani. Mamy naprawdę świetną ekipę, która do WOT-u wstąpiła z własnej woli. Warto to podkreślać, że nikt nam nie kazał ubierać munduru. Zarówno moje koleżanki, jak i koledzy są w służbie, bo kochają nieść pomoc, po prostu. Może brzmieć to nieco patetycznie, ale to najgłębsza prawda. Tu nie ma przypadkowych osób, ludzi skierowanych do koszar odgórnym nakazem.

Wracając do zadań związanych z pandemią - było i jest ich sporo, prawda?

Tak. Wiosną najpierw działaliśmy na granicach, pomagając Straży Granicznej w kontrolowaniu wjeżdżających do kraju pojazdów, potem w szpitalach wspierając medyków w wypełnianiu dokumentów czy mierzeniu temperatury pacjentom trafiającym do placówek medycznych. Były też patrole z policją, w czasie których sprawdzaliśmy, czy mieszkańcy są na kwarantannie. Nierzadko robiliśmy też zakupy osobom samotnym i starszym, którymi nie miał się kto zaopiekować. Cały czas dostosowywaliśmy się do sytuacji i wyzwań stawianych przed nami. Nieraz bywały to kilkunastogodzinne służby, nawet dzień po dniu. Jednak świadomość ogromu włożonej pracy i widok efektów, często pozornie bardzo małych oraz uśmiech obywateli wynagradza nam cały trud.

Potem przyszły wakacje, chwila wytchnienia i drugie uderzenie koronawirusa.

Mimo, że sytuacja jest obecnie bardzo trudna, to dzięki doświadczeniu, jakie zdobyliśmy wiosną i my, i nasi przełożeni, wiemy, jak działać. Nie zastanawiamy się, tylko pomagamy. Działa pewien automatyzm, coś jak w straży. Mamy wypracowane procedury, każdy wie, co robić. Jesteśmy wszędzie tam, gdzie potrzebują nas ludzie, mieszkańcy naszego regionu.

W sierpniu dołączyły do was nowe osoby. Jak się zaaklimatyzowały?

Kapitalnie. Tu naprawdę wszyscy działają, bo chcą. Więc wymieniamy się doświadczeniami, różnymi punktami widzenia na pewne sprawy. Fajnie, że co jakiś czas dołączają kolejni żołnierze, bo pracy jest co niemiara, a każda para rąk się przydaje.

Czy ma pan jeszcze czas na jakieś zajęcia poza służbą?

Tak. Na co dzień pracuję w firmie produkującej armaturę przemysłową, dokładniej mówiąc, są to podzespoły używane w elektrociepłowniach. Do tego od szesnastego roku życia trenuję sporty walki, obecnie jest to kick-boxing. Ponadto biegam, pływam, jeżdżę na rowerze. Kondycja fizyczna jest istotna w służbie wojskowej, bo przecież działamy na wysokich obrotach. Nie możemy więc zaniedbywać własnego ciała, bo nie będziemy w stanie nic dźwignąć, przenieść czy przesunąć. No i wysiłek fizyczny na sali ćwiczeń czy siłowni pozwala odciążyć głowę, a przecież każdy z nas widział różne historie, nie zawsze szczęśliwe. Musimy umieć się od tego odciąć. Niewątpliwie pomaga w tym dobry wycisk.

Podsumowując: dla kogo jest służba w WOT? Kto się odnajdzie w tej formacji?

Każda osoba gotowa mierzyć się z najróżniejszymi wyzwaniami oraz chcąca wspierać ludzi. Niezależnie od tego, jakiej jesteś płci, jaki wykonujesz zawód, jaką skończyłeś szkołę. Zawsze będziesz tu mile widziany i potrzebny. No i trzeba pamiętać, że dumy z noszenia mundury z biało-czerwoną flagą nic nie zastąpi!

Dodaj ogłoszenie