Pościg na dno

Krzysztof Zyzik
Krzysztof Zyzik
Dramatyczny pościg opolskich policjantów za fiatem 125 p zakończył się w stawie hodowlanym. Pijany kierowca i pasażer wpadli tam razem z samochodem.

NIE JESTEM BOHATEREM
Z aspirantem Waldemarem Czaickim rozmawia Krzysztof Zyzik
- Nie zawahał się pan ratować życie przestępców?
- Gdybym wiedział, że to jacyś mordercy, to może bym nie skakał za nimi. Ale ja nie wiedziałem, kto tam siedzi. To byli dla mnie zwykli ludzie, każdy z nich ma przecież jakąś rodzinę. Oni popełnili ogromny błąd, że po pijanemu wsiedli do samochodu i nie zatrzymali się do kontroli. Ale, jak każdy człowiek, mieli prawo do życia.
- Był pan pewny, że się uda?
- Miałem taką nadzieję, nie skoczyłbym przecież po śmierć. Znam możliwości swojego organizmu, przez długie lata trenowałem najpierw pływanie, potem judo. Wiedziałem, że jest szansa na uratowanie tych ludzi. Najważniejsze było, żeby nad nimi zapanować fizycznie i psychicznie. Musiałem na nich krzyczeć. Fakt, że byli pijani, nie ułatwiał zadania. Bałem się też szoku termicznego, woda miała jakieś dwa stopnie. Kiedy dopływałem do brzegu zacząłem to boleśnie czuć. Miałem na sobie grube ubranie, nawet ciepłe kalesony. W wodzie ta lodowata skorupa ciągnęła mnie na dół.
- Czy wcześniej ratował pan komuś życie?
- Na służbie zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Kiedyś prywatnie ratowałem kolegę na kamionce Silesia w Opolu. Na środku zbiornika dostał skurczu obydwu nóg. Ale to jest nie do porównania, tam była cieplutka woda i piękna pogoda.
- Co na to wszystko żona?
- Na początku bardzo się zdenerwowała, pytała mnie, czy sobie przypominam, że mam rodzinę. Mówiłem jej: "Pysiu, ty wiesz, że zawsze trzymam rękę na pulsie". Potem, kiedy przez pół godziny stałem pod gorącym prysznicem, musiałem jej zdać dokładną relację z akcji. Teraz śmieje się i mówi: "ty mój mały bohaterze..." Więc przynajmniej was proszę: nie róbcie ze mnie bohatera!
- Dziękuję za rozmowę.

Pościg w amerykańskim stylu rozpoczął się w sobotni wieczór w Nowej Wsi Królewskiej. Po 21.00 policja odebrała zgłoszenie, że brązowy fiat 125 p wpadł na płot przy alei Przyjaźni 18 w Opolu (skrzyżowanie z ul. Jagiellonów). Policyjni wywiadowcy, którzy poruszali się w nie oznakowanym polonezie, rozpoczęli poszukiwanie sprawców.
- Dojrzeliśmy go na ul. Walecki - mówi aspirant Waldemar Czaicki. - Na pierwszy rzut oka było widać, że kierowca jest pijany, auto jechało zygzakiem.
Policjanci rozpoczęli pościg za fiatem, jednocześnie poinformowali swoich mundurowych kolegów, aby na al. Przyjaźni zablokowali uciekinierom drogę.

- Kierowca jechał jak szalony, z narażeniem życia - opowiada Czaicki. - Fiat musiał mieć na liczniku jakieś 130 na godzinę, z taką prędkością przeciął tory kolejowe na alei Przyjaźni, wyminął blokadę i wpadł w ulicę Narutowicza.
Pościg w ślepej uliczce trwał kilka sekund. Na końcu Narutowicza jest ostry zakręt w polną drogę, na wprost - staw hodowlany.
- Uciekający nie wyrobili zakrętu, przekoziołkowali przez wysoki krawężnik i wpadli z samochodem do wody - mówi Czaicki. - Siła rozpędu była tak wielka, że fiat wylądował jakieś 15 metrów od brzegu. Ten krawężnik podbił ich do góry...
Zdarzenie postawiło na nogi mieszkańców okolicznych domków jednorodzinnych.
- Wybiegłem, kiedy usłyszałem pisk opon i syreny radiowozów - mówi pan Zbyszek. - Jak doleciałem do stawu, to ten fiat zaczynał tonąć, jeszcze mu się światła świeciły.

Aspirant Czaicki opowiada, że przez kilkanaście sekund samochód trzymał się na powierzchni dzięki poduszkom powietrznym jakie się wytworzyły w jego wnętrzu. Z samochodu wychylało się dwóch mężczyzn. Patrzyli tępo w stronę stojących na brzegu policjantów, wyglądali, jakby byli pijani, zszokowani.
- Krzyczałem do nich: ludzie ruszcie się, wyskakujcie, potopicie się! - opowiada policjant. - Oni byli w takim szoku, że zupełnie nie zareagowali. Dopiero po chwili zaczęli się szamotać. Gdy już prawie byli na zewnątrz auta, samochód nagle zanurzył się.
Zdarzenie obserwowało z brzegu trzech opolskich policjantów: aspirant Ireneusz Gitlar, sierżant sztabowy Jacek Gnacy i aspirant Waldemar Czaicki. Ten ostatni zdecydował się skoczyć do wody na ratunek tonącym. Decyzję podjął tak szybko, że nie zdążył ściągnąć zimowego ubrania.
- To był impuls - mówi. - Chciałem uratować choć jednego z tych mężczyzn. Gdy dopływałem do miejsca zatonięcia samochodu, oni nagle wypłynęli na powierzchnię, szamotali się. Ten chudszy, kierowca samochodu, łykał wodę, już prawie tonął. Udało mi się złapać go za ubranie. Grubszego mężczyznę trzymała na powierzchni tusza. Kazałem mu płynąć do brzegu, popychałem go od tyłu.
Czaicki z dwoma uwieszonymi na nim pijakami dopłynął kilka metrów w stronę brzegu. Jego ubranie jednak coraz bardziej nasiąkało lodowatą wodą (na dworze było 0 stopni). Sprawcy wypadku słabli, byli coraz większym ciężarem.
- Ten policjant już blisko brzegu sam zaczął wołać o pomoc - mówi pan Zbyszek, mieszkaniec pobliskiego domku. - Widać było, że ci dwaj ciągną go na dno. W ostatniej chwili inny policjant rzucił im linę.

Akcja ratownicza skończyła się szczęśliwie - Czaicki i tonący mężczyźni wygramolili się na brzeg. Na miejsce jechało już wezwane przez policjantów pogotowie i straż pożarna. Bohater akcji, aspirant Czaicki, nie chciał jednak czekać na lekarzy, poprosił kolegów, by odwieźli go do domu.
- Jako doświadczony pływak wiem, że na przemarznięcie najlepszy jest długi, gorący prysznic - mówi Czaicki. - Dlatego chciałem się jak najszybciej znaleźć w domu.
Sprawców wypadku, po zbadaniu przez lekarzy, odwieziono do policyjnej izby zatrzymań.

- Kierujący fiatem 32-latek miał 2.07 promila alkoholu we krwi i nie miał uprawnień do kierowania samochodem - mówi komisarz Anna Wawrzczak-Gazda, rzecznik opolskiej policji. - Jego kolega ma 48 lat, badania wykazały, że w momencie wypadku miał 1.05 promila alkoholu.
Już po odwiezieniu sprawców wypadku na komendę, straż pożarna przywiozła na miejsce zdarzenia nurków, którzy mieli spenetrować wnętrze samochodu.
- Nie mieliśmy stuprocentowej pewności, czy w aucie nie było jeszcze jakiejś osoby - mówi st. aspirant Elżbieta Poliwoda z Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej. - Nurkowie mieli bardzo trudne zadanie, dno było zamulone, widoczność praktycznie zerowa.
Okazało się, że samochód spoczywający na dnie stawu jest pusty.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3