Poseł nie rzuca słów na wiatr

Zbigniew Marecki "Głos Pomorza"
Kiedy w Sejmie poseł Jan Sieńko z SLD zajmował się żarliwie kwestią zwiększenia udziału energii odnawialnej w zakupach zakładów energetycznych, jego żona inwestowała w branżę.

Teraz jest ona członkiem rady nadzorczej spółki, która otrzymała ponad 12 milionów zł preferencyjnego kredytu na budowę farmy wiatrowej. Poseł zasłania się tym, że ma z żoną rozłacznosć majątkową.

Sprawą Energetycznej Farmy Wiatrowej w Barzowicach na Pomorzu, która należy do spółki "Elektrownie Wiatrowe" z siedzibą w Pieńkowie, zainteresowali nas działacze słupskiej lewicy.
- Próbowaliśmy rozmawiać o tym na forum partii, ale wszelkie pytania są zbywane albo traktowane jako forma ataku na lidera partii - wyjaśniają nasi informatorzy, którzy ze zdziwieniem zauważyli, że w oświadczeniu majątkowym posła Jana Sieńki nie ma ani słowa o udziałach jego żony w spółce zajmującej się produkcją energii wiatrowej, choć w środowisku wiele się o tym mówi.
- Osoba publiczna powinna wyjaśniać otwarcie, jakie interesy prowadzi, bo inaczej rodzą się rozmaite podejrzenia i tworzy się nieprzyjemna atmosfera - przekonują działacze lewicy, którzy jednak nie chcą się ujawniać, bo niedawno liderzy wojewódzcy SLD zapowiedzieli im, że jak będą na łamach gazet prowadzić spory z własną partią, to mogą się pożegnać z miejscami na listach wyborczych.

Poszedłem do Sądu Gospodarczego w Słupsku. Tam w wydziale rejestrowym bez trudu znalazłem akta spółki akcyjnej "Elektrownie Wiatrowe". Powstała na początku lat 90. Wtedy działała w Warszawie. Nazywała się Towarzystwo Działań Gospodarczych "Frankos" i zajmowała się działalnością handlowo-usługową, ale wkrótce od poprzednich właścicieli odkupił ją Wojciech Romaniszyn, obecny prezes spółki. Zmienił jej nazwę i zaczął dokoptowywać nowych udziałowców. W 1999 roku było ich już pięciu. Zdecydowana większość akcji należała do Wojciecha Romaniszyna. Bożena Więckowska-Sieńko, żona posła Sieńki do gry weszła w marcu tego roku, gdy akcjonariusze podjęli uchwałę o podwyżce kapitału o 4 956 790 zł. Żona posła objęła 25 280 udziałów. Każdy o wartości 10 zł, czyli ok. 5 procent wszystkich udziałów. Wkład w całości wniosła w postaci niepieniężnej - trzech działek o łącznej powierzchni 8,37 ha, położonych w obrębie Sulimic (gm. Darłowo). Po tych zmianach całkowity kapitał akcyjny wynosił ponad 5 milionów zł, a Bożena Więckowska-Sieńko - na co dzień pracownik Powiatowego Urzędu Pracy w Słupsku - została członkiem Rady Nadzorczej spółki.

Jako podstawową formę działalności spółka zapisała w akcie notarialnym produkcję, montaż i dystrybucję elektrowni wiatrowych oraz wytwarzanie i sprzedaż energii odnawialnej. Wojciech Romaniszyn jako sprawny menedżer jako pierwszy w kraju uzyskał promessę koncesji na wytwarzanie energii elektrycznej. Przydzielił mu ją prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Natomiast 19 listopada 1999 roku starosta sławieński wydał pozwolenie na budowę Energetycznej Fermy Wiatrowej w Barzowicach o mocy 5 MW, w tym 6 siłowni wraz z sieciami energetycznymi i rozdzielnią. Jeszcze wcześniej, bo 10 listopada 1999 roku Rada Nadzorcza Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska zatwierdziła decyzję Zarządu Funduszu, przyznającą spółce
12 383 000 zł jako 10-letni kredyt preferencyjny na jej potrzeby inwestycyjne. W tym samym roku spółka złożyła także komplet dokumentów do Ekofunduszu w celu uzyskania ostatecznej decyzji tej instytucji dotyczącej bezzwrotnej dotacji na planowaną inwestycję. Chodziło o 6 812 000 złotych.

Do końca 2000 roku na przygotowania do wytwarzania i sprzedaży energii spółka wydała ponad 11 milionów zł. Złożył się na to kapitał własny, niepubliczna emisja nowych akcji o wartości ponad 2 milionów zł, kredyt inwestycyjny z Banku Ochrony Środowiska w Koszalinie ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, dotacja Ekofunduszu i kredyt preferencyjny z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Szczecinie. Rok 2000 spółka zakończyła stratą w wysokości prawie 81 tys. zł, ale jej majątek przekroczył 17 milionów zł, a kapitał akcyjny wynosił 7 223 990 zł. W maju 2001 roku po zakończeniu inwestycji już zaczęła zarabiać, sprzedając pierwszą partię energii do Zakładu Energetycznego w Koszalinie. Jej prezes planował duże zyski

Jak to się stało, że żona posła zainteresowała się spółką wiatrową? Czy na jej decyzje inwestycyjne nie miała wpływu praca jej męża w Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, która m.in. kontroluje działalność Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, tym bardziej że kilka lat temu poseł Jan Sieńko podczas konferencji prasowych w Słupsku nie ukrywał, że popiera pomysły wówczas prawicowego rządu, aby - tak jak na Zachodzie - rozszerzyć udział energii odnawialnej w strukturze zakupów zakładów energetycznych?
- Nie muszę i nie będę z panem rozmawiać - usłyszałem od żony posła, gdy telefonicznie chciałem się z nią umówić na rozmowę w sprawie jej interesów w spółce "Elektrownie Wiatrowe".
Poseł zareagował bardziej nerwowo. Zanim coś wyjaśnił, obrzucił mnie stekiem wyzwisk, włącznie ze stwierdzeniem, że "onanizuję się lewicą" i tylko szukam okazji, aby jej dopiec.
- Niech się pan ode mnie odczepi - krzyczał do słuchawki. Ale po chwili się uspokoił i powiedział, że nie ma ze sprawą spółki nic wspólnego.
- To są sprawy mojej żony. Ja o nich nic nie wiem. Poza tym mamy rozdzielność majątkową, która trwa od czasu, kiedy nie byłem jeszcze posłem - wyjaśnił. Zaraz dodał, że nic nigdzie nie załatwiał. - Nie można także wyciągać daleko idących wniosków z tego, że w imieniu klubu zajmowałem się energią odnawialną w Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska. Zresztą ustosunkowywałem się tylko do pomysłów rządu Buzka, dotyczących aż 18 źródeł tego typu energii - uprzedził moje kolejne pytanie.

- Bożenkę znam już wiele lat. To ja ją namówiłem na początku lat 90., aby kupiła ziemię, gdy sam się o to starałem. Można powiedzieć, że to ona się załapała na spółkę, a nie że spółka skorzystała na pomocy jej męża. Poseł od tego interesu trzymał się daleko - zapewnia prezes Wojciech Romaniszyn.
Wie, że ludzie mówią różne rzeczy, ale on może o wszystkim mówić z otwartą przyłbicą, bo energią wiatrową interesuje się od początku lat 90. - Wtedy robiłem pierwsze pomiary wiatru na Pomorzu. Może to potwierdzić szefowa Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie - podrzuca trop. Zapewnia też, że sam wychodził wszystkie swoje ścieżki w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Ekofunduszu.
- Ale słyszał pan, że są spółki, które na energię wiatrową próbują wyciągnąć wielkie pieniądze ze skabu państwa? - pytam.
- Mnie nie da się w ten schemat wrobić, ale mogę panu wiele powiedzieć. Musimy się jednak spotkać i poświęcić temu sporo czasu - dodał.
Tymczasem widać, że interes się rozkręca, bo już powstała nowa spółka - Siła Wiatru. Jest to spółka spółek. Wojciech Romaniszym wszedł do niej jako prezes spółki "Elektrownie Wiatrowe". Ponadto tworzą ją szefowie innych spółek wiatrowych, m.in. szef spółki "Nowe Energie".

Energia wiatrowa pociąga wielu polityków. Niedawno "Gazeta Wyborcza" opisała dziwne interesy byłego posła Samoobrony Ryszarda Bonda, który razem ze wspólnikiem wymyślił sposób na rozwinięcie wiatrowego biznesu w oparciu o publiczne pieniądze, czyli dotacje do produkcji energii odnawialnej. Chodzi o olbrzymie dotacje z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, z tego samego źródła, z którego preferencyjny kredyt uzyskała spółka "Elektrownie Wiatrowe". Niektórzy z zainteresowanych otrzymali z tego źródła ponad 20 milionów zł. Jak się dowiedziałem, na razie Zarząd NFOŚ wstrzymał finansowanie nowych projektów budowy elektrowni wiatrowych. Nie jest wykluczone, że po publikacjach na temat podejrzanych interesów w tej branży NFOŚ przeprowadzi kontrolę wydatkowania już przyznanych funduszy.
Elektrownie wiatrowe to dziś modny temat. Tylko w regionie słupskim chce je budować kilkanaście firm. Najczęściej z udziałem kapitału zagranicznego - niemieckiego albo duńskiego. Najdalej są posunięte projekty w gminie wiejskiej Ustka. Kłopot ma spółka, która chce stawiać wiatraki w gminie Dębnica Kaszubska, bo starosta słupski nie wydał jej pozwolenia na budowę.
- Na razie udział energii odnawialnej w zakupach zakładów energetycznych wynosi do 2,5 procenta. To niewiele i nie ma wpływu na cenę energii, która trafia do odbiorców indywidualnych - uważa Stanisław Kubacki, prezes Zakładu Energetycznego w Słupsku.
Tak jednak nie będzie zawsze, bo zgodnie z prawem energetycznym, które dostosowujemy do standardów europejskich, udział energii odnawialnej w ogólnym bilansie będzie rósł. Za kilka lat będzie wynosił 7,5 procent, a może jeszcze więcej. Ponieważ teraz energia odnawialna jest prawie trzy razy droższa od tradycyjnej, to jej wpływ na cenę wzrośnie. Poza tym w Polsce zmniejszają się zasoby węgla, więc siłą rzeczy znaczenie energii odnawialnej urośnie. Na Zachodzie państwa już dopłacają producentom do jej produkcji, aby całych kosztów nie przerzucać w cenę. Stąd interes robi się bardzo opłacalny i inwestują w niego ci, którzy myślą o długofalowym, stałym dochodzie. Nie bez znaczenia jest także zainteresowanie polską energią odnawialną ze strony inwestorów zagranicznych, którzy z pewnością będą próbowali wejść na nasz rynek poprzez wykupowanie udziałów w polskich spółkach. Dlatego ci, który w porę skorzystali z okazji wejścia w branżę, w przyszłości mogą sporo zarobić.
Specjaliści szacują, że na odsprzedaży elektrowni wiatrowej można zarobić 7-10 procent wartości inwestycji. Tymczasem średni koszt postawienia wiatraka o mocy 1 MW ocenia się na około milion dolarów.

Galerie handlowe otwarte od 1 lutego?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie