Pożegnanie z polską prezydencją. Wielka feta na opolskim Rynku [zdjęcia]

Mirela Kaczmarek
W bożonarodzeniowym klimacie świętowano dobiegające końca polskie przewodnictwo w Unii Europejskiej.

Zakończenie polskiej prezydencji w Opolu

Od 1 stycznia 2012 Unii Europejskiej przewodzić będą Duńczycy, dlatego już wczoraj opolanie symbolicznie przekazali prezydencję... drużynie duńskich karateków, którzy gościli na Opolszczyźnie. Spore zainteresowanie, zwłaszcza wśród dzieci, budziły “żywe" strzałki, przypominające logotyp polskiej prezydencji, które roznosiły gadżety oraz zachęcały do degustowania świątecznych potraw. Stroje dla animatorów przebranych za strzałki przygotował Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu.

Na świątecznym jarmarku można było spróbować wigilijnych smakołyków, a wśród nich m.in. pierogów z kapustą i grzybami, uszek, no i oczywiście wigilijnego karpia.

- Święta tuż tuż, dlatego przyszłam tu poszukać kulinarnych inspiracji - śmiała się Krystyna Cichoń. - Smażony karp był po prostu pyszny, dlatego muszę podpatrzeć jak przyrządzają tę rybę mistrzowie. Może i mnie uda się w tym roku zaskoczyć rodzinę - mówiła.

Dzieci bardziej niż karp i uszka interesowały świąteczne łakocie, m.in. domowe pierniczki i ciasta z bakaliami. - Dobry ten piernik, ale mi i tak bardziej smakowały cukierki “krówki" - stwierdził z rozbrajającą szczerością 6-letni Daniel Elias, który na jarmark przyjechał z rodzicami i młodszym bratem.

Na opolskim rynku można było również wylicytować bombki, które przygotowały opolskie VIP-y, m.in. marszałek Józef Sebesta, rektor Uniwersytetu Opolskiego Krystyna Czaja oraz Bolesław Polnar, znany opolski grafik i malarz. Dochód z licytacji zostanie przeznaczony na Opolski Oddział Fundacji “Dr Clown", która śmiechem i zabawą wspomaga leczenie chorych dzieci przebywająca w szpitalach.

Atrakcją dla naszych czytelników były świąteczne choinki, które mogli wygrać w SMS-owym konkursie. 100 pachnących lasem drzewek od Urzędu Marszałkowskiego Województwa Opolskiego i nto bardzo szybko znalazło amatorów.

- Jak święta to tylko z żywą choinką. Wybraliśmy taką wysoką pod sufit i bardzo gęstą - mówiła Ewa Cyprych, która przyszła odebrać wygrane drzewko z synem Filipem. - Co to za atrakcja postawić w domu plastikowe paskudztwo? Choinka musi pachnieć lasem, bo tylko wtedy święta mają klimat - wtórował jej Filip.

O 17 zagra zespół "Zakopower"

Wideo

Komentarze 26

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zemun
Oj tam ! Oj tam! A co tam panie w PiS-ie ? Ostatni oddech kaczuchy ?!

oj tam oj tam pani blumstein...blumsztajn z wyborczej to może rodzina?...bo tak samo poza szczekaniem na pis nic innego nie płodzisz?...
S
Samanta Blumstein
Unia to już praktycznie sztuczny twór !!! Niespelnione ambicje socjalistycznych utopistow wzięły w łeb !!!

Oj tam ! Oj tam! A co tam panie w PiS-ie ? Ostatni oddech kaczuchy ?!
m
mateo

Unia to już praktycznie sztuczny twór !!! Niespelnione ambicje socjalistycznych utopistow wzięły w łeb !!!

w
wojtekf

Coraz więcej informacji w NTO pod dyktando,czasy propagandy już minęły teraz nazywamy to kłamstwem.Proszę odpowiedzieć,która partia opłaca NTO ,myślę że tłumami tą garstkę ludzi można by nazwać wtedy ,gdyby Opole miało dwustu mieszkańców.Jak redaktorzy mogą obywatelom spojrzeć w oczy?

p
pauli22
Herr Tusk chce aby Polska dobrowolnie przeznaczyła ok 6.000.000.000 euro dla ratowania strefy euro, czyli inaczej mówiąc biedny polski podatnik ma pomóc o wiele bogatszemu niemieckiemu czy greckiemu podatnikowi w walce z kryzysem i zapaścią w strefie euro. Mało tego, Herr Tusk sam podejmuje decyzje, nie konsultując ich nawet z polskim parlamentem!!!!!!!

Reżimowe media ciągle usprawiedliwiają Herr Tuska i grzmią,że euro albo śmierć, że trzeba ratować euro bo czeka nas zagłada itd itp, nic, absolutnie nic nie stanie się jak kraje takie jak Grecja czy Włochy powrócą do swoich pieniędzy, nic Polska na tym nie straci, jednak Herr Tusk chce się wykazać przed Frau Merkel i gdyby mógł to wszedłby jej do.....

Najlepsze z tego wszystkiego to to, że aby uratować strefę euro potrzeba już teraz ok. 5.000.000.000.000 euro!!!! bilionów, jeden bilion to 1000 milionów, więc te pieniądze które teraz na to pójdą to wyrzucenie pieniędzy w błoto, w naszym przypadku wyrzucenie pieniędzy które są naszą rezerwą dewizową!!! bo Herr Tusk ma zamiar sięgnąć po naszą rezerwę dewizową, nie wiem czy wiecie ???

Wmówiono nieświadomemu społeczeństwu,że PiS dzieli, szerzy podziały itd itp, jak widać straszak ciągle aktualny i wciąż żywy, który umożliwił ryżemu bandycie dalsze niszczenie Polski i wpędzanie w biedę Polaków,w myśl jego słów wypowiedzianych w 1987r że "polskość to nienormalność".....
G
Gość
Obwiniasz Greków za to,że niemieckie banki w niekontrolowany sposób udzielały im kredytów na zakup między innymi niemieckich mercedesów ???? Po równo i Niemcy i Grecy ponoszą winę za tzw kryzys grecki.... a plan Marshalla to coś znacznie więcej niż tylko guma do żucia i kawa.......

jkbys byl taki obeznany to poczytalbys o glownych przyczynach greckiego kryzysu, niestety dla ciebie poza faktami z czasow przyjecia grecji do unii obecnie w wielu panstwach niepodobala sie grecka polityka finansowa na ktora niemieckie banki nie mialy wplywu tak jak emerytury i renty od 50 roku zycia( nawet w polsce sa obecnie od 60 a maja byc od 67 roku zycia), potem 100% wartosci pensji jako emerytura lub renta,do tego dochodzily rozne 13 i 14.
W
Wujek Dobra Rada

Uwaga Nto - proponuję zatrudnić panów Dzięgiela oraz z Niemodlina u Was w redakcji.Przecież od razu widać,że mają dużo do powiedzenia na dowolnie wybrany temat,znają rozwiązanie dowolnie wybranego problemu a ich prawda jest zawsze najprawdziwsza.

z
zNiemodlina2
Oczywiscie, że wiem co był "plan Marshalla" i to nawet lepiej od Ciebie. P.M. przewidywał wtedy 10 Milardów dolarów. Podzielony został według 14 państw. Polska miała z tego też coś otrzymać, ale ruski był przeciw. P.M słuźył USA wtedy celom propagandowym. Anglicy, Frnazusi i Włosi otrzymali najwięcej. Niemcy najmniej, ale nikt nei był wtej sytuacji wtedy na USA obrażony. Niemcy wtedy byli w innej sytuacji i byli wdzięczni, że otrzymali koce, łóżka polowe, medycynę, kawę, papierosy no i oczywiście też gumę do żucia. Wy Polacy natomiast jesteście takimi samymi cwaniakami co Grecy. Bez żadnek różnicy. Niestety.

Obwiniasz Greków za to,że niemieckie banki w niekontrolowany sposób udzielały im kredytów na zakup między innymi niemieckich mercedesów ???? Po równo i Niemcy i Grecy ponoszą winę za tzw kryzys grecki.... a plan Marshalla to coś znacznie więcej niż tylko guma do żucia i kawa.......
o
ogryzek
No to proponuję genialny plan na ratowanie eurokołchozu:
Niejaki komisarz /cóż za wspaniałe nazewnictwo / bredził w trakcie kampanii wyborcze /październik 2011! /, iż Polska dostanie 300 mld. euro z unii i on z Buskiem to załatwi. Dajmy te miliardy na ratowanie eurokołchozu. Proste nieprawdaż, a i kołchoz będzie nam dozgonnie wdzięczny.

Problem UE jest nieco większy jak przypuszczamy. I ma on też coś z zazdrością USA. I nie tylko. A Europa pokazuje jak już w przeszłości, że nie jest w stanie się porozumieć ze swoimi sąsiadami. A historia lubi się powtarzać.
..Dzięgiel..
No dobrze ale ten artykuł to niestety finta i błądzi jako propaganda w internecie. Niestety ale to makulatura.

No to proponuję genialny plan na ratowanie eurokołchozu:
Niejaki komisarz /cóż za wspaniałe nazewnictwo / bredził w trakcie kampanii wyborcze /październik 2011! /, iż Polska dostanie 300 mld. euro z unii i on z Buskiem to załatwi. Dajmy te miliardy na ratowanie eurokołchozu. Proste nieprawdaż, a i kołchoz będzie nam dozgonnie wdzięczny.
o
obserwatore
Brytyjska fundacja Open Europe badająca wszystko co związane z integracją europejską postanowiła zbadać jedną z zapomnianych w Polsce kwestii uczestnictwa w projekcie "Unia Europejska". Chodzi o koszty ponoszone przez gospodarkę realizowania unijnych dyrektyw. Jako, że to brytyjski instytut, więc skoncentrowano się na kosztach ponoszonych przez Zjednoczone Królestwo. Nie zapomniano jednak dla pełnego obrazu przedstawić sytuacji dla wszystkich 27 państw Wspólnot Europejskich. Wyniki są więcej niż zatrważające.
Drenowanie za miliardy
Roczny koszt wdrażania unijnego prawa dla gospodarek 27 państw to prawie 161,5 mld euro, a więc 726,75 mld złotych. Przez dziesięć ostatnich lat (1998-2008) prawo ustanawiane przez Wspólnoty kosztowały gospodarki państw członkowskich 928,5 mld euro, czyli blisko bilion euro, a więc prawie 4,2 biliona złotych!
Tyle pieniędzy pochłonęły zbędne regulacje ustanowione przez Komisję Europejską i rządy państw. Polskę przez 6 lat (taki okres dla nowych państw WE przyjął brytyjski instytut - bowiem implementacja praw WE zaczyna się przed oficjalnym przystąpieniem) wspólnotowe regulacje kosztowały 27,8 mld euro, czyli 125 mld złotych.
Są to niepotrzebne wydane przez nas pieniądze na wypełnienie przez naszą gospodarkę i administrację praw ustanowionych w Brukseli. Rocznie wydawaliśmy na dostosowanie polskiego prawa do wspólnotowych rozwiązań 4,8 mld euro, czyli 21 mld zł - to tyle ile fiskus przez dwa lata zbiera pieniędzy z akcyzy na paliwa i niewiele mniej niż wynosi deficyt polskiego budżetu państwa. Gdybyśmy przez okres naszego członkostwa nie musieli realizować unijnych praw to przez kolejne 12 lat paliwa mogłyby być wolne od podatku akcyzowego.
Inaczej licząc Polska mogłaby być państwem bez podatku dochodowego i bez akcyzy na paliwa przy niezmienionych, rozdmuchanych wydatkach. Pod względem rocznego kosztu wspólnotowych regulacji Polska, według raportu "Open Europe"zajmuje szóste miejsce wśród 27 państw WE.
Więcej od nas wydają Niemcy, Francja, Wlk. Brytania, Włochy Hiszpania i Holandia. Wśród nowych państw przyjętych do WE Polska jest liderem zbędnych wydatków.
Polska na minusie
Jak ma się to do zysków z uczestnictwa w WE? Gorzej niż marnie. Minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz ogłosił właśnie, iż w ciągu ostatnich pięciu lat nasze państwo jest na "plusie" 14 mld euro. Tyle pieniędzy mieliśmy dostać ze wspólnotowego budżetu po odliczeniu wpłat do niego. Oczywiście rządowe wyliczenia nie uwzględniają kosztów implementacji brukselskich dyrektyw. Porównajmy to z kosztami realizacji przez 5 lat wspólnotowego prawa - 24 mld euro - daje nam to 10 mld euro strat.
Nawet opierając się na propagandowych, rządowych wyliczeniach widać, iż do "Unii" dopłacamy. Gdyby jednak rzetelnie policzyć wszystkie wpływy i wszystkie wydatki i odjąć od tego koszty realizacji wspólnotowych regulacji to strata wyniosła by zapewne więcej. Wie to na przykład każdy palacz. Ze względu na minimalne stawki akcyzy na papierosy obowiązujące według przepisów WE cena paczki "Marlboro" wzrosła z ok. 4 zł. w dniu akcesji do prawie 10 zł. dziś.
Jednak w większości przypadków nie chodzi o sprawy podatków, czy danin nakładanych przez Brukselę, ale o szczegółowe rozwiązania nakładające dotkliwe wymagania i normy na producentów, dystrybutorów i usługodawców. Przykładem, jak wspólnotowe prawodawstwo podwyższa koszty życia obywateli i drenuje ich kieszeń może być projekt jednej z dyrektyw Komisji Europejskiej.
Prawo kaduka
W 2007 roku Bruksela zaproponowała poprawienia bezpieczeństwa dla pieszych. Propozycja nakładała wymóg na producentów samochodów instalowania w autach odpowiedniej cechy, która chroniłaby pieszych podczas zderzenia z pojazdem. Odpowiednia rządowa instytucja w Wlk. Brytanii określił dla przemysłu samochodowego koszt instalowania jednego, konkretnego urządzenia na 1,7 mld funtów przez następnych 30 lat.
Spełnienie wymogu Komisji Europejskiej zwiększyłoby cenę jednego auta o 24 funty, czyli o ok. 125 zł. Niewiele przy cenie nowych samochodów idącą w dziesiątki tysięcy złotych. Lecz owo 125 zł to kolejne pieniądze wyjęte z kieszeni obywatela pod przymusem wspólnotowego prawa. Za owo 125 zł można by kupić przecież zupełnie inną rzecz, np. książki, prasę (np. roczna prenumerata NCZAS!-u kosztuje ok. 200 zł.), ubranie dla dziecka lub zwyczajnie odłożyć "do skarpety". Komisja Europejska jednak chce byśmy te pieniądze wydali na to na co chcą urzędnicy z Brukseli.
Podobnie jest z innym prawem wymyślonym przez KE. W styczniu 2008 Komisja zaproponowała nowe ustawodawstwo łączące dwie istniejące dyrektywy (2000/13/EC i 90/496/EEC). Pomysł miał łączyć dwie różne zasady etykietowania wyrobów spożywczych. Uzasadnienie - obniżenie kosztów administracyjnych dla przedsiębiorców. Jednakże, propozycja wprowadzała również dodatkowe wymogi znakowania wyrobów o informacje dla konsumentów o możliwym ryzyku dla zdrowia związanym z otyłością!
Propozycja dyrektywy wprowadzała także minimalny rozmiar czcionki dla takich informacji - 3 mm. Europejskie Stowarzyszenie Małe i średnich Przedsiębiorców (UEAPME) ostro sprzeciwiło się propozycji, twierdząc, że jest to "stwarzanie dodatkowe problemu, a nie uproszczenie dla drobnych przedsiębiorców". UEAPME zauważyło słusznie, że: "prawie 90% biznesów spożywczych w Europie zatrudnia niespełna dziesięciu pracowników.
Większość z tych przedsiębiorców jest rzemieślnikami spożywczymi świadczącymi usługi lokalnym społecznościom. Drobny biznes spożywczy zapewniają bogactwo wyboru dla swych klientów dostarczając świeże produkty, których czas przydatności do spożycia jest krótki (np. cukiernie gdzie można kupić codziennie świeże jagodzianki ale trzeba je też w miarę szybko skonsumować, by była smaczna - przyp. Red.). Natomiast wielu większych producentów wytwarza standaryzowany produkt mający jedną analizę i jedne opakowanie.
Mali producenci nigdy nie mogą robić takiego samego produktu dwa razy ponieważ oni produkują codziennie dla klientów świeży towar." UEAPME ocenił, że koszt pakowania wyrobów spożywczych w opakowania z wymaganymi przez Komisję informacjami to tylko w Wlk. Brytanii 6 mld funtów rocznie. Te miliardy byłyby wyjęte z kieszeni konsumentów. Po co zresztą konsumentom jagodzianek informacja o kaloryczności i ryzyku otyłości związanym ze zjedzeniem jagód w cieście?
Tak właśnie przepisy wprowadzające nowe normy i szczegółowe rozwiązania wpływają na koszty naszego życia, a tym samym drenują nasze kieszenie. Są to kolejne, ukryte quasi-podatki nakładane na obywateli.
Legislacja na potęgę
Tymczasem nic nie zapowiada, żeby sytuacja się polepszyła. Komisja Europejska i Parlament Europejski pracują coraz intensywniej, produkując kolejne przepisy i bijąc rekordy ilości uchwalonych praw. Jeszcze w 1998 roku zbór wszystkich praw Wspólnot Europejskich obejmował 10 800 aktów prawnych. Na ich powstanie potrzebnych było 40 lat istnienia Wspólnot. Po dziesięciu latach, w 2008 roku było już 26 500 dyrektyw i rozporządzeń.
W ciągu dziesięciu ostatnich lat liczba praw Wspólnotowych zwiększyła się o ponad półtorej razy więcej niż w ciągu 40 lat od momentu powstania Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Prawie 1600 wspólnotowych aktów prawnych powstaje co roku w Brukseli. Żadna gospodarka nie poradziła sobie z taką lawiną regulacji. Gospodarki państw członkowskich też sobie nie radzą co widać po tempie wzrostu PKB w starej "piętnastce", czy chociażby w strefie euro.
"Open Europe" obliczył, iż koszt wspólnotowych regulacji dla Wlk. Brytanii uszczuplił PKB tego państwa o 10%. O tyle bogatsi byli by obywatele tego państwa gdyby nie musieli wydać w ciągu ostatniej dekady 106,6 mld funtów na sprostanie wspólnotowemu prawu. W samym 2008 roku unijne dyrektywy wydrenowały z kieszeni mieszkańców Wysp 18,5 mld funtów.
Jak piszą eksperci "Open Europe" koszt wzrasta z roku na rok, bowiem w 2005 roku prawo z Brukseli kosztowało gospodarkę Wysp 12,2 mld funtów. Będzie gorzej - według obliczeń do 2018 roku na wdrożenie praw WE wyda się łącznie od 1998 roku 356 mld funtów! Każde gospodarstwo domowe na Wyspach zapłaci w latach 1998-2018 za wymysły urzędników Komisji 14 300 funtów.
Niechciany obraz
Nic dziwnego, iż wspólnotowe instytucje milczą na ten temat. Trudno się dziwić milczeniu rządów państw. Dostęp do tych informacji nie jest na rękę eurofilom. Nie jest na rękę marzącym o wielkim, europejskim superpaństwie rządzonym na wzór Związku Sowieckiego. W Polsce trudno przy danych o kosztach wdrażania wspólnotowego ustawodawstwa prezentować wspaniałe wykresy obrazujące górę pieniędzy otrzymanych z Unii.
Przy kwotach wydanych na implementację brukselskich dyrektyw blakną nawet pieniądze, które mamy otrzymać w przyszłych latach z budżetu Wspólnot. Nie trzeba skrupulatnie liczyć kolejnych słupków, kolejnych funduszy europejskich, kolejnych kosztów pozyskania unijnych dotacji, by stwierdzić, iż nadal więcej się dopłaca do Anszlusu, niźli otrzymuje się korzyści.
Ciekawe tylko jak na informacje o kosztach realizacji wspólnotowych praw zareaguje wydział propagandy eurofili? Na razie przemilczają raport "Open Europe". Jak długo to się im uda?

Za "Najwyższy Czas".

No dobrze ale ten artykuł to niestety finta i błądzi jako propaganda w internecie. Niestety ale to makulatura.
..Dzięgiel..
Polska z unijnej kasy dostaje najwięcej. Średnio rocznie ponad dziewięć miliardów euro. Najwięcej do wspólnej kasy dokładają Niemcy. Co roku ponad 12 mld euro. Sporo dopłacają też Brytyjczycy, Francuzi i Włosi. Ale chcą to zmienić. Rozmowy w sprawie budżetu Wspólnoty na lata 2014-2020 będą wyjątkowo trudne. Bo Warszawie zależy na tym, by obecny układ sił nie zmienił się.

Dziś rząd zajmie się dokumentem, który ma określić naszą strategię w batalii o jak najkorzystniejszy kształt przyszłego budżetu UE. A jest o co walczyć. Od początku naszego członkostwa w Unii co roku więcej otrzymujemy ze wspólnej kasy niż do niej dopłacamy.

Zgodnie z budżetowym planem od 2007 do 2013 roku, na czysto powinniśmy otrzymać 65 mld euro. Takie korzyści gwarantuje nam polityka strukturalna, której założeniem jest wyrównanie różnic pomiędzy krajami członkowskimi. Oprócz Polski, najwięcej dotacji płynie do Grecji, Rumunii i Węgier

Brytyjska fundacja Open Europe badająca wszystko co związane z integracją europejską postanowiła zbadać jedną z zapomnianych w Polsce kwestii uczestnictwa w projekcie "Unia Europejska". Chodzi o koszty ponoszone przez gospodarkę realizowania unijnych dyrektyw. Jako, że to brytyjski instytut, więc skoncentrowano się na kosztach ponoszonych przez Zjednoczone Królestwo. Nie zapomniano jednak dla pełnego obrazu przedstawić sytuacji dla wszystkich 27 państw Wspólnot Europejskich. Wyniki są więcej niż zatrważające.
Drenowanie za miliardy
Roczny koszt wdrażania unijnego prawa dla gospodarek 27 państw to prawie 161,5 mld euro, a więc 726,75 mld złotych. Przez dziesięć ostatnich lat (1998-2008) prawo ustanawiane przez Wspólnoty kosztowały gospodarki państw członkowskich 928,5 mld euro, czyli blisko bilion euro, a więc prawie 4,2 biliona złotych!
Tyle pieniędzy pochłonęły zbędne regulacje ustanowione przez Komisję Europejską i rządy państw. Polskę przez 6 lat (taki okres dla nowych państw WE przyjął brytyjski instytut - bowiem implementacja praw WE zaczyna się przed oficjalnym przystąpieniem) wspólnotowe regulacje kosztowały 27,8 mld euro, czyli 125 mld złotych.
Są to niepotrzebne wydane przez nas pieniądze na wypełnienie przez naszą gospodarkę i administrację praw ustanowionych w Brukseli. Rocznie wydawaliśmy na dostosowanie polskiego prawa do wspólnotowych rozwiązań 4,8 mld euro, czyli 21 mld zł - to tyle ile fiskus przez dwa lata zbiera pieniędzy z akcyzy na paliwa i niewiele mniej niż wynosi deficyt polskiego budżetu państwa. Gdybyśmy przez okres naszego członkostwa nie musieli realizować unijnych praw to przez kolejne 12 lat paliwa mogłyby być wolne od podatku akcyzowego.
Inaczej licząc Polska mogłaby być państwem bez podatku dochodowego i bez akcyzy na paliwa przy niezmienionych, rozdmuchanych wydatkach. Pod względem rocznego kosztu wspólnotowych regulacji Polska, według raportu "Open Europe"zajmuje szóste miejsce wśród 27 państw WE.
Więcej od nas wydają Niemcy, Francja, Wlk. Brytania, Włochy Hiszpania i Holandia. Wśród nowych państw przyjętych do WE Polska jest liderem zbędnych wydatków.
Polska na minusie
Jak ma się to do zysków z uczestnictwa w WE? Gorzej niż marnie. Minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz ogłosił właśnie, iż w ciągu ostatnich pięciu lat nasze państwo jest na "plusie" 14 mld euro. Tyle pieniędzy mieliśmy dostać ze wspólnotowego budżetu po odliczeniu wpłat do niego. Oczywiście rządowe wyliczenia nie uwzględniają kosztów implementacji brukselskich dyrektyw. Porównajmy to z kosztami realizacji przez 5 lat wspólnotowego prawa - 24 mld euro - daje nam to 10 mld euro strat.
Nawet opierając się na propagandowych, rządowych wyliczeniach widać, iż do "Unii" dopłacamy. Gdyby jednak rzetelnie policzyć wszystkie wpływy i wszystkie wydatki i odjąć od tego koszty realizacji wspólnotowych regulacji to strata wyniosła by zapewne więcej. Wie to na przykład każdy palacz. Ze względu na minimalne stawki akcyzy na papierosy obowiązujące według przepisów WE cena paczki "Marlboro" wzrosła z ok. 4 zł. w dniu akcesji do prawie 10 zł. dziś.
Jednak w większości przypadków nie chodzi o sprawy podatków, czy danin nakładanych przez Brukselę, ale o szczegółowe rozwiązania nakładające dotkliwe wymagania i normy na producentów, dystrybutorów i usługodawców. Przykładem, jak wspólnotowe prawodawstwo podwyższa koszty życia obywateli i drenuje ich kieszeń może być projekt jednej z dyrektyw Komisji Europejskiej.
Prawo kaduka
W 2007 roku Bruksela zaproponowała poprawienia bezpieczeństwa dla pieszych. Propozycja nakładała wymóg na producentów samochodów instalowania w autach odpowiedniej cechy, która chroniłaby pieszych podczas zderzenia z pojazdem. Odpowiednia rządowa instytucja w Wlk. Brytanii określił dla przemysłu samochodowego koszt instalowania jednego, konkretnego urządzenia na 1,7 mld funtów przez następnych 30 lat.
Spełnienie wymogu Komisji Europejskiej zwiększyłoby cenę jednego auta o 24 funty, czyli o ok. 125 zł. Niewiele przy cenie nowych samochodów idącą w dziesiątki tysięcy złotych. Lecz owo 125 zł to kolejne pieniądze wyjęte z kieszeni obywatela pod przymusem wspólnotowego prawa. Za owo 125 zł można by kupić przecież zupełnie inną rzecz, np. książki, prasę (np. roczna prenumerata NCZAS!-u kosztuje ok. 200 zł.), ubranie dla dziecka lub zwyczajnie odłożyć "do skarpety". Komisja Europejska jednak chce byśmy te pieniądze wydali na to na co chcą urzędnicy z Brukseli.
Podobnie jest z innym prawem wymyślonym przez KE. W styczniu 2008 Komisja zaproponowała nowe ustawodawstwo łączące dwie istniejące dyrektywy (2000/13/EC i 90/496/EEC). Pomysł miał łączyć dwie różne zasady etykietowania wyrobów spożywczych. Uzasadnienie - obniżenie kosztów administracyjnych dla przedsiębiorców. Jednakże, propozycja wprowadzała również dodatkowe wymogi znakowania wyrobów o informacje dla konsumentów o możliwym ryzyku dla zdrowia związanym z otyłością!
Propozycja dyrektywy wprowadzała także minimalny rozmiar czcionki dla takich informacji - 3 mm. Europejskie Stowarzyszenie Małe i średnich Przedsiębiorców (UEAPME) ostro sprzeciwiło się propozycji, twierdząc, że jest to "stwarzanie dodatkowe problemu, a nie uproszczenie dla drobnych przedsiębiorców". UEAPME zauważyło słusznie, że: "prawie 90% biznesów spożywczych w Europie zatrudnia niespełna dziesięciu pracowników.
Większość z tych przedsiębiorców jest rzemieślnikami spożywczymi świadczącymi usługi lokalnym społecznościom. Drobny biznes spożywczy zapewniają bogactwo wyboru dla swych klientów dostarczając świeże produkty, których czas przydatności do spożycia jest krótki (np. cukiernie gdzie można kupić codziennie świeże jagodzianki ale trzeba je też w miarę szybko skonsumować, by była smaczna - przyp. Red.). Natomiast wielu większych producentów wytwarza standaryzowany produkt mający jedną analizę i jedne opakowanie.
Mali producenci nigdy nie mogą robić takiego samego produktu dwa razy ponieważ oni produkują codziennie dla klientów świeży towar." UEAPME ocenił, że koszt pakowania wyrobów spożywczych w opakowania z wymaganymi przez Komisję informacjami to tylko w Wlk. Brytanii 6 mld funtów rocznie. Te miliardy byłyby wyjęte z kieszeni konsumentów. Po co zresztą konsumentom jagodzianek informacja o kaloryczności i ryzyku otyłości związanym ze zjedzeniem jagód w cieście?
Tak właśnie przepisy wprowadzające nowe normy i szczegółowe rozwiązania wpływają na koszty naszego życia, a tym samym drenują nasze kieszenie. Są to kolejne, ukryte quasi-podatki nakładane na obywateli.
Legislacja na potęgę
Tymczasem nic nie zapowiada, żeby sytuacja się polepszyła. Komisja Europejska i Parlament Europejski pracują coraz intensywniej, produkując kolejne przepisy i bijąc rekordy ilości uchwalonych praw. Jeszcze w 1998 roku zbór wszystkich praw Wspólnot Europejskich obejmował 10 800 aktów prawnych. Na ich powstanie potrzebnych było 40 lat istnienia Wspólnot. Po dziesięciu latach, w 2008 roku było już 26 500 dyrektyw i rozporządzeń.
W ciągu dziesięciu ostatnich lat liczba praw Wspólnotowych zwiększyła się o ponad półtorej razy więcej niż w ciągu 40 lat od momentu powstania Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Prawie 1600 wspólnotowych aktów prawnych powstaje co roku w Brukseli. Żadna gospodarka nie poradziła sobie z taką lawiną regulacji. Gospodarki państw członkowskich też sobie nie radzą co widać po tempie wzrostu PKB w starej "piętnastce", czy chociażby w strefie euro.
"Open Europe" obliczył, iż koszt wspólnotowych regulacji dla Wlk. Brytanii uszczuplił PKB tego państwa o 10%. O tyle bogatsi byli by obywatele tego państwa gdyby nie musieli wydać w ciągu ostatniej dekady 106,6 mld funtów na sprostanie wspólnotowemu prawu. W samym 2008 roku unijne dyrektywy wydrenowały z kieszeni mieszkańców Wysp 18,5 mld funtów.
Jak piszą eksperci "Open Europe" koszt wzrasta z roku na rok, bowiem w 2005 roku prawo z Brukseli kosztowało gospodarkę Wysp 12,2 mld funtów. Będzie gorzej - według obliczeń do 2018 roku na wdrożenie praw WE wyda się łącznie od 1998 roku 356 mld funtów! Każde gospodarstwo domowe na Wyspach zapłaci w latach 1998-2018 za wymysły urzędników Komisji 14 300 funtów.
Niechciany obraz
Nic dziwnego, iż wspólnotowe instytucje milczą na ten temat. Trudno się dziwić milczeniu rządów państw. Dostęp do tych informacji nie jest na rękę eurofilom. Nie jest na rękę marzącym o wielkim, europejskim superpaństwie rządzonym na wzór Związku Sowieckiego. W Polsce trudno przy danych o kosztach wdrażania wspólnotowego ustawodawstwa prezentować wspaniałe wykresy obrazujące górę pieniędzy otrzymanych z Unii.
Przy kwotach wydanych na implementację brukselskich dyrektyw blakną nawet pieniądze, które mamy otrzymać w przyszłych latach z budżetu Wspólnot. Nie trzeba skrupulatnie liczyć kolejnych słupków, kolejnych funduszy europejskich, kolejnych kosztów pozyskania unijnych dotacji, by stwierdzić, iż nadal więcej się dopłaca do Anszlusu, niźli otrzymuje się korzyści.
Ciekawe tylko jak na informacje o kosztach realizacji wspólnotowych praw zareaguje wydział propagandy eurofili? Na razie przemilczają raport "Open Europe". Jak długo to się im uda?

Za "Najwyższy Czas".
o
obserwatore
No to najpierw musicie pół zachodnich Niemiec oddać Amerykanom za plan Marshalla o ile wiesz co to było

Nie tylko doimy,ale również wpłacamy pieniądze do wspólnej kasy,z każdym rokiem więcej wpłacamy niż dostajemy......

Oczywiscie, że wiem co był "plan Marshalla" i to nawet lepiej od Ciebie. P.M. przewidywał wtedy 10 Milardów dolarów. Podzielony został według 14 państw. Polska miała z tego też coś otrzymać, ale ruski był przeciw. P.M słuźył USA wtedy celom propagandowym. Anglicy, Frnazusi i Włosi otrzymali najwięcej. Niemcy najmniej, ale nikt nei był wtej sytuacji wtedy na USA obrażony. Niemcy wtedy byli w innej sytuacji i byli wdzięczni, że otrzymali koce, łóżka polowe, medycynę, kawę, papierosy no i oczywiście też gumę do żucia. Wy Polacy natomiast jesteście takimi samymi cwaniakami co Grecy. Bez żadnek różnicy. Niestety.
e
enin

jak zwykle pismaki z nto piszą pod dyktando przewonij partii

o
ogryzek
Co takiego unia dała Polsce???. Doucz sie człowieku a nie pisz głupot. Bo w ostanim roku wiecej oddaliśmy do uni niz z niej wzielismy. Zresztą bilans wpałat i dotacji nigdy nie był dla nas jakis imponujacy. Unia to nie świety mikołaj aby dawać biednemu Polakowi, bo żadnemu krajowi nie jest na rekę żeby polska gospodarka była silna.

Co do dotacji to zauważ że unia finansuje conajwyzej 50%, czasami ale to rzadkość wiecej. A reszta myslisz skąd sie bierze. Nawet jak samorząd ma pieniadze to żeby dostać dotacje musi wziąść kredyt i później spłacać go przez 10-15 lat. Prawie kazdy samorząd jest dziś zadłuzony na ponad 50% własnego gudżetu. Skąd te zadłuzenie??? A no właśnie z tych dotacji. Cały system jest stworzony po to aby wyciagać pieniadze od państw aby później je spowrotem rozdzielać jednocześnie napedzajac koniunkture europejskim bankom (głównie niemieckim i francuskim) no bo polskich poza NBP nie ma.Unii chodziło głownie o rynki zbytu, bez zapór celnych.
Mikołaj był ale w Azji mniejszej a nie w Europie. Ludzie zacznijcie myśleć.

Polska z unijnej kasy dostaje najwięcej. Średnio rocznie ponad dziewięć miliardów euro. Najwięcej do wspólnej kasy dokładają Niemcy. Co roku ponad 12 mld euro. Sporo dopłacają też Brytyjczycy, Francuzi i Włosi. Ale chcą to zmienić. Rozmowy w sprawie budżetu Wspólnoty na lata 2014-2020 będą wyjątkowo trudne. Bo Warszawie zależy na tym, by obecny układ sił nie zmienił się.

Dziś rząd zajmie się dokumentem, który ma określić naszą strategię w batalii o jak najkorzystniejszy kształt przyszłego budżetu UE. A jest o co walczyć. Od początku naszego członkostwa w Unii co roku więcej otrzymujemy ze wspólnej kasy niż do niej dopłacamy.

Zgodnie z budżetowym planem od 2007 do 2013 roku, na czysto powinniśmy otrzymać 65 mld euro. Takie korzyści gwarantuje nam polityka strukturalna, której założeniem jest wyrównanie różnic pomiędzy krajami członkowskimi. Oprócz Polski, najwięcej dotacji płynie do Grecji, Rumunii i Węgier
Dodaj ogłoszenie