Prasa do dźwigania

Zbigniew Górniak

Przemknąłem wzrokiem po kolejnej porcji raportu dotyczącego czytelnictwa Polaków, z którego wynikało, że czytamy mało, a jak już czytamy, to bez zrozumienia, a jeżeli nawet rozumiemy, to i tak szybko zapominamy. Do wszelkich badań tak zwanej opinii społecznej podchodzę jak cwany wyżeł do zatrutej kiełbasy, ale chyba coś jednak jest na rzeczy z tym zapominaniem, skoro mimo sterylnego prowadzenia się, nie pamiętam, gdziem ten raport zdybał.
Paradoks dzisiejszego czytelnictwa polega na tym, że im mniej czytamy, tym więcej pojawia się na rynku książek i tytułów prasowych. Taki magazyn Press, branżowa comiesięczna Biblia wyrobników pióra, mikrofonu i kamery, podaje w każdym numerze obfitą całkiem listę nowych tytułów na rynku prasy - znak to, że w Polsce wciąż są jeszcze ludzie, którym wydaje się, że wydawaniem gazet można spełnić się i finansowo, i intelektualnie.
Kolejny paradoks polskiego czytelnictwa tkwi w tym, że im więcej na rynku jest do czytania, tym do czytania jest mniej. Do czego zatem służy polska prasa? Ano przede wszystkim do dźwigania.
Współczesny magazyn kolorowy ciężki jest bowiem jak skrzynka narzędziowa i przeładowany gadżetami jak szuflada manelarza, któremu zawsze jest żal cokolwiek wyrzucić. Ja lekturę jakiejkolwiek już prasy rozpoczynam od wytrzepania na podłogę całej sterty dodatków, insertów, ulotek i folderów. Z gazety grubej, która leży w dłoni jak pała bejsbolowa w łapsku dresiarza, robi się nagle cienki spłachetek wagi lekkiej - tak rzeczywistej, jak gatunkowej. Wykładzinę mego redakcyjnego pokoju zaścielają dodatki dla działkowców, studentów, sportowców, alergików, hipochondryków, budowlańców, bezrobotnych, inwalidów, ekologów, turystów, bankowców, drobnych ciułaczy, samochodziarzy i modnisiów. Ślizgam się na tym dywanie z makulatury, aż litościwe panie sprzątaczki nie wyniosą go raus na śmietnik, robiąc tym samym miejsce na nowe pokłady prasowego śmiecia.
Czego się nie da wytrzepać i wynieść na makulaturę, trzeba odkleić, wyrwać lub wyciąć. Dzięki przedmiotom znajdywanym wewnątrz gazet mogę: pielęgnować skórę twarzy i stóp, wymyć włosy, odżywić je i uczesać, otworzyć kapslowaną butelkę, zabezpieczyć się przed chorobą weneryczną - i to smakowo!, wypić kawę lub ją zjeść w postaci cukierka, wyperfumować na karku i pod pachami, zwiększyć zbiór płyt CD, oprawić zdjęcie, pomalować paznokcie, wzmocnić się witaminowo, ozdobić zmywalnym tatuażem, okleić samochód samoprzylepnym badziewiem, zjeść błyskawiczną potrawę i popić ją gorącym kubkiem, rozpalić ognisko, obwiązać łeb chustą, nakryć stół obrusem, wyglancować okulary albo zawiesić je sobie za pomocą sznureczka na karku...
Gdyby ktoś spytał mnie, co zabrałbym z sobą na bezludną wyspę, odpowiedziałbym, że kilka kolorowych polskich magazynów, bo w nich znalazłbym sporo rzeczy niezbędnych do przeżycia. Tylko poczytać na tej wyspie nie byłoby czego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie