Primo - nie przesadź

Elżbieta Mackiewicz
Chłopi z Siedleckiego długo poszukiwali obwoźnego skupu męskiego nasienia.

JAK ŁGAŁA "NTO":
1 kwietnia 1996. "Poinformowaliśmy" Czytelników o wydzierżawieniu Jeziora Turawskiego przez niejakiego Otto Schenka z Bawarii, który miał wprowadzać nowe, bardzo słone opłaty za wędkowanie. Wymyśliliśmy także trzydniowy festiwal rockowy na lotnisku w Polskiej Nowej Wsi, gdzie wystąpić mieli m.in. Elton John, U2, Roxette i Bon Jovi. Pokazaliśmy również fikcyjny projekt rozbudowy opolskiego ratusza.
1 kwietnia 1997. Rozpaliliśmy nadzieje opolskich erotomanów infomacją o tym, jakoby Muzeum Slaska Opolskiego urządziło wystawę pn. Eros i sztuka. Przestraszyliśmy małolatów zapowiedzią wprowadzenia przez opolski ratusz godziny policyjnej dla nieletnich. Rozeźliliśmy wielu notką o budowie basenu dla piosenkarzy w opolskim amfiteatrze. Zmyśliliśmy też ucieczkę wójta Turawy Waltera Świerca z workiem pieniedzy. Żartem były też informacje o bicu przez opolskich masarzy rekordu Guinnessa w długości kabanosa, odkryciu w Brzegu rzeźby Wita Stwosza, koncercie Edyty Górniak w Kluczborku.
1 kwietnia 1998. Wprawiliśmy w euforię kibiców, nabierając ich, że Odra Opola może liczyć na hojne wsparcie Holendrów. Otworzyliśmy kopalnię pod Gogolinem, a także zapowiedzieliśmy wymianę ryb w Jeziorze Turawskim.
1 kwietnia 1999. Wprawiliśmy w zadowolenie trunkowych kierowców, zapowiadając świadczenie przez opolską policję usług transportowych. Nasze damenti, że policja jednak nie będzie rozwozić po domach pijanych, spotkało się z jękiem zawodu, który slychać było na kresach województwa.
1 kwietnia 2000 roku. Nabraliśmy fanów opolskiego festiwalu informacją o jego odwołaniu. Nasi gazetowi łgarze powołali w jego miejsce festiwal piosenki polskiej i niemieckiej na Górze św. Anny.
1 kwietnia 2001 roku. Tym razem powstrzymaliśmy się od nabierania czytelników. Jako primaaprilisowy żart sprzedaliśmy im "Quiz za miliard punktów", w którym pytania dotyczyły fikcyjnych i raczej mało prawdopodobnych sytacji, w jakich należało sobie wyobrazić opolskich VIP-ów.
1 kwietnia 2002. ???????????????         
         Gór

Antoni Czajka, były poseł partii X, do dziś tłumaczy się, że nie jest ojcem Jana Marii Rokity. Dziennikarze KAI-u odbierają telefony z prośbą o adres Katolickiego Biura Matrymonialnego, a Jacek Hugo-Bader bezskutecznie czeka na honorarium z "Przekroju". Wszyscy są ofiarami medialnego prima aprilis.
Spermabus w Łosicach
Dorota Gawryluk, szefowa publicystyki Polsatu, pamięta primaaprilisowy materiał o rzekomo niedawno odkrytym schorzeniu kur, pląsawicy drobiowej. - Producenci drobiu dzwonili zaniepokojeni, że ich stada czeka zagłada. Musieliśmy prostować i uspokajać - mówi Gawryluk.
Andrzej Gass z "Kulis" wspomina: - Na początku lat 90. napisaliśmy, że Andrzej Gąsienica-Byrcyn chce wyryć na Giewoncie gigantyczną głowę Lecha Wałęsy. Ludzie zasypywali nas telefonami. Jedni proponowali pomoc w sfinansowaniu dzieła, inni krzyczeli, że Wałęsa powinien oddać obiecane 100 milionów, a nie drenować kieszeń podatnika. Dużo czasu zajęło nam przekonywanie ich, że to był tylko żart.
Długo też trzeba było tłumaczyć zawiedzionym mieszkańcom powiatów łosickiego i sokołowskiego, że informacja o skupie ludzkiego nasienia to bujda. Reportaż o holenderskim spermabusie, który jeździ po nadbużańskich wsiach, zamieścił "Tygodnik Siedlecki". Redakcja zapewniała: "Ze spermy, którą skupuje się w Polsce, są wytwarzane półprodukty do produkcji kosmetyków odmładzających. Cena za 4 ml nasienia - 50 zł". Wydawało nam się, że nikt w tę informację nie uwierzy - mówi sekretarz redakcji Piotr Giczela. - Jednak następnego dnia po publikacji rozdzwoniły się telefony. Mężczyźni prosili o namiary do firmy, która skupuje nasienie. Kobiety były zbulwersowane. Długo uspokajaliśmy czytelników - szczególnie panów, którzy mieli nadzieję na zarobek. Cóż, w dobie bezrobocia żarty z pieniędzmi w tle są zbyt ryzykowane.
- Z żartami z dziedziny ekonomii trzeba ostrożnie - potwierdza Iwona Jackowska, kierownik działu prawnego "Prawa i Gospodarki". - W ubiegłym roku w prima aprilis informowaliśmy, że posłowie przygotowali projekt zmiany ustawy o PIT przewidujący nowe ulgi podatkowe dla niewielkich firm tworzących nowe miejsca pracy. Materiał okrasiliśmy wiarygodnymi tabelkami i wypowiedzią autorytetu, Mieczysława Bąka z Krajowej Izby Gospodarczej. Jego uprzedziliśmy oczywiście, że to żart, ale czytelnicy dzwonili z prośbą o szczegóły. Narobiliśmy im nadziei.
Inteligenci zrozumieją
Żart może złamać komuś życie. "Rzeczpospolita" opublikowała - 1 kwietnia 1993 roku - jeden z dowcipów krążących w Sejmie. Ktoś rozpuścił plotkę, że ojcem Jana Marii Rokity jest poseł Antoni Czajka (wtedy z partii X, dziś bezpartyjny). Poseł przysłał do gazety sprostowanie i list od wyborcy, który nie zrozumiał dowcipu i oznajmił o zmianie politycznych preferencji. Następnego dnia "Rzeczpospolita" wydrukowała fragment pisma: "Z największym obrzydzeniem dowiedziałem się, że jest pan ojcem J. M. Rokity, głównej postaci UD - partii Zdrajców i Żydów. Do dziś wierzyłem Panu jako dobremu Polakowi, który chce dobra Narodu. Dziś wiem, że młodość Panu upłynęła wśród rozpusty i to w najgorszym wydaniu". W ten sposób opowiedzenie anegdoty stało się - zdaniem posła Czajki - poważną akcją polityczną mającą na celu zdezawuowanie jego osoby w społeczeństwie. Zapowiadany proces o zniesławienie nie doszedł jednak do skutku. - Dzwonili do mnie redaktorzy z "Rzeczpospolitej" z przeprosinami - mówi Antoni Czajka. - Mówili, że to był żart i że inteligentni zrozumieją. A co z tymi mniej inteligentnymi? Będą rozgłaszać te głupoty. Zaraz po publikacji "Rzeczpospolitej" chciałem przeczytać z trybuny sejmowej oświadczenie dementujące te plotki. Ale koledzy mnie od tego odwiedli. Ten żart ciągnie się za mną do dziś, co jakiś czas dzwonią do mnie różne oszołomy i pytają: co u syna? Niech redaktorzy żartują z siebie, a nie z polityków.
- Jeśli media są wiarygodne, to dowcip tej wiarygodności nie podważy - uważa natomiast Tomasz Lis, prowadzący "Fakty" w TVN-ie. Na pierwszy kwietnia zapowiada świetny numer.
Podobnego zdania jest wydawca "Wiadomości" Grzegorz Kozak. Przepis na dobry dowcip: historia ma być wiarygodna, ale nie może nikogo osobiście dotykać ani zniesławiać. W 1995 roku namówiliśmy Lecha Falandysza, żeby ogłosił w "Wiadomościach", że wystartuje w wyborach prezydenckich. Miał nawet hasło wyborcze: Jestem dobrym adwokatem, a Polsce potrzeba obrońców.
Nabrać kolegów
Niezrozumiałe dla odbiorców są żarty dziennikarzy z kolegów po fachu. W ubiegłym roku w "Przekroju" ukazał się zajawiony na okładce tekst "Fantom na deskach - kulisy projektu Orła lot". Redakcja zachęcała: "Znanym reporterom, pracującym dla "Przekroju" udało się ustalić ponad wszelką wątpliwość, że Adam Małysz nie istnieje". Pod tekstem widniały nazwiska Jacka Hugo-Badera i Jerzego Skoczylasa z "Gazety Wyborczej". Okazało się, że Piotr Bikont, ich redakcyjny kolega, wtedy zastępca redaktora naczelnego "Przekroju", zrobił im kawał. Podpisał obu pod swoim tekstem. Hugo-Bader: - Nie uprzedzał mnie, że zadebiutuję w "Przekroju", potem tłumaczył, że to miała być niespodzianka. Piotr wiedział, że nie jestem nadęta pała i się nie obrażę. Żeby się zrewanżować, powiedziałem mu, że musi mi teraz zapłacić jak za cover story w "Magazynie Gazety Wyborczej". Mówiłem serio, ale on to z kolei uznał za żart. Do dziś nie dostałem honorarium!
Doświadczona w nabieraniu kolegów dziennikarzy jest Katolicka Agencja Informacyjna. 4 kwietnia 2000 roku "Gazeta Wyborcza" opublikowała sprostowanie: "Przykro nam, ale musieliśmy rozczarować licznych czytelników, którzy dzwonili do redakcji, pytając o adres i telefon do Katolickiego Biura Matrymonialnego, które miałoby jakoby powstać w diecezji radomskiej. Daliśmy się nabrać - opublikowana za KAI informacja była jej żartem".
- Katolickie Biuro Matrymonialne prześladowało nas jeszcze kilka miesięcy po prima aprilis - mówi pomysłodawca żartu, kierownik działu krajowego KAI-u Bogumił Łoziński. - Ludzie dzwonili, prosili o namiary, nie dowierzali, że to był żart. Równie wiarygodnie brzmiały inne nasze dowcipy. Informowaliśmy, że w Sekretariacie Episkopatu Polski powstanie pięciometrowy basen, w którym biskupi będą zażywać ruchu. Wszystkie gazety przedrukowały informację jako prawdziwą i się zaczęło. Do KAI-u i ekonoma Sekretariatu dzwonili oburzeni księża. Interweniował biskup Dziwisz, osobisty sekretarz papieża. Prosił ekonoma Sekretariatu o przemyślenie decyzji o budowie. Sugerował, że to zbyt nieskromne. Prostowaliśmy i przepraszaliśmy za zamieszanie.
Oburzeniem zareagowali też niektórzy księża na inny żart KAI-u - informację, jakoby białe koloratki miały zastąpić kolorowe - w zależności od okresu liturgicznego. Wiadomość, jako prawdziwą podało Polskie Radio. - I znów musieliśmy przepraszać i prostować - mówił Bogumił Łoziński.
Pracę redakcji "Wprost" utrudniały z kolei urywające się telefony od oburzonych wędkarzy, którzy w numerze z 11 września 2001 roku przeczytali, że w Wiśle można łowić łososie. "Pozwolenie na złowienie jednej ryby kosztuje 100 zł. Warszawskim łososiami zamierza handlować supermarket Hypernowa" - napisała Paulina Kaczanow. Nie zauważyła, że powtarza żart primaaprilisowy kolegów z "Wyborczej" ("Gazeta Stołeczna, 1 kwietnia 2001 roku). Autorka przeoczyła też sprostowanie, które ukazało się w "GW" następnego dnia: "Jednak nawet jeśli łosoś trafi się w Wiśle, to i tak łowić go nie wolno".
Szef "Magazynu Rzeczpospolitej" Maciej Rosolak mówi: "Rzeczpospolita", jako poważna gazeta, raczej się żartów primaaprilisowych wystrzega.
Mariusz Ziomecki, redaktor naczelny "Profitu", programowo je zwalcza: - Nie pamiętam ani jednego żartu, który nie byłby kompletną klapą. Media w Polsce mają nikłe zaufanie społeczne, a w ten dzień jeszcze je nadwątlamy. Zachowujemy się jak żebrak, który odrzuca pieniądze. Przed pierwszym kwietnia apeluję do kolegów dziennikarzy: - Więcej wiarygodności, mniej dowcipów!
(Tekst ukazał się w ostatnim miesięczniku"Press", branżowym czasopiśmie ludzi mediów)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3