reklama

Prof. Dariuszek Patrzałek: - Życie można dać po śmierci

fot. Witold Chojacki
Kartę dawcy, zwaną też deklaracją woli, dołączyliśmy do wydania nto w trakcie naszej redakcyjnej  akcji „Nie zabieraj organów do nieba”. Można ją też pobrać ze strony poltransplant.org.pl.
Kartę dawcy, zwaną też deklaracją woli, dołączyliśmy do wydania nto w trakcie naszej redakcyjnej akcji „Nie zabieraj organów do nieba”. Można ją też pobrać ze strony poltransplant.org.pl. fot. Witold Chojacki
Prof. dr hab. med. Dariusz Patrzałek z Katedry i Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej Akademii Medycznej we Wrocławiu jest konsultantem wojewódzkim ds. transplantologii w Opolu.

- Kiedy ostatnio przeprowadzał pan rozmowę z rodziną zmarłej osoby, która mogłaby zostać potencjalnym dawcą narządów dla kogoś innego?
- W tym roku miałem kilka takich rozmów. W trzech przypadkach zakończyły się pomyślnie. Jedną jednak zapamiętam szczególnie, gdyż zostałem wtedy obrażony, a nawet posądzony o chęć dokonania eutanazji na zmarłym pacjencie, u którego doszło już niestety do śmierci mózgowej. Ja to jednak rozumiem. Bo dla rodzin zmarłych nigdy nie jest to łatwa decyzja. Zresztą emocje są zawsze po obu stronach.

- Co wywołuje w ludziach największy opór przed wydaniem zgody na pobranie narządów od ich krewnych?
- Po pierwsze, rodzina zadaje sobie pytanie: "czy to jest zgodne z moją wiarą?" Martwi ją też myśl, że jak my od kogoś pobierzemy narządy, to potem ten człowiek zmartwychwstanie i będzie niekompletny. To jest chyba ta największa obawa. Ale dochodzi też inna, że ciało po pobraniu narządów będzie mocno uszkodzone. Otóż nie, to tak nie wygląda. Pobranie to jest zabieg chirurgiczny, bardzo skomplikowany, ale w jego trakcie krzywda zmarłemu się nie dzieje. On już nic nie czuje. Natomiast obowiązkiem zespołu medycznego, który to wykonuje, jest zapewnienie estetycznego wyglądu ciała. Szacunek dla dawcy zostaje w pełni zachowany.

- Kiedy wiadomo na pewno, że organ można pobrać i że choremu już nic nie przywróci życia?
- Dawcami organów są wyłącznie ludzie, u których z różnych powodów dochodzi do śmierci mózgowej i którzy umierają w szpitalu. Dotyczy to około 2-5 procent zmarłych. Natomiast samo pobranie narządu poprzedza wieloetapowy i bardzo skomplikowany proces diagnostyczny, którym zajmuje się odpowiednio przygotowany zespół ludzi. Trwa to minimum 8 godzin. Tak jak na pokładzie samolotu, każda czynność musi być odntowana. Bo musi być pewność, że faktycznie doszło do śmierci mózgowej. Jak skończy się proces diagnostyczny, to wtedy zbiera się komisja, składająca się z 3 lekarzy, którzy spisują protokół. Dopiero wtedy kończy się proces leczenia.

- Rola lekarza prowadzącego rozmowy z rodziną zmarłych osób jest wyjątkowo trudna i niewdzięczna. Pewnie wynika to ciągle ze zbyt małej świadomości społeczeństwa...
- To prawda. Ludzie nazywają koordynatorów do spraw transplantacji łowcami narządów, aniołami śmierci. Tymczasem są to osoby, które ratują innym życie. Niedawno ukazał się w jednym z tabloidów artykuł zatytułowany "Łowcy nerek". Zadzwoniłem do tej gazety i wyraziłem swoje oburzenie. Zapytałem, czy osoba, która go zamieściła, zdaje sobie sprawę, jaką szkodę wyrządziła tak niefortunnym tytułem dla całej idei transplantologii. Chciałbym po raz kolejny stanowczo podkreślić: my nie czyhamy na czyjeś narządy, żeby je wysłać za granicę, sprzedać bogatym szejkom. Cała działalność transplantacyjna polega na tym, żeby ten dar życia w postaci narządu od zmarłego, który się pojawia na mgnienie, na sekundę, wykorzystać. Bo jeśli tego nie zrobimy, to on przepadnie. W piachu organy nie są już nikomu potrzebne.

- Zwłaszcza, że na nerkę czy na serce ktoś czeka...
- Narząd czy tkankę ludzką traktujemy jak unikalny lek. Dzięki niemu osoby po przeszczepie mogą wrócić do swojej normalnej aktywności, do rodziny, do pracy. Mogą się realizować przez wiele lat i o to nam chodzi.

- W waszej klinice przeszczepiacie głównie nerki, a także wątroby. Pamięta pan jakieś szczególnie wzruszające zdarzenie?
- To było z 15, a może i 20 lat temu. Z Finlandii przyjechał do naszego kraju na wycieczkę starszy mężczyzna. Doznał udaru mózgu, zmarł. Natychmiast pojawiła się jego rodzina i poprosiła nas o diagnozę, chciała, by ich krewny został dawcą. Spełniliśmy ich życzenie z ogromnym wzruszeniem. Niedługo potem pojawił się w klinice goniec z kwiatami od tej rodziny... Do dziś to pamiętamy.

- Kiedy ostatnio poczuł pan zupełnie bezsilny?
- Tuż przed pierwszym listopada. Leżała u nas trzydziestokilkuletnia kobieta z niewydolnością wątroby. Anestezjologom udało się ją utrzymać przy życiu przez 7 dni. Niestety, nie byliśmy w stanie przez ten czas znaleźć dla niej dawcy...

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3