reklama

Prof. Mikołejko: Chcą symbolicznie uśmiercić L. Wałęsę. Ikoną "S" ma zostać L. Kaczyński

Dorota KowalskaZaktualizowano 
Prof. Zbigniew Mikołejko
Prof. Zbigniew Mikołejko Bartek Syta
O teczkach z szafy Kiszczaka, dramacie Lecha Wałęsy, prawdziwym celu ataków na jego osobę i o tym, kto tak naprawdę rozgrywa Europę Środkowo-Wschodnią - mówi prof. Zbigniew Mikołejko, etyk i filozof, w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Panie Profesorze, Polacy jakoś tak lubią grzebać w przeszłości, prawda?
Każdy lubi grzebać w przeszłości. Pytanie jednak, jak się w tej przeszłości grzebie? I w jakim celu się w tej niej grzebie? Jedni więc lubią w niej grzebać, żeby z tej przeszłości czerpać siłę - nawet jeśli, paradoksalnie, wychodzą tam rzeczy brzydkie. Są one są wówczas „przekuwane” w jakiś pokaz mocy - na prostej zasadzie: bo oto, proszę, zobaczcie, mamy w sobie tyle odwagi i siły, żeby stanąć w prawdzie i oczyścić się z własnego zła. A drudzy grzebią - tak jak my teraz przy okazji tych nieszczęsnych teczek z domu Kiszczaków - po to tylko, żeby dokonać kolejnego aktu zniszczenia albo, to raczej, samozniszczenia. I to jest właśnie najgorsze: bo z takiego histerycznego szaleństwa nikt nie ocaleje, nikt nie wyjedzie bez gnilnej rany - ani oskarżani, ani oskarżyciele. Historia, jak każda ludzka rzeczywistość, jest zawsze przecież niejednoznaczna, zawsze dramatyczna, zawsze złożona, zawsze pełna rozmaitych, niekoniecznie pięknych czynów. I mnóstwo tam rzeczy strasznych, ohydnych, budzących grozę. Ale ważne, powtarzam, co z tym zrobimy, w jakim celu w przeszłości zaczęliśmy grzebać.

CZYTAJ TAKŻE: Co zawiera teczka TW "Bolek"? Dokumenty do wglądu w IPN. Wałęsa wciąż zaprzecza, że współpracował

Ile my już właściwie słyszymy o TW „Bolku”?
Lata całe. I będziemy o nim słyszeli, obawiam się, dopóki nie uda się - symbolicznie oczywiście - uśmiercić Lecha Wałęsy. Jest to ważna część pewnego ideowego planu, który polega na tym właśnie, że niszczy się, że zabija się symbolicznie Lecha Wałęsę - po to, aby w to miejsce wprowadzić kogoś innego.

Kogo?
Lecha Kaczyńskiego, rzecz jasna. To jest zresztą zgodne z tym, co zapowiedział swego czasu w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” Jarosław Kaczyński.

Ale przecież to Lech Wałęsa jest marką samą w sobie, często jednym z dwóch, obok papieża Jana Pawła II, rozpoznawalnych Polaków? Pewnym symbolem.
Zgadza się, ale dla środowiska „dobrej zmiany”, dla środowiska PiS-owskiego, dla samego Jarosława Kaczyńskiego przede wszystkim nie liczy się cena, jaką przyjdzie za to zapłacić. Nie liczą się zatem ani obraz Polski, ani gospodarka, ani prawo i sprawiedliwość, ani dobro wspólne czy też cierpienie jednostek. Liczy się tylko cel, który on, Jarosław Kaczyński, sobie wyznaczył. Cel ten musi zostać zrealizowany. Z całą stanowczością, z całą bezwzględnością. I koniec. I już. Nieważne jest zachwianie moralnego, kulturowego czy społecznego porządku. Nieważne są anarchizacja życia, rozsypanie się hierarchii wartości, poniżenie wszelkich autorytetów. Nieważne jest także to, kogo do realizacji takiego celu da się zaprząc: ludzi rzeczywiście pokrzywdzonych czy pospolitych nieudaczników, „kiboli” czy funkcjonariuszy starego systemu, przysłowiowego „polskiego chama” czy pobożne starsze niewiasty, furiatów rozmaitej maści czy ogarnięte resentymentem beztalencia, kościelnych dygnitarzy czy cynicznych prawników.

CZYTAJ TAKŻE: Prof. Mikołejko: W Polsce walczą ze sobą dwie cywilizacje. Słychać łabędzi śpiew tradycjonalistów

Panie Profesorze, przy okazji: to chyba także ogromny dramat człowieka? Myślę tu o Lechu Wałęsie…
Jasne! To jest dramat człowieka. Ale i dramat nas wszystkich jednocześnie. Bo to ikona - po wiekach właściwie - wielkiego polskiego zwycięstwa. Główna symboliczna figura wyzwolenia się z dziejowego przekleństwa. Oczywiście Lech Wałęsa - mówią o tym wszyscy - był jakoś tam uwikłany, coś tam kiedyś podpisał. Ale z jakichś względów nie chciał, nie mógł czy też nie umiał w jakiejś chwili uderzyć się w pierś i powiedzieć jasno, wyraziście: „Zrobiłem to i to”. I wtedy byłaby sprawa czysta. Wtedy wszystkie oskarżenia i wszystkie worki z papierami wyniesione od Kiszczaków czy innych diabłów nie miałyby znaczenia. Wszelkie pomówienia rozbijałyby się o mur prawdy.
Właśnie: nie rozumiem, czemu Lech Wałęsa tego nie zrobił, nie uderzył się w pierś i nie powiedział publicznie o błędach? To zamknęłoby sprawę i ludzkie buzie!
Bardzo dobrze to wyjaśnia piątkowy artykuł wstępny w „Gazecie Wyborczej” Jarka Kurskiego, biografa i dawnego współpracownika Wałęsy. Jarosław Kurski pisze tam o momentach, kiedy Wałęsa tego nie zrobił. Nie usprawiedliwia go, broń Boże, ale pewne rzeczy tłumaczy. Wałęsa nie jest bowiem postacią prostą. Wałęsa, przy całej swojej wielkości, lubi być czasami „piskorzowaty”. Jak każdy zresztą z nas ma jakąś skazę, jakąś małość. I ta małość go popycha do takiego pokrętnego zachowania. W pewnych monetach przestaje się więc zachowywać jak wielki podmiot historii, jak wielki polski bohater, którym jest niewątpliwie, a zaczyna się zachowywać jak mały Dyzio przyłapany na podjadaniu konfitur ze spiżarni babci. To jest na swój sposób żałosne, ale każdy z wielkich bohaterów ma w sobie coś żałosnego, coś tragicznego. I każdy z ludzi. Tak, to jest bardzo ludzkie, arcyludzkie. I teraz trzeba dokonać jakiejś sensownej oceny tej postaci historycznej i zobaczyć, czy w nim brzydkie, małe przeważa nad wielkim czy odwrotnie. W przypadku Wałęsy wielkie zdecydowanie przewyższa te jego małości, rozliczne zresztą. Każdy z naszych bohaterów historycznych to ma.

CZYTAJ TAKŻE: Co zawiera teczka TW "Bolek"? Dokumenty do wglądu w IPN. Wałęsa wciąż zaprzecza, że współpracował

Mimo wszystko jestem zdziwiona. Lech Wałęsa doskonale wiedział i wie, ilu ma politycznych wrogów. Mógł więc przypuszczać, że ktoś kiedyś jakieś papiery z szafy wyciągnie. Nie bał się?
Myślę, że jak ten mały Dyzio włazi do spiżarni po słodkości, to też jest przekonany, że ujdzie mu to na sucho, że nikt niczego nie zauważy, nie policzy słoiczków, nie okaże się, że fartuszek został upaćkany konfiturami. I Wałęsa jest w tej materii na swój sposób infantylny, taki dziecinny, taki prostacki często. To też należy do jego natury. Ma w sobie taką małą, prostacką chytrość: a nuż się uda! To też jest jego cecha osobowości. Ale ma przede wszystkim w sobie nieskrywaną wielkość, ten ogromny heroizm, tę zmyślną sprawność decyzji i - w ostateczności - nieugiętość. Tak się w nas to wszystko plącze. Chcielibyśmy, żeby nasi bohaterowie byli skrojeni jak Wołodyjowski, a tymczasem ludzie są bardziej skrojeni nawet nie jak Kmicic, a raczej jak Kiemlicze: chytrusy, złodzieje, rabusie, którzy - korzystając z wojennego zamętu - mogą okraść, wszystko jedno, Szweda albo swojego, ale jak przychodzi co do czego, stają się niezwykle lojalni i patetyczni i giną w obronie króla. Ja naturalnie - dodam na marginesie - rozumiem w jakiejś mierze żarliwość, z jaką Bronek Wildstein oskarża i Wałęsę, i broniące go środowiska. Bronek ma bowiem piękną i heroiczną kartę, ma traumatyczne doświadczenia w związku z zamordowaniem przez bezpiekę przyjaciela, Stanisława Pyjasa, i tym, że człowiek, którego ongiś miał za przyjaciela, okazał się żałosnym agentem. Ale też Bronek zdaje się nie rozumieć, że nie wszyscy jesteśmy aniołami, że dramaty i nędze naszych wyborów są zawsze niepowtarzalne, a ich okoliczności mocno poplątane, diabelsko niekiedy trudne. I że czasem wypadałoby wybaczyć.

CZYTAJ TAKŻE: Prof. Mikołejko: W Polsce walczą ze sobą dwie cywilizacje. Słychać łabędzi śpiew tradycjonalistów

Co teraz myśli Lech Wałęsa? Co może czuć, Pana zdaniem?
Po pierwsze, jak myślę, czuje się skrzywdzony. I słusznie. Po drugie, sądzę, Lech Wałęsa ma w sobie na szczęście pewien rodzaj buty i nie przyzna się do błędu, „pójdzie w zaparte”. To jest skądinąd prawdziwy dramat Wałęsy, że nie potrafi przyznać się nigdy do błędu, do małości. A jak się już jakoś tam przyznaje, to tak bardzo niechętnie i niemrawo, nieładnie i niejednoznacznie. Sięgając po mętne usprawiedliwienia i próbując przerzucić winę - niczym młodsze rodzeństwo „szatana z siódmej klasy” przyłapane na zeżarciu nie swoich lodów - na kogoś innego. To chyba jest najgorsza rzecz. Mnóstwo jest tu zresztą rzeczy najgorszych i jeszcze gorszych, zgodnie z maksymą Stalina: „Pytacie mnie, towarzysze, która z tych dwóch możliwości jest gorsza? Odpowiadam - obie są gorsze”… Myślę tu o sytuacji, w jakiej się my wszyscy znaleźliśmy. Bo jeśli już nie zostało dokonane to samooczyszczenie Wałęsy, jeśli sprawa nie została wyjaśniona na początku lat 90., kiedy nie stanął on tak do końca w prawdzie, to teraz ta sprawa powinna zostać wyjaśniona wyłącznie już w historycznym badaniu przyszłym - może nawet dopiero wtedy, kiedy nie będzie naszych pokoleń, kiedy nie będzie to kwestią polityki doraźnej. Kwestią obecnych zapiekłych sporów politycznych o podłożu już to personalnym, już to ideowym. Cała ta pozagrobowa zemsta Kiszczaka i powiązanych z nim ciemnych i obcych sił (bo to też ma teraz miejsce), cała ta opowieść o „Bolku” jest bowiem brutalnie użyta do skonstruowania na nowo mitu Solidarności i skonstruowania na nowo ideowej budowli bardziej odpowiedniej dla jej niecnych macherów. Nowa władza musi mieć, bardzo mocno przywiązuje do tego wagę, solidny fundament symboliczny. Do tego fundamentu symbolicznego należy także zdeptanie Wałęsy - bo to nie jest tylko zemsta na Wałęsie, który przegnał kiedyś braci Kaczyńskich z własnego dworu (chociaż też) - w połączeniu z mitem smoleńskim.
Z mitem smoleńskim?
Tak, bo oto obok „Bolka” - zaprzańca - mamy wyniesionych przez męczeńską śmierć, jak się powiada w tym środowisku, Lecha Kaczyńskiego i Annę Walentynowicz, która za życia opowiadała absolutne bzdury o Wałęsie, podobnie jak robią to Gwiazdowie. W latach 80., notabene, ja i moja żona przez kilkanaście godzin rozmawialiśmy z małżeństwem Gwiazdów w Gdańsku, w domu asystenta na ulicy Polanki. I była to rozmowa wielce pouczająca: wyłaniał się z niej straszny obraz Wałęsy - podstępnego dyktatora. Tacy krytycy, szaleni zupełnie, Wałęsy jak Walentynowicz czy państwo Gwiazdowie, czy Krzysztof Wyszkowki - oni są tylko narzędziem. Wspierają swoim dawnym heroicznym autorytetem, którego znowu nie sposób im odmówić, projekt symbolicznej destrukcji i symbolicznej budowy. Destrukcji III Rzeczypospolitej - bo mówi się już, że skonstruowana przez Wałęsę i część elit postsolidarnościowych w porozumieniu z postkomunistami III Rzeczpospolita jest chora u korzenia. W związku z tym trzeba wykarczować ten korzeń i zasadzić nowe drzewo. Tym nasieniem, zaczynem czy fundamentem niechaj zatem będą - w mocnym cudzysłowie to mówię - „polegli pod Smoleńskiem”. Zgodnie zresztą z ideą Ludwika Dorna, zwanego ongiś trzecim bliźniakiem, wyrażoną tuż po katastrofie w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” - że to jest założycielska ofiara IV RP.

CZYTAJ TAKŻE: Co zawiera teczka TW "Bolek"? Dokumenty do wglądu w IPN. Wałęsa wciąż zaprzecza, że współpracował

Myślę jednak, że dla wielu Polaków Lech Wałęsa zostanie bohaterem.
Ależ oczywiście! Rzuciło się wszak do obrony Wałęsy mnóstwo osób, które niekoniecznie mają jednoznaczną o nim opinię. Także ludzie, którzy zostali przez Wałęsę odsunięci czy skrzywdzeni w czasie „wojny na górze”, kiedy on różne osoby pomawiał, kiedy na nie krzyczał i je poniżał, jak choćby Jerzego Turowicza - zresztą w porozumieniu z braćmi Kaczyńskimi, z ich poduszczenia. Rzecz to straszna, bo zabiera się w imię pewnego mitu doraźnego, pewnego doraźnego projektu politycznego, nośny i doniosły narodowy mit Polaków, niszczy ikonę, która - jak pani powiedziała - jest powszechnie znanym symbolem Polski w świecie.

I co sobie ten świat o nas teraz myśli?
Myślę, że świat wytrzeszcza oczy. Świat wie bowiem doskonale, że różni ludzie różne rzeczy robili w polityce, zwłaszcza w tragicznych oraz przełomowych momentach historii. Przecież większość marszałków Napoleona - których on wydźwignął, nieraz z prostego żołnierza, do najwyższych stopni, a niekiedy i rządów nad całymi krajami - go zdradziła. I cynicznie w 1815 r. przeszła na stronę zwycięską. Ale za tę cenę Francja - która była wtedy okupowana przez wojska rosyjskie, angielskie, holenderskie, pruskie, austriackie, jakie się tylko dało - wróciła do roli mocarstwa. To jest zawsze bardzo trudne, bo dotykamy tu istotnego napięcia w działaniach politycznych, zawsze drastycznego - wyboru między skutecznością a moralnością czy uczciwością. Trzeba zatem często rozważyć szatański dylemat: czy być niegodziwym i skutecznym w działaniu na rzecz dobra wspólnego, czy też być czystym, nieskalanym, lecz zatracić ojczyznę? Jeśli zatem pośród generałów z oblężonej w czasie powstania listopadowego Warszawy, idących na negocjacje do Rosjan, jest wspaniały strateg gen. Ignacy Prądzyński, a oblegający pytają go o stan uzbrojenia i liczbę wojska, on odpowiada im dokładnie, jak jest, bo honor oficera nie pozwala mu skłamać, no to rezultat musiał być taki, jaki był. To jest oczywiście tylko jedna z przyczyn klęski. Ale honor polskich oficerów i podchorążych nie pozwalał im także stłumić powstania Belgów w 1830 r., co by wzmocniło Królestwo Polskie, znajdujące się wprawdzie w unii personalnej z Rosją, ale będące w bardzo dobrej sytuacji gospodarczej, mające własną armię, szkolnictwo i najbardziej demokratyczną konstytucję w Europie. I dochodzi do wybuchu nieszczęsnego listopadowego powstania - z przyczyn moralnych! A ja bym wtedy podjął natychmiast decyzję wymarszu na Belgię! Tym bardziej że stała się ona zaraz potwornym imperium kolonialnym. To czekoladowe królestwo, które się z buntu Belgów wyłoniło, doprowadziło choćby do ludobójstwa w Kongu. A więc z całym dobrodziejstwem inwentarza trzeba podejmować czasami takie, a nie inne decyzje - brudne, dramatyczne. Uwikłane też zawsze w grę o własne przetrwanie, o los rodziny, a nierzadko po prostu o brzydki osobisty interes. Bo przecież różnie to bywa. Na dodatek zwycięzców nikt nie sądzi. I żyją w micie, jak w maśle. Kto więc dzisiaj Czarnieckiemu - co to jakoby, jak chce nasz hymn, „spod Poznania po szwedzkim zaborze dla Ojczyzny ratowania rzucił się przez morze” - pamięta, że przeszedł najpierw na stronę Szwedów i zdradził króla. Że był awanturnikiem zainteresowanym zagrabieniem skarbu niejakiego Kmicica (tego historycznego, nie powieściowego). Że nie panował nad własnym wojskiem, które, kontynuując zbożnie dzieło szwedzkiego żołdactwa, dokonywało pogromów antyżydowskich, a idąc „od Poznania” przez szwedzkie wtedy Pomorze Zachodnie siało apokaliptyczną grozę - gwałcąc, rabując, paląc. Ale jednak mit Czarnieckiego ocalał, pan Sienkiewicz go choćby podtrzymuje w „Potopie”, Polacy śpiewają o nim w hymnie i niech tak zostanie. Kto dzisiaj Piłsudskiemu pamięta, że był agentem i austriackim, i japońskim, a także - wedle dzisiejszej miary - terrorystą? A jednocześnie tych wielkich ludzi oczerniano. Kiedy więc Piłsudski odnosił zwycięstwa w 1920 r., to wrogie mu środowiska endeckie oskarżały go, że ma bezpośredni kabel do bolszewików i donosi im o ruchach polskiej armii. Więc ta małość typowa dla nas jest horrendalna zupełnie. Zresztą nowy rząd, zdominowany przez prawicę, przez endecję, zaprzepaścił w traktacie ryskim z 1921 r. wiele osiągnięć oraz koncepcji Piłsudskiego, przede wszystkim wizję federacyjną. Podobnie jest i dzisiaj. Coś przy ogromnym wrzasku „prawdziwych patriotów” i „niepokornych” burzy się zgoła nieprzytomnie, coś zaprzepaszcza. I nazywa to jeszcze „dobrą zmianą” - co do której widać wprawdzie wyraźnie, co ona niszczy, ale nie za bardzo widać, co ona buduje.
Myśli Pan, że szafa Kiszczaka zniszczy jeszcze wiele osób?
Myślę, że z szafy Kiszczaka rzeczy są użyczane wybiórczo, w miarę potrzeby. I widzę w tym szerszy plan. Podobne rzeczy działy się wpierw na Węgrzech, gdzie miały utorować drogę do władzy Orbánowi. Taką rolę odegrały nagrania dokonane u Sowy i Przyjaciół. Tak, to wszystko nie dzieje się przypadkiem - ma jakiś sens i cel. Notabene, mam żal do Donalda Tuska i do Ewy Kopacz, że oni z dnia na dzień tych wszystkich gawędziarzy przy wódeczce i ośmiorniczkach nie wywalili na zbity pysk, nie zważając na to, że to przyjaciele. Polityka jest polityką, nie życiem salonowym i towarzyskim. Idzie tu o dobro kraju, o stabilność porządku demokratycznego i cywilizacyjnego postępu. Łaskawość i bierność Tuska oraz Kopacz otworzyły więc drogę populistycznemu projektowi nieudaczników, który jest teraz realizowany. I już. Mam też wrażenie, że szafki Kiszczaka zostały otwarte, ponieważ - tego jeszcze nie widać otwarcie, ale za chwilę będzie - ta nowa władza zacznie tracić. Ona już zresztą traci. Bo choćby w cieniu sprawy „Bolka”, tego samego dnia, nastąpił wzrost długu publicznego o 6 mld. Potrzebny jest zatem spektakl i ktoś z pomocą tych papierów, tych oskarżeń, wzmacnia konflikt między Polakami. I chyba trzeba powiedzieć tak, jak powiedział kiedyś Donald Tusk, że pewne projekty są pisane bardziej cyrylicą niż literami łacińskimi. W tym wypadku byłoby to niemal oczywiste. Krótko mówiąc: może moja teoria spiskowa idzie za daleko, ale myślę, że chodzi o otwarcie i umocnienie bardziej przyjaznego Moskwie obozu politycznego w Europie Środkowo-Wschodniej. To nie dotyczy wyłącznie Polski, chociaż jest ona bardzo ważnym wycinkiem takiego projektu. Sądzę, że to jest właśnie grane. W związku z tym z szafek generałów czy innych person minionego słusznie okresu będą wyciągane papiery - w miarę potrzeb. Nie chodzi przecież o osoby, które formowały się w Quantico czy Westpoint, tylko zupełnie gdzie indziej. I są ciągle do dyspozycji swych mocodawców.

CZYTAJ TAKŻE: Prof. Mikołejko: W Polsce walczą ze sobą dwie cywilizacje. Słychać łabędzi śpiew tradycjonalistów

Czyli myśli Pan, że nas rozgrywa Władimir Putin?
Myślę, że nas rozgrywa Rosja. Europę Środkowo-Wschodnią bardzo porządnie rozgrywa stara imperialna Rosja ze swoją ciągłością praktyk wywiadowczych sięgającą XIX w. - epoki hrabiego Aleksandra von Benckendorffa i carskiej ochrany. Ta tradycja nigdy nie została tam przecież zerwana wraz z kolejnymi rewolucjami czy zmianami systemów. Po prostu jest to znakomity, bezwzględny system wywiadowczy. Nie chcę przez to powiedzieć, że ta albo tamta osoba jest agentem rosyjskiego wywiadu czy że pewne środowiska nimi są, nie, niczego takiego nie mówię. Po prostu Rosjanie wiedzą, jak zagrać na pewnego typu fiksacjach, wyobrażeniach, emocjach, ambicjach - oni to ćwiczą od stuleci. I potrafią na tym budować swoją politykę. To zresztą nie dotyczy tylko naszego obszaru. Czytałem niedawno doskonałą książkę Williama Dalrymple’a „Powrót króla” - o Afganistanie lat 1839-1842, w którym trwała rywalizacja między Rosją a Anglią o ten klucz do Indii. Rosja, doskonale grając na mentalności ówczesnych Anglików i nie angażując się zbrojnie, tę wojnę wygrała (z pomocą Jana Witkiewcza, polskiego wygnańca i młodzieńczego bohatera „Dziadów”, który stał się czołowym agentem cara). Więc Rosjanie potrafią w tej sferze, sferze emocji i półświadomości zbiorowej, doskonale pracować. „Polska dusza”, jeśli ona oczywiście istnieje, jest zaś bardzo podatna na tego typu manipulacje - z powodu różnych resentymentów, urażonych ambicji, losowych nieszczęść i ran, uwikłania w tanie wyobrażenia i stereotypy mentalne, narodowej tromtadracji i zwykłej głupoty, wreszcie braku ciągłości, tradycji i profesjonalizmu w grze politycznej, jakże często podstępnej, cynicznej i nieoczywistej.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Mikołejko: Chcą symbolicznie uśmiercić L. Wałęsę. Ikoną "S" ma zostać L. Kaczyński - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 127

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

p
prosty czlowiek

Pleciesz czlowieczku takie bzdury, ze zastanawiam sie kto ci przyznal tytul profesora, ale z tego co wiem to nawet profesor moze byc glupkiem .Prawda , prawda sie tylko liczy i owoce naszych dzialan Oczywiscie wszyscy popelniamy bledy i to jest normalne , a to czy potrafimy sie do nich przyznac i uderzyć sie w piersi i prosic o wybaczenie dopiero jest miara CZLOWIEKA!!!!!!!!!!!!!!!!! . CI CO TEGO NIE POTRAFIA TO LAJNO . A TY PROFESORKU GADASZ TAK JAKBYS MIAL SAM COS NA SUMIENIU CZY ABY NIE BYLES CZASEM KAPUSIEM A JESLI TAK TO CZY MIAKLBYS JAJA ABY SIE DO TEGO PRZYZNAC?

m
mg

teraz sie zaczna aferki przez te 3 latka skoczki i inne tez wyjda c zarno kacze jaja

,

tylko ciekawe kogo masz na myśli?

t
terma

nareszcie wypowiedź mądrego człowieka, prawdziwego profesora, a nie aparatczyka PZPR-PIS, któremu nadano tytuły naukowe (a pełno ich dziś w TV, tylu profesorów, ilu agentów....)

M
Mamaj

Wszyscy dookoła JK to wiedzą, wiemy też i my. Ci, którzy tu piszą o zdrajcach przekonają się wkrótce, że POLSKA dla pis , to tylko skocznia do postawienia L.Kaczynskiego na piedestale. Reszta się nie liczy.

j
jacek

Z szafy posła Kaczyńskiego jak cały kabaret pis

j
jacek

Mikołejko kojarzy mi się z Rosją to teraz Rosjanie za rządów PiS układają nam historie komuna wróciła za chwilę wrócą kartki

m
marek

Dziad mamroli tylko nie jadem jak Niesiolowski,wychodzi na to ze Kiszczak za to ze go nie powiesili po obaleniu ustrju schowal kwity Bolka jako dowod wdziecznosci a ze Bolek nie dal Kiszczakowej na pomnik to go sprzedala ale numer

h
hehehe

A skąd się urwał ten leśny dziadek?

m
mgr

Wszyscy pracownicy naukowi wszystkich uczelni odmówili złożenia oświadczenia lustracyjnego - ileś tam lat temu. Wszyscy! I tłumaczyli jakimś uwłaczaniem godności itd. Otóż byłem pracownikiem wielkiej uczelni w czasach tamtych i tych i widziałem i wiedziałem i łatwo było się zorientować kto był tw, kto dostawał, kto wyjeżdżał itd.. Połowa kadry to pzpr i tw. To był powód waszego bojkotu ww. oświadczeń. Przeciw lustracji najostrzejsi byli właśnie ci co byli tymi wrzodami. A pan dalej uprawia pseudonaukowe protesty ... żeby nie ujawniać itd Ciekawe dlaczego? Poczekajmy. Może i te nazwiska wypłyną i dowiemy się kto komu karierę i życie złamał. Ja się nie dałem i jestem za pełnym ujawnieniem zasobów IPN. Bo nie byłem tw.

G
Gość

Marian Kowalski: "Nie wpuścili mnie na scenę. Wiec parę słów powiedziałem do moich Przyjaciół którzy zgromadzili się na kontrmanifestacji"
Tego nie pokażą w wolnych mediach !!! Kto może niech udostępnia !!!

G
Gość

Kurski powinien spowodowac aby ten film pokazano w TVP. Czas przestac ustepowac ZYDOKOMUNIE.

G
Gość

Nikt ich do nas nie zapraszał.
Przyjeżdżają.
I już ŻĄDAJĄ. Nie proszą. Stawiają ŻĄDANIA..
Tego, na co polskie państwo "nie stać" wobec własnych obywateli.

G
Gość

Prezydent Czech oświadczył, że ci, którzy uznają Stepana Banderę za bohatera i gloryfikują go na każdym kroku, są na bakier z historią XX wieku. To już kolejna wypowiedź Miloša Zemana, w której zdecydowanie przypomina on o antypolskich działaniach ukraińskich nacjonalistów w trakcie II Wojny Światowej.

„Czy słyszeliście kiedykolwiek o groźbach Bandery, który mówił: zabiję każdego Polaka w wieku od 16 do 60 lat! Jeśli nie słyszeliście, to natychmiast przerwijmy tę bezmyślną i prowadzącą donikąd dyskusję” – w ostrym tonie o Banderze i jego dziedzicach ideologicznych wypowiedział się prezydent Zeman.

„A tak dla waszej informacji: Stepan Bandera miał tylko jeden cel – chciał z państwa ukraińskiego uczynić wasala faszystowskich Niemiec. Hitler chciał osiedlić w waszym kraju niemieckich chłopów. A gdy któregoś dnia zmienił zdanie, postanowił wysłać Banderę do obozu koncentracyjnego” – napisał prezydent Zeman na swoim profilu na Facebook-u.

Prezydent Zeman nawiązując do tego, co w ostatnich latach dzieje się na Ukrainie, przypomniał, że były prezydent tego kraju, Wiktor Juszczenko, uczynił ze Stepana Bandery bohatera narodowego. Natomiast obecne władze w Kijowie bardzo poważnie biorą pod uwagę wykreowanie nowego bohatera narodowego.

„Kijów myśli o Romanie Szuchewyczu. To z jego rozkazu w roku 1941 we Lwowie rozstrzelano kilka tysięcy Żydów” – powiedział czeski prezydent.

Jako główny dowódca UPA, Szuchewycz ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za zaakceptowanie rzezi wołyńskiej jako taktyki UPA przeciwko Polakom i przeprowadzenie ludobójczej czystki etnicznej we wschodniej Małopolsce.

Miloš Zeman jest w ostatnim czasie ostro krytykowany za wspieranie i tolerowanie działań Moskwy. Prezydent Czech nigdy nie potępił przyłączenia Krymu do Rosji, a za wybuch wojny na wschodzie Ukrainy obwinia Kijów.

G
Gość

Mafia w Polsce ma sie dobrze, przestępcy, którzy odgrywają lub odgrywali kluczowe role w rozbiorach Polski awansują wyżej i wyżej przy poparciu lewych ,,patriotów”

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3