Protest przewoźników autokarowych w Opolu, przyblokowane ulice. Według branży pomoc rządu w obliczu koronawirusa jest niewystarczająca

Sławomir Draguła
Sławomir Draguła
Autokary jeżdżą po Opolu i spowalniają ruch.
Autokary jeżdżą po Opolu i spowalniają ruch. Mario
W Opolu protestowali przewoźnicy autokarowi z województwa opolskiego. Przedstawiciele branży chcą poinformować o dramatycznej sytuacji, w jakiej się znaleźli, w związku z epidemią koronawirusa i niewystarczającej ich zdaniem pomocy rządu.

Protest w Opolu ruszył w środę, 1 lipca dokładnie o godzinie 14.30, tak jak w całej Polsce, bo to skoordynowana akcja zorganizowana przez Polskie Stowarzyszenie Przewoźników Autokarowych.

Około 30 autobusów należących m.in. do takich firm jak Sindbad, LUZ, GTV, Martex, Wojnakowski czy PKS Głubczyce, Kluczbork i Opole, wjechało do Opola od strony ul. Braci Kowalczyków, przejechało ul. Piastowską w stronę Zaodrza i z powrotem.

Protestujemy przeciwko bierności rządu, który naszym zdaniem niewiele robi, by uratować branżę przed bankructwem z powodu epidemii koronawirusa - mówią przewoźnicy. - To nasz głos rozpaczy.

Jeszcze do niedawna krajowe przedsiębiorstwa były jednymi z najprężniejszych w Europie, dziś są na skraju upadłości.

Postulaty branży autokarowej:

  • Pomoc w utrzymaniu pracowników w postaci dopłat do pensji minimalnej do końca 2020 roku.
  • Całkowite pokrycie lub umorzenie składek ZUS dla branży przez najbliższe sześć miesięcy.
  • Dopłaty do autokarów do końca roku w formie subwencji bezzwrotnej. Od 6 do 10 tys. zł miesięcznie na pojazd, spełniający normy od Euro 4 do Euro 6.

Według obliczeń Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych, łączny koszt pomocy dla polskich przewoźników mógłby wynieść od 150 do 200 mln zł.

Przypomnijmy. Polska branża autokarowa stoi od początku marca, kiedy to w Polsce i Europie rozpoczęła się epidemia COVID-19.

Firmy straciły zlecenia przez zamrożenie gospodarki, w tym działalności biur podróży oraz zamknięcie granic.

Według naszych szacunków realna szansa na odbicie się od dna to dopiero wiosna przyszłego roku i to pod warunkiem, że nie będzie nawrotu epidemii - mówią właściciele firm przewozowych.

Pozbawieni wpływów przedsiębiorcy już nie mają funduszy na dalsze funkcjonowanie. W tej sytuacji, jeśli nadal nie będzie żadnej reakcji rządu, organizatorzy zapowiadają na 7 lipca strajk.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Bilans polskiej akcji poszukiwawczo-ratowniczej w Turcji.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marika Cisek
2 lipca, 9:27, Gość:

A kto przywiózł I-szego chorego do Polski???

No i co z tego? Przecież to w ogóle nie ich wina...

G
Gość

A kto przywiózł I-szego chorego do Polski???

M
Michał

Mają rację! Oni stracili najwięcej o do teraz stoją. Zwłaszcza te mniejsze firmy.

Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie