Przerwana Dekada, czyli trzecia bitwa w nyskiej wojnie o handel

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Ryszard Urbański i Aleksander Walczak ze spółki Dekada pod licznikiem strat Nysy. Budowa galerii będzie gorącym tematem kampanii samorządowej.
Ryszard Urbański i Aleksander Walczak ze spółki Dekada pod licznikiem strat Nysy. Budowa galerii będzie gorącym tematem kampanii samorządowej. Krzysztof Strauchmann
Nomen omen. Galeria ma się nazywać Dekada i od dekady nyscy radni dzielnie walczą z pomysłami zagospodarowania terenu obok urzędu. Koszty tej walki, co najmniej 2 miliony, zapłacili wszyscy.

Teren jest piękny i ma potencjał gospodarczy. Cały kwartał między czterema ulicami w centrum miasta, po drodze z Rynku do dworca kolejowego. Kiedyś mieściła się w tym miejscu zajezdnia miejskich autobusów. Burmistrz z okien gabinetu patrzy na tę działkę.

Niestety, jest ona skażona grzechem pierworodnym od 1997 roku, kiedy to ówczesny burmistrz z SLD Mieczysław Warzocha sprzedał cały teren firmie CHS z Wrocławia za 430 tys. zł.

Dużo poniżej faktycznej wartości. Wielokrotnie była o to potem polityczna awantura. Warzochę oskarżano o korupcję, wprowadzenie radnych w błąd, bo zgodzili się tylko na sprzedaż części terenu. Faktem jest, że prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. Nikt nie został skazany za prywatyzację miejskiego mienia.

W 1999 roku CHS sprzedała byłą zajezdnię za 6 mln zł firmie dewelopperskiej EDO z Wrocławia. Ta zaś zaczęła starania o budowę w tym miejscu hotelu, supermarketu i stacji benzynowej.

Przynajmniej częściowo było to zgodne z obowiązującym wówczas planem przestrzennego zagospodarowania z 1993 roku. Plan przewidywał tu bowiem możliwość budowy hotelu na 200 miejsc oraz obiektów przeznaczonych na usługi i handel. Pierwszy spór inwestora z miastem poszedł jednak o stację benzynową, a potem doszła sprawa supermarketu.

W 2001 roku rada zaczęła prace nad nowym planem przestrzennym, który uszczegółowił zapisy przeznaczenia tego miejsca, mówiąc, że obiekt handlowy może mieć tu wyłącznie do 2 tys. metrów powierzchni.

Zanim uchwalono plan, EDO dostało od kolejnego burmistrza, Mariana Smutkiewicza, pozytywną dla siebie decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu na supermarket.

Burmistrz najpierw im odmówił, ale po odwołaniu do Naczelnego Sądu Administracyjnego uznał, że nie ma podstaw, aby nie wydać takiego pozwolenia. W mieście podniosło się larum, głównie ze strony Ligi Nyskiej Janusza Sanockiego, że tylnymi drzwiami wprowadza się do centrum supermarket.

W lutym 2004 roku na spotkaniu trzech komisji rady miejskiej zapadła kolegialna decyzja: burmistrz ma zablokować wydanie dla EDO pozwolenia na budowę supermarketu. Nawet jeśli spowoduje to roszczenia firmy o odszkodowanie. W spotkaniu uczestniczyły osoby, które do dzisiaj rządzą miastem - przewodniczący rady Feliks Kamienik, wiceburmistrz Piotr Walach, wtedy jako naczelnik miejskiego wydziału inwestycji, Janusz Sanocki, wtedy radny miejski, dziś kandydat na burmistrza.

Słowo stało się ciałem. Spółka EDO pozwała gminę Nysa do sądu o odszkodowanie za zmianę w planie przestrzennym, która ograniczyła im możliwości wykorzystania terenu, przez co działka straciła na wartości.

Ostateczny wyrok zapadł 25 maja 2011 roku przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu. Sąd nakazał Nysie zapłatę 1,442 miliona złotych odszkodowania i 645 tysięcy odsetek. Burmistrz Jolanta Barska zwołała radę, która pomstując na polskie sądownictwo, zmieniła budżet i znalazła ponad 2 miliony dla wrocławskiej firmy.

Ludzie chcą galerii

Od firmy EDO teren kupiła kolejna firma, Lamber. Ona też podjęła starania o zmianę planu przestrzennego, aby w spornym miejscu umożliwić budowę wielkiego obiektu handlowego. Po raz pierwszy w sprawę zaangażowali się też mieszkańcy Nysy.

Powstał komitet, który chciał przeprowadzić referendum w sprawie galerii. Ostatecznie jednak nie zebrano odpowiedniej liczby podpisów. Pod koniec 2011 roku pojawił się kolejny podmiot - warszawska firma Dekada, specjalizująca się w budowie galerii handlowych w niewielkich miastach. Przedstawiciel firmy, Ryszard Urbański, zaczął rozmowy z władzami miejskimi, pojawił się też na miejskiej komisji urbanistyki.

Zapowiedział, że reprezentuje dewelopera, który jest zainteresowany kupieniem placu i budową galerii handlowej o powierzchni 20 tys. metrów kwadratowych, ale to będzie wymagało zmiany planów przestrzennych.

Nie usłyszał zdecydowanej odmowy. Tylko wiceburmistrz Piotr Walach otwarcie stwierdził, że szanse na zmianę planu są prawie zerowe. Dzisiejszy poseł, a wtedy radny Rajmund Miller z PO narzekał, że to zakorkuje miasto i nie wiadomo kto zapłaci za przebudowę ulic. Kilku radnych było jednak zainteresowanych współpracą, żeby teren w centrum, wtedy wykorzystywany jako "ruski targ", przestał wreszcie straszyć.

Dekada zaryzykowała. Na początku 2012 roku za 7,5 miliona złotych kupiła feralne działki przy ul. Kolejowej.

Na początek zlecili badania opinii publicznej mieszkańców Nysy. W styczniu 2013 roku TNS Polska przepytała 500 mieszkańców o ich podejście do handlu. Sondaż pokazał, że 63 procent jeździ na zakupy do Opola i Wrocławia. 76 procent chce powstania w Nysie nowoczesnej galerii, a 61 procent opowiada się za lokalizacją w centrum.

Po analizie firma uznała, że inwestycja dopuszczona w obecnym planie, czyli hotel z handlem i gastronomią, jest nieopłacalna. Nikt z operatorów hotelowych nie jest zainteresowany takim obiektem w Nysie.

Dekada szybko przedstawiła swoje plany - budowę galerii o powierzchni handlowej 15 tys. metrów kwadratowych z 50 sklepami i 350 miejscami parkingowymi. Koszt budowy - 70 mln zł. Zgodnie z założeniami galeria ma dać pracę 500 ludziom. Miasto tylko za podatek od nieruchomości kasowałoby rocznie 400 tys. zł. Dodatkowo 1,1 mln zł udziału w podatku dochodowym od zatrudnionych.

Takie dane w czerwcu tego roku znalazły się na elektronicznym liczniku strat miasta, zamontowanym na wprost urzędu. Licznik już naliczył gminie ponad 9 mln zł utraconych dochodów od 2008 roku. Tymczasem gdyby nawet teraz zapadła zgoda dla galerii, sama procedura planistyczna, wydawanie pozwoleń potrwa jeszcze ze 2 lata.

Aleksander Walczak, prezes Dekady, opowiada, że przez półtora roku od kupienia terenu chodził do burmistrzów, do radnych i przekonywał ich do galerii. Widząc opór, firma postanowiła odwołać się do opinii publicznej, czyli do wszystkich mieszkańców. Stąd pomysł na licznik, tablice reklamowe z twarzami radnych za i przeciw galerii, ogłoszenia w mediach, konferencje prasowe.

- Nie robiliśmy tego, żeby naciskać na radnych - mówi prezes Walczak. - Chcieliśmy obnażyć kulisy podejmowania ważnej dla miasta decyzji. Chcieliśmy, żeby ludzie wiedzieli, jak to się załatwia, bo niestety nyskie media są dość słabe.

Walczak wprost atakuje władze miejskie: Działają w interesie właścicieli lokali handlowych w Rynku i na głównym deptaku Nysy, czyli ul. Prudnickiej. To nieduże grono, najwyżej kilkanaście osób. Brak konkurencji pozwala im wywindować ceny najmu za lokale od ludzi otwierających tam swój sklep.

Ostatnio pojawił się kolejny konkurent Dekady - przedsiębiorca z Niemodlina Eryk Wiercimok. Kilka lat temu Wiercimok odbudował nyski ratusz zniszczony podczas wojny i też przeznaczył go pod najem. W sierpniu spółka Wiercimoka i jego żony kupiła w miejskim przetargu prawo wieczystego użytkowania dla trzech działek w Rynku.

Przed wojną mieściły się tam kamienice, teraz jest skwerek. Plany przestrzenne przewidują w tym miejscu powrót do dawnej zabudowy. Wiercimok ma od miasta warunek, że w ciągu 8 lat winien wybudować kamienice, w których mieścić się będą lokale gastronomiczne i handlowe. Umowa sprzedaży jeszcze nie została podpisana.

Opozycja trąbi, że Wiercimok specjalnie czekał z tym, aż wyjaśni się sprawa galerii handlowej. Wiceburmistrz Piotr Walach na publicznych zebraniach mówił, że budowa Dekady "załatwi", czyli zablokuje zabudowanie Rynku. A dla rządzących Nysą, jak to publicznie przyznawała burmistrz Jolanta Barska - najważniejsza jest odnowa oblicza Rynku i rejonu bazyliki. To tu przede wszystkim, mają się gromadzić turyści i mieszkańcy.

W sprawie galerii władze Nysy zachowują się jak pies ogrodnika. Dopuszczają ich budowę tylko w dwóch miejscach na obrzeżach Nysy - przy wylocie do Głuchołaz i Otmuchowa. Oba tereny należą do miasta, które liczy, że zarobi na ich sprzedaży wiele milionów.

Problem w tym, że kolejne przetargi nie dochodzą do skutku, bo chętnych brak. Zarząd Dekady przekonuje, że na peryferiach powstanie najwyżej obiekt o niskim standardzie, a cały ruch zakupowy wyniesie się z centrum na obrzeża, co w efekcie dobije drobny handel w śródmieściu.

Czekać aż do zwycięstwa

W tym roku nadeszła wreszcie okazja, żeby wszystkich radnych i burmistrzów zmusić do decyzji. Dotychczas bowiem np. burmistrz Jolanta Barska dość enigmatycznie wypowiadała się w tej sprawie, jako zwolennik galerii. Sama zresztą kilka lat temu lansowała koncepcję sprzedaży jednego z miejskich stadionów na galerię handlową.

Zamówiona wtedy specjalistyczna opinia stała się ostatnio kolejnym przedmiotem ostrego sporu. Analiza wykazała, że galeria handlowa pozytywnie wpływa na rozwój centrów miast i miejscowy rynek pracy. Opozycja i władze Dekady oskarżają jednak burmistrz Barską, że ukryła taką niekorzystną dla siebie analizę.

Urząd przystąpił do sporządzenia nowego studium kierunków rozwoju i zagospodarowania przestrzennego gminy. To podstawa do opracowania później szczegółowych planów.

Każdy z mieszkańców na pewnym etapie może składać wnioski do studium. Więc Dekada złożyła wniosek nr 27, aby na ich terenie dopuścić handel wielkopowierzchniowy. Burmistrz ten wniosek odrzuciła, jak zresztą dwa inne, dotyczące innych obszarów w mieście.

W ostatni poniedziałek sprawa trafiła do ostatecznego rozstrzygnięcia na sesji rady miasta. Tylko 1 radny (Jan Satora) głosował za galerią. 14 było przeciw. 3 z Ligi Nyskiej się wstrzymało. Trzech z prawicowej opozycji nie wzięło udziału w głosowaniu. Kiedy debatowano w tej sprawie, Dekada ustawiła na wprost urzędu tablicę informacyjną. Powołując się na medialne wypowiedzi radnych, pokazali na niej z imienia i nazwiska 7 osób, które wcześniej poparły galerię.

- Trzy osoby z tego grona zmieniły zdanie po środowej kolacji w nyskiej restauracji - komentuje prezes Aleksander Walczak. - Widać pozytywnie ich zmotywowano. Kolejny radny ma startować w wyborach z komitetu burmistrz Barskiej i wybito mu z głowy poparcie dla galerii. Dwóch wcale nie przyszło. Nysa ma tylko jednego sprawiedliwego.

Spytaliśmy tych radnych o powody zmiany zdania. Wszyscy zdecydowanie zaprzeczają, żeby ulegli jakiemukolwiek naciskowi. Część jest zniesmaczonych nachalną propagandą spółki Dekada. Jeden (Wiesław Tokarz) mówi, że nigdy nie był zwolennikiem galerii, a tylko przedstawił publicznie stanowisko miejskich władz swojej partii SLD. Radny Szlempo wyznał, że ma całej sprawy dość i nie zamierza już nigdzie kandydować.

- Będziemy dalej czekać, aż zmieni się sposób myślenia władz albo zmienią się władze w Nysie - komentuje prezes Walczak. - Ta decyzja rady jest wielką porażką mieszkańców, a nie naszą. Radni głosowali odwrotnie, niż chcą tego ludzie.

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie