Przykazanie jedenaste: nie bądź obojętny [KOMENTARZ KRZYSZTOFA ZYZIKA]

Krzysztof Zyzik
- Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie kłamstwa historyczne - mówił ocalony Marian Turski.
- Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie kłamstwa historyczne - mówił ocalony Marian Turski. Krystian Dobuszynski
Wybitne wystąpienie redaktora Mariana Turskiego na obchodach wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady. Ocalony więzień przypomniał, że „Auschwitz nie spadło z nieba”.

Że to ludzie ludziom zgotowali ten los, a Holocaustu nie zapoczątkował wielki wybuch czy zbrojna rewolucja, lecz pierwsze nienawistne słowa ludzi, którzy doszli do władzy w demokratycznych wyborach.

Słowa, a potem pojedyncze gesty wykluczenia, machina propagandowa definiująca i obrzydzająca wroga narodu, skąpana w sosie dumy narodowej. Nie doszłoby do przemysłowego zabijania ludzi, gdyby społeczeństwo nie było obojętne na pierwsze kroki wykluczające tych „innych”. Na zakaz siedzenia na ławce, korzystania z basenu, sklepu.

Społeczeństwo w swojej masie, tzw. zwykli ludzie byli obojętni, bo im akurat zaczynało się powodzić. Władza o nich zadbała, rozwijała się gospodarka i świadczenia socjalne. Spadło bezrobocie.

W takich określeniach sędziwego więźnia Auschwitz, jak „prawa mniejszości”, „zarazki”, „konstytucja”, „złamana umowa społeczna”,
część komentatorów dostrzegła aluzje do dzisiejszej Polski.

Zarzucają oni Turskiemu, iż wykorzystał jubileusz do „bieżącej polityki”. Tak, aluzje były czytelne, ale trzeba wyjątkowego zacieśnienia intelektualnego albo złej woli, by nie dostrzec w nich przekazu o charakterze uniwersalnym.

Na świecie, nie tylko w Polsce, mamy do czynienia z kryzysem demokracji. W ostatnich piętnastu latach nieufność wobec ładu politycznego, społecznego i gospodarczego w państwach Zachodu wzrosła prawie dwukrotnie. We Francji miasta demolują
„żółte kamizelki”. To efekt niesprawiedliwego podziału dóbr, rosnących nierówności społecznych, kryzysu wartości chrześcijańskich i źle prowadzonej polityki migracyjnej.

Ten kryzys jest jednak glebą dla demagogów, gotowych rozmontowywać demokrację, zamiast ją leczyć.

Jestem przekonany, że wystąpienie Turskiego będzie aktualne i za pięćdziesiąt lat, kiedy nie będzie już na tym świecie Jarosława Kaczyńskiego, czy Donalda Tuska. Nie będzie piszącego ten felieton i tych, którzy za chwilę zhejtują go w sieci.

Turski chce przestrzec nas i przyszłe pokolenia przed ciągłym podkręcaniem społecznych emocji. Przed poświęcaniem wolności na ołtarzu złudy bezpieczeństwa.

Przed wyznaczaniem „stref wolnych” od kogokolwiek inaczej żyjącego, czy myślącego. Mówi nam, że jest to groźne nawet wtedy, kiedy są to tylko gesty symboliczne. I że to jest moment, aby protestować, bo „ani się obejrzycie, jak spadnie na was jakieś kolejne
Auschwitz”.

Mowa redaktora Turskiego to manifest przeciw obojętności.

Ocalały z Holocaustu świadek historii przestrzega przed tym samym, o czym dobitnie pisał w 1942 roku pastor Martin
Niemoeller, działacz antyhitlerowski i więzień obozu w Dachau: Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem/Nie byłem przecież Żydem/Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem/Nie byłem przecież komunistą/ Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem/Nie byłem przecież socjaldemokratą/ Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem/Nie byłem przecież
związkowcem/ Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował/Nikogo już nie było.

Coraz więcej cudzoziemców zgłoszonych do ubezpieczeń

Wideo

Dodaj ogłoszenie